ŻYJĘ DZIĘKI EUCHARYSTII

Szczytowym aktem duchowości eucharystycznej jest oddanie siebie Bogu razem z Chrystusem z gotowością do wypełnienia Jego woli i z dziękczynieniem (z góry) za wszystko, co On postanowi w nas i poprzez nas dokonać.

Postawa dziękczynienia, posłuszeństwa i miłości.

Tylko Pan, Zmartwychwstały prawdziwie obecny w swoim Ciele i Krwi, ma moc aby nas przemieniać i formować w nas właśnie takie postawy, teraz i ku życiu wiecznemu.

Nasze „Amen”, które wypowiadamy przyjmując Chrystusa Jezusa, jest nie tylko potwierdzeniem naszej wiary w Niego ale i wyrażeniem  zgody naszej woli na Jego zbawcze działanie w nas.

Powinno być, ale czy rzeczywiście jest?

Tu już każdy musi sam sobie na cichej rozmowie przed Panem powiedzieć co wyraża jego „Amen”.

Dziś Jezus wyszedł na nasze drogi i ulice, błogosławiąc i uzdrawiając, niepokojąc sumienia, przywołując  i przyciągając do siebie.

Procesja – adoracja w drodze, pójście za Panem dokądkolwiek się uda.

Zachowanie skupienia, postawa ufności i radości, wyrażanej w pieśniach eucharystycznych.

Zawsze raziło mnie, że dla wielu osób to tylko tradycyjny spacer i okazja do omówienia mniej lub bardziej ważnych nowin pomiędzy sobą.

Miałam ten zaszczyt i wielki dar, że wraz z moją Grupą Modlitwy Ojca Pio, w parafii Opatrzności Bożej przy ul. Dickensa w Warszawie przed laty przygotowywaliśmy ołtarz, pierwszy ołtarz na procesję Bożego Ciała. Nie myślałam wcześniej jak wiele wysiłku, dobrej organizacji, zaangażowania przez kilkanaście dni od wszystkich włączonych w to dzieło jest wymagane. I jeszcze przygotowanie i odczytanie, krótkiego rozważania wstępnego, wprowadzającego, ale takiego, które ”nie  przegada” ani Słowa Bożego ani Obecności Pana. 

Eucharystia pod dwoma postaciami.

Raz w miesiącu na sobotnich mszach „benedyktyńskich”, na comiesięcznych mszach bractwa różańcowego na Freta u o.o. dominikanów, na niektórych mszach świętych wspólnotowych i w niektóre Uroczystości u ojców jezuitów. Podpisuję się pod pokorną prośbą wiernych o, na ile to możliwe, szersze wprowadzenie Komunii Świętej pod dwoma postaciami.

Szczególne Eucharystie.

Oczywiście, ta Pierwsza. Pierwsza Komunia Święta. Kilkanaście dni temu minęło 53 lata od tamtego dnia. Oglądam czasem swoje zdjęcia z I Komunii Świętej, oczekiwanie na Przychodzącego… i pierwsza rozmowa sercem przy Sercu.

I kolejne…

Msza święta odprawiona w moim mieszkaniu kilka lat temu, 2 lutego, przez zaprzyjaźnionego ojca jezuitę, Norberta. Zaproszenie do podejścia do stołu-ołtarza i samodzielne przyjęcie komunii świętej z pateny i kielicha. Mocno doświadczyłam wtedy rzeczywistości słów – wziąć, podnieść i wypić kielich – kielich życia, błogosławieństwa  i zbawienia. Jakże trudno czasem przenieść to doświadczenie w codzienne trudności i niełatwe relacje, jak trudno jest wypijać to co gorzkie, ale na dnie … kryje się słodycz ostatnich kropli.

I kolejna msza święta w moim domu, 30 grudnia 2011. Również odprawiona przez ojca jezuitę, tym razem Grzesia, przyjaciela. Po operacji ledwo się poruszałam i siedziałam przy stole, ołtarzu. Tym razem dominowała przejmująca wdzięczność Panu i nieziemska wręcz słodycz Ciała i Krwi Pańskiej. Czas się jakby zatrzymał, chwila trwała. 

Inna szczególna Eucharystia, wspólnotowa na Rakowieckiej. Po raz pierwszy obawiałam się, że zabraknie Pana dla wszystkich. Tej soboty, wyjątkowo dołączyło do nas sporo innych osób. Przed mszą świętą, każdy z nas przekładał komunikant do konsekracji. Na koniec dołączyłam kilkanaście komunikantów na wypadek „gości”, którzy się czasami pojawiali. Tym razem ”gości”, było dużo, dużo więcej. Gdy część z nas się zorientowała, daliśmy pierwszeństwo gościom,  a dla nas o. Tadeusz SJ dzielił hostie na coraz mniejsze drobinki. Na końcu, gdy myślałam, ze już nic nie zostało i jako ostatnia powoli podchodziłam raczej po błogosławieństwo niż do komunii świętej  – został ostatni, malutki, mikroskopijny wręcz okruszek – dla mnie. To była jedna z  najcenniejszych komunii świętych jaką w swoim życiu przyjęłam.  

Na początku swojego nawrócenia, gdy dość często otrzymywałam cząstkę z kapłańskiej hostii, traktowałam to jako znak wyróżnienia, swoistej nagrody. Potrzeba było trochę czasu zanim zrozumiałam,  że to jest zaproszenie do większego dziękczynienia i całkowitego zawierzenia i ofiarowania siebie Bogu.

Eucharystia i woda.

Pobyt w szpitalu i nowe doświadczenie. Cztery doby, gdy jedynym posiłkiem była Eucharystia. Czekałam na następną mszę świętą niemal od jej zakończenia. Namacalnie odczułam prawdę, że jest to Żywy i Prawdziwy Chleb, dający Życie, nie tylko na wieczność, ale teraz i tu, dający siłę i umocnienie. Ani razu nie poczułam przez te wszystkie godziny fizycznego głodu, nie zaburczało mi w brzuchu. Czułam się jak po uczcie. Przez to nie mogę nazwać tego jako postu, bo z mojej strony, nie było żadnej ofiary, wyrzeczenia, ograniczenia, a jedynie radość i zawierzenie i dziękczynienie. Pan sam to sprawił, ku mojemu, pozostałych pacjentów  i personelu szpitalnego zdumieniu.

Adoracja – przedłużenie Eucharystii.

Te chwile z Umiłowanym……w milczeniu, wymiana spojrzeń…

Godzina Święta – godzina adoracji i duchowej łączności z Panem obecnym w tabernakulum w nocy z każdego czwartku na piątek, od 23 do 24 lub od 24 do 1.00.

Codzienne Godziny Obecności przy Najświętszym Sercu Pana Jezusa od 6.00 do 8.00.

Pomocą w coraz głębszym jednoczeniu się z Panem i życie  Komunią jest wewnętrzne prowadzenie przez Niepokalaną, Niewiastę Eucharystii oraz przez  moją Patronkę świętą Barbarę.

Gdy tylko zapragnęłam bardziej, więcej, głębiej, mocniej, szczerzej uczestniczyć w komunii –  otrzymałam obficiej niż mogłam zamarzyć.

Nigdy nie wiem, czy Eucharystia, w której uczestniczę nie będzie ostatnią z danych mi tu, na ziemi.

Może dlatego jest Ona dla mnie za każdym razem nowym, niepowtarzalnym, Darem, Spotkaniem z Umiłowanym, rzeczywistością w którą pragnę jak najpełniej się zanurzyć i przeżyć.

Żyję dzięki Eucharystii.

Ona mnie formuje, oczyszcza, leczy, umacnia, prowadzi, karmi, przemienia.

Serce Jezusa, Ofiaro miłości spraw, abym była Tobie hostią żywą, świętą i Bogu przyjemną!

A Ty? Jak Ty przezywasz swoje Eucharystie?

Podziel się z innymi:

ODNOWIENIE PRZYRZECZEŃ CHRZTU ŚWIĘTEGO

Dziś wypadła kolejna 61. rocznica mojego Chrztu Świętego.

I jak co roku po Eucharystii odnowiłam w cichej modlitwie złożone, kiedyś za mnie przez moich Rodziców i Rodziców Chrzestnych przyrzeczenia.

K: Pytam, każdego z Was, czy wyrzekasz się grzechu, aby żyć w wolności dzieci Bożych?

W: Wyrzekam się.

K: Czy wyrzekasz się wszystkiego, co pochodzi od zła, aby cię grzech nie opanował?

W: Wyrzekam się.

K: Czy wyrzekasz się szatana,który jest głownym sprawcą grzechu?

W: Wyrzekam się.

K: Czy wierzysz w Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi?

W: Wierzę.

K: Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa, Syna Jego Jednorodzonego, Pana naszego, narodzonego z Maryi Dziewicy, umęczonego i pogrzebanego, który powstał z martwych i zasiada po prawicy Ojca?

W: Wierzę.

K: Czy wierzysz w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, obcowanie świętych, odpuszczenie grzechów, zmartwychwstanie ciała i życie wieczne?

W: Wierzę.

K: Czy przyrzekasz za pomocą łaski Bożej zachowywać wiernie przykazania Boskie i kościelne?

W: Przyrzekam.

K: Czy przyrzekasz pogłębiać swoją wiarę?

W: Przyrzekam. 

K: Taka jest nasza wiara. Taka jest wiara Kościoła, której wyznawane jest naszą chlubą w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

W: Amen.

 

K: Przez chrzest stałaś się świątynią Boga, na podziekowanie za wszystkie otrzymane dobrodziejstwa odmówmy razem:

W: W Imię Trójcy Przenajświętszej, w Imię Ojca, który nas stworzył i Syna, który nas odkupił, i Ducha Świętego, który nas uświęcił, wobec Najświętszej Maryi Panny, Niepokalanej Bogarodzicy, naszych Aniołów Stróżów, naszych świętych patronów, wobec tu zgromadzonych wierzących, odnawiam Przymierze przy chrzcie świętym zawarte. Postanawiam żyć i umierać w wierze świętej katolickiej. Pozostanę wierna Jezusowi Chrystusowi i Jego Ewangelii. Ojcze Przedwieczny, użycz mi do tego Twej pomocy. Przez Chrystusa Pana naszego, który z Tobą i z Duchem Świętym żyje i króluje na wieki. Amen.

 

Nie zawsze żyłam pogłębianiem tego fundamentalnego sakramentu i dziękczynieniem za wielki dar i niczym nie zasłużoną łaskę włączenia mnie w Mistyczne Ciało Chrystusa Jezusa.

Kiedyś w duchu zapytałam Pana – „Panie czego mi brakuje aby jeszcze mocniej Ciebie pokochać, aby Ci mocniej zaufać i zawierzyć….?”

Wtedy oczyma duszy zobaczyłam swój chrzest i usłyszałam wewnętrzny głos….. „dziękujesz za wiele, ale nie podziękowałaś jeszcze za chrzest święty, jeszcze złożonych przyrzeczeń świadomie i dobrowolnie nie odnowiłaś, teraz przyszedł na to czas…, na odnowienie przyrzeczeń i całkowite oddanie Mi się przez Maryję, Moją Matkę. ”

Z roku na rok, staram się coraz lepiej przygotowywać do tej rocznicy, do lepszego życia tą tajemnicą. Dziś ponownie ta modlitwa przeplatała się łzami, które płyną z oczu. Przyszło też natchnienie, aby w następnych latach, jeśli Bóg pozwoli, właśnie w tym dniu, poprosić o odprawienie mszy świętej dziękczynnej za Bożą Cierpliwość, Miłosierdzie i Miłość do mnie, chyba najbardziej opornego grzesznika….

Łzami radości, wzruszenia, wdzięczności Bogu i tęsknoty za Nim i za moimi wszystkimi bliskimi, których On już zaprosił na swoją wieczną Ucztę. 

Niech Bóg będzie we wszystkim uwielbiony.

Niech Bóg będzie uwielbiony w dzisiejszym świątecznym dniu za wszystko co dla mnie, co dla nas uczynił.

 

 

Podziel się z innymi:

WIARA RODZI SIĘ ZE SŁUCHANIA

ROK MIŁOSIERDZIA

ŚWIĘTO ŚWIĘTEGO SZCZEPANA, PIERWSZEGO MĘCZENNIKA

Drugi dzień Oktawy Narodzenia Pańskiego

Kolekta

Wszechmogący Boże, obchodzimy narodziny dla nieba świętego Szczepana, pierwszego męczennika, który się modlił nawet za swoich prześladowców, daj nam naśladować jego przykład i naucz nas miłować nieprzyjaciół. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

Czytanie Dz 6, 8-10; 7, 54-60

Czytanie z Dziejów Apostolskich

Szczepan, pełen łaski i mocy, działał cuda i znaki wielkie wśród ludu. Niektórzy zaś z synagogi, zwanej synagogą Libertynów i Cyrenejczyków, i Aleksandryjczyków, i tych, którzy pochodzili z Cylicji i z Azji, przystąpili do rozprawy ze Szczepanem. Nie mogli jednak sprostać mądrości i Duchowi, z którego natchnienia przemawiał.

Gdy usłyszeli to, co mówił, zawrzały gniewem ich serca i zgrzytali zębami na niego.

A on pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: «Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga».

A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem. Wyrzucili go poza miasto i kamienowali, a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem.

Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: «Panie Jezu, przyjmij ducha mego!» A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: «Panie, nie poczytaj im tego grzechu». Po tych słowach skonał.

 

Psalm Ps 31 (30), 3cd-4. 6 i 8ab. 16-17 (R.: por. 6a)

Refren: W ręce Twe, Panie, składam ducha mego.

3          Bądź dla mnie skałą schronienia,

            warownią, która ocala.

4          Ty bowiem jesteś moją skałą i twierdzą,

            kieruj mną i prowadź przez wzgląd na swe imię.

Refren: W ręce Twe, Panie, składam ducha mego.

6          W ręce Twoje powierzam ducha mego:

            Ty mnie odkupisz, Panie, wierny Boże.

8          Weselę się i cieszę Twoim miłosierdziem,

            boś wejrzał na moją nędzę.

Refren: W ręce Twe, Panie, składam ducha mego.

16        W Twoim ręku są moje losy,

            wyrwij mnie z rąk wrogów i prześladowców.

17        Niech Twoje oblicze zajaśnieje nad Twym sługą:

            wybaw mnie w swym miłosierdziu.

Refren: W ręce Twe, Panie, składam ducha mego.

 

 

Ewangelia Mt 10, 17-22

✠ Słowa Ewangelii według świętego Mateusza

 

Jezus powiedział do swoich Apostołów:

«Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom.

Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was.

Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony».

Dziś potrzeba nam świadectwa wierności Bogu, Jezusowi i Duchowi Świętemu, świadectwa miłosierdzia wobec krzywdzicieli, świadectwa miłosierdzia wobec potrzebujących.

Choć cukierkowe i słodkie obrazki świąteczne łatwo poruszają nasze sentymentalne emocje to mają one niewiele wspólnego z Tajemnicą Betlejemskiej Groty. Jeszcze wczoraj chóry aniołów wyśpiewywały Gloria, a dziś diakon, Szczepan, składa świadectwo życia.

Wraz z nim, wielu chrześcijan w bardziej i mniej odległych punktach globu ziemskiego na co dzień potwierdza swoim własnym życiem, utratą bliskich, domów, utratą pracy czy dobrego imienia, wierność Chrystusowi Jezusowi. Wierność przyrzeczeniom Chrztu Świętego, wierność Panu, wierność Słowu niezależnie od wszystkiego, niezależnie od grożących konsekwencji.

A my? Choć Jezus mówi nie martwcie się, Duch Święty będzie z wami, to jednak zamartwiamy się, że mogą okrzyknąć nas ciemnogrodem, nietolerancyjnymi, zacofanymi, niepoprawnymi politycznie i kulturowo i ….. wolimy nie ryzykować. Ufamy, że znajdą się inni, bardziej odważni niż my, lepsi mówcy, gorliwsi w naśladowaniu Jezusa i głoszeniu Jego orędzia Miłości i Miłosierdzia.

Co dla nas, w naszym dziś, oznacza bycie świadkiem Chrystusa Jezusa?

To uważne wsłuchiwanie się w Słowo Pana, w Jego Ewangelię. W Słowo skierowane konkretnie do mnie, do Ciebie. W Słowo skierowane do nas na ten konkretny czas, na nasze dziś, w tym konkretnym miejscu, wśród tych konkretnych osób i relacji, wobec konkretnych spraw, radości i dramatów. Nasz współczesny czas napawa nas obawami i lękiem. Czas gdy na naszych oczach dokonuje się manipulacji genami ludzi i zwierząt. Czas gdy marsze gejów i zwolenników wolności egoizmu przechodzą ulicami miast w ważne katolickie święta. Czas  gdy wyznawcy Chrystusa uważani są niemal za przestępców kryminalnych. Czas gdy próbuje się wprowadzić ideologię gender, zakłamującą prawdę o tożsamości i godności człowieka. Czas gdy z dzieci robi się albo bożków albo niewolników czy wręcz wrogów przyjemnego życia.

Wiara rodzi się ze słuchania. Czasem narzekamy: nie mam wiary, moja wiara jest słaba, tracę wiarę. Wróć do szkoły Jezusa, wsłuchaj się uważnie w to, co On mówi do Ciebie dziś, przez swoje Słowo. Czytaj na głos, tak, czytaj na głos Pismo Święte. Zacznij słuchać, aby wiara zaczęła się rozwijać i przynosić owoce. Aby Pan zaczął przez Ciebie działać.

Szczepan, słuchał uważnie. Zrealizował do końca swoje powołanie. W jego życiu wypełniły się słowa zapowiedziane przez Pana „Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam podane , co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was”. To co mówił, wprawiło we wściekłość jego sędziów, został ukamienowany.

Czasem i my powinniśmy powiedzieć prawdziwe choć trudne słowa przeciwnikom chrześcijaństwa, czasem będą to nasi bliscy. Ale wtedy, kierując się wyłącznie zranionymi emocjami, polegamy na własnych pomysłach, szafujemy ulubionymi cudzymi myślami, cytatami i tym chcemy przekonać adwersarzy do chrześcijaństwa. Nie jesteśmy posłuszni Duchowi Świętemu, który przenika i nas i naszych bliźnich, jesteśmy posłuszni naszym własnym scenariuszom.

Święty Szczepan modlił się za swoich prześladowców, prosił Boga o okazanie im miłosierdzia. Jak trudno modlić się o dobro dla naszych krzywdzicieli, wie tylko ten kto wycierpiał krzywdę, zranienie, tragedię, stratę. Jak bardzo wtedy trzeba zapomnieć o sobie, a jak mocno trzeba skupić się na Jezusie Chrystusie i Jego Słowach z Krzyża. Łatwiej jest nam  błagać Boga o karę i pomstę dla naszych nieprzyjaciół, a nie prosić Go o wybaczenie im ich czynów i słów. Wolimy triumf,  nie chcemy poniżenia. Pragniemy widzieć owoce naszych zabiegów, naszych modlitw, naszych ofiar i łez, chcemy radować się jak najszybciej czyimś skruszonym nawróceniem. Dobrze w takich chwilach przypomnieć sobie losy św. Szczepana i św. Pawła (Szawła) – Apostoła Narodów i nie tracić nigdy nadziei. 

Modląc się do Dzieciątka Jezus prośmy Je o dary Ducha Świętego na nasze dziś. Aby i w naszym życiu przyniosły oczekiwane owoce. Prośmy o tak potrzebne na współczesne nam czasy dary mądrości, rozumu, rady, męstwa, umiejętności, bojaźni Bożej i pobożności. Dary, bez których, nie będziemy w stanie być prawdziwymi świadkami Miłości Miłosiernej i nieść Ją innym.

Błogosławionego czasu Oktawy Narodzenia Pańskiego.

Podziel się z innymi:

ŻYJĘ DZIĘKI EUCHARYSTII

Szczytowym aktem duchowości eucharystycznej jest oddanie siebie Bogu razem z Chrystusem z gotowością do wypełnienia Jego woli i z dziękczynieniem z góry za wszystko, co On postanowi.

Postawa dziękczynienia, posłuszeństwa i miłości.

Tylko Pan, Zmartwychwstały prawdziwie obecny w swoim Ciele i Krwi, ma moc aby nas przemieniać i formować w nas właśnie takie postawy, teraz i ku życiu wiecznemu.

Nasze „Amen”, które wypowiadamy przyjmując Chrystusa Jezusa, jest nie tylko potwierdzeniem naszej wiary w Niego ale i wyrażeniem  zgody naszej woli na Jego zbawcze działanie w nas.

Powinno być, ale czy rzeczywiście jest?

Tu już każdy musi sam sobie na cichej rozmowie przed Panem powiedzieć co wyraża jego „Amen”.

Dziś Jezus wyszedł na nasze drogi i ulice, błogosławiąc i uzdrawiając, niepokojąc sumienia, przywołując  i przyciągając do siebie.

Procesja – adoracja w drodze, pójście za Panem dokądkolwiek się uda.

Zachowanie skupienia, postawa ufności i radości, wyrażanej w pieśniach eucharystycznych.

Zawsze raziło mnie, że dla wielu osób to tylko tradycyjny spacer i okazja do omówienia mniej lub bardziej ważnych nowin pomiędzy sobą.

Miałam ten zaszczyt i wielki dar, że wraz z moją Grupą Modlitwy Ojca Pio, przed laty przygotowywaliśmy ołtarz, pierwszy ołtarz. Nie myślałam wcześniej jak wiele wysiłku, dobrej organizacji, zaangażowania przez kilkanaście dni od wszystkich włączonych w to dzieło jest wymagane. I jeszcze przygotowanie i odczytanie, krótkiego rozważania wstępnego, wprowadzającego, ale takiego, które ”nie  przegada” ani Słowa ani Obecności Pana.

Eucharystia pod dwoma postaciami.

Raz w miesiącu na sobotnich mszach „benedyktyńskich”, comiesięcznych mszach bractwa różańcowego, na niektórych mszach świętych wspólnotowych i w niektóre Uroczystości u ojców jezuitów. Podpisuję się pod pokorną prośbą wiernych o, na ile to możliwe, szersze wprowadzenie Komunii Świętej pod dwoma postaciami.

Szczególne Eucharystie.

Oczywiście, ta Pierwsza. Pierwsza Komunia Święta. Kilka dni temu minęło 51 lat od tamtego dnia. Oglądam czasem swoje zdjęcia z I Komunii Świętej, oczekiwanie na Przychodzącego… i pierwsza rozmowa sercem przy Sercu.

I kolejne…

Msza święta odprawiona w moim mieszkaniu kilka lat temu, 2 lutego, przez zaprzyjaźnionego jezuitę, Norberta. Zaproszenie do podejścia do stołu-ołtarza i samodzielne przyjęcie komunii świętej z pateny i kielicha. Mocno doświadczyłam wtedy rzeczywistości słów – wziąć, podnieść i wypić kielich – kielich życia, błogosławieństwa  i zbawienia. Jakże trudno czasem przenieść to doświadczenie w codzienne trudności i niełatwe relacje, jak trudno jest wypijać to co gorzkie, ale na dnie … kryje się słodycz ostatnich kropli.

I kolejna msza święta w moim domu, 30 grudnia 2011. Również odprawiona przez jezuitę, tym razem Grzesia, przyjaciela. Po operacji ledwo się poruszałam i siedziałam przy stole, ołtarzu. Tym razem dominowała przejmująca wdzięczność Panu i nieziemska wręcz słodycz Ciała i Krwi Pańskiej. Czas się jakby zatrzymał, chwila trwała. 

Inna szczególna Eucharystia, wspólnotowa na Rakowieckiej. Po raz pierwszy obawiałam się, ze zabraknie Pana dla wszystkich. Tej soboty, wyjątkowo dołączyło do nas sporo innych osób. Przed mszą świętą, każdy z nas przekładał komunikant do konsekracji. Na koniec dołączyłam kilkanaście komunikantów na wypadek „gości”, którzy się czasami pojawiali. Tym razem ”gości”, było dużo, dużo więcej. Gdy część z nas się zorientowała, daliśmy pierwszeństwo gościom,  a dla nas o. Tadeusz dzielił hostie na coraz mniejsze drobinki. Na końcu, gdy myślałam, ze już nic nie zostało i jako ostatnia powoli podchodziłam raczej po błogosławieństwo niż do komunii świętej  – został ostatni, malutki, mikroskopijny wręcz okruszek – dla mnie. To była jedna z  najcenniejszych komunii świętych jaką przyjęłam.

Na początku swojego nawrócenia, gdy dość często otrzymywałam cząstkę z kapłańskiej hostii, traktowałam to jako znak wyróżnienia, swoistej nagrody. Potrzeba było trochę czasu zanim zrozumiałam,  że to zaproszenie do większego dziękczynienia i całkowitego zawierzenia i ofiarowania siebie Bogu.

Eucharystia i woda.

Pobyt w szpitalu i nowe doświadczenie. Cztery doby, gdy jedynym posiłkiem była Eucharystia. Czekałam na następną mszę świętą niemal od jej zakończenia. Namacalnie odczułam prawdę, że jest to Żywy i Prawdziwy Chleb, dający Życie, nie tylko na wieczność, ale teraz i tu, dający siłę i umocnienie. Ani razu nie poczułam przez te wszystkie godziny fizycznego głodu, nie zaburczało mi w brzuchu. Czułam się jak po uczcie. Przez to nie mogę nazwać tego jako postu, bo z mojej strony, nie było żadnej ofiary, wyrzeczenia, ograniczenia, a jedynie radość i zawierzenie i dziękczynienie. Pan sam to sprawił. Ku mojemu, pozostałych pacjentów  i personelu szpitalnego zdumieniu.

Adoracja – przedłużenie Eucharystii.

Te chwile z Umiłowanym……w milczeniu, wymiana spojrzeń…

Godzina Święta – godzina adoracji i duchowej łączności z Panem obecnym w tabernakulum w nocy z każdego czwartku na piątek, od 23 do 24 lub od 24 do 1.00.

Codzienne Godziny Obecności przy Najświętszym Sercu Pana Jezusa od 6.00 do 8.00.

Pomocą w coraz głębszym jednoczeniu się z Panem i życie  Komunią jest wewnętrzne prowadzenie przez Niepokalaną, Niewiastę Eucharystii oraz przez  moją Patronkę świętą Barbarę.

Gdy tylko zapragnęłam bardziej, więcej, głębiej, mocniej, szczerzej uczestniczyć w komunii –  otrzymałam obficiej niż mogłam zamarzyć.

Nigdy nie wiem, czy Eucharystia, w której uczestniczę nie będzie ostatnią z danych mi tu, na ziemi.

Może dlatego jest Ona dla mnie za każdym razem nowym, niepowtarzalnym, Darem, Spotkaniem z Umiłowanym, rzeczywistością w którą pragnę jak najpełniej się zanurzyć i przeżyć.

Dziś dane mi było uczestniczyć w mszy prymicyjnej neoprezbitera ks. Rafała Urbiaka, Dziękczynienie objęło więc wszystkich kapłanów a szczególniej tych właśnie wyświeconych neoprezbiterów z mojej diecezji jak i tych jezuitów, którzy pod koniec czerwca przyjmą święcenia diakonatu i prezbiteratu.  

Żyję dzięki Eucharystii.

Ona mnie formuje, oczyszcza, leczy, umacnia, prowadzi, karmi, przemienia.

Serce Jezusa, Ofiaro miłości spraw, abym była Tobie hostią żywą, świętą i Bogu przyjemną!

A Ty? Jak Ty przezywasz swoje Eucharystie?

Podziel się z innymi:

WIDZIEĆ SŁOWO

ŚWIĘTO ŚWIĘTEGO JANA, APOSTOŁA I EWANGELISTY

 

Trzeci dzień Oktawy Narodzenia Pańskiego

 

Kolekta

Boże, Ty nam objawiłeś tajemnice Twojego Słowa przez świętego Jana Apostoła,  oświeć nasze umysły, abyśmy pojęli i umiłowali naukę, którą głosił. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

Czytanie 1 J 1, 1-4

Początek Pierwszego Listu św. Jana Apostoła.

Umiłowani: To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce, bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione, oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli, abyście i wy mieli łączność z nami. A mieć z nami łączność, znaczy: mieć ją z Ojcem i z Jego Synem, Jezusem Chrystusem. Piszemy to w tym celu, aby nasza radość była pełna.

 

Psalm Ps 97, 1-2. 5-6. 11-12

Refren: Niech sprawiedliwi weselą się w Panu.

Pan króluje, wesel się, ziemio,

radujcie się, liczne wyspy!

Obłok i ciemność wokół Niego,

prawo i sprawiedliwość podstawą Jego tronu.

Refren: Niech sprawiedliwi weselą się w Panu.

Góry jak wosk topnieją przed obliczem Pana,

przed obliczem władcy całej ziemi.

Jego sprawiedliwość rozgłaszają niebiosa,

a wszystkie ludy widzą Jego chwałę.

Refren: Niech sprawiedliwi weselą się w Panu.

Światło wschodzi dla sprawiedliwego

i radość dla ludzi prawego serca.

Radujcie się w Panu, sprawiedliwi,

i sławcie Jego święte imię.

Refren: Niech sprawiedliwi weselą się w Panu.

 

Ewangelia J 20, 2-8

Słowa Ewangelii według św. Jana.

Pierwszego dnia po szabacie Maria Magdalena pobiegła i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”.

Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu.

Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył.

Widzieć Słowo.

Umiłowany uczeń. Ten, który wytrwał przy Jezusie i Maryi pod Krzyżem.

Był świadkiem męki i śmierci Chrystusa Jezusa.

Był świadkiem przebicia Serca Pana.

Ujrzał oddzielnie zwiniętą chustę, w którą zawinięta była Głowa Zbawiciela.

Ujrzał i uwierzył. Miłość pokonała śmierć. Pan Zmartwychwstał.

Jan świadczył do końca swoich dni o Wcielonym Słowie, o Miłości, o drodze wiary.

Jest autorem najgłębszej pod względem teologicznym Ewangelii, Listów, Apokalipsy.  Zaprzyjaźnić się z Janem i zacząć widzieć Słowo, tak jak Ono chce abyśmy Je widzieli i rozpoznawali w naszej codzienności.

Nie rozradujemy się Wcieleniem, jeśli nie doświadczymy Zmartwychwstania.

Patron dzisiejszego dnia, Umiłowany Uczeń Pana, prowadzi nas dziś do pustego grobu.

W doświadczeniu duchowej pustki, bezradności, niezrozumienia Bożych planów, opuszczenia przez Boga, dotykamy w jakiś sposób tego co rzeczywiście przeżywali uczniowie i Maria Magdalena w Wielki Piątek, Wielką Sobotę, Poranek Wielkanocny w drodze do grobu.

My, wiemy i wierzymy że Pan, Wcielone Słowo Boże, Słowo Życia, zmartwychwstał.

Jan dopiero wtedy uwierzył do końca i jakby na nowo.

Świadek życia, śmierci, Zmartwychwstania pisze w swoich Listach, Ewangelii, Apokalipsie  do nas o tym co widział, czego i Kogo dotykał, Komu uwierzył, aby nasza radość była pełna.

Święty Jan pierwszy duchowy syn Niepokalanej, dopuszczony do tajemnic Serca Jezusa.

Kiedy przyjdą ciemności w wierze, trudności w wierności Panu, wtedy warto sięgnąć do świadectwa Jana, które na nowo rozpali w nas płomień wiary i poprowadzi do pełni radości, że Bóg jest Miłością.

Sięgam do Jego świadectwa nieustannie. Nie wszystko oczywiście z Pism Janowych rozumiem, ale nauczyłam się już spokojnie czekać na objaśnienie. Wszystko w swoim czasie, a nawet jeśli tu i teraz, nie zrozumiem tyle ile powinnam, to mam nadzieję, że kiedyś Miłość Wcielona mi wszystko objaśni. A dziś, dziś zachwycam się tym czego nie rozumiem, dzięki czemu łatwiej mi wraz ze św. Janem Apostołem i Ewangelistą kontemplować Słowo.  

 

 

Błogosławionej i radosnej Oktawy Bożego Narodzenia

Podziel się z innymi:

WIARA RODZI SIĘ ZE SŁUCHANIA

ŚWIĘTO ŚWIĘTEGO SZCZEPANA, PIERWSZEGO MĘCZENNIKA

Drugi dzień Oktawy Narodzenia Pańskiego

Kolekta

Wszechmogący Boże, obchodzimy narodziny dla nieba świętego Szczepana, pierwszego męczennika, który się modlił nawet za swoich prześladowców, daj nam naśladować jego przykład i naucz nas miłować nieprzyjaciół. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

Czytanie Dz 6, 8-10; 7,54-60

Szczepan, pełen łaski i mocy, działał cuda i znaki wielkie wśród ludu. Niektórzy zaś z synagogi, zwanej synagogą Libertynów i Cyrenejczyków, i Aleksandryjczyków, i tych, którzy pochodzili z Cylicji i z Azji, wystąpili do rozprawy ze Szczepanem. Nie mogli jednak sprostać mądrości i Duchowi, z którego natchnienia przemawiał.

Gdy usłyszeli to, co mówił, zawrzały gniewem ich serca i zgrzytali zębami na niego. A on pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: „Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga”. A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem. Wyrzucili go poza miasto i kamienowali, a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem. Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: „Panie Jezu, przyjmij ducha mego!” A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: „Panie, nie poczytaj im tego grzechu”. Po tych słowach skonał.

 

Psalm Ps 31, 3-4.6.8.16-17

 

Ewangelia Mt 10, 17-22

Jezus powiedział do swoich Apostołów: „Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”.

 

 

Potrzeba świadectwa.

Nie cukierkowych i przesłodzonych obrazków „quasi” świątecznych, mających niewiele wspólnego z Tajemnicą Betlejemskiej Groty.

Wczoraj chóry aniołów wyśpiewywały Gloria, a dziś diakon, Szczepan, składa świadectwo życia.

Wraz z nim, wielu chrześcijan w bardziej i mniej odległych punktach globu ziemskiego na co dzień potwierdza swoim własnym życiem, utratą bliskich, domów, utratą pracy czy dobrego imienia, wierność Chrystusowi Jezusowi. Wierność przyrzeczeniom Chrztu Świętego, wierność Panu, niezależnie od wszystkiego, niezależnie od grożących konsekwencji.

A my? Choć Jezus mówi nie martwcie się, Duch Święty będzie z wami, to jednak zamartwiamy się, że mogą okrzyknąć nas ciemnogrodem, nietolerancyjnymi, zacofanymi i wolimy nie ryzykować. Może wokół znajdą się inni bardziej odważni, a my nasze świadectwo zachowamy dla siebie…., wciąż mamy zbyt wiele do utracenia.

Co oznacza bycie świadkiem Chrystusa Jezusa?

To uważne słuchanie, już nie tylko rodziców, katechetów i innych mówiących o Bogu, ale wsłuchanie się uważne w Słowo Pana, w Jego Ewangelię. W Słowo skierowane konkretnie do mnie, do Ciebie. W Słowo skierowane do nas na ten konkretny czas, na nasze dziś, w tym konkretnym miejscu, wśród tych konkretnych osób i relacji, wobec konkretnych spraw, radości i dramatów.

Nasz współczesny czas napawa nas obawami i lękiem. Czas gdy na naszych oczach dokonuje się manipulacji genami ludzi i zwierząt. Czas gdy marsze gejów i zwolenników wolności egoizmu przechodzą ulicami miast w ważne katolickie święta. Czas  gdy wyznawcy Chrystusa uważani są niemal za przestępców kryminalnych. Czas gdy próbuje się wprowadzić ideologię gender, zakłamującą prawdę o tożsamości i godności człowieka. Czas gdy z dzieci robi się bożków albo niewolników czy wręcz wrogów przyjemnego życia. 

Wiara rodzi się ze słuchania. Czasem narzekamy: nie mam wiary, moja wiara jest słaba, tracę wiarę. Wróć do szkoły Jezusa, wsłuchaj się uważnie w to, co On mówi do Ciebie dziś, przez swoje Słowo. Czytaj na głos, tak, czytaj na głos Pismo Święte. Zacznij słuchać, aby wiara zaczęła się rozwijać i przynosić owoce. Aby Pan zaczął przez Ciebie działać.

Szczepan, słuchał uważnie. Zrealizował do końca swoje powołanie. W jego życiu wypełniły się słowa zapowiedziane przez Pana „Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam podane , co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was”. To co mówił, wprawiło we wściekłość jego sędziów, został ukamienowany.

Czasem i my powinniśmy powiedzieć trudne słowa naszym bliskim. Jednak lęk przed utratą spokoju, odtrąceniem, kolejnym kamieniem zranienia, powoduje, że się wycofujemy. Już nie jesteśmy narzędziami w ręku Pana. Chcemy nimi być w chwale, uznaniu, zauważeniu i podziwie innych. Nie chcemy być posłuszni Duchowi w chwili zagrożenia.

Czasem i my powinniśmy powiedzieć trudne słowa przeciwnikom chrześcijaństwa. Ale wtedy, kierując się wyłącznie zranionymi emocjami, polegamy na własnych pomysłach, szafujemy ulubionymi cudzymi myślami, cytatami i tym chcemy przekonać adwersarzy do chrześcijaństwa. Nie słuchamy Ducha Świętego, tylko własnych scenariuszy.

Święty Szczepan modlił się za swoich prześladowców. Jak trudno modlić się o dobro dla naszych krzywdzicieli. Prędzej błagamy Boga o karę i pomstę, a nie o wybaczenie. Pragniemy triumfu, a nie poniżenia. Chcemy widzieć owoce naszych zabiegów, naszych modlitw, naszych ofiar i łez, chcemy radować się jak najszybciej czyimś skruszonym nawróceniem. Dobrze w takich chwilach przypomnieć sobie św. Szczepana i św. Pawła (Szawła) Apostoła Narodów i nie tracić nigdy nadziei.  

Czy nadal wciąż jesteśmy chrześcijanami, czy od innych religii odróżnia nas wiara w Osobę Jezusa Chrystusa, czy On rzeczywiście jest naszym Nauczycielem? Może lepiej nie pytać, jakimi  świadkami Jezusa jesteśmy dziś, aby nie poddać się rezygnacji i zniechęceniu. Lepiej bardziej zaufać i zawierzyć Mistrzowi i pozwolić Mu się kształtować i otwierać na kierownictwo Ducha Świętego.

Modląc się do Dzieciątka Jezus prośmy Je o dary Ducha Świętego na nasze dziś. Aby i w naszym życiu przyniosły oczekiwane owoce.Prośmy o tak potrzebne na współczesne nam czasy dary mądrości, rozumu, rady, męstwa, umiejętności, bojaźni Bożej i pobożności. Dary, bez których, nie będziemy w stanie być prawdziwymi świadkami Miłości.

Błogosławionego czasu Oktawy Narodzenia Pańskiego.

Podziel się z innymi:

ŻYJĘ DZIĘKI EUCHARYSTII

Szczytowym aktem duchowości eucharystycznej jest oddanie siebie Bogu razem z Chrystusem z gotowością do wypełnienia Jego woli i z dziękczynieniem z góry za wszystko, co On postanowi.

Postawa dziękczynienia, posłuszeństwa i miłości.

Tylko Pan, Zmartwychwstały prawdziwie obecny w swoim Ciele i Krwi, ma moc aby nas przemieniać i formować w nas właśnie takie postawy, teraz i ku życiu wiecznemu.

Nasze „Amen”, które wypowiadamy przyjmując Chrystusa Jezusa, jest nie tylko potwierdzeniem naszej wiary w Niego ale i wyrażeniem  zgody naszej woli na Jego zbawcze działanie w nas.

Powinno być, ale czy rzeczywiście jest?

Tu już każdy musi sam sobie na cichej rozmowie przed Panem powiedzieć co wyraża jego „Amen”.

Juz trwają albo niedługo po centralnej Eucharystii w naszych kościołach, rozpoczną się procesje do czterech ołtarzy.

Jezus wyjdzie na nasze drogi i ulice, błogosławiąc i uzdrawiając, niepokojąc sumienia, przywołując  i przyciągając do siebie.

Procesja – adoracja w drodze, pójście za Panem dokądkolwiek się uda.

Zachowanie skupienia, postawa ufności i radości, wyrażanej w pieśniach eucharystycznych.

Zawsze raziło mnie, że dla wielu osób to tylko tradycyjny spacer i okazja do omówienia mniej lub bardziej ważnych nowin pomiędzy sobą.

Miałam ten zaszczyt i wielki dar, że wraz z moją Grupą Modlitwy Ojca Pio, przed laty przygotowywaliśmy ołtarz, pierwszy ołtarz. Nie myślałam wcześniej jak wiele wysiłku, dobrej organizacji, zaangażowania przez kilkanaście dni od wszystkich włączonych w to dzieło jest wymagane. I jeszcze przygotowanie i odczytanie, krótkiego rozważania wstępnego, wprowadzającego, ale takiego, które ”nie  przegada” ani Słowa ani Obecności Pana.

Eucharystia pod dwoma postaciami.

Raz w miesiącu na sobotnich mszach „benedyktyńskich”, comiesięcznych mszach bractwa różańcowego i na niektórych mszach świętych wspólnotowych i w niektóre Uroczystości u ojców jezuitów. Podpisuję się pod pokorną prośbą wiernych o, na ile to możliwe, szersze wprowadzenie Komunii Świętej pod dwoma postaciami.

Szczególne Eucharystie.

Oczywiście, ta Pierwsza. Pierwsza Komunia Święta. Jutro minie 49 lat od tamtego dnia. Oglądam czasem swoje zdjęcia z I Komunii Świętej, oczekiwanie na Przychodzącego… i pierwsza rozmowa sercem przy Sercu.

I kolejne…

Msza święta odprawiona w moim mieszkaniu kilka lat temu, 2 lutego, przez zaprzyjaźnionego jezuitę, Norberta. Zaproszenie do podejścia do stołu-ołtarza i samodzielne przyjęcie komunii świętej z pateny i kielicha. Mocno doświadczyłam wtedy rzeczywistości słów – wziąć, podnieść i wypić kielich – kielich życia, błogosławieństwa  i zbawienia. Jakże trudno czasem przenieść to doświadczenie w codzienne trudności i niełatwe relacje, jak trudno jest wypijać to co gorzkie, ale na dnie … kryje się słodycz ostatnich kropli.

I kolejna msza święta w moim domu, 30 grudnia 2011. Również odprawiona przez jezuitę, tym razem Grzesia, przyjaciela. Po operacji ledwo się poruszałam i siedziałam przy stole, ołtarzu. Tym razem dominowała przejmująca wdzięczność Panu i nieziemska wręcz słodycz Ciała i Krwi Pańskiej. Czas się jakby zatrzymał, chwila trwała. 

Inna szczególna Eucharystia, wspólnotowa na Rakowieckiej. Po raz pierwszy obawiałam się, ze zabraknie Pana dla wszystkich. Tej soboty, wyjątkowo dołączyło do nas sporo innych osób. Przed mszą świętą, każdy z nas przekładał komunikant do konsekracji. Na koniec dołączyłam kilkanaście komunikantów na wypadek „gości”, którzy się czasami pojawiali. Tym razem ”gości”, było dużo, dużo więcej. Gdy część z nas się zorientowała, daliśmy pierwszeństwo gościom,  a dla nas o. Tadeusz dzielił hostie na coraz mniejsze drobinki. Na końcu, gdy myślałam, ze już nic nie zostało i jako ostatnia powoli podchodziłam raczej po błogosławieństwo niż do komunii świętej  – został ostatni, malutki, mikroskopijny wręcz okruszek – dla mnie. To była jedna z  najcenniejszych komunii świętych jaką przyjęłam.

Na początku swojego nawrócenia, gdy dość często otrzymywałam cząstkę z kapłańskiej hostii, traktowałam to jako znak wyróżnienia, swoistej nagrody. Potrzeba było trochę czasu zanim zrozumiałam,  że to zaproszenie do większego dziękczynienia i całkowitego zawierzenia i ofiarowania siebie Bogu.

Eucharystia i woda.

Pobyt w szpitalu i nowe doświadczenie. Cztery doby, gdy jedynym posiłkiem była Eucharystia. Czekałam na następną mszę świętą niemal od jej zakończenia. Namacalnie odczułam prawdę, że jest to Żywy i Prawdziwy Chleb, dający Życie, nie tylko na wieczność, ale teraz i tu, dający siłę i umocnienie. Ani razu nie poczułam przez te wszystkie godziny fizycznego głodu, nie zaburczało mi w brzuchu. Czułam się jak po uczcie. Przez to nie mogę nazwać tego jako postu, bo z mojej strony, nie było żadnej ofiary, wyrzeczenia, ograniczenia, a jedynie radość i zawierzenie i dziękczynienie. Pan sam to sprawił. Ku mojemu, pozostałych pacjentów  i personelu szpitalnego zdumieniu.

Adoracja – przedłużenie Eucharystii.

Te chwile z Umiłowanym……w milczeniu, wymiana spojrzeń…

Godzina Święta – godzina adoracji i łączności z Panem obecnym w tabernakulum w nocy z każdego czwartku na piątek, od 23 do 24 lub od 24 do 1.00.

Codzienne Godziny Obecności przy Najświętszym Sercu Pana Jezusa od 6.00 do 8.00.

Pomocą w coraz głębszym jednoczeniu się z Panem i życie  Komunią jest prowadzenie przez Niepokalaną, Niewiastę Eucharystii i moją Patronkę świętą Barbarę.

Gdy tylko zapragnęłam bardziej, więcej, głębiej, mocniej, szczerzej –  otrzymałam obficiej niż mogłam zamarzyć.

Nigdy nie wiem, czy Eucharystia, w której uczestniczę nie będzie ostatnią z danych mi tu, na ziemi.

Może dlatego jest Ona dla mnie za każdym razem nowym, niepowtarzalnym, Darem, Spotkaniem z Umiłowanym, rzeczywistością w którą pragnę jak najpełniej się zanurzyć i przeżyć.

Żyję dzięki Eucharystii.

Ona mnie formuje, oczyszcza, leczy, umacnia, prowadzi, karmi, przemienia.

Serce Jezusa, Ofiaro miłości spraw, abym była Tobie hostią żywą, świętą i Bogu przyjemną!

A Ty? Jak Ty przezywasz swoje Eucharystie?

Podziel się z innymi:

BŁOGOSŁAWIONA MATKA TERESA Z KALKUTY – ŚWIADECTWO ZBYSZKA

Poniżej publikuję świadectwo Zbyszka, które zamieścił przy nowennie do bł. Matki Teresy z Kalkuty.

Ze względu na ataki na  bł. Matkę Teresę takie świadectwo wrzuciłem w internet . O bł. Matce Teresie – cóż mogę powiedzieć ? Jest patronką mej parafii . I to chyba nie był przypadek , że zamieszkałem z rodziną właśnie tam . Moja małżonka zmarła półtora roku temu . Rak rozsiany wątroby sprowadził na nią śmierć . Wierzę , że dla Boga Ojca nie ma rzeczy niemożliwych . Gdy dotarło do mnie , że Ojciec zawyrokował inaczej niż bym chciał , oddałem moją małżonkę pod opiekę bł.Matce Teresie mówiąc ” to jest robota dla Ciebie „. I w tym momencie rozpoczęło się . Moja małżonka zaczęła nabierać wiary godząc się na wyrok Boży. Mimo ,że cierpiała była spokojną . Wszystko sobie wybaczyliśmy. 18 sierpnia była na ślubie naszej córki . 5 września z racji święta parafialnego , bł. Matka Teresa przyniosła jej odpust zupełny . 20 września o godzinie 15:00 zmarła . W tym samym czasie ktoś podał do Radia Maryja intencję za
zmarłą małżonkę.  Cały świat , tam gdzie dociera głos Radia Maryja realizował obietnicę Jezusa Chrystusa dotyczącą Miłosierdzia Bożego . TO NIE PRZYPADEK !!! Bł. Matka Teresa wypełniła moje zawierzenie w najwyższym stopniu i poza jakimikolwiek moimi domysłami . Nie spodziewałem się ile może bł. Matka Teresa . Kościół ogłosił Ją błogosławioną .Wierzę , że ogłosi Ją świętą .  Na dodatek , nic nie planując. W rekolekcje parafialne . Msza święta  podczas której kapłan zawierzał rodziny Bożemu Sercu , była sprawowana akurat w intencji mojej małżonki . Tak więc w sposób szczególny była ona , matka mych dzieci  obecna na mszy razem z nami . Cóż mogą wytłumaczyć mi wielcy badacze tego świata ?Czymże jest ich mądrość , skoro odrzucili kamień węgielny i budują na piasku ???
źródło: http://bog-w-moim-balaganie.blog.onet.pl/2012/08/27/nowenna-do-blogoslawionej-matki-teresy-z-kalkuty/#comment-18935

Podziel się z innymi:

SAKRAMENT POKUTY I POJEDNANIA – DOJRZEWANIE

Jakiś czas temu obiecałam, że podzielę się z Wami moim doświadczeniem przyjmowania tego szczególnego sakramentu.

Jak już gdzieś wcześniej na blogu wspominałam od 1,5 do 11 roku życia należałam do parafii św. Szczepana, prowadzonej przez o. jezuitów na warszawskim Mokotowie. Tu przygotowywałam się do przyjęcia I Komunii Świętej i tym samym pod ich opieką do swojej pierwszej spowiedzi świętej. Dzięki dobrej formacji nie obawiałam się ani kratek konfesjonału, ani wyznawania swoich dziecięcych przewinień. Zapewne miałam wiele łaski od Pana, że trafiłam wraz ze swoimi rówieśnikami na dobrych duszpasterzy, którzy siali ziarno, obficie błogosławili, łagodnie pouczali. Potem przeprowadziliśmy się na Rakowiec i stałam się blisko 50 lat temu członkiem parafii Opatrzności Bożej. Inna formacja, inne podejście. Nie zawsze z kapłanami się rozumieliśmy. Nie wszyscy znali codzienny kwadrans rachunku sumienia, dla mnie jednej z najważniejszych modlitw każdego wieczoru, nie wszyscy znali duchowość ignacjańską, medytację itd. Nie mniej jednak przystępowałam do spowiedzi świętej co miesiąc, lub 3 tygodnie. Nie wiedziałam wtedy, że to był czas otrzymywania wielu łask, pomimo że często słyszałam, że trzeba spowiadać się z grzechów a nie z tego co wyznawałam….. Po latach zrozumiałam, że bardziej chodziło im o grzechy śmiertelne, a nie grzechy powszednie. Spowiedź odbywała się podczas mszy świętych (u jezuitów poza mszą świętą), zawsze była kolejka do konfesjonału, a kapłanowi zależało aby wyspowiadać wszystkich przed udzielaniem komunii świętej. I w tym hałasie, niecierpliwej kolejce ja ze swoimi przewinieniami. Stopniowo, z upływem kolejnych lat zaczęłam się czuć trochę jak, ktoś kto zabiera innym coś cennego. Spowiedzi stały się rzadsze, jedynie gdy byłam w Białymstoku podczas wakacji czy ferii zimowych, i tam korzystałam z sakramentu spowiedzi powracałam do spotkania z Bogiem, a nie jak w Warszawie do rytuału. Czasami jechałam do innych kościołów i tam przystępowałam do sakramentu pojednania. Wciąż jednak brakowało mi dobrego pouczenia, ukierunkowania na kolejne dni czy wydarzenia. W końcu pociągana przez Boga, podjęłam decyzję, że z Jego pomocą muszę znaleźć stałego spowiednika a najlepiej ojca duchowego. Poszukiwania wcale nie były ani łatwe, ani krótkie. Kilku kapłanów odmówiło, inni choć chcieli się podjąć trudnej pracy nade mną nie mogło, z przyczyn obiektywnych – ich dłuższe choroby albo przenosiny do innych parafii czy miejscowości. W tym czasie poszukiwań spowiadałam się najczęściej, regularnie co dwa tygodnie, modląc się nieustannie o wskazanie przez Pana miejsca, czasu, osoby. Wciąż nie mogłam trafić na właściwą osobę. Jednak nie ustawałam, choć był moment, że gotowa byłam ze swojego pomysłu zrezygnować i uznać go, za własną fanaberię. W Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej spowiednik (jezuita), u którego się wtedy właśnie spowiadałam nawiązał do ignacjańskiego kwadransu rachunku sumienia, a ja jak to ja, mając za plecami kolejkę zniecierpliwionych (zaraz zaczynała się msza święta) przerwałam mu mówiąc „ja to wszystko wiem”. Spowiednik nakrzyczał na mnie solidnie, za przerywanie, powiedział, że żadnej nauki już mi nie da (a tak mi na tym zależało). Trauma, szok, zapomniałam co i jak mówić. Tylko Panu Bogu zawdzięczam, że nie odeszłam od konfesjonału. Po chwili dokończyłam spowiedź, ale potem stojąc na mszy świętej, z lejącymi się łzami po policzkach w duchu obiecywałam Matce Bożej Łaskawej, że już moja noga więcej tu nie postanie. Wieczorem poskarżyłam się zaprzyjaźnionemu kapłanowi na „afront” jaki mnie spotkał, a mój Przyjaciel na to „ależ ten spowiednik miał rację”. Nie obraziłam się tylko dlatego, że powiedział to Przyjaciel, ale żal miałam, dopóki on nie wytłumaczył a ja, nie zrozumiałam i przyjęłam, że to moja pycha zasłaniająca się „kolejką ludzi” wylazła zza kołnierza podczas spowiedzi i wyznała „ja to wszystko wiem”. Dzięki temu po dwóch tygodniach poszłam ponownie do M.B. Łaskawej przeprosiłam w sercu, za moje żale i pretensje i podeszłam do konfesjonału. Jak się okazało własnie wtedy i w tym  konfesjonale siedział mój przyszły ojciec duchowy i wieloletni spowiednik, śp. ojciec Józef Maria Bartnik SJ. Na następną spowiedź poszłam już nie do konfesjonału,ale do rozmównicy. Zaczął się dobry czas formacji, szukania woli Boga w moim życiu codziennym. U niego też odbyłam spowiedź generalną z całego życia. Po kilku bardzo owocnych latach, Pan dał kolejnego ojca duchowego i po następnych kilku latach kolejnego.

Jeszcze tylko raz w życiu zaniemówiłam przy spowiedzi świętej, pustka w głowie i moje słowa „widział ksiądz co się działo, wszystko uciekło mi z głowy, ja nic nie wiem”. „Owszem widziałem”, powiedział ks. chrystusowiec, „spokojnie”, i pomału cichymi pytaniami pootwierał mi komórki w mózgu. A zamieszanie było spore. To był Wielki Tydzień, ostatni dzień rekolekcji parafialnych, spowiedź przez cały dzień w dolnym kościele. Planowałam jechanie ( w ramach poszukiwań) do katedry albo do dominikanów na Freta, ale wyszło tak, że poszłam do siebie do parafii. W dolnym kościele, wystawiony był Najświętszy Sakrament,  porozstawiane były konfesjonały, pomału gromadzili się do nich w kolejkach starsi a do jednego z konfesjonałów obok dzieci. Kapłani jeszcze nie zeszli na dół. Tak więc w kolejkach stojąco-siedzących trwały ciche rozmowy, a dzieci jak to dzieci miały duży problem z zachowaniem ciszy i spokojnego stania. Wielu się krzywiło ale uwagi nikt dzieciakom nie zwrócił. Uciszyłam więc je raz, drugi, trzeci, w pewnym momencie jakiś starszy pan poprosił mnie o pomoc „proszę pani, ja nie słyszę, niech pani pomoże znaleźć księdza, który mnie na boku wyspowiada”. Poprosiłam aby pan siedział i czekał, uciszyłam jeszcze raz dzieci i ruszyłam na poszukiwanie kapłana. Jednego udało się uprosić, reszta pobiegła do swoich miejsc w konfesjonałach. Kapłan poprosił, aby przyprowadzić do niego pana, ale szybko. Trochę trudno było „szybko” bo to i Najświętszy Sakrament wystawiony, i kapłani zaczęli spowiadać, ksiądz z jednej strony nawy a na jej końcu starszy pan i jak się okazało kulejący. „Szybko” wróciłam po pana, „szybko” oddychając z ulgą, że załatwione, wracałam do „swojego” konfesjonału, gdzie miałam zajętą kolejkę. Uciszyłam znowu dzieci i moja kolej. Uklękłam i totalna pustka w głowie, chyba nawet nie bardzo umiałabym wtedy powiedzieć jak się nazywam. Z kapłanem, którego udało się uprosić o spowiedź dla niedosłyszącego pana, po kilku tygodniach zaprzyjaźniłam się i to on był tym Przyjacielem, który powiedział mi o mojej ukrytej pysze. Ale to już zupełnie inna historia.Natomiast ten, u którego wtedy się spowiadałam, podczas naszego innego spotkania (kilka miesięcy później) powiedział tylko: „ja już myślałem, że ty się w ogóle nie odezwiesz, wstaniesz i pójdziesz sobie, przez to całe zamieszanie z dziećmi i gorliwą pomoc bliźnim”.

Podsumowując. Złe doświadczenia z sakramentem pojednania i pokuty nie powinny nas nigdy zniechęcać i doprowadzać do rezygnacji ze spowiedzi. Czas rezygnacji, czas swoistego stania w pewnym oddaleniu od Boga, który na nas czeka, jest czasem rezygnacji z łask, jakich chce On nam udzielić. Trzeba się przemóc, zaprzeć się siebie i szukać, szukać na ile to możliwe stałego spowiednika, a może i kierownika duchowego. Gdybym wiele lat temu odpuściła sobie, gdybym uznała, że może Pan Bóg tak to wszystko układa, to dziś nie byłabym taka jaka jestem. Pan Bóg układa dobrze, ale zło atakuje poprzez ludzi i sytuacje, wykorzystując nasze słabe strony, o których nawet nie mamy pojęcia. Od nas zależy czy zechcemy zaufać Bogu i podjąć ryzyko nawet wielu porażek, ale nie ustawać w szukaniu, czy po którejś porażce powiemy sobie dość.

Podziel się z innymi: