ŻYCIE WIECZNE I MODLITWA ZA ZMARŁYCH

ŻYCIE WIECZNE I MODLITWA ZA ZMARŁYCH 

 
2 listopada wspominamy tych, którzy po śmierci dostąpili zbawienia, ale przebywają jeszcze w czyśćcu. Z punktu widzenia ostatecznego wyboru za Bogiem lub przeciw Bogu człowiek stoi w obliczu alternatywy: albo będzie żył z Panem w szczęśliwości wiecznej, albo pozostanie z dala od Jego obecności. Pomiędzy pielgrzymowaniem w doczesności i wieczną chwałą w niebie istnieje taki stan, w którym cierpią dusze ludzi sprawiedliwych, choć dotkniętych „zmazą grzechu powszedniego”, lub takie, które nie odpokutowały za grzechy na ziemi. Chodzi więc o te dusze, które zeszły z tego świata w łasce uświęcającej i są w przyjaźni z Panem Bogiem. Nie mogą wszakże wejść do nieba, gdyż mają jeszcze pewne „długi” do spłacenia Bożej sprawiedliwości. Droga do pełnej szczęśliwości wymaga oczyszczenia, co wiara Kościoła przedstawia za pomocą nauki o czyśćcu. Każdy ślad przywiązania do zła winien zostać usunięty, każde skrzywienie duszy – wyprostowane. Oczyszczenie winno być całkowite. Czyściec oznacza nie miejsce, lecz stan życia. Ci, którzy po śmierci żyją w stanie oczyszczenia, znajdują się już w miłości Chrystusa, który ich podnosi z resztek niedoskonałości.
Stan oczyszczenia nie oznacza jednak przedłużenia sytuacji ziemskiej, jak gdyby po śmierci była dana ostateczna możliwość zmiany własnego przeznaczenia. Nauczanie Kościoła w tym względzie jest jednoznaczne.Jeśli ktoś po śmierci znajdzie się w czyśćcu, ma już zapewnione zbawienie – nie może trafić do piekła. Natomiast osoba potępiona nie dostąpi już łaski oglądania oblicza Boga.
 

Prawdę o istnieniu czyśćca Kościół ogłosił w formie dogmatu na Soborze w Lyonie w 1274 r. Potwierdzona została ona i szczegółowo wyjaśniona w osobnym dekrecie o czyśćcu na Soborze Trydenckim (1545-1563).    

W Piśmie świętym istnieje kilka miejsc, które naprowadzają nas na istnienie czyśćca.

W Drugiej Księdze Machabejskiej mamy opis bitwy pod Adulla, w której poniosło śmierć wielu żołnierzy. Ich dowódca, Juda Machabeusz, złożył za nich ofiarę przebłagalną (2 Mch 12, 38-45). Zatem już w II w. przed Chrystusem Izraelici wierzyli, iż istnieje miejsce, w którym przebywają dusze odbywające pokutę za grzechy i że można tym duszom przyjść z pomocą, aby na końcu świata, przy powszechnym zmartwychwstaniu ciał, mogły być zaliczone do zbawionych.
Dogmat Kościoła opiera się przede wszystkim na tradycji, na powszechnej i od początków chrześcijaństwa sięgającej praktyce odprawiania modlitw za zmarłych. Już Tertulian (160-240) pisze: „W dzień rocznicy składamy za zmarłych ofiary”. Nie pisze, że składa się ofiary ku czci zmarłych, gdyż byłoby to uważane za bałwochwalstwo, ale podaje, że „za zmarłych” składano ofiary. Było więc już wtedy przekonanie, że zmarli potrzebują od nas pomocy. Gdzie indziej Tertulian przytacza informację o pewnej niewieście, która modli się za swojego męża i prosi dla niego o ochłodę.
W katakumbach na grobach chrześcijańskich spotykamy często napisy, które w usta zmarłego lub jego rodziny wkładają słowa prośby o modlitwę do Boga w intencji tego, który odszedł z tej ziemi. Nie spotykamy natomiast podobnych napisów na grobach męczenników, co świadczy wyraźnie o przekonaniu wiernych, że ci naszych modlitw już nie potrzebują. Św. Efrem (+ 373) poleca w swoim testamencie, aby trzydziestego dnia od jego śmierci odbyło się nabożeństwo za niego, „bowiem ofiary złożone przez żywych pomagają umarłym”. O istnieniu czyśćca piszą niemniej jasno św. Augustyn (+ 430), św. Cezary z Arles (+ 543) i św. Grzegorz Wielki (+ 604).    Według wizji, jakie otrzymywała św. Katarzyna Genueńska (+ 1510), największą karą dla duszy czyśćcowej jest jej tymczasowa rozłąka z Bogiem. Dusza dopiero po śmierci poznaje, kim jest Bóg, poznaje Go jako pełnię miłości, piękna i świętości. Za wszelką cenę chce się z Nim połączyć, a jednak nie jest jeszcze tego godna. Sama więc pragnie szukać miejsca, gdzie mogłaby się oczyścić. Tym miejscem jest właśnie czyściec. Ogniem zaś, który będzie ją palił, będzie miłość, pragnąca nieprzeparcie połączyć się z Bogiem. Dusze czyśćcowe cierpią ból rozłąki, żar pragnienia, aby się połączyć z przedmiotem swojej największej miłości. Dusze czyśćcowe równocześnie będą opływały w szczęście, że są miłowane, że Bóg uważa je za przyjaciół i czeka na nie.

Wśród teologów nie ma pewności, czy dusze czyśćcowe mogą pomagać nam na ziemi i za nami orędować. Zdania są podzielone. Prawdopodobnym zdaje się jednak powszechne przekonanie wiernych, że chociaż dusze czyśćcowe same sobie pomóc nie mogą, to jednak mogą nas wspierać na ziemi. Są przecież Bożymi przyjaciółmi, a więzów krwi i przyjaźni tajemnica świętych obcowania nie tylko nie rozluźnia, ale je jeszcze bardziej zacieśnia. W niedługim może czasie będą z Nim dzielić wieczną chwałę. Można mieć zatem nabożeństwo do dusz czyśćcowych i modlić się do nich w różnych potrzebach. W Polsce istnieje zgromadzenie sióstr, założone przez bł. o. Honorata Koźmińskiego (+ 1916), Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych. Szczególnie rozwinięte nabożeństwo do dusz czyśćcowych obserwuje się w Italii.
Św. Piotr Damiani (+ 1072) był pierwszym, który napisał traktat o Najświętszej Maryi Pannie jako Pośredniczce dusz czyśćcowych. Podaje w nim, że Matka Boża miała się objawić niejakiej Marozji i oznajmić jej, że w uroczystość swojego Wniebowzięcia ma przywilej zabierania z czyśćca do nieba wielu dusz. Św. Gertruda (+ 1302) pisze, że była świadkiem, jak Maryja wybawiła z czyśćca duszę brata zakonnego, Hermana, który wyróżniał się nabożeństwem do Niej. Wyznaje dalej, że Matka Boża oręduje skutecznie za duszami czyśćcowymi. Zachęca też do gorliwych modlitw. Także św. Franciszka Rzymianka (+ 1440) wyraża opinię, że Matka Boża ma moc wybawiania dusz czyśćcowych. Czyni to szczególnie w swoją największą uroczystość – Wniebowzięcia. Św. Bernard (+ 1153) nazywa Maryję wprost „Wybawicielką dusz czyśćcowych”. Od średniowiecza datuje się przekonanie, że Maryja wybawi z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci te dusze, które nosiły szkaplerz karmelitański i zachowały cnotę czystości.

Ci, którzy znajdują się w sytuacji oczyszczania, są związani zarówno z błogosławionymi, którzy już w pełni cieszą się życiem wiecznym, jak i z nami, którzy podróżujemy na tym świecie do domu Ojca. Dlatego tak ważna jest nasza modlitwa za zmarłych. Oni nie mogą już nic uczynić dla swojego zbawienia, my jednak możemy i powinniśmy. Kwiaty i znicze to jedynie zewnętrzne oznaki naszej o nich pamięci. Tak naprawdę zmarli potrzebują naszej modlitwy. Módlmy się za nich nie tylko w święta i rocznice śmierci, ale także na co dzień.

Najpiękniejszą ofiarą jest ofiara Mszy św. w intencji zmarłych, by ich dusze doznały oczyszczenia i by mogli wejść do Królestwa Chrystusowego. Możemy też w intencji zmarłych ofiarować zyskane odpusty. Za pobożne odwiedzenie cmentarza w dniach od 1 do 8 listopada i jednoczesną modlitwę za zmarłych można uzyskać odpust zupełny.

 

Podziel się z innymi:

WIERNA MIŁOŚĆ

ŚWIĘTO ŚWIĘTEJ MARII MAGDALENY

Patronki Arcybractwa Straży Honorowej Najświętszego Serca Pana Jezusa

Kolekta

Boże, Twój Syn wybrał Marię Magdalenę na pierwszą zwiastunkę wielkanocnej radości, † spraw, abyśmy za jej wstawiennictwem i przykładem głosili Chrystusa zmartwychwstałego * i oglądali Go w Twojej chwale. Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, * Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

Czytanie Pnp 8, 6-7

Czytanie z Pieśni nad pieśniami

Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak otchłań; żar jej to żar ognia, płomień Pana.

Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, nie zatopią jej rzeki. Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko.

 

albo

 

Czytanie 2 Kor 5, 14-17

Czytanie z Drugiego Listu świętego Pawła Apostoła do Koryntian

Bracia:

Miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli. A właśnie za wszystkich umarł Chrystus po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał.

Tak więc i my odtąd już nikogo nie znamy według ciała; a jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób. Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe.

 

Psalm Ps 63 (62), 2. 3-4. 5-6. 8-9 (R.: por. 2)

Refren: Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza.

2          Boże, mój Boże, szukam Ciebie *

            i pragnie Ciebie moja dusza.

            Ciało moje tęskni za Tobą, *

            jak ziemia zeschła i łaknąca wody.

Refren: Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza.

3          Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni, *

            by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.

4          Twoja łaska jest cenniejsza od życia, *

            więc sławić Cię będą moje wargi.

Refren: Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza.

5          Będę Cię wielbił przez całe me życie *

            i wzniosę ręce w imię Twoje.

6          Moja dusza syci się obficie, *

            a usta Cię wielbią radosnymi wargami.

Refren: Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza.

8          Bo stałeś się dla mnie pomocą *

            i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:

9          Do Ciebie lgnie moja dusza, *

            prawica Twoja mnie wspiera.

Refren: Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza.  

 

Ewangelia J 20, 1. 11-18

✠ Słowa Ewangelii według świętego Jana

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień od niego odsunięty.

Maria stała przed grobem, płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa: jednego w miejscu głowy, a drugiego w miejscu nóg.

I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?»

Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono».

Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus.

Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?»

Ona zaś, sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę».

Jezus rzekł do niej: «Mario!»

A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Nauczycielu!

Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”».

Poszła Maria Magdalena, oznajmiając uczniom: «Widziałam Pana i to mi powiedział». 

 

Maria Magdalena.

Jak podaje Ewangelista święty Marek została uwolniona przez Jezusa od siedmiu złych duchów. Odtąd idzie za Jezusem dokądkolwiek On kieruje swoje kroki.

Jest obecna na Golgocie.

Jest świadkiem Jego męki i śmierci.

Widzi Jego zmaltretowane Ciało.

Od czasu uwolnienia od złych duchów przepełnia ją ogromna wdzięczność i gorąca czysta miłość do Wybawcy.

To każe jej wytrwać pod Krzyżem.

Nie rozumie tej strasznej niesprawiedliwości jaka się stała.

W poranek po szabacie biegnie wraz z innymi niewiastami do grobu, aby dokończyć namaszczenia ciała.

Nie marzy o Zmartwychwstaniu.

Jej wiara załamała się pod Krzyżem.

Jej ból jest tak wielki, ze jest wciąż pochylona, płacz zasłania wzrok. Pusty grób.

Nie rozumie.

Ból się potęguje.

Nie dość, że Pan został tak okrutnie umęczony, to jeszcze ktoś ośmielił się naruszyć spokój grobowca i zabrał Jego ciało.

Widzi i słyszy Aniołów, ale ból i bezradność zamykają ją na ich pytania, odpowiada mechanicznie… Dowiaduje się, ze Go tu nie ma. Gdzie więc jest, gdzie ma Go szukać?

Przybita, bezsilna, zgnębiona.

Śmiertelnie zraniona miłość.

Nie ma w niej marzeń, nadziei…

Widok sylwetki Jezusa, nadal nic jej nie mówi.

Ma w sobie tak bardzo żywy i realny obraz Jego śmierci, Jego umęczonego ciała, że nie jest stanie przez łzy rozpoznać Pana.

Cierpienie z powodu straty nie dopuszcza myśli o Zmartwychwstaniu.

Głos Pana.

Pytanie.

Odpowiedź Marii Magdaleny, chce wypełnić to co jej serce dyktuje.

Wtedy słyszy swoje imię.

To jest On.

Rozpoznanie.

Spotkanie.

Zmiana pozycji, z przytłoczonej, pochylonej do ziemi, Maria Magdalena prostuje się, podnosi głowę, widzi, słyszy.

Zawołanie po imieniu staje się dla niej, ale i dla każdego z nas gdy rzeczywiście spotykamy Zmartwychwstałego nowym początkiem, nowym życiem, nową misją.

Maria Magdalena staje się Apostołką Apostołów.

Nie jesteśmy jakąś bliżej nieokreśloną masą wiernych.

Dla Pana, każdy i każda z nas jest ważny, każdy i każda jest indywidualnością, do każdego i każdej Jezus zwraca się po imieniu. Każdemu i każdej chce dać się rozpoznać.

Nie słyszymy Jego głosu, nie słyszymy jak On nas woła po imieniu, bo skupieni na codziennych zajęciach i własnych sprawach, nie szukamy Go, nie nasłuchujemy.

Nasza miłość do Niego nie przynagla nas do życia dla Niego, do służenia Mu w naszych codziennych obowiązkach stanu. Nie odczuwamy bólu straty, gdy zbytnio się od Niego oddalamy. W trudach i bezradności, szybko tracimy nadzieję zmiany na lepsze, zamykamy się w sobie, nie szukamy Go całym sercem. Naszym pragnieniem nie jest już chęć usłużenia Mu, choćby właśnie w takiej beznadziejnej według nas sytuacji. Bardziej skupiamy się na sobie. Mówimy nie pytani, zalewamy wszystko wokół słowami krzywdy i rozpaczy. Może dlatego, nasze uszy nie słyszą jak On się do nas bezpośrednio zwraca i pyta o to co chcemy zrobić.

Może dlatego, nie słyszymy jak przywołuje nas do Siebie naszym imieniem……… Może dlatego, bezskutecznie szukamy sensu życia i swojego miejsca w życiu i naszej misji. Może dlatego nie zauważamy, że On żyje i ma dla nas konkretne zadanie do wypełnienia, a my tylko chcemy aby On spoczął w bezpiecznym miejscu, a my abyśmy mogli oddać się żałobie i rozpaczy oraz wspomnieniom minionych dni.

Pan nie chce abyśmy żyli przeszłością, abyśmy zamykali się na nową rzeczywistość, wysyła nas z konkretną misją w przyszłość.

Czy odpowiemy Mu dziś, tak jak przed dwoma tysiącami lat pierwszy świadek Zmartwychwstania, kobieta, uczennica, Maria Magdalena?

Czy staniemy się, w dzisiejszym coraz bardziej niespokojnym i zagubionym świecie, tym dalekim i tym bliskim świadkami Życia i Miłości, która na śmierć nie umiera?

Co w moje dziś mogę wprowadzić z postawy Marii Magdaleny? Do czego przynagla mnie moja miłość?

Błogosławionego dnia.

Podziel się z innymi:

MIŁOŚĆ TRÓJJEDYNEGO BOGA

UROCZYSTOŚĆ NAJŚWIĘTSZEJ TRÓJCY, ROK A

Kolekta

Boże Ojcze, Ty zesłałeś na świat Twojego Syna, Słowo Prawdy, i Ducha Uświęciciela, aby objawić ludziom tajemnicę Bożego życia; spraw, abyśmy wyznając prawdziwą wiarę uznawali wieczną chwałę Trójcy i uwielbiali jedność Osób Bożych w potędze Ich działania. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

Czytanie pierwsze Wj 34, 4b-6. 8-9

Czytanie z Księgi Wyjścia

Mojżesz, wstawszy rano, wstąpił na górę, jak mu nakazał Pan, i wziął do rąk tablice kamienne.

A Pan zstąpił w obłoku, i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Pana. Przeszedł Pan przed jego oczyma i wołał: «Pan, Pan, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność».

Natychmiast Mojżesz skłonił się aż do ziemi i oddał pokłon, mówiąc: «Jeśli darzysz mnie życzliwością, Panie, to proszę, niech pójdzie Pan pośród nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz nasze winy i nasze grzechy, a uczynisz nas swoim dziedzictwem».

 

Psalm Dn 3, 52. 53-54. 55-56 (R.: por. 52b)

Refren: Chwalebny jesteś, wiekuisty Boże.

52        Błogosławiony jesteś, Panie, Boże naszych ojców, *

            pełen chwały i wywyższony na wieki.

            Błogosławione jest imię Twoje †

            pełne chwały i świętości, *

            uwielbione i wywyższone na wieki.

Refren: Chwalebny jesteś, wiekuisty Boże.

53        Błogosławiony jesteś w przybytku Twojej świętej chwały, *

            uwielbiony i przesławny na wieki.

54        Błogosławiony jesteś na tronie swojego królestwa, *

            uwielbiony i przesławny na wieki.

Refren: Chwalebny jesteś, wiekuisty Boże.

55        Błogosławiony jesteś Ty, co spoglądasz w otchłanie, †

            który zasiadasz na Cherubach, *

            pełen chwały i wywyższony na wieki.

56        Błogosławiony jesteś na sklepieniu nieba, *

            pełen chwały i wywyższony na wieki.

 

Refren: Chwalebny jesteś, wiekuisty Boże.

 

Czytanie drugie 2 Kor 13, 11-13

Czytanie z Drugiego Listu Świętego Pawła Apostoła do Koryntian

Bracia, radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, bądźcie jednomyślni, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju będzie z wami.

Pozdrówcie się nawzajem świętym pocałunkiem! Pozdrawiają was wszyscy święci.

Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi!

 

Ewangelia J 3, 16-18

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do Nikodema:

«Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego».

 

 

 

Wyuczyliśmy się przed laty formułek o Tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Przyjęliśmy je jako Prawdę Objawioną i żyjemy dalej tak jakby te słowa do naszych serc się jeszcze nie przebiły. Czasem zasłaniamy się niezrozumieniem, tak jakby to rozum miał być podstawą wiary. Czasem umieszczamy Boga w Trójcy Jedynego gdzieś bardzo daleko, wysoko. Zapominamy wtedy, iż Miłosierna Trójca zniżyła się do swojego stworzenia, aby je podnieść do Siebie.

Choć zwykle jesteśmy skłonni do odkrywania tajemnic naszych bliźnich, to od tej tajemnicy Boga odsuwamy się jakby z lękiem. Jakby w obawie, że gdy nas pochłonie już nigdy nie będziemy tacy sami, jak wcześniej.

Wypowiadamy bez  zastanowienia słowa „Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu”.

Po wielokroć, niemal odruchowo i często bezmyślnie czynimy znak krzyża „W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”.

Doświadczając niedoskonałości i kruchości miłości ludzkiej, wewnętrznie pragniemy i poszukujemy miłości doskonałej, stwórczej, zbawczej, dającej pełnię życia.

Jednak  gdy  Miłość „Trojga” przychodzi do nas, pochyla się nad nami, działa w nas, pragnąc nas Sobą obdarować obawiamy się na Nią otworzyć i Jej uwierzyć.

Niepokalana, jako pierwsza usłyszala w Zwiastowaniu o Tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Przyjęła i uwierzyła całym sercem. Może warto się od Niej i z Nią uczyć otwierać na Miłość Ojca, który posyła przez Ducha swojego Syna, aby każdego z nas obdarzyć pełnią życia w Sobie, zbawieniem w Imię Chrystusa Jezusa.

 

Radosnego odkrywania Miłości Trójjedynej.

 

 

 

  

Podziel się z innymi:

ROZWAŻANIA RÓŻAŃCOWE O MIŁOŚCI

Tajemnice Radosne

Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie

Można być bardzo zajętym, ciągle narzekać na brak czasu, mieć „na głowie” tysiące ważnych spraw, ciągle się spieszyć na jakieś kluczowe, decydujące spotkania, a spotkanie z aniołem odłożyć na później, na jakiś bardziej sprzyjający czas, na spokojniejszą porę, na bliżej nie określone jutro.

Można wysłuchać wszystkiego, co mówi anioł, zrobić mądrą minę, dać kilka nie zobowiązujących do niczego obietnic, a potem wszystko zrobić po swojemu.

Można nie słyszeć tego, co mówi anioł, co zawsze jakoś komplikuje piękne i dobrze poukładane życie, co zmusza do radykalnej zmiany planów, do rezygnacji z czegoś co przez lata dojrzewało w marzeniach.

Ale można tez odpowiedzieć tak jak Maryja: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego słowa!” (Łk 1,38). Tak odpowiada tylko miłość.

 

Nawiedzenie św. Elżbiety

Można być człowiekiem, który przez całe życie patrzy w lustro, a więc tym, który dostrzega tylko własne odbicie, własne sprawy, własne problemy, własne marzenia. Można być człowiekiem, który przez całe życie nie zauważa nikogo, nawet tych, z którymi mieszka w tym samym mieście, na tej samej ulicy, w tym samym bloku, na tym samym piętrze, może nawet w tym samym mieszkaniu.

Można być człowiekiem, który jest tak zajęty budowaniem czy przeżywaniem własnego szczęścia, że w pewnym momencie staje się niewidomy, głuchy i ślepy na innych.

Ale można też podarować komuś czas. Jednak to potrafi tylko miłość.

 

Narodzenie Jezusa

Można zamknąć drzwi na kilka zamków, zasunąć łańcuchy, spuścić psa. Można nająć ludzi do pilnowania posesji i tak cennego luksusowego spokoju. Można patrzeć przez „judasza” i nie reagować na natarczywe pukanie. Można udawać, że się nie słyszy czyjegoś rozpaczliwego wołania o pomoc. Można wytłumaczyć się nagłym i ważnym wyjazdem, brakiem miejsca, brakiem możliwości. Bo każdy nieznajomy to wielkie ryzyko, to stracony czas, to wyrzucone pieniądze.

Ale można także cieszyć się z czyjegoś przyjścia, z czyjejś obecności. Ilość tej radości jest zawsze proporcjonalna do ilości miłości w sercu człowieka. Tam, gdzie tej miłości nie ma, drugi człowiek nigdy nie stanie się radością – zawsze będzie krzyżem.

 

Ofiarowanie

Można być tym, który ucieka od wszystkich obowiązków, który lekceważy każde prawo, wszelkie zobowiązania.

Można być tym, który robi tylko to, co musi. Można robić coś tylko dla ludzkiego oka: żeby nie podpaść, żeby się nie narazić, żeby zasłużyć na pochwałę, na medal, na publiczne dowody uznania. Można nie angażować się w nic dodatkowego, pójść na łatwiznę, za którą bierze się pieniądze. Można robić wszystko z groźną miną, jakby z żalem do Boga i ludzi, z utajonymi pretensjami, że nie miało się ochoty na nic, że sytuacja przymusiła, że człowiek musiał zrezygnować z wygodnego lenistwa.

Ale można też wszystko robić z sercem. Wtedy nawet drobiazgi stają się wielkie i znaczące, bo są objawieniem miłości.

 

Odnalezienie Jezusa

Można wcale Jezusa nie szukać. Można Go nigdy nie odnaleźć. Można żyć tylko na płaszczyźnie czysto zwierzęcej, wegetując, napełniając żołądek, zaspokajając popędy.

Można zgubić Jezusa i wcale się tym nie przejmować, jakby nie zauważając Jego nieobecności, zajmując się jedynie robieniem interesów, zdobywaniem rzeczy dla przyjemności, urządzaniem się, powiększaniem swojego luksusu.

Ale można też zakochać się w Chrystusie „po same uszy”. A wtedy nawet jeżeli człowiek zagubi Chrystusa, będzie robił wszystko, aby Go odnaleźć: jak najprędzej, na zawsze. Bo szuka się tylko tego, co jest dla człowieka wielkim, największym skarbem. Ale do tego potrzebna jest miłość.

 

Tajemnice Światła

Chrzest

Można nie komplikować sobie życia, nie otwierać go przed Bogiem, nie przyjmować sakramentu chrztu. Wtedy człowiek pozostaje panem samego siebie, wszystko może robić po swojemu, nie musi znać Bożych Przykazań, nie musi ich zachowywać.

Można przyjąć chrzest na zasadzie wielowiekowej tradycji, zwyczaju przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Wtedy wystarczy przyjść do kancelarii parafialnej, dokonać wpisu w księdze chrztów, poddać się obowiązującej rejestracji, pójść do spowiedzi, żeby zdobyć wymagany podpis. W ten sposób zdobywa się miano chrześcijanina.

Ale można też potraktować chrzest jako najwspanialszą szansę, jako możliwość najdziwniejszej, najcudowniejszej adopcji. Dzięki temu sakramentowi można stać się Dzieckiem Bożym. Właśnie w tym sakramencie można otrzymać Miłość.

 

Kana Galilejska

Można budować szczęście, myśląc tylko o sobie, o swoich wygodach, przyjemnościach. Można zamknąć drzwi przed ludźmi, żeby nie komplikować sobie życia, nie tracić tak zwanego świętego spokoju, nie narażać się na wydatki, na niepotrzebne stresy, na takie czy inne kłopoty. Można traktować ludzi jako potencjalnych wrogów, rywali, jako zagrożenie, konkurencję.

Ale można też otworzyć przed nimi drzwi, zaprosić ich do stołu, czyli do swojego szczęścia. Można dzielić się nimi radością i chlebem, czasem i marzeniami, zwyczajną codziennością. Można ubogacać ich swoim bogactwem, ale i siebie ubogacać tym bogactwem, które oni mają w sobie. I tylko wtedy można przeżyć prawdziwe szczęście. Bo tylko takie życie, którego nie przeżywa się egoistycznie, w pojedynkę, przypomina kwiat, który zachwyca różnorodnością zawartego w nim piękna.

 

Nauczanie

Można mieć oczy, które nie widzą. Można mieć uszy, które nie słyszą. Można uważać siebie za przysłowiowy pępek świata. Można uwierzyć we własną nadzwyczajną mądrość i nieomylność. Stąd już tylko krok do katastrofy. Samochód, który przestaje reagować na polecenia, zachowania kierowcy, choćby na przyciskanie pedału hamulca, musi wylecieć z osi drogi. A to może oznaczać wypadek, kalectwo albo nawet śmierć.

Ale można też mieć oczy, które widzą. Można mieć uszy, które słyszą. Wtedy jest szansa, że człowiek dobrze nauczy się języka polskiego czy języków obcych, matematyki, fizyki czy historii, obsługi komputera czy jakichś innych praktycznych umiejętności. Wtedy jest szansa, że człowiek nauczy się także dobrego, mądrego, pięknego życia. Bo wszystko zaczyna się od słuchania.

 

Przemienienie

Można realizować wygodne, pozorne, niekłopotliwe chrześcijaństwo. Można realizować chrześcijaństwo na niby. Scenariusz jest stosunkowo prosty. Najpierw chrzest, który pozostawi po sobie jeden jedyny ślad w postaci metryki. Potem entuzjastyczna, rozgorączkowana Pierwsza Komunia Święta, kolorowe zdjęcia, duża ilość zaproszonych gości, duża ilość prezentów. Potem bierzmowanie: mniej z przekonania, z potrzeby serca, bardziej z konieczności, jakby na wszelki wypadek. A jeszcze potem ślub kościelny, niepowtarzalna inscenizacja, wzruszająca ceremonia, swoisty religijny teatr, w którym człowiek odegra główną rolę. A na końcu już tylko pacierze: mówione w pośpiechu, na odczepnego, dla zaliczenia, dla uspokojenia sumienia, oraz Msza święta oglądana bez zainteresowania, jakby z boku, okiem kibica. Za każdym razem ogromne znudzenie. I żadnej radości bycia z Bogiem. I żadnej radości z wiary.

Ale można także wybrać chrześcijaństwo prawdziwe, dynamiczne, twórcze, niełatwe bo wymagające. Pamiętając zawsze to, co powiedział Chrystus: „Nie każdy, który mi mówi: Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7,21). W myśl zasady, że radość przeżywają nie ci, którzy patrzą na góry, ale ci, którzy na nie wchodzą.

 

Eucharystia

Można być bardzo zajętym. Można ciągle nie mieć czasu. Można mieć tysiące usprawiedliwień, wygodnych alibi. Bo przecież tyle spraw na głowie, które trzeba przypilnować, poprawić, załatwić. Bo przecież tylu ludzi, których trzeba spotkać, którzy są ważni, od których tak wiele zależy. Najpierw szkoła, przygotowanie do lekcji, odrabianie zadań, uczenie się na kolejne egzaminy. Dodatkowo korepetycje, szkoła muzyczna, siedzenie przy komputerze, zajęcia w klubie sportowym, basen, udział w konkursach i olimpiadach. A potem codzienne, uciążliwe, męczące dojazdy do pracy, nadgodziny, rosnące ceny, a więc konieczność solidniejszego zabezpieczenia przyszłości, nagromadzenia większej ilości pieniędzy. Ponadto rodzina, zakupy, pranie, gotowanie, sprzątanie. I może się zdarzyć, że w tygodniu, który liczy 168 godzin, znajdzie się tylko jedna, jedyna godzina dla Boga. I może się okazać, że nie ma nawet tej jednej godziny.

A Chrystus powiedział wyraźnie: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” (J 6,51). Te słowa nie wymagają żadnego komentarza. Nie ma wiary tam, gdzie nie ma zapotrzebowania na Boga, gdzie nie ma tęsknoty za Bogiem.

 

Tajemnice Bolesne

Modlitwa w Ogrójcu

Można wszystkiego się wyprzeć, wszystko odwołać. Można zrezygnować z głoszonej wcześniej prawdy, z własnych przekonań i ideałów, z młodzieńczych marzeń. Żeby tylko uratować wygodny „święty” spokój. Żeby nie narazić się na cierpienie, prześladowanie, a nawet utratę życia.

Ale można też być wiernym ideałom aż do końca. Nawet za cenę krwi. Nawet za cenę krzyża. Ale to potrafi tylko miłość.

 

Biczowanie Chrystusa

Można być tym, który wydaje rozkazy, który każe czynić zło, który chce być panem życia i śmierci innych, który za wszelką cenę pragnie pokazać swoją wielkość i władzę.

Można być tym, który ciągle umywa ręce w misie, próbując w ten sposób uciec od odpowiedzialności za czynione zło, jakby chcąc usprawiedliwić siebie przed sobą, wmówić sobie niewinność.

Można być tym, który wykonuje tylko rozkazy, nie widząc zadawanego cierpienia, nie widząc łez. Można być „psem”, który wykonuje komendy, bez odniesienia do Bożej Prawdy, bez odniesienia do Dekalogu, bez wsłuchiwania się w głos sumienia.

Ale miłość zawsze zachowuje się inaczej.

 

Ukoronowanie cierniem

Można przejść zupełnie obojętnie obok drugiego człowieka, nie zauważając ani jego obecności, ani jego problemów. Wtedy ma się tak zwany święty spokój. Wtedy można się delektować własnym szczęściem.

Można zauważyć czyjąś inność i śmieszność innych. Wtedy nieciekawa i męcząca codzienność zaczyna drżeć od śmiechu, każde spotkanie z drugim człowiekiem zamienia się w zabawę.

Ale można też podać innym uśmiech. Jednak do tego potrzebna jest miłość. Tam, gdzie nie ma miłości, zawsze pluje się na Boga i na człowieka.

 

Dźwiganie krzyża

Można uciekać od wszystkiego, co boli. Można „ucinać” każdy ból, nawet najmniejszy, przeciwbólową tabletką lub zastrzykiem. Można buntować się przeciwko Bogu, targować się z Nim, narzucać Mu swoje warunki, swoją wizję szczęścia. Można żądać od Boga doczesności urządzonej w sposób możliwie najbardziej komfortowy.

Ale można też powiedzieć to, co Chrystus: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42). Można przyjąć krzyż, który oznacza zbawienie.

 

Śmierć na krzyżu

Można umierać jak łotr, który przez całe życie świadomie wybierał zło, który robił wszystko, aby sponiewierać swoje i czyjeś człowieczeństwo, żeby zatrzeć obraz Boga, z którym człowiek przychodzi na świat. Można umierać jak łotr, który wcale się nie wstydzi popełnionego przez siebie zła, który do końca pozostaje mu wierny. Można nawet w chwili śmierci ubliżać Bogu i ludziom, głośno wykrzykiwać budowaną przez lata nienawiść.

Ale można też umierać w ciszy, z godnością, ze świadomością dobrze spełnionego obowiązku, z poczuciem, że nie odchodzi się z pustymi rękami. Wtedy można powiedzieć to, co Chrystus: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23,46), a także: „Wykonało się!” (J 19,30).

 

Tajemnice Chwalebne

Zmartwychwstanie

Można być tym, który ciągle wydaje wyroki, krzyżuje, buduje groby, ustawia straże, nakłada pieczęcie. Można być tym, który ciągle stoi na straży takiego czy innego grobu.

Ale można też być tym, który ciągle łamie grobowe pieczęcie. Można być tym, który ciągle walczy – o Prawdę, o Miłość, o Sprawiedliwość. Można być tym, który zmartwychwstaje.

 

Wniebowstąpienie

Można, żyjąc na ziemi, myśleć tylko o ziemi. Można wrosnąć w tę ziemię „korzeniami”: myślami i sercem. Można wszystkie swe siły i cały swój czas poświęcić na budowanie dużego, wygodnego, w miarę dostatniego domu. Można wyposażać ten dom w coraz większą ilość przedmiotów.

Ale można także myśleć o Domu Ojca. Miejsce w tym domu można zdobyć tylko tutaj, na ziemi. Do tego nie są potrzebne ani pieniądze, ani znajomości. Do tego potrzebna jest miłość.

 

Zesłanie Ducha Świętego

Można wrócić do utartych, w miarę wygodnych schematów: do łowienia ryb, do codziennego zatroskania o chleb powszedni, do ciasnego grona rodziny i przyjaciół, do nerwowego zabezpieczania jutra. Można zamknąć się w ciasnych ścianach mieszkania, usiąść przed telewizorem i zadowolić się życiem oglądanym na ekranie.

Ale można też poszerzyć i upiększyć swój świat: przez modlitwę otworzyć się na Boga, napełnić się Jego łaską. Można zachwycić się Chrystusową Ewangelią, a potem dzielić się tym zachwytem z innymi ludźmi. A wszystko po to, aby także w ich życiu zapaliło się Światło. A wszystko po to, aby także w ich sercach obudziła się radość.

 

Wniebowzięcie NMP

Można „przykleić się” do ziemi każdą cząstką ciała, każdym okruchem życia. Można wszystkie myśli i marzenia zamienić w materię. Można tutaj, na ziemi, zbudować swoje „gniazdo”, swój „raj”, swoje szczęście. Można bać się coraz bardziej w miarę upływu czasu, bo każdy przeżyty rok będzie pomniejszeniem możliwości, skurczeniem zasobu sił, przybliżeniem końca, coraz mocniejszym przeczuciem chwili, kiedy nagle utraci się wszystko.

Ale można na życie popatrzeć zupełnie inaczej. Można zobaczyć życie jako ogromne morze, które trzeba przepłynąć na kruchej tratwie miłości.

 

Ukoronowanie NMP

Można walczyć tylko o doczesność. Można zabiegać tylko o medale, dyplomy, odznaczenia, wyróżnienia, premie, stanowiska. Można troszczyć się o większy kapitał, o bardziej znaczące znajomości, o znane nazwisko, o władzę.

Ale można także zdecydować się na to, żeby „być frajerem” – tak jak Chrystus. Można rozdać doczesność, żeby zdobyć wieczność.

(https://www.gloria.tv/article/2Z3SxKXMU2TmCEfZHbBQiSenZ)

Podziel się z innymi:

ŚWIĘTY PAWEŁ APOSTOŁ O JAŁMUŻNIE I MIŁOŚCI

3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,

a ciało wystawił na spalenie

lecz miłości bym nie miał,

nic bym nie zyskał.

4 Miłość cierpliwa jest,

łaskawa jest.

Miłość nie zazdrości,

nie szuka poklasku,

nie unosi się pychą;

5 nie dopuszcza się bezwstydu,

nie szuka swego,

nie unosi się gniewem,

nie pamięta złego;

6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,

lecz współweseli się z prawdą.

7 Wszystko znosi,

wszystkiemu wierzy,

we wszystkim pokłada nadzieję,

wszystko przetrzyma.

8 Miłość nigdy nie ustaje,

[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,

albo jak dar języków, który zniknie,

lub jak wiedza, której zabraknie.

9 Po części bowiem tylko poznajemy,

po części prorokujemy.

10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,

zniknie to, co jest tylko częściowe.

11 Gdy byłem dzieckiem,

mówiłem jak dziecko,

czułem jak dziecko,

myślałem jak dziecko.

Kiedy zaś stałem się mężem,

wyzbyłem się tego, co dziecięce.

12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;

wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:

Teraz poznaję po części,

wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany

13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:

z nich zaś największa jest miłość.

 

1 Kor 13 (3-13)

 

Jałmużna bez miłości i bez działania w ‘ukryciu’ staje się zwyczajną filantropią, a nie ewangeliczną jałmużną, która zakrywa wiele grzechów.

Podziel się z innymi:

MYŚLI ŚWIĘTYCH O MIŁOŚCI

MYŚLI ŚWIĘTYCH O MIŁOŚCI

Miłością musimy wypełnić przepaście, które dzielą ludzi przepełnionych nienawiścią i egoizmem.

(św. Alojzy Orione)

Miłość ma dwie nogi, wyrastają one z miłości Boga i z miłości do ludzi. Nie kuśtykaj, ale biegnij na nich dwóch do nieba.

Nie ma takiego człowieka, który by nie kochał, ale cała rzecz w tym co kocha.

Idziemy do Boga nie drogą, lecz miłością.

Miarą miłości jest miłość bez miary.

(św. Augustyn).

Żadna odległość, żadna nieobecność nie może zmniejszyć przychylności i miłości.

(św. Ambroży)

Nie ma nic możliwego dla tego, kto wierzy, nie ma nic trudnego dla tego co kocha.

Wiedza bez miłości nadyma, miłość bez wiedzy błądzi, wiedza z miłością – buduje.

(św. Bernard)

Nie trzeba dawać sobie pamiątek kiedy kocha się naprawdę.

(św. Bernadetta Soubirous)

Miłość to coś najbardziej wolnego co tylko istnieje.

Prawdziwie kochający widzi kochanego takiego, jaki wyszedł z ręki Boga.

Kto kocha ludzi jak Chrystus pragnie, by należeli oni do Boga, a nie do niego.

(św. Edyta Stein)

Gdy ogień miłości płonie w sercu, wszelkie meble fruwają przez okno.

Spełniajmy często akty czułości i miłości ku tym, ku którym nasza natura mniej się skłania.

(św. Franciszek Salezy)

Miłość czyni największy ciężar lekkim i wszelką gorycz w słodycz przemienia.

(św. Franciszek z Asyżu)

Aby uwierzyć w miłość trzeba samemu miłować.

(bł. Honorat Koźmiński)

Miłość prawdziwa własnego zysku nie szuka; kto go szuka, ten nie ma prawdziwej miłości.

(św. Ignacy Loyola)

W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą.

(1 J 4,18)

Radosna miłość, która przynosi szczęście, zasadza się na bólu: nie ma miłości bez wyrzeczenia.

Droga Miłości nazywa się Ofiarą.

(św. Josemaria Escriva)

Miłość wzajemna nie polega na tym, żeby nam nikt nigdy przykrości nie zrobił, ale na tym , abyśmy starali się drugim przykrości nie sprawiać i nabrali wprawy w natychmiastowym i całkowitym przebaczaniu wszystkiego co nas urazi.

(św. Maksymilian Maria Kolbe)

Jakże piękna jest miłość, jeśli otrzyma się ją w darze, a jak jest zniekształcona, jeśli się jej domaga i się ją wymusza.

Miłość i bojaźń muszą iść razem. Bojaźń bez miłości staje się podłością. Miłość bez bojaźni to zarozumialstwo.

(św. Ojciec Pio)

Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy, z nich największa jest miłość (1 Kor 13,13)

Miłość przekracza ból i wybacza winy.

(św. Piotr Chryzolog)

Bez miłości wszystko jest niczym.

(św. Teresa z Avili)

Nie kocha ten, kto w miłości szuka tylko własnej satysfakcji.

(św. Tomasz z Akwinu)

Kto miłuje, ciężaru nie czuje, a gdy czuje, to go miłuje.

(św. Urszula Ledóchowska)

Nie może być niesmaczne to co jest zaprawione solą miłości, co skropione miodem serca.

(bł. Wincenty Kadłubek)

Podziel się z innymi:

MODLITWA DO ŚWIĘTEGO WALENTEGO

Święty Walenty, opiekunie tych, którzy się kochają,
Ty, który z narażeniem życia urzeczywistniłeś i głosiłeś
ewangeliczne przesłanie pokoju,
Ty, który – dzięki męczeństwu przyjętemu z miłości –
zwyciężyłeś wszystkie siły obojętności, nienawiści i śmierci,
wysłuchaj naszej modlitwy:

W obliczu rozdarć i podziałów na świecie
daj nam zawsze kochać miłością pozbawioną egoizmu,
abyśmy byli pośród ludzi wiernymi
świadkami miłości Boga.

Niech ożywiają nas miłość i zaufanie,
które pozwolą przezwyciężać życiowe przeszkody.

Prosimy Cię, wstawiaj się za nami do Boga,
który jest źródłem wszelkiej miłości i wszelkiego piękna
i który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Podziel się z innymi:

ŻYCIE WIECZNE I MODLITWA ZA ZMARŁYCH

ŻYCIE WIECZNE I MODLITWA ZA ZMARŁYCH 

 
2 listopada wspominamy tych, którzy po śmierci dostąpili zbawienia, ale przebywają jeszcze w czyśćcu. Z punktu widzenia ostatecznego wyboru za Bogiem lub przeciw Bogu człowiek stoi w obliczu alternatywy: albo będzie żył z Panem w szczęśliwości wiecznej, albo pozostanie z dala od Jego obecności. Pomiędzy pielgrzymowaniem w doczesności i wieczną chwałą w niebie istnieje taki stan, w którym cierpią dusze ludzi sprawiedliwych, choć dotkniętych „zmazą grzechu powszedniego”, lub takie, które nie odpokutowały za grzechy na ziemi. Chodzi więc o te dusze, które zeszły z tego świata w łasce uświęcającej i są w przyjaźni z Panem Bogiem. Nie mogą wszakże wejść do nieba, gdyż mają jeszcze pewne „długi” do spłacenia Bożej sprawiedliwości. Droga do pełnej szczęśliwości wymaga oczyszczenia, co wiara Kościoła przedstawia za pomocą nauki o czyśćcu. Każdy ślad przywiązania do zła winien zostać usunięty, każde skrzywienie duszy – wyprostowane. Oczyszczenie winno być całkowite. Czyściec oznacza nie miejsce, lecz stan życia. Ci, którzy po śmierci żyją w stanie oczyszczenia, znajdują się już w miłości Chrystusa, który ich podnosi z resztek niedoskonałości.
Stan oczyszczenia nie oznacza jednak przedłużenia sytuacji ziemskiej, jak gdyby po śmierci była dana ostateczna możliwość zmiany własnego przeznaczenia. Nauczanie Kościoła w tym względzie jest jednoznaczne.Jeśli ktoś po śmierci znajdzie się w czyśćcu, ma już zapewnione zbawienie – nie może trafić do piekła. Natomiast osoba potępiona nie dostąpi już łaski oglądania oblicza Boga.
 
Prawdę o istnieniu czyśćca Kościół ogłosił w formie dogmatu na Soborze w Lyonie w 1274 r. Potwierdzona została ona i szczegółowo wyjaśniona w osobnym dekrecie o czyśćcu na Soborze Trydenckim (1545-1563).   

W Piśmie świętym istnieje kilka miejsc, które naprowadzają nas na istnienie czyśćca.

W Drugiej Księdze Machabejskiej mamy opis bitwy pod Adulla, w której poniosło śmierć wielu żołnierzy. Ich dowódca, Juda Machabeusz, złożył za nich ofiarę przebłagalną (2 Mch 12, 38-45). Zatem już w II w. przed Chrystusem Izraelici wierzyli, iż istnieje miejsce, w którym przebywają dusze odbywające pokutę za grzechy i że można tym duszom przyjść z pomocą, aby na końcu świata, przy powszechnym zmartwychwstaniu ciał, mogły być zaliczone do zbawionych.
Dogmat Kościoła opiera się przede wszystkim na tradycji, na powszechnej i od początków chrześcijaństwa sięgającej praktyce odprawiania modlitw za zmarłych. Już Tertulian (160-240) pisze: „W dzień rocznicy składamy za zmarłych ofiary”. Nie pisze, że składa się ofiary ku czci zmarłych, gdyż byłoby to uważane za bałwochwalstwo, ale podaje, że „za zmarłych” składano ofiary. Było więc już wtedy przekonanie, że zmarli potrzebują od nas pomocy. Gdzie indziej Tertulian przytacza informację o pewnej niewieście, która modli się za swojego męża i prosi dla niego o ochłodę.
W katakumbach na grobach chrześcijańskich spotykamy często napisy, które w usta zmarłego lub jego rodziny wkładają słowa prośby o modlitwę do Boga w intencji tego, który odszedł z tej ziemi. Nie spotykamy natomiast podobnych napisów na grobach męczenników, co świadczy wyraźnie o przekonaniu wiernych, że ci naszych modlitw już nie potrzebują. Św. Efrem (+ 373) poleca w swoim testamencie, aby trzydziestego dnia od jego śmierci odbyło się nabożeństwo za niego, „bowiem ofiary złożone przez żywych pomagają umarłym”. O istnieniu czyśćca piszą niemniej jasno św. Augustyn (+ 430), św. Cezary z Arles (+ 543) i św. Grzegorz Wielki (+ 604).   

Według wizji, jakie otrzymywała św. Katarzyna Genueńska (+ 1510), największą karą dla duszy czyśćcowej jest jej tymczasowa rozłąka z Bogiem. Dusza dopiero po śmierci poznaje, kim jest Bóg, poznaje Go jako pełnię miłości, piękna i świętości. Za wszelką cenę chce się z Nim połączyć, a jednak nie jest jeszcze tego godna. Sama więc pragnie szukać miejsca, gdzie mogłaby się oczyścić. Tym miejscem jest właśnie czyściec. Ogniem zaś, który będzie ją palił, będzie miłość, pragnąca nieprzeparcie połączyć się z Bogiem. Dusze czyśćcowe cierpią ból rozłąki, żar pragnienia, aby się połączyć z przedmiotem swojej największej miłości. Dusze czyśćcowe równocześnie będą opływały w szczęście, że są miłowane, że Bóg uważa je za przyjaciół i czeka na nie.

Wśród teologów nie ma pewności, czy dusze czyśćcowe mogą pomagać nam na ziemi i za nami orędować. Zdania są podzielone. Prawdopodobnym zdaje się jednak powszechne przekonanie wiernych, że chociaż dusze czyśćcowe same sobie pomóc nie mogą, to jednak mogą nas wspierać na ziemi. Są przecież Bożymi przyjaciółmi, a więzów krwi i przyjaźni tajemnica świętych obcowania nie tylko nie rozluźnia, ale je jeszcze bardziej zacieśnia. W niedługim może czasie będą z Nim dzielić wieczną chwałę. Można mieć zatem nabożeństwo do dusz czyśćcowych i modlić się do nich w różnych potrzebach. W Polsce istnieje zgromadzenie sióstr, założone przez bł. o. Honorata Koźmińskiego (+ 1916), Wspomożycielek Dusz Czyśćcowych. Szczególnie rozwinięte nabożeństwo do dusz czyśćcowych obserwuje się w Italii.
Św. Piotr Damiani (+ 1072) był pierwszym, który napisał traktat o Najświętszej Maryi Pannie jako Pośredniczce dusz czyśćcowych. Podaje w nim, że Matka Boża miała się objawić niejakiej Marozji i oznajmić jej, że w uroczystość swojego Wniebowzięcia ma przywilej zabierania z czyśćca do nieba wielu dusz. Św. Gertruda (+ 1302) pisze, że była świadkiem, jak Maryja wybawiła z czyśćca duszę brata zakonnego, Hermana, który wyróżniał się nabożeństwem do Niej. Wyznaje dalej, że Matka Boża oręduje skutecznie za duszami czyśćcowymi. Zachęca też do gorliwych modlitw. Także św. Franciszka Rzymianka (+ 1440) wyraża opinię, że Matka Boża ma moc wybawiania dusz czyśćcowych. Czyni to szczególnie w swoją największą uroczystość – Wniebowzięcia. Św. Bernard (+ 1153) nazywa Maryję wprost „Wybawicielką dusz czyśćcowych”. Od średniowiecza datuje się przekonanie, że Maryja wybawi z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci te dusze, które nosiły szkaplerz karmelitański i zachowały cnotę czystości.

Ci, którzy znajdują się w sytuacji oczyszczania, są związani zarówno z błogosławionymi, którzy już w pełni cieszą się życiem wiecznym, jak i z nami, którzy podróżujemy na tym świecie do domu Ojca. Dlatego tak ważna jest nasza modlitwa za zmarłych. Oni nie mogą już nic uczynić dla swojego zbawienia, my jednak możemy i powinniśmy. Kwiaty i znicze to jedynie zewnętrzne oznaki naszej o nich pamięci. Tak naprawdę zmarli potrzebują naszej modlitwy. Módlmy się za nich nie tylko w święta i rocznice śmierci, ale także na co dzień.

Najpiękniejszą ofiarą jest ofiara Mszy św. w intencji zmarłych, by ich dusze doznały oczyszczenia i by mogli wejść do Królestwa Chrystusowego. Możemy też w intencji zmarłych ofiarować zyskane odpusty. Za pobożne odwiedzenie cmentarza w dniach od 1 do 8 listopada i jednoczesną modlitwę za zmarłych można uzyskać odpust zupełny.

 

Podziel się z innymi:

FRANCISZEK O TYM, JAK PRZEŻYWAĆ TRIDUUM

Do rozważania tajemnicy Bożego miłosierdzia ujawniającej się w centralnych wydarzeniach zbawczych męki i śmierci Pana Jezusa w oczekiwaniu na zmartwychwstanie, zachęcił Ojciec Święty podczas środowej audiencji ogólnej.

 

Papież zaznaczył, że Triduum Paschalne jest pamiątką dramatu miłości, który daje nam pewność, że nigdy nie będziemy opuszczeni w życiowych próbach. Jego słów na placu św. Piotra wysłuchało około 20 tys. wiernych. Było wśród nich 3,7 tys. związanych z Opus Dei studentów z całego świata, uczestniczących w 49 forum UNIV 2016.

 

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:
Bracia i siostry, dzień dobry!

 

Nasza refleksja na temat Bożego Miłosierdzia wprowadza nas dzisiaj w Triduum Paschalne. Będziemy przeżywali Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę jako wydarzenia intensywne, pozwalające nam coraz bardziej wchodzić w wielką tajemnicę naszej wiary: zmartwychwstanie naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

 

W ciągu tych trzech dni wszystko mówi nam o miłosierdziu, ponieważ ukazuje jak daleko może posunąć się miłość Boga. Święty Jan Ewangelista daje nam klucz do zrozumienia głębokiego sensu: „Jezus […] umiłowawszy swoich na świecie, do końca1 ich umiłował” (J 13,1). Miłość Boga nie ma granic.

 

Jak mówił św. Augustyn jest to miłość, która „nieustannie posuwa się aż do końca”. Bóg naprawdę daje się cały za każdego z nas i w niczym się nie oszczędza. Tajemnica, którą adorujemy w okresie Wielkiego Tygodnia to wspaniała historia miłości, która nie zna przeszkód. Męka Pańska trwa aż do końca świata, gdyż jest to historia uczestniczenia w cierpieniach całej ludzkości i nieustanna obecność w wydarzeniach życia osobistego każdego z nas. Tak więc Triduum Paschalne jest pamiątką dramatu miłości, który daje nam pewność, że nigdy nie będziemy opuszczeni w życiowych próbach.

 

W Wielki Czwartek Jezus ustanawia Eucharystię, antycypując w uczcie paschalnej swoją ofiarę na Golgocie. Aby uczniowie mogli zrozumieć ożywiającą Go miłość, umył im stopy, dając im po raz kolejny w osobie własnej przykład, jak sami powinni działać.

 

Eucharystia to miłość, która staje się służbą. Jest to wspaniała obecność Chrystusa, który pragnie nakarmić każdego człowieka, zwłaszcza zaś najsłabszych, aby uczynić ich zdolnymi do drogi świadectwa pośród trudów świata. Nie tylko. Dając się nam jako pokarm, Jezus zaświadcza, że powinniśmy nauczyć się dzielić z innymi tym pokarmem, aby stał się prawdziwą komunią życia z osobami potrzebującymi. On się nam daje i prosi, abyśmy w Nim trwali, by czynić to samo.

 

Wielki Piątek to kulminacyjne wydarzenie miłości. Śmierć Jezusa, który na krzyżu powierza się Ojcu, aby dać zbawienie całemu światu, wyraża miłość ofiarowaną aż do końca, bez końca. Jest to miłość pragnąca objąć wszystkich, nikogo nie wykluczając. Jest to miłość rozciągająca się na wszystkie czasy i każde miejsce: niewyczerpalne źródło zbawienia, z którego każdy z nas grzeszników może zaczerpnąć. Jeśli Bóg ukazuje nam swoją najwznioślejszą miłość w śmierci Jezusa, to także i my odrodzeni przez Ducha Świętego możemy i powinniśmy miłować się nawzajem.

 

I wreszcie Wielka Sobota jest dniem milczenia Boga. Powinna być ona dniem milczenia. Powinniśmy zatem uczynić wszystko, co w naszej mocy, aby była ona dniem milczenia, tak jak to było w tamtym czasie: dzień milczenia Boga. Jezus złożony w grobie dzieli z całą ludzkością dramat śmierci. Jest to milczenie, które mówi i wyraża miłość jako solidarność z osobami od zawsze opuszczonymi, do których dociera Syn Boży wypełniając pustkę, którą może wypełnić jedynie nieskończone miłosierdzie Boga Ojca. Bóg milczy, ale ze względu na miłość. W tym dniu miłość, ta milcząca miłość staje się oczekiwaniem życia w zmartwychwstaniu.

 

Warto, abyśmy w Wielką Sobotę pomyśleli o milczeniu Matki Bożej – Kobiety Wiary, która w milczeniu oczekiwała zmartwychwstania. Matka Boża powinna być dla nas ikoną tej Wielkiej Soboty. Warto abyśmy głęboko zastanowili się, jak Maryja przeżywała tę Wielką Sobotę – w oczekiwaniu. Jest to miłość, która nie wątpi, ale pokłada nadzieję w słowie Pana, aby się ono ujawniło i stało się jaśniejące w dniu Paschy.

 

To wszystko jest wspaniałą tajemnicą miłości i miłosierdzia. Nasze słowa są ubogie i nie potrafią wyrazić jej w pełni. Z pomocą może nam przyjść doświadczenie pewnej dziewczyny niezbyt znanej, która napisała wspaniałe karty o miłości Chrystusa.

 

Chodzi o Juliannę z Norwich, niepiśmienną dziewczynę, która miała wizje męki Jezusa, a następnie gdy stała się rekluzą (zakonnicą zobowiązujący się do nieopuszczania własnej celi i niekontaktowania się z innymi zakonnikami – przyp. DEON.pl), opisała prostym językiem sens miłości miłosiernej.

 

Ta dziewczyna wypowiedziała następujące słowa: „Wówczas nasz dobry Pan zapytał mnie: «Czy jesteś rada, że cierpiałem za ciebie?» Odpowiedziałam: «Tak, dobry Panie, dzięki składam Tobie, tak, dobry Panie, bądź błogosławiony». Wówczas Jezus nasz dobry Pan rzekł: «Jeśli ty jesteś rada, ja jestem rad także. Radością, błogosławieństwem, niekończącym się szczęściem moim jest, że cierpiałem Mękę za ciebie; gdybym tylko mógł bardziej cierpieć, chciałbym cierpieć bardziej»”. To jest nasz Jezus, który mówi do każdego z nas: „gdybym tylko mógł bardziej cierpieć dla ciebie, podjąłbym je”.
Jakże piękne są te słowa! Pozwalają nam naprawdę zrozumieć ogromną i nieograniczoną miłość, jaką Pan ma wobec każdego z nas. Dajmy się ogarnąć tym miłosierdziem, które wychodzi nam na spotkanie; i w tych dniach, wpatrując się w mękę i śmierć Pana, przyjmijmy w naszym sercu wspaniałość Jego miłości, jak Matka Boża w Sobotę milczenia, w oczekiwaniu na zmartwychwstanie.

http://www.deon.pl/religia/serwis-papieski/aktualnosci-papieskie/art,4106,franciszek-o-tym-jak-przezywac-triduum.html

Podziel się z innymi:

JAKA JEST MIARA NASZEJ MIŁOŚCI?

Kolekta

Boże, Ty nam zesłałeś Zbawiciela i uczyniłeś nas swoimi przybranymi dziećmi,  wejrzyj łaskawie na wierzących w Chrystusa,  i obdarz ich prawdziwą wolnością i wiecznym dziedzictwem. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

Czytanie Kol 3, 12-17

Czytanie z Listu św. Pawła Apostoła do Kolosan. Bracia: Jako wybrańcy Boży, święci i umiłowani, obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy.

Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni. Słowo Chrystusa niech w was przebywa z całym swym bogactwem: z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach. I wszystko, cokolwiek byście działali słowem lub czynem, wszystko czyńcie w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego.

 

 

Psalm Ps 150, 1-5

Refren: Wszystko, co żyje, niechaj chwali Pana.

Chwalcie Boga w Jego świątyni,

chwalcie na ogromnym Jego nieboskłonie.

Chwalcie Go za potężne Jego dzieła,

chwalcie za niezmierzoną Jego wielkość.

Refren: Wszystko, co żyje, niechaj chwali Pana.

Chwalcie Go dźwiękiem rogu,

chwalcie na harfie i cytrze.

Chwalcie Go bębnem i tańcem,

chwalcie na strunach i flecie.

Refren: Wszystko, co żyje, niechaj chwali Pana.

Chwalcie Go na dźwięcznych cymbałach,

chwalcie na cymbałach brzęczących.

Wszystko, co żyje,

niechaj chwali Pana.

Refren: Wszystko, co żyje, niechaj chwali Pana.

 

 

 

 

Ewangelia Łk 6, 27-38

Słowa Ewangelii według św. Łukasza. Jezus powiedział do swoich uczniów: „Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają.

Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty.

Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje.

Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie. Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać.

Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny.

Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane: miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrze wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”.

 

 

 

 

Dzisiejsza Ewangelia stawia dziś naglące pytania o nasze relacje z innymi ludźmi. Kochać, życzyć dobrze, modlić się i czynić dobrze tym, z którymi nasze relacje są trudne, bardzo trudne.

Wiem jedno, jeśli modlimy się o dobro dla naszych wrogów, nieprzyjaciół, tych którzy nas zranili, być może oni tak szybko się nie zmienią, zmieniamy się jednak my sami. Modlitwa przemieni nas na tyle, że już nie będziemy potrafili ”odpłacić” naszym nieprzyjaciołom za zło złem. Przerwiemy spiralę wzajemnej niechęci, wrogości, obłudy przynajmniej po swojej stronie.

Nieraz mówimy ” ja do X czy Y nic nie mam, ale niech mi w drogę nie wchodzi, nie chcę X czy Y widzieć, napotkać, rozmawiać, kontaktować się w jakikolwiek sposób”. Zranieni, skrzywdzeni obawiamy się kolejnej rany i tego, że możemy utracić z trudem wypracowaną równowagę i wybuchnąć złymi emocjami, agresją.

Trudno jest kochać nieprzyjaciół i wrogów, zapominając o sobie, o własnym poczuciu sprawiedliwości.

Pan nie wzywa nas do niczego niemożliwego do zrealizowania. Nie patrzy z daleka na nasze bezskuteczne wysiłki, z pobłażliwym uśmiechem. Nie stawia oczekiwań, o których z góry wie, że ich nie spełnimy. Przeciwnie – uczy, pomaga Łaską, daje swojego Ducha z Jego darami. I oczekuje owoców. Sam za nas, nie wykona tej części zadania, która należy do nas.  Przedstawmy Jemu na osobistej modlitwie tych wszystkich, których postawił na naszej drodze, a których nie potrafimy, nie umiemy, a może wręcz nie chcemy kochać, tak jak On o to prosi.

Nie powinniśmy oczekiwać niczego w zamian od innych. Nie powinniśmy oczekiwać, a tym bardziej wymagać wzajemności za swój uśmiech, za dobry uczynek, za dobre słowo, za codzienną życzliwość. Nie możemy rozliczać się emocjonalnie z innymi, ale też nie możemy udawać życzliwości i sympatii.

Mamy wspierać potrzebujących. Mamy dawać od siebie więcej, niż tego, ktoś od nas oczekuje.

Okazywać miłosierdzie każdemu. Sami nieustannie doznajemy miłosierdzia. To, że dziś jeszcze tu jesteśmy, to wielki znak Bożego Miłosierdzia, bo wciąż możemy się nawrócić, uwierzyć prawdziwie i głęboko Ewangelii Jezusowej. A my dla innych – jakim jesteśmy znakiem?

Nie sądzić, nie potępiać, wybaczać.

Taka ma być miłość tych uczniów Jezusa, którzy Go rzeczywiście słuchają, którzy starają się ze względu na Niego realizować na co dzień praktycznie,  a nie tylko w ustnych deklaracjach przykazanie miłości bliźniego, każdego bliźniego.

Jaka jest ta nasza malutka miłość….?

Może wciąż nie zaliczamy się do tego grona uczniów, które uważnie słucha i jest po-słuszne, temu co usłyszy od Pana. Może potrzeba wysypać z naszych uszu piasek i wylać z nich wodę, aby w końcu do nas dotarło przez Kogo i do czego jesteśmy wybrani i wezwani? Na koniec będziemy sądzeni z miłości. Tylko z niej. Nie z modlitw, nie z adoracji, nie z postów, nie z wiedzy. Jeśli nasze modlitwy, adoracje, posty czy zgłębianie teologii nie prowadzą nas do większej praktycznej miłości miłosiernej drugiego, to komu się one przydają? Czyż w ten sposób nie gorszymy innych?

Sama co najmniej kilka razy w miesiącu zadaję Panu na modlitwie pytanie… „i jak ja mam jego, ją kochać? Jak w tej konkretnej sytuacji mam realizować przykazanie miłości bliźniego?„.   Nic nie muszę, ale chcę, choć jeszcze nie zawsze potrafię.

Błogosławionego dnia.

Podziel się z innymi: