ROZDARTE SERCE

Gdy zdruzgotana oglądam rozlatujące się dzieło życia

– to nie jest rozdarte serce.

Gdy patrzę bezradnie na śmierć kogoś bardzo bliskiego

– to nie jest rozdarte serce.

Gdy najlepszy przyjaciel staje się wrogiem

– to nie jest rozdarte serce.

Gdy pierwsza miłość odwraca się plecami

– to nie jest rozdarte serce.

Gdy jestem ośmieszana i wytykana palcami

– to nie jest rozdarte serce.

Gdy mam wybierać między złem mniejszym i większym

– to nie jest rozdarte serce.

Gdy nie wiem jaki ma być mój kolejny krok

– to nie jest rozdarte serce.

Gdy odrzucona przez wszystkich płaczę nad sobą

– to nie jest rozdarte serce.

 

Gdy w ciszy ciemnego kościoła leżę na zimnej posadzce, powtarzając z miłością: „Przepuść, Panie, przepuść” i płacząc nad swoimi grzechami

– to jest rozdarte serce.

Podziel się z innymi:

BETHLEHEM

Bethlehem

Roman Brandstaetter

Marya siedziała na włochatym ośle, 
A zwierzę stąpało tak ostrożnie, 
Jakby dźwigało na grzbiecie 
Nie kobietę, 
Ale modlitwę.

Obok szedł Józef 
Jak kolumna rzucająca cień, 
Spokojny i świadomy 
Anielskiej treści, 
Którą wypełniona była 
Po brzegi swojego istnienia 
Małżonka o twarzy zakrytej zasłoną. 
Niebo, pod którym szli, było jak chleb. 
Ziemia pod ich stopami była jak chleb. 
I dom, do którego szli, był jak chleb.

Gdy wstąpili w jaskinię, 
W werset Micheasza, 
Marya powiła Syna 
I położyła go delikatnie na sianie 
Jak kruche szkło.

Pasterze o szerokich barach, 
Narzuciwszy na siebie wełniane burnusy, 
A na głowy kolorowe chusty, 
Weszli do jaskini jak dzwony.

Mędrcy stali pokornie jak dostojne księgi, 
W których opisane są dzieje 
Ludzi dobrej woli.

Krowa, wół i osioł 
Pochyliły się nad żłóbkiem 
Jak trzy doliny. 
A potem 
Dzwony, księgi i doliny 
Uklękły.

Podziel się z innymi:

BETHLEHEM

Bethlehem

Roman Brandstaetter

Marya siedziała na włochatym ośle, 
A zwierzę stąpało tak ostrożnie, 
Jakby dźwigało na grzbiecie 
Nie kobietę, 
Ale modlitwę.

Obok szedł Józef 
Jak kolumna rzucająca cień, 
Spokojny i świadomy 
Anielskiej treści, 
Którą wypełniona była 
Po brzegi swojego istnienia 
Małżonka o twarzy zakrytej zasłoną. 
Niebo, pod którym szli, było jak chleb. 
Ziemia pod ich stopami była jak chleb. 
I dom, do którego szli, był jak chleb.

Gdy wstąpili w jaskinię, 
W werset Micheasza, 
Marya powiła Syna 
I położyła go delikatnie na sianie 
Jak kruche szkło.

Pasterze o szerokich barach, 
Narzuciwszy na siebie wełniane burnusy, 
A na głowy kolorowe chusty, 
Weszli do jaskini jak dzwony.

Mędrcy stali pokornie jak dostojne księgi, 
W których opisane są dzieje 
Ludzi dobrej woli.

Krowa, wół i osioł 
Pochyliły się nad żłóbkiem 
Jak trzy doliny. 
A potem 
Dzwony, księgi i doliny 
Uklękły.

Podziel się z innymi:

BETHLEHEM

Bethlehem

Roman Brandstaetter

 

Na granicy czasu, 
Którą określił Bóg 
Dojrzewaniem owocu 
W niewieścim ciele, 
Urzędnicy pochyleni nad papirusami 
Liczyli lud jak wory zboża.

Marya siedziała na włochatym ośle, 
A zwierzę stąpało tak ostrożnie, 
Jakby dźwigało na grzbiecie 
Nie kobietę, 
Ale modlitwę.

Obok szedł Józef 
Jak kolumna rzucająca cień, 
Spokojny i świadomy 
Anielskiej treści, 
Którą wypełniona była 
Po brzegi swojego istnienia 
Małżonka o twarzy zakrytej zasłoną. 
Niebo, pod którym szli, było jak chleb. 
Ziemia pod ich stopami była jak chleb. 
I dom, do którego szli, był jak chleb.

Gdy wstąpili w jaskinię, 
W werset Micheasza, 
Marya powiła Syna 
I położyła go delikatnie na sianie 
Jak kruche szkło.

Pasterze o szerokich barach, 
Narzuciwszy na siebie wełniane burnusy, 
A na głowy kolorowe chusty, 
Weszli do jaskini jak dzwony.

Mędrcy stali pokornie jak dostojne księgi, 
W których opisane są dzieje 
Ludzi dobrej woli.

Krowa, wół i osioł 
Pochyliły się nad żłóbkiem 
Jak trzy doliny. 
A potem 
Dzwony, księgi i doliny 
Uklękły.

 

 

Podziel się z innymi:

RACHUNEK SUMIENIA

Rachunek sumienia

Budzę się rano…

mówię…
jak celnik Zacheusz będę rozdawać,
jak Szymon będę nosić krzyże innych,
jak Weronika będę ocierać twarze,
jak Szczepan dam się kamienować,
jak Jezus na krzyżu będę przebaczać,
jak Franciszek będę kochać.

Wieczorem
spoglądam w lustro…
widzę…
Adama, który dopiero co zjadł owoc,
Kaina, który dopiero co zabił,
Judasza, który dopiero co zdradził,
Piotra, który dopiero co się zaparł,
Piłata, który dopiero co obmył ręce,

I zasypiam
na mokrej od łez
poduszce.

A w nocy
przychodzi Jezus i pyta:
MIŁUJESZ MNIE?

(modlitwa – wiersz, znaleziona po śmierci w brewiarzu śp. + Abp Józefa Życińskiego)

Podziel się z innymi: