ODNOWIENIE PRZYRZECZEŃ CHRZTU ŚWIĘTEGO

Dziś wypadła kolejna 62. rocznica mojego Chrztu Świętego.

I jak co roku po Eucharystii odnowiłam w cichej modlitwie złożone, kiedyś za mnie przez moich Rodziców i Rodziców Chrzestnych przyrzeczenia. W tym roku, mój Anioł Stróż lepiej pamiętał niż ja sama, ubiegłoroczne pragnienie (por. http://bog-w-moim-balaganie.blog.onet.pl/2016/12/25/odnowienie-przyrzeczen-chrztu-swietego-7/). Nie dawał spokoju, aż do momentu, kiedy poprosiłam o odprawienie mszy świętej dziś o 10.00 w intencji dziękczynnej za mój sakrament chrztu świętego i za moje życie. Jak w poprzednich latach tak i w tym roku, wzruszenie przeplatało się z radością serca. Słowo Boże przywołało Prolog Ewangelii św. Jana – czego w duszy cicho pragnęłam. Spełniło się pragnienie a dziękczynienie niech trwa do końca ….

Nie zawsze żyłam pogłębianiem tego fundamentalnego sakramentu i dziękczynieniem za wielki dar i niczym nie zasłużoną łaskę włączenia mnie w Mistyczne Ciało Chrystusa Jezusa.

Kiedyś w duchu zapytałam Pana – „Panie czego mi brakuje aby jeszcze mocniej Ciebie pokochać, aby Ci mocniej zaufać i zawierzyć….?”

Wtedy oczyma duszy zobaczyłam swój chrzest i usłyszałam wewnętrzny głos….. „dziękujesz za wiele, ale nie podziękowałaś jeszcze za chrzest święty, jeszcze złożonych przyrzeczeń świadomie i dobrowolnie nie odnowiłaś, teraz przyszedł na to czas…, na odnowienie przyrzeczeń i całkowite oddanie Mi się przez Maryję, Moją Matkę. ”

Z roku na rok, staram się coraz lepiej przygotowywać do tej rocznicy, do lepszego życia tą tajemnicą. Dziś ponownie ta modlitwa przeplatała się łzami, które płyną z oczu. Łzami radości, wzruszenia, wdzięczności Bogu i tęsknoty za Nim i za moimi wszystkimi bliskimi, których On już zaprosił na swoją wieczną Ucztę. 

Niech Bóg będzie we wszystkim uwielbiony.

Niech Bóg będzie uwielbiony w dzisiejszym świątecznym dniu za wszystko co dla mnie, co dla nas uczynił.

 -***-

K: Pytam, każdego z Was, czy wyrzekasz się grzechu, aby żyć w wolności dzieci Bożych?

W: Wyrzekam się.

K: Czy wyrzekasz się wszystkiego, co pochodzi od zła, aby cię grzech nie opanował?

W: Wyrzekam się.

K: Czy wyrzekasz się szatana,który jest głownym sprawcą grzechu?

W: Wyrzekam się.

K: Czy wierzysz w Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi?

W: Wierzę.

K: Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa, Syna Jego Jednorodzonego, Pana naszego, narodzonego z Maryi Dziewicy, umęczonego i pogrzebanego, który powstał z martwych i zasiada po prawicy Ojca?

W: Wierzę.

K: Czy wierzysz w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, obcowanie świętych, odpuszczenie grzechów, zmartwychwstanie ciała i życie wieczne?

W: Wierzę.

K: Czy przyrzekasz za pomocą łaski Bożej zachowywać wiernie przykazania Boskie i kościelne?

W: Przyrzekam.

K: Czy przyrzekasz pogłębiać swoją wiarę?

W: Przyrzekam. 

K: Taka jest nasza wiara. Taka jest wiara Kościoła, której wyznawane jest naszą chlubą w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

W: Amen.

 

K: Przez chrzest stałaś się świątynią Boga, na podziekowanie za wszystkie otrzymane dobrodziejstwa odmówmy razem:

W: W Imię Trójcy Przenajświętszej, w Imię Ojca, który nas stworzył i Syna, który nas odkupił, i Ducha Świętego, który nas uświęcił, wobec Najświętszej Maryi Panny, Niepokalanej Bogarodzicy, naszych Aniołów Stróżów, naszych świętych patronów, wobec tu zgromadzonych wierzących, odnawiam Przymierze przy chrzcie świętym zawarte. Postanawiam żyć i umierać w wierze świętej katolickiej. Pozostanę wierna Jezusowi Chrystusowi i Jego Ewangelii. Ojcze Przedwieczny, użycz mi do tego Twej pomocy. Przez Chrystusa Pana naszego, który z Tobą i z Duchem Świętym żyje i króluje na wieki. Amen.

 

 

 

Podziel się z innymi:

ŻYJĘ DZIĘKI EUCHARYSTII

Szczytowym aktem duchowości eucharystycznej jest oddanie siebie Bogu razem z Chrystusem z gotowością do wypełnienia Jego woli i z dziękczynieniem (z góry) za wszystko, co On postanowi w nas i poprzez nas dokonać.

Postawa dziękczynienia, posłuszeństwa i miłości.

Tylko Pan, Zmartwychwstały prawdziwie obecny w swoim Ciele i Krwi, ma moc aby nas przemieniać i formować w nas właśnie takie postawy, teraz i ku życiu wiecznemu.

Nasze „Amen”, które wypowiadamy przyjmując Chrystusa Jezusa, jest nie tylko potwierdzeniem naszej wiary w Niego ale i wyrażeniem  zgody naszej woli na Jego zbawcze działanie w nas.

Powinno być, ale czy rzeczywiście jest?

Tu już każdy musi sam sobie na cichej rozmowie przed Panem powiedzieć co wyraża jego „Amen”.

Dziś Jezus wyszedł na nasze drogi i ulice, błogosławiąc i uzdrawiając, niepokojąc sumienia, przywołując  i przyciągając do siebie.

Procesja – adoracja w drodze, pójście za Panem dokądkolwiek się uda.

Zachowanie skupienia, postawa ufności i radości, wyrażanej w pieśniach eucharystycznych.

Zawsze raziło mnie, że dla wielu osób to tylko tradycyjny spacer i okazja do omówienia mniej lub bardziej ważnych nowin pomiędzy sobą.

Miałam ten zaszczyt i wielki dar, że wraz z moją Grupą Modlitwy Ojca Pio, w parafii Opatrzności Bożej przy ul. Dickensa w Warszawie przed laty przygotowywaliśmy ołtarz, pierwszy ołtarz na procesję Bożego Ciała. Nie myślałam wcześniej jak wiele wysiłku, dobrej organizacji, zaangażowania przez kilkanaście dni od wszystkich włączonych w to dzieło jest wymagane. I jeszcze przygotowanie i odczytanie, krótkiego rozważania wstępnego, wprowadzającego, ale takiego, które ”nie  przegada” ani Słowa Bożego ani Obecności Pana. 

Eucharystia pod dwoma postaciami.

Raz w miesiącu na sobotnich mszach „benedyktyńskich”, na comiesięcznych mszach bractwa różańcowego na Freta u o.o. dominikanów, na niektórych mszach świętych wspólnotowych i w niektóre Uroczystości u ojców jezuitów. Podpisuję się pod pokorną prośbą wiernych o, na ile to możliwe, szersze wprowadzenie Komunii Świętej pod dwoma postaciami.

Szczególne Eucharystie.

Oczywiście, ta Pierwsza. Pierwsza Komunia Święta. Kilkanaście dni temu minęło 53 lata od tamtego dnia. Oglądam czasem swoje zdjęcia z I Komunii Świętej, oczekiwanie na Przychodzącego… i pierwsza rozmowa sercem przy Sercu.

I kolejne…

Msza święta odprawiona w moim mieszkaniu kilka lat temu, 2 lutego, przez zaprzyjaźnionego ojca jezuitę, Norberta. Zaproszenie do podejścia do stołu-ołtarza i samodzielne przyjęcie komunii świętej z pateny i kielicha. Mocno doświadczyłam wtedy rzeczywistości słów – wziąć, podnieść i wypić kielich – kielich życia, błogosławieństwa  i zbawienia. Jakże trudno czasem przenieść to doświadczenie w codzienne trudności i niełatwe relacje, jak trudno jest wypijać to co gorzkie, ale na dnie … kryje się słodycz ostatnich kropli.

I kolejna msza święta w moim domu, 30 grudnia 2011. Również odprawiona przez ojca jezuitę, tym razem Grzesia, przyjaciela. Po operacji ledwo się poruszałam i siedziałam przy stole, ołtarzu. Tym razem dominowała przejmująca wdzięczność Panu i nieziemska wręcz słodycz Ciała i Krwi Pańskiej. Czas się jakby zatrzymał, chwila trwała. 

Inna szczególna Eucharystia, wspólnotowa na Rakowieckiej. Po raz pierwszy obawiałam się, że zabraknie Pana dla wszystkich. Tej soboty, wyjątkowo dołączyło do nas sporo innych osób. Przed mszą świętą, każdy z nas przekładał komunikant do konsekracji. Na koniec dołączyłam kilkanaście komunikantów na wypadek „gości”, którzy się czasami pojawiali. Tym razem ”gości”, było dużo, dużo więcej. Gdy część z nas się zorientowała, daliśmy pierwszeństwo gościom,  a dla nas o. Tadeusz SJ dzielił hostie na coraz mniejsze drobinki. Na końcu, gdy myślałam, ze już nic nie zostało i jako ostatnia powoli podchodziłam raczej po błogosławieństwo niż do komunii świętej  – został ostatni, malutki, mikroskopijny wręcz okruszek – dla mnie. To była jedna z  najcenniejszych komunii świętych jaką w swoim życiu przyjęłam.  

Na początku swojego nawrócenia, gdy dość często otrzymywałam cząstkę z kapłańskiej hostii, traktowałam to jako znak wyróżnienia, swoistej nagrody. Potrzeba było trochę czasu zanim zrozumiałam,  że to jest zaproszenie do większego dziękczynienia i całkowitego zawierzenia i ofiarowania siebie Bogu.

Eucharystia i woda.

Pobyt w szpitalu i nowe doświadczenie. Cztery doby, gdy jedynym posiłkiem była Eucharystia. Czekałam na następną mszę świętą niemal od jej zakończenia. Namacalnie odczułam prawdę, że jest to Żywy i Prawdziwy Chleb, dający Życie, nie tylko na wieczność, ale teraz i tu, dający siłę i umocnienie. Ani razu nie poczułam przez te wszystkie godziny fizycznego głodu, nie zaburczało mi w brzuchu. Czułam się jak po uczcie. Przez to nie mogę nazwać tego jako postu, bo z mojej strony, nie było żadnej ofiary, wyrzeczenia, ograniczenia, a jedynie radość i zawierzenie i dziękczynienie. Pan sam to sprawił, ku mojemu, pozostałych pacjentów  i personelu szpitalnego zdumieniu.

Adoracja – przedłużenie Eucharystii.

Te chwile z Umiłowanym……w milczeniu, wymiana spojrzeń…

Godzina Święta – godzina adoracji i duchowej łączności z Panem obecnym w tabernakulum w nocy z każdego czwartku na piątek, od 23 do 24 lub od 24 do 1.00.

Codzienne Godziny Obecności przy Najświętszym Sercu Pana Jezusa od 6.00 do 8.00.

Pomocą w coraz głębszym jednoczeniu się z Panem i życie  Komunią jest wewnętrzne prowadzenie przez Niepokalaną, Niewiastę Eucharystii oraz przez  moją Patronkę świętą Barbarę.

Gdy tylko zapragnęłam bardziej, więcej, głębiej, mocniej, szczerzej uczestniczyć w komunii –  otrzymałam obficiej niż mogłam zamarzyć.

Nigdy nie wiem, czy Eucharystia, w której uczestniczę nie będzie ostatnią z danych mi tu, na ziemi.

Może dlatego jest Ona dla mnie za każdym razem nowym, niepowtarzalnym, Darem, Spotkaniem z Umiłowanym, rzeczywistością w którą pragnę jak najpełniej się zanurzyć i przeżyć.

Żyję dzięki Eucharystii.

Ona mnie formuje, oczyszcza, leczy, umacnia, prowadzi, karmi, przemienia.

Serce Jezusa, Ofiaro miłości spraw, abym była Tobie hostią żywą, świętą i Bogu przyjemną!

A Ty? Jak Ty przezywasz swoje Eucharystie?

Podziel się z innymi:

MÓWIĄC: EUCHARYSTIA

Nazwy Eucharystii

Pomocą w zrozumieniu, czym jest Eucharystia są nazwy, jakie w ciągu wieków nadawali jej chrześcijanie.

Pomagają uchwycić jej sens, istotę, wskazują na ważne elementy i bogactwo, jakie pod tym pojęciem się kryje.

Niektóre z nich dotyczą bardziej obrzędu towarzyszącego sprawowaniu tego sakramentu, inne odnoszą się do Ciała Pańskiego, które wierni podczas tego obrzędu przyjmują.

Nazwa Eucharystia pochodzi od greckiego słowa „dziękczynienie”.

Przypomina, że uczestnicząc w tym obrzędzie składamy Bogu dziękczynienie za wszystko, co człowiekowi w swojej szczodrobliwości daje: za stworzenie, odkupienie i uświęcenie. Obecność na Eucharystii jest więc odpowiedzią człowieka na Bożą szczodrobliwość, wyrazem wdzięczności za niezasłużone dary, którymi został obdarowany. W świecie zapatrzonym jedynie w ludzkie prawa uczy pokory wobec Stwórcy, Odkupiciela i Uświęciciela, od którego wszystko mamy i od którego wszystko zależy.

Czasem używa się też określenia Zgromadzenie Eucharystyczne. Ta nazwa wskazuje wyraźnie, że Eucharystia nie jest prywatną sprawą pojedynczych ludzi, ale wspólnoty Kościoła, którego widzialnym znakiem jest lud zgromadzony podczas jej sprawowania. Z tej perspektywy niewłaściwym jest takie podchodzenie do Eucharystii, które ograniczałoby ją tylko do osobistego spotkania z Bogiem. Jest to zawsze spotkanie we wspólnocie – z Bogiem i z braćmi.

Dlatego też Eucharystię najczęściej nazywa się Komunią. Ta nazwa wywodzi się od greckiego i łacińskiego słowa „wspólnota”.

Przypomina, że przez ten sakrament chrześcijanin jednoczy się z Chrystusem oraz braćmi, którzy wraz z nim w jednym Chlebie i Krwi mają uczestnictwo. Uświadamia, że Kościół nie jest przypadkowym zlepkiem pojedynczych wiernych, ale zjednoczonym w Chrystusie jako Głowie Jego Mistycznym Ciałem.

Podobne znaczenie ma określanie Eucharystii zwrotem rzeczy święte. W niej wierzący się uświęcają, stając się wspólnotą świętych.

Eucharystię nazywa się także Wieczerzą Pańską.

Nazwa ta nawiązuje przede wszystkim do Ostatniej Wieczerzy, podczas której została ustanowiona. Przypomina, że uczestnictwo w Eucharystii jest uczestnictwem w tej samej uczcie, w tym samym obrzędzie, jaki przed śmiercią na swoją pamiątkę polecił sprawować Jezus Chrystus. Jest też zapowiedzią innej uczty. Uczty godów Baranka w niebieskim Jeruzalem (Ap 19,9), na którą zaproszeni są wszyscy wierzący. Przypomina o tym przed udzieleniem komunii kapłan w słowach: „Błogosławieni, którzy zostali wezwani na Jego (Baranka) ucztę”.

W Nowym Testamencie Eucharystię chyba najczęściej nazywa się Łamaniem Chleba, ponieważ „obrzęd ten, charakterystyczny dla posiłku żydowskiego, został wykorzystany przez Jezusa, gdy błogosławił i dawał uczniom chleb jako gospodarz stołu” (KKK 1329) . Po tym geście Zmartwychwstałego Jezusa rozpoznali uczniowie idący do Emaus. Nazwa ta ma głęboką wymowę. Wskazuje na braterską jedność z Chrystusem tych, z którymi łamie On Chleb – swoje Ciało. Przypomina także o braterstwie wszystkich, którzy w tym obrzędzie uczestniczą.

Inną nazwą Eucharystii jest Pamiątka Męki i Zmartwychwstania Pana. To określenie przypomina, że została ona ustanowiona przez Jezusa w noc przed Jego męką jako zapowiedź tego, co miało się wydarzyć następnego dnia. Podczas tamtej wieczerzy Jezus połamawszy chleb powiedział, że jest to Jego Ciało, które będzie wydane za ludzi. Podobne słowa wypowiedział nad kielichem z winem, dodając, że Jego krew będzie krwią ofiary Nowego Przymierza, jakie Bóg zawrze z ludzkością. Polecił też, by ten obrzęd sprawować na swoją pamiątkę. To, co zrobił Jezus w Wieczerniku, zapowiada więc Jego śmierć i późniejsze zmartwychwstanie. Dlatego sprawując Eucharystię Kościół przypomina te właśnie wydarzenia: „Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie (…)”.

Eucharystia jest nie tylko pamiątką śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, ale także jej uobecnieniem. Dlatego nazywa się ją też Najświętszą Ofiarą, (ofiarą Mszy Świętej, ofiarą pochwalną, ofiarą duchową, ofiarą czystą i świętą). Kościół wierzy, że w każdej Eucharystii jest obecna jedna jedyna, najświętsza i najdoskonalsza ofiara Jezusa Chrystusa. Uczestniczący w niej jakby na nowo stają pod krzyżem Jezusa, a Jego Ciało i Krew spożywane przez nich dają im zbawienie.

Jeszcze innymi określeniami Eucharystii są: Święta i Boska Liturgia, celebrowanie Świętych Misteriów czy Najświętszy Sakrament. Nazwy te podkreślają, że jest ona najświętszą czynnością Kościoła. Nie ma lepszej modlitwy od Eucharystii. Nie ma lepszego dziękczynienia Ojcu ani większej ofiary dla Niego, niż uobecnianie dziękczynienia i ofiary Syna i niż modlitwa „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”.

Określenie Najświętszy Sakrament, odnosi się przede wszystkim do postaci eucharystycznych, przechowywanych w tabernakulum i adorowanych przez wierzących.

Niektóre określenia, takie jak: chleb aniołów, chleb z nieba, lekarstwo nieśmiertelności, wiatyk (od łacińskiego via – droga), wskazują na cel przyjmowania Eucharystii. W sposób bardziej lub mniej bezpośredni nawiązują one do starotestamentalnej manny, którą Pan karmił Lud Wybrany podczas czterdziestoletniej wędrówki do Ziemi Obiecanej. Przypominają, że w drodze do niebieskiej ojczyzny chrześcijanin musi przyjmować pokarm, który pozwoli mu do niej dotrzeć. Ten pokarm daje Życie wieczne, zgodnie ze słowami Jezusa: „Kto spożywa Moje Ciało i pije Moją Krew, ma życie wieczne, a ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym”.

Eucharystię nazywa się także Mszą świętą. Nazwa ta pochodzi od łacińskiego słowa, oznaczającego posłanie, misję. Nawiązuje do rozesłania wiernych przez kapłana na koniec celebracji (po łacinie: ite, missa est – idźcie, jest misja idźcie, jesteście posłani – w polskim wydaniu mszału oddane przez „idźcie w pokoju Chrystusa”). To określenie wskazuje, że chrześcijanin powołany jest do tego, by w codziennym życiu pełnić wolę Bożą.

Podziel się z innymi:

DROGA KRZYŻOWA W ŚWIETLE EUCHARYSTII

 Droga Krzyżowa  

Podczas pielgrzymek Ojca Świętego Jana Pawła II do Ojczyzny skierowałeś do nas, Jezu, przez Jego usta wiele pouczeń, wezwań, aby we współczesnym świecie być przejrzystym znakiem Twojej Ewangelii. Przez całą Jego apostolską posługę – Ty, Jezu, ukazywałeś nam, że przede wszystkim, że EUCHARYSTIA jest „Sercem” Kościoła. Dlatego centralnym punktem każdej pielgrzymki było uczestnictwo w Eucharystii, którą Ojciec Święty w głębokim zjednoczeniu z Tobą przeżywał, budząc przez to wiarę w wielkich rzeszach serc ludzkich. Jan Paweł II jednego pragnął – głosząc Twoją, Chryste, Ewangelię, aby Eucharystia stała się dla wszystkich pielgrzymujących przez ten świat drogą do Domu Ojca. I dałeś, Jezu, doświadczyć Ojcu Świętemu na sobie samym, że kto prawdziwie żyje Eucharystią, tego nic na tym świecie nie złamie, żadna wrogość czy zamach, żadna tragedia, choroba i cierpienie.

Daj nam, Jezu, przeżyć Twoją Drogę Krzyżową w świetle Eucharystii. 

1.   Wyrok Piłata.

Ty, Jezu, Najwyższa Prawdo i nasza Drogo do Ojca, pozwoliłeś na to, aby być sądzony. Przyjąłeś wyrok śmierci, bo ofiarowałeś się za nas, dla naszego zbawienia.

Tak bardzo nas, Jezu, kochasz, że ofiarowujesz się za nas i dla nas w każdej Mszy św., którą zawsze rozpoczynamy znakiem krzyża św. Dziękujemy Ci za ten znak, który przez 20 już wieków jest znakiem zwycięstwa Twojego Kościoła i wszystkich Twoich wyznawców. Dziękujemy Ci za znak krzyża w naszej Ojczyźnie, w tysiącach rodzin, w miejscach pracy, w szpitalach. Dziękujemy także za kapłanów, którzy czynią ten znak nad grzesznym ludzkim sercem i znakiem krzyża rozpoczynają sprawowanie Twojej Najświętszej Ofiary.

2.   Przyjęcie krzyża.

Przyjąłeś, Jezu, krzyż z miłości do nas. My często lękamy się tego, co nas kosztuje, co jest cierpieniem. Pragniemy Ciebie, a jednak gdy przychodzisz nie według naszych planów, wówczas czynimy to, czego nie chcemy. Wyznajemy za św. Pawłem: „Nieszczęsny ja człowiek”.

Dlatego dziękujemy Tobie, Jezu, że na początku Mszy św. dajesz nam wyznać: moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Dziękujemy, że Twoja miłość wciąż nas przynagla, aby to wyznanie nie było pustym tylko słowem, tylko przejawem pokornego serca, bo Ty, Jezu, takie Twoje Serce w Eucharystii nam ofiarowujesz.

3.   Pierwszy upadek.

Jako Bóg stałeś się prawdziwym Człowiekiem, podobnym do nas we wszystkim oprócz grzechu. Dla nas upadałeś z wyczerpania, aby dać nam siłę do powstawania. Ty, Jezu, najlepiej wiesz, jak nieraz brak nam sił, aby wytrwale wybierać to, co dobre i święte. Brak nam sił, gdyż często słabnie nasza wiara w  to, że prawdziwa moc jest tylko w Tobie, że my nie mamy nic, co byłoby nasze.

Dziękujemy Ci, Jezu, za to, że podczas każdej Mszy św. umacniasz nas prawdą, zawartą w słowach: „Pan z wami”. Dziękujemy Ci za to, że jesteś we wszystkim, co danego dnia przeżywamy, a moc Twojego Ducha staje się naszą Mocą.

4.   Spotkanie z Matką.

Przyszedłeś, Jezu, do nas przez Maryję. Z Niej narodziłeś się dla nas, dla naszego zbawienia. Sprawiłeś, że my także przez Nią, z Jej pomocą, możemy iść do Ciebie. Z Maryją i przez Nią możemy mówić do Ciebie.

Dziękujemy Ci, Maryjo, że z Tobą przeżywamy każdą Mszę św. Dziękujemy Ci za kształtujące nas Twoje „fiat” na wszystkie Boże tajemnice. I dziękujemy Ci za wstawiennictwo u Boga za tymi wszystkimi, których Ci powierzamy.

5.   Pomoc Szymona.

Przyjąłeś nawet niechętną pomoc, bo przyszedłeś do tych, którzy się „źle mają”. Ty patrzysz na serce i przychodzisz zawsze jak dobry Pasterz, który szuka – i jako ten Nauczyciel, który jedynie jest dobry.

Uczestnicząc w Eucharystii, słyszymy z ust celebransa: „Oto Słowo Boże”. Dziękujemy Ci, Jezu, Nauczycielu dobry. Dziękujemy Ci za to, że jesteś wierny. Dziękujemy Ci, za to, że przemieniasz naszą niestałość i niechęć – ogniem Twej miłości, aby płonęła w nas przez wierne i wytrwałe pełnienie Twej woli.

6.   Otarcie twarzy Jezusa.

Być może, że wcześniejsze spotkanie z Tobą uzdolniło Weronikę do tego heroicznego gestu.

I nas wzywasz w Eucharystii” „W górę serca! Dzięki składajmy …” Dziękujemy Ci, Jezus, za dary Ducha Świętego, zlewane nas w sposób szczególny podczas Eucharystii. Dziękujemy, że Eucharystia jest najwyższą „Szkołą”, jak korzystać z tych darów, aby żyć nie „wedle ciała, ale według Ducha”.

7.   Drugi upadek.

Taką drogę przyjąłeś, aby dać nam dowód, jak bezgraniczne jest miłosierdzie Twoje.

W Eucharystii uczestniczymy w prawdzie tych słów: „Godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne …” Abyśmy dzięki Twojemu miłosierdziu, żyli miłosierdziem. Twoja, Jezu, Najświętsza Ofiara ukazuje nam codziennie wartość cierpienia. I nie tylko ukazuje, ale daje nam Twoją moc, aby to, co trudne i bolesne przyjmować na Twój wzór i nie marnować rozżalaniem, lecz dziękować, bo tylko w zbawczym cierpieniu można miłosierdziem się stawać.

8.   Płaczące niewiasty.

Płakały nad Tobą, Jezu, bo nie poznały bolesnej prawdy o sobie. I tak bywa, że niekiedy dopiero łzy mogą stać się drogą do Ciebie.

Dajesz nam podczas Mszy św. wołać: „Święty, Święty, Święty, Pan, Bóg Zastępów …”. Dziękujemy Ci, Jezu, za takie łzy kiedykolwiek w naszym życiu, które po naszym grzechu i niewierności otwierały nas na Ciebie, naszego Boga i Pana; na Ciebie – jedyne Źródło świętości i łaski.

9.   Trzeci upadek.

Tak się, Jezu, uniżyłeś, przyjmując postać Sługi – w prochu ziemi, wzgardzony, wydany w ręce ludzi – w nasze ręce, w nasze serce.

W Eucharystii na „oczach naszej duszy, w zasięgu wzroku naszej wiary”, stajesz jako Bóg żywy i prawdziwy. I słyszymy wówczas zaproszenie: „Bierzcie i jedzcie”. Bądź uwielbiony! Tobie, niech będzie chwała i cześć, i uwielbienie. Pan mój i Bóg mój!

10.   Odarcie z szat.

Potwierdzasz to, Jezu, że przyszedłeś, aby nas nie czym innym, ale Twoim ubóstwem ubogacić.

Dziękujemy Ci, że ukrywasz się w okruszynie Eucharystycznego Chleba, aby nas karmić Tobą, aby upodabniać się do Ciebie, stając się dla innych dobrymi jak chleb. Dziękujemy, Jezu, że nas prowadzisz, podnosisz, oczyszczasz i uświęcasz.

11.   Przybicie do krzyża.

Twoje Najświętsze Ciało przybite. „Oto wielka tajemnica wiary! Głosimy śmierć twoją…, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie, oczekując Twego przyjścia w chwale”. Podczas Eucharystii wypowiadamy te słowa po konsekracji.

Dziękujemy Ci, Jezu, że w każdej Mszy św. – w tych słowach – ukazujesz nam całą treść naszego życia i ostateczny cel. Dziękujemy Ci za łaskę uświęcającą i każdą łaskę uczynkową. To dzięki Tobie możemy dostrzegać Ciebie w drugich i nie tylko ich nie krzyżować, ale wraz z nimi na co dzień radować się twoim, wciąż trwającym dziełem zbawczym. Dziękujemy, że także wspólnie wołamy” Ojcze nasz …”, aby przez Ciebie i z Tobą służyć innym, szukając tylko Twojej chwały.

12.   Śmierć Jezusa na krzyżu.

Z krzyża wołałeś: „Pragnę”. Wyraziłeś wtedy nie tyle pragnienie Twoich wyschłych z bólu warg, ale pragnienie zbawienia wszystkich ludzi.

W każdej Mszy św. przed Komunią św. wyznajemy: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie …” Dziękujemy Ci, Jezu, że przychodzisz, że dajesz Siebie. Dziękujemy, że obdarzasz nas Twoim pokojem, aby swoim życiem wypowiadać „Amen” – na to wszystko, co z Twojej, Chryste, miłości staje się codziennie naszym udziałem.

13.   Zdjęcie z krzyża.

Znów spotykamy Ciebie, Maryjo. Wytrwałaś do końca, Panno wierna, Służebnico Pańska.

Zakończeniem Najświętszej Ofiary są słowa: „Idźcie” … Codziennie mówisz, Jezu, do nas: idźcie ze Mną, idźcie, by z innymi tworzyć komunię! Dziękujemy Ci, Jezu, za dar Kościoła, który tworzymy. Dziękujemy za wszystkich, których spotykamy. Dziękujemy za Twoją w nich obecność; za to wszystko, co przez drugiego człowieka nam dajesz, czego nas uczysz. Dziękujemy, że Twoja miłość „rozlana w sercach ludzkich” ciągle nas przemienia, kształtuje i doskonali.

14.   Złożenie Ciała Jezusa do grobu.

Twoją, Jezu, mękę i śmierć nie zakończyłeś grobem, ale Zmartwychwstaniem; Zwycięstwem, które jest źródłem wszystkich prawdziwych zwycięstw.

Dziękujemy Ci za to, Zmartwychwstały, Panie, że to Ty w każdej Eucharystii nam błogosławisz. Błogosławisz Twoją miłością, która nie zna granic.

s.M.Margerita Kochanek

(http://www.bdnp.pl/rozwaania/drogi-krzyowe/182-droga-krzyowa-w-wietle-eucharystii)

Podziel się z innymi:

KILKA MYŚLI O EUCHARYSTII

Znalezione obrazy dla zapytania the Eucharist

Aby przygotować dla naszych dusz sakrament tak wielkiej miłości potrzeba było niezmierzonej mocy Boga Ojca, najwyższej mądrości Syna i słodkiej dobroci Ducha Świętego.

(św. Albert Wielki)

Kiedy zaś Pan przyjdzie do mnie w Komunii Świętej, wolno mi Go spytać „Czego pragniesz Panie, ode mnie?” Potem zabiorę się do tego, co po cichej rozmowie z Nim ujrzę jako najbliższy obowiązek.

(św. Edyta Stein)

O Hostio biała. Ty zachowujesz białości mej duszy, lękam się dnia, w którym bym Ciebie opuściła. (św. Faustyna Kowalska)

Jedna dobrze przyjęta Komunia jest zdolna i wystarczy, aby uczynić nas świętymi i doskonałymi.

(św. Franciszek Salezy).

Pan Jezus w Komunii świętej przychodzi nie dla twojej pociechy, ale dla posilenia cię na duchu.

Komunia święta – to najkrótszy sposób do świętości.

(bł. Honorat Koźmiński)

Częsta Komunia jest wielką kolumną, na której wspiera się biegun świata. Pobożność maryjna jest drugą kolumną, na której wspiera się drugi biegun.

Wszyscy potrzebują Komunii: dobrzy, aby pozostać dobrymi i źli, aby stać się dobrymi.

(św. Jan Bosko)

Nie mówcie mi, że jesteście grzesznikami, ze jesteście nędzni i że dlatego nie przystępujecie do Komunii Świętej… To tak jakbyście mówili, ze jesteście zbyt chorzy i dlatego nie chcecie ani lekarzy, ani lekarstw.

Wielkim nieszczęściem jest to, że zaniedbujemy uciekanie się do tego Boskiego pokarmu, aby przebyć pustynię życia. Jesteśmy na równi z osobą, która umiera z głodu obok suto zastawionego stołu.

(św. Jan Maria Vianney)

Komunia święta wlewa zdecydowanie i odwagę, których nie może nam dać żadne ludzkie działanie lub wiedza.

(św. Jan XXIII)

Gdy zbliżasz się do Tabernakulum, pomyśl, że Bóg oczekuje cię… od dwudziestu wieków.

Podczas Świętej Ofiary ołtarza kapłan bierze Ciało naszego Boga i kielich z Jego Krwią i wznosi ponad wszystkimi ziemskimi rzeczami mówiąc  er Ipsum, et cum Ipso – przez moją Miłość! Z Moją Miłością, w mojej Miłości! Złącz się z tym gestem. Co więcej: wnieś tę rzeczywistość w twoje życie.

Komunia, zjednoczenie, rozmowa, poufałość: Słowo, Chleb, Miłość.

(św. Josemaria Escriva).

Nie przyjmuj Jezusa Chrystusa, aby posługiwać się Nim według twojego zamiaru, ale raczej ofiaruj się Twojemu Bogu i Zbawcy, ponieważ to On z tobą i w tobie czyni wszystko co zechce.

(św. Kajetan)

Komunia święta duchowa czasem takie same łaski daje jak sakramentalna.

(św. Maksymilian Maria Kolbe)

Daleko od tabernakulum każde dzieło opiera się na piasku, każdy najpiękniejszy entuzjazm miłosierdzia wysycha i gaśnie.

(św. Pius X)

Gdyby ludzie poznali wartość Eucharystii, kierowanie ruchem przy wejściach do kościołów musiałoby się stać obowiązkiem służb publicznych.

(św. Teresa z Avili)

Podziel się z innymi:

ŚWIĘTY CHARBEL

ŚWIĘTY CHARBEL (Sarbel, Szarbel, Sarbeliusz), PREZBITER

28 lipca

Józef Makhluf urodził się 8 maja 1828 r. w Beka Kafra, małej wiosce położonej wysoko w górach Libanu. Był synem ubogiego wieśniaka. Nauki pobierał w szkółce, która funkcjonowała dosłownie pod drzewami. W 1851 r. wstąpił do maronickich antonianów (baladytów). Przebywał najpierw w Maifuq, potem w Annaya, w klasztorze pod wezwaniem św. Marona (Mar Maroun). Składając śluby zakonne, przybrał imię Sarbela (Szarbela, Sarbeliusza), męczennika z Edessy. W 1859 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Powrócił wówczas do klasztoru św. Marona i przebywał tam przez następne szesnaście lat.
W 1875 r. za przyzwoleniem przełożonych udał się do górskiej samotni. Spędził w niej 23 lata, które wypełnił pracą, umartwieniami i kontemplacją Najświętszego Sakramentu. Zmarł 24 grudnia 1898 r.

Bez zwłoki otoczyła go cześć świadczona świętym Pańskim oraz sława cudów. Do grobu Abuna Szarbela ciągnęli nie tylko chrześcijanie, ale i muzułmanie. Wielu fascynowało także to, że ciało świętego mnicha nie ulegało jakiemukolwiek zepsuciu.
Święty Sarbeliusz MakhlufSarbeliusza beatyfikował w ostatnich dniach Soboru Watykańskiego II, 5 grudnia 1965 r., papież Paweł VI. Mówił wtedy: „Eremita z gór Libanu zaliczony zostaje do grona błogosławionych. To pierwszy wyznawca pochodzący ze Wschodu, którego umieszczamy wśród błogosławionych według reguł obowiązujących aktualnie w Kościele katolickim. Symbol jedności Wschodu i Zachodu! Znak zjednoczenia, jakie istnieje między chrześcijanami całego świata! Jego przykład i wstawiennictwo są dzisiaj bardziej konieczne, niż były kiedykolwiek. (…) Właśnie ten błogosławiony zakonnik z Annaya powinien służyć nam za wzór, ukazując nam absolutną konieczność modlitwy, praktykowania cnót ukrytych i umartwiania siebie. Kościół bowiem wykorzystuje również dla celów apostolskich ośrodki życia kontemplacyjnego, gdzie wznoszą się do Boga, z zapałem, który nigdy nie stygnie, uwielbienie i modlitwa”Ten sam papież kanonizował Sarbeliusza 9 października 1977 r.

-*-

Pan Bóg wybiera niektórych ludzi, aby w nadzwyczajny sposób przypominali światu o Jego istnieniu, Jego wszechmocnej miłości oraz nieskończonym miłosierdziu. Święty Charbel Makhlouf jest jednym z najbardziej znanych świętych na Bliskim Wschodzie. Budzi zachwyt i powszechne zdziwienie z powodu nadzwyczajnych cudów i znaków, które się dokonały za pośrednictwem jego osoby.

Święty Charbel Makhlouf urodził się 8.05.1828 r. jako piąte dziecko ubogich rolników Antuna i Brygidy Makhloufów, zamieszkałych w małej, górskiej miejscowości Beąaakafra, 140 km na północ od Bejrutu. Na chrzcie otrzymał imię Józef. Rodzice jego byli katolikami obrządku maronickiego. Dzieci Makhloufów wzrastały w radosnej atmosferze wzajemnej miłości, która wynikała z codziennej modlitwy oraz ciężkiej pracy na roli. W tych czasach Liban był pod panowaniem otomańskim.

Kiedy Józef miał 3 lata, umarł mu ojciec. Aby zapewnić dzieciom utrzymanie i wykształcenie, matka decyduje się powtórnie wyjść za mąż – za uczciwego i pobożnego Ibrahima, który był stałym diakonem. W wieku 14 lat Józef po raz pierwszy odczuł powołanie do życia zakonnego. Dopiero jednak w 1851 r. decyduje się na wstąpienie do klasztoru w Maifug. Odbywa tam postulat i pierwszy rok nowicjatu. Na początku drugiego roku nowicjatu przenosi się do klasztoru w miejscowości Annaya, gdzie 1 listopada 1853 r. składa pierwsze śluby zakonne. Przybiera imię zakonne Charbel – jest to imię antiocheńskiego męczennika z 107 roku. Kończy studia teologiczne i 23 lipca 1859 r. otrzymuje święcenia kapłańskie.

Jako młody ksiądz w 1860 r. jest świadkiem strasznej masakry przeszło 20 000 chrześcijan, dokonanej przez muzułmanów i druzów. Bojówki muzułmańskie bez żadnej litości mordowały całe rodziny chrześcijan, plądrowały, grabiły i paliły kościoły, konwenty, gospodarstwa i domy. Setki uciekinierów – głodnych, poranionych, przerażonych tym, co się stało i co mogło ich jeszcze spotkać – szukało schronienia w klasztorze w Annai. Ojciec Charbel całym sercem pomagał uciekinierom oraz modlił się, pościł i stosował surowe praktyki pokutne, ofiarując siebie Bogu w duchu ekspiacji za popełnione zbrodnie i błagając o Boże miłosierdzie dla prześladowców i prześladowanych.

Kiedy człowiek całkowicie oddany Chrystusowi się modli, uobecnia w świecie wszechmocną miłość Boga. Wtedy sam Chrystus działa przez niego, zwyciężając zło dobrem, kłamstwo prawdą, nienawiść miłością. Jest to jedyny w pełni skuteczny sposób walki ze złem obecnym w świecie. W taki właśnie sposób przeciwstawiał się złu o. Charbel. Wiedział on, że najskuteczniejszym sposobem zmiany świata na lepsze jest najpierw zmiana samego siebie, czyli własne uświęcenie poprzez zjednoczenie się z Bogiem. To był główny cel jego zakonnego życia. Tylko ludzie, którzy szczerze dążą do świętości, czynią świat lepszym.

15 lutego 1875 r., po 17 latach pobytu we wspólnocie zakonnej w Annai, o. Charbel otrzymuje pozwolenie na przeniesienie się do eremu św. św. Piotra i Pawła, aby tam – w całkowitym milczeniu, przez modlitwę, pracę i jeszcze surowsze umartwienia – całkowicie zjednoczyć się z Chrystusem. Erem ten był pustelnią położoną na wysokości 1350 m n.p.m. i mieszkało w nim trzech zakonników.

Cela o. Charbela miała tylko 6 metrów kwadratowych; pod habitem libański eremita nosił zawsze włosiennicę, spał tylko kilka godzin na dobę, jadł bardzo skromne potrawy bez mięsa, i to tylko jeden raz na dzień. Centrum jego życia była Eucharystia. Codziennie odprawiał Mszę św. w kaplicy eremu; długo się do niej przygotowywał, a po jej skończeniu przez 2 godziny trwał w dziękczynieniu. Najbardziej ulubioną jego modlitwą była adoracja Najświętszego Sakramentu; medytował także teksty Pisma św., nieustannie modlił się i pracował. W ten sposób o. Charbel całkowicie oddawał się do dyspozycji Boga, aby Stwórca oczyszczał jego serce, by uwalniał go od wszelkich złych skłonności i egoizmu – czyli czynił go świętym, to znaczy takim, jakim Jezus pragnął, aby się stał. Jego zakonni współbracia już za życia uważali go za świętego, gdyż widzieli, że w heroiczny sposób naśladował Chrystusa. Tylko niektórych ludzi Chrystus powołuje na taką drogę życia, jaką przeszedł św. Charbel, ale wszystkich powołuje do świętości. Po to żyjemy na ziemi, aby dojrzewać do miłości, do nieba – czyli uczyć się kochać tak, jak kocha nas Chrystus, i wcielać w swoim codziennym życiu Jego największe przykazanie: „abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie” (J 13, 34).

Ojciec Charbel był tak ściśle zjednoczony z Chrystusem, że w spotkaniu z każdym człowiekiem promieniował radością czystej miłości, a Jezus przez jego pośrednictwo mógł dokonywać różnych znaków i cudów. Spośród wielu cudów libańskiego zakonnika warto przypomnieć zdarzenie, kiedy to w 1885 r. na polach rolników mieszkających w wioskach w pobliżu klasztoru w Annai osiadła potężna chmura szarańczy, która niszczyła uprawy rolne. Dla miejscowych ludzi była to straszna plaga, prowadząca do wielkiego głodu. Przełożony polecił o. Charbelowi, aby natychmiast udał się na pola zajęte przez szarańczę i by się tam modlił, błogosławił i kropił wodą święconą. Ze wszystkich pól, które udało się zakonnikowi pobłogosławić, szarańcza zniknęła, a zbiory zostały uratowane.

W 1873 r. o. Charbel z polecenia swojego przełożonego został zawieziony do pałacu księcia Rachida Beika Al-Khoury, aby się pomodlić nad jego synem Nagibem, który umierał zarażony tyfusem. Lekarze nie dawali mu żadnych szans na przeżycie. Ojciec Charbel udzielił choremu sakramentu chorych, a następnie pokropił go święconą wodą -wtedy w jednym momencie, ku wielkiej radości wszystkich obecnych, Nagib całkowicie odzyskał zdrowie. Po skończeniu studiów medycznych rozpoczął praktykę lekarską i stał się jednym z najsławniejszych lekarzy w Libanie. W małym miasteczku Ehmej żył człowiek psychicznie chory, bardzo niebezpieczny dla siebie i innych. Kilku mężczyzn z wielkim trudem przywiozło go do klasztoru w Annai, lecz nie było w stanie wprowadzić go do kościoła, ponieważ opierał im się z nadludzką siłą. Wtedy zbliżył się •do niego o. Charbel i rozkazał mu pójść za sobą oraz klęknąć przed tabernakulum. Człowiek ów uspokoił się i pokornie wykonał polecenie mnicha. Po modlitwie, zgodnie ze wschodnim zwyczajem, o. Charbel odczytał nad głową chorego fragment Ewangelii. Wtedy stał się cud: psychicznie chory mężczyzna odzyskał zdrowie. Później ożenił się, a kiedy miał już liczną rodzinę, przeniósł się do USA. (Jest jeszcze wiele innych relacji o cudownych zdarzeniach w życiu św. Charbela, ale najwięcej dokonało się już po jego śmierci).

Ojciec Charbel zmarł w Wigilię Bożego Narodzenia 1898 r., podczas nocnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Współbracia zakonni znaleźli go rano leżącego na posadzce kaplicy; widzieli, jak z tabernakulum promieniowało przedziwne światło, które otaczało ciało zmarłego. Był to dla nich oczywisty znak z nieba. Na dworze padał wówczas obfity śnieg i wiał mroźny wiatr. Wszystkie drogi do eremu zostały całkowicie zasypane, zatem nikt z klasztoru nie mógł zawiadomić mieszkańców okolicznych wiosek o śmierci świętego pustelnika. Stała się jednak rzecz niezwykła: otóż wszyscy okoliczni mieszkańcy otrzymali tego dnia wewnętrzne przekonanie o narodzeniu się o. Charbela dla nieba. Młodzi mężczyźni wyruszyli z łopatami, aby odgarnąć śnieg, by można było dotrzeć do eremu i przenieść ciało do klasztoru w Annai. „Straciliśmy błyszczącą gwiazdę, która swoją świętością ochraniała Zakon, Kościół i cały Liban” – napisał o. przeor. „Módlmy się, aby Bóg uczynił go naszym patronem, który będzie nas strzegł i prowadził przez ciemności ziemskiego życia”.

25 grudnia, w dzień Bożego Narodzenia, o. Charbel został pochowany we wspólnym zakonnym grobie. W pierwszą noc po pogrzebie zauważono nad miejscem pochówku zakonnika oślepiające, tajemnicze światło, widoczne w całej dolinie, które świeciło nieustannie przez 45 nocy od dnia pogrzebu. Fakt ten wywołał wielkie poruszenie w całej okolicy. Tysiące chrześcijan i muzułmanów przybywało do grobu, aby zobaczyć to osobliwe zjawisko. Niektórym z przybyłych udało się otworzyć grób i zabrać ze sobą jako relikwię kawałek ubrania czy kilka włosów z brody eremity. Patriarcha maronitów, poinformowany o tym, co się działo przy grobie pustelnika, ze względów bezpieczeństwa nakazał przeniesienie ciała do klasztoru. Grób o. Charbela został otwarty w obecności lekarza i innych urzędowych świadków. Była w nim woda z mułem, ale zwłoki świętego pustelnika pozostały nienaruszone. Po wyjęciu z grobu ciało poddano badaniom; stwierdzono, że nie miało ono najmniejszych śladów pośmiertnego rozkładu i wydzielało wspaniały zapach oraz płyn nieznanego pochodzenia (pewien rodzaj surowicy z krwią). Do dnia dzisiejszego płyn ten wypływa z ciała Świętego i jest znakiem Chrystusowej mocy uzdrawiania. Ciało o. Charbela zostało obmyte, ubrane w nowe szaty i włożone do otwartej trumny, która została złożona w klasztornym schowku, niedostępnym dla wiernych. Co dwa tygodnie zakonnicy musieli zmieniać szaty na ciele o. Charbela z powodu nieustannie wydzielającego się płynu.

Dopiero 24 lipca 1927 r. ciało eremity zostało włożone do metalowej trumny i przeniesione do marmurowego grobowca w kościele klasztornym. Ponieważ w 1950 r. z tego grobowca zaczął obficie wyciekać tajemniczy płyn, patriarcha Kościoła maronickiego wydał polecenie otwarcia grobu i ekshumacji zwłok. Dokonano tego w obecności komisji lekarskiej, przedstawicieli Kościoła oraz władz cywilnych. Oczom zebranych ukazał się niesamowity widok: ciało świętego pustelnika wyglądało tak, jak w chwili śmierci – było zachowane w idealnym stanie. Tajemniczy płyn nieustannie wydzielający się z ciała całkowicie skorodował metalową trumnę i przedziurawił marmur grobowca. Po obmyciu i ubraniu w nowe szaty zwłoki św. Charbela zostały przez kilka dni wystawione na widok publiczny, a później w nowej trumnie złożone do grobowca i zacementowane. Tego roku zanotowano w Annai rekordową liczbę cudownych uzdrowień i nawróceń. Klasztor w Annai stał się celem pielgrzymek nie tylko dla chrześcijan, ale także dla muzułmanów oraz przedstawicieli innych wyznań.

7 sierpnia 1952 r. nastąpiła ponowna ekshumacja zwłok o. Charbela w obecności patriarchy syryjskokatolickiego, biskupów, pięciu profesorów medycyny, ministra zdrowia i innych obserwatorów. Ciało świętego eremity było nienaruszone, ale zanurzone w tajemniczym płynie, który się nieustannie z niego wydobywał. Ponownie wystawiono je na widok publiczny od 7 do 25 sierpnia tego roku. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie się płynu ze zwłok, między, innymi usunięto z nich żołądek i jelita, ale wszystkie te zabiegi okazały się nieskuteczne. Ludzkie działania nie były w stanie powstrzymać Bożej mocy działającej w ciele świętego eremity.

Znany libański prof. medycyny Georgio Sciukrallah w ciągu 17 lat 34 razy szczegółowo badał ciało św. Charbela. Naukowiec tak podsumował swoje kilkunastoletnie analizy: „Ile razy badałem ciało Świętego, zawsze ze zdumieniem stwierdzałem, że było ono nienaruszone, giętkie, jakby było zaraz po śmierci. To, co szczególnie mnie zastanawiało, to płyn nieustannie wydzielający się z ciała. Podczas moich wielu wyjazdów konsultowałem się z profesorami medycyny w Bejrucie i w różnych miastach Europy, ale nikt z nich nie potrafił mi tego wyjaśnić. Jest to rzeczywiście zjawisko jedyne w całej historii. Gdyby ciało wydzielało tylko 3 gramy płynu dziennie – a w rzeczywistości wydzielało kilka razy więcej – to wtedy w ciągu 66 lat łączna jego waga wynosiłaby 72 kilo, czyli o wiele więcej aniżeli waga całego ciała. Z naukowego punktu widzenia jest to zjawisko niewytłumaczalne, gdyż w ciele człowieka znajduje się około 5 litrów krwi i innych płynów. Opierając się na dotychczasowych badaniach, doszedłem do przekonania, że ciało św. Charbela zachowuje się w stanie nienaruszonym, wydzielając tajemniczy płyn, dzięki interwencji samego Boga”.

W 1965 r. o. Charbel został beatyfikowany, a 9 października 1977 r. kanonizowany na placu św. Piotra w Rzymie przez Ojca św. Pawła VI. Nikt nie sfotografował św. Charbela ani nikt nie namalował za życia jego portretu. 8 maja 1950 r. wydarzyła się rzecz niezwykła: otóż kilku misjonarzy maronitów zrobiło sobie grupowe zdjęcie przed grobem świętego pustelnika. Po wywołaniu fotografii okazało się, że znalazła się na niej dodatkowa, tajemnicza postać mnicha. Dopiero starsi zakonnicy rozpoznali w niej o. Charbela. Od tej pory na podstawie tego właśnie zdjęcia maluje się portrety świętego pustelnika.

Święty Charbel przykładem swojego życia i nieustannym wstawiennictwem u Boga apeluje do nas, abyśmy codziennie, z odwagą i w sposób bezkompromisowy, zmierzali do szczęścia wiecznego w niebie. A prowadzi tam tylko jedna droga, na którą zaprasza nas Jezus: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je” (Mk 8, 34-35). Patrząc na przykład św. Charbela, nie bójmy się iść drogą umartwienia, zaparcia się siebie, śmierci dla grzechu, aby całkowicie jednoczyć się z Chrystusem – Źródłem Miłości – przez wytrwałą modlitwę, sakramenty pokuty i Eucharystii oraz ofiarną miłość bliźniego.
Ks. Mieczysław Piotrowski TChr
źródło: „Miłujcie się!” 2006

Podziel się z innymi:

ŻYJĘ DZIĘKI EUCHARYSTII

Szczytowym aktem duchowości eucharystycznej jest oddanie siebie Bogu razem z Chrystusem z gotowością do wypełnienia Jego woli i z dziękczynieniem z góry za wszystko, co On postanowi.

Postawa dziękczynienia, posłuszeństwa i miłości.

Tylko Pan, Zmartwychwstały prawdziwie obecny w swoim Ciele i Krwi, ma moc aby nas przemieniać i formować w nas właśnie takie postawy, teraz i ku życiu wiecznemu.

Nasze „Amen”, które wypowiadamy przyjmując Chrystusa Jezusa, jest nie tylko potwierdzeniem naszej wiary w Niego ale i wyrażeniem  zgody naszej woli na Jego zbawcze działanie w nas.

Powinno być, ale czy rzeczywiście jest?

Tu już każdy musi sam sobie na cichej rozmowie przed Panem powiedzieć co wyraża jego „Amen”.

Dziś Jezus wyszedł na nasze drogi i ulice, błogosławiąc i uzdrawiając, niepokojąc sumienia, przywołując  i przyciągając do siebie.

Procesja – adoracja w drodze, pójście za Panem dokądkolwiek się uda.

Zachowanie skupienia, postawa ufności i radości, wyrażanej w pieśniach eucharystycznych.

Zawsze raziło mnie, że dla wielu osób to tylko tradycyjny spacer i okazja do omówienia mniej lub bardziej ważnych nowin pomiędzy sobą.

Miałam ten zaszczyt i wielki dar, że wraz z moją Grupą Modlitwy Ojca Pio, przed laty przygotowywaliśmy ołtarz, pierwszy ołtarz. Nie myślałam wcześniej jak wiele wysiłku, dobrej organizacji, zaangażowania przez kilkanaście dni od wszystkich włączonych w to dzieło jest wymagane. I jeszcze przygotowanie i odczytanie, krótkiego rozważania wstępnego, wprowadzającego, ale takiego, które ”nie  przegada” ani Słowa ani Obecności Pana.

Eucharystia pod dwoma postaciami.

Raz w miesiącu na sobotnich mszach „benedyktyńskich”, comiesięcznych mszach bractwa różańcowego, na niektórych mszach świętych wspólnotowych i w niektóre Uroczystości u ojców jezuitów. Podpisuję się pod pokorną prośbą wiernych o, na ile to możliwe, szersze wprowadzenie Komunii Świętej pod dwoma postaciami.

Szczególne Eucharystie.

Oczywiście, ta Pierwsza. Pierwsza Komunia Święta. Kilka dni temu minęło 51 lat od tamtego dnia. Oglądam czasem swoje zdjęcia z I Komunii Świętej, oczekiwanie na Przychodzącego… i pierwsza rozmowa sercem przy Sercu.

I kolejne…

Msza święta odprawiona w moim mieszkaniu kilka lat temu, 2 lutego, przez zaprzyjaźnionego jezuitę, Norberta. Zaproszenie do podejścia do stołu-ołtarza i samodzielne przyjęcie komunii świętej z pateny i kielicha. Mocno doświadczyłam wtedy rzeczywistości słów – wziąć, podnieść i wypić kielich – kielich życia, błogosławieństwa  i zbawienia. Jakże trudno czasem przenieść to doświadczenie w codzienne trudności i niełatwe relacje, jak trudno jest wypijać to co gorzkie, ale na dnie … kryje się słodycz ostatnich kropli.

I kolejna msza święta w moim domu, 30 grudnia 2011. Również odprawiona przez jezuitę, tym razem Grzesia, przyjaciela. Po operacji ledwo się poruszałam i siedziałam przy stole, ołtarzu. Tym razem dominowała przejmująca wdzięczność Panu i nieziemska wręcz słodycz Ciała i Krwi Pańskiej. Czas się jakby zatrzymał, chwila trwała. 

Inna szczególna Eucharystia, wspólnotowa na Rakowieckiej. Po raz pierwszy obawiałam się, ze zabraknie Pana dla wszystkich. Tej soboty, wyjątkowo dołączyło do nas sporo innych osób. Przed mszą świętą, każdy z nas przekładał komunikant do konsekracji. Na koniec dołączyłam kilkanaście komunikantów na wypadek „gości”, którzy się czasami pojawiali. Tym razem ”gości”, było dużo, dużo więcej. Gdy część z nas się zorientowała, daliśmy pierwszeństwo gościom,  a dla nas o. Tadeusz dzielił hostie na coraz mniejsze drobinki. Na końcu, gdy myślałam, ze już nic nie zostało i jako ostatnia powoli podchodziłam raczej po błogosławieństwo niż do komunii świętej  – został ostatni, malutki, mikroskopijny wręcz okruszek – dla mnie. To była jedna z  najcenniejszych komunii świętych jaką przyjęłam.

Na początku swojego nawrócenia, gdy dość często otrzymywałam cząstkę z kapłańskiej hostii, traktowałam to jako znak wyróżnienia, swoistej nagrody. Potrzeba było trochę czasu zanim zrozumiałam,  że to zaproszenie do większego dziękczynienia i całkowitego zawierzenia i ofiarowania siebie Bogu.

Eucharystia i woda.

Pobyt w szpitalu i nowe doświadczenie. Cztery doby, gdy jedynym posiłkiem była Eucharystia. Czekałam na następną mszę świętą niemal od jej zakończenia. Namacalnie odczułam prawdę, że jest to Żywy i Prawdziwy Chleb, dający Życie, nie tylko na wieczność, ale teraz i tu, dający siłę i umocnienie. Ani razu nie poczułam przez te wszystkie godziny fizycznego głodu, nie zaburczało mi w brzuchu. Czułam się jak po uczcie. Przez to nie mogę nazwać tego jako postu, bo z mojej strony, nie było żadnej ofiary, wyrzeczenia, ograniczenia, a jedynie radość i zawierzenie i dziękczynienie. Pan sam to sprawił. Ku mojemu, pozostałych pacjentów  i personelu szpitalnego zdumieniu.

Adoracja – przedłużenie Eucharystii.

Te chwile z Umiłowanym……w milczeniu, wymiana spojrzeń…

Godzina Święta – godzina adoracji i duchowej łączności z Panem obecnym w tabernakulum w nocy z każdego czwartku na piątek, od 23 do 24 lub od 24 do 1.00.

Codzienne Godziny Obecności przy Najświętszym Sercu Pana Jezusa od 6.00 do 8.00.

Pomocą w coraz głębszym jednoczeniu się z Panem i życie  Komunią jest wewnętrzne prowadzenie przez Niepokalaną, Niewiastę Eucharystii oraz przez  moją Patronkę świętą Barbarę.

Gdy tylko zapragnęłam bardziej, więcej, głębiej, mocniej, szczerzej uczestniczyć w komunii –  otrzymałam obficiej niż mogłam zamarzyć.

Nigdy nie wiem, czy Eucharystia, w której uczestniczę nie będzie ostatnią z danych mi tu, na ziemi.

Może dlatego jest Ona dla mnie za każdym razem nowym, niepowtarzalnym, Darem, Spotkaniem z Umiłowanym, rzeczywistością w którą pragnę jak najpełniej się zanurzyć i przeżyć.

Dziś dane mi było uczestniczyć w mszy prymicyjnej neoprezbitera ks. Rafała Urbiaka, Dziękczynienie objęło więc wszystkich kapłanów a szczególniej tych właśnie wyświeconych neoprezbiterów z mojej diecezji jak i tych jezuitów, którzy pod koniec czerwca przyjmą święcenia diakonatu i prezbiteratu.  

Żyję dzięki Eucharystii.

Ona mnie formuje, oczyszcza, leczy, umacnia, prowadzi, karmi, przemienia.

Serce Jezusa, Ofiaro miłości spraw, abym była Tobie hostią żywą, świętą i Bogu przyjemną!

A Ty? Jak Ty przezywasz swoje Eucharystie?

Podziel się z innymi:

KILKA MYŚLI O EUCHARYSTII

Aby przygotować dla naszych dusz sakrament tak wielkiej miłości potrzeba było niezmierzonej mocy Boga Ojca, najwyższej mądrości Syna i słodkiej dobroci Ducha Świętego.

(św. Albert Wielki)

Kiedy zaś Pan przyjdzie do mnie w Komunii Świętej, wolno mi Go spytać „Czego pragniesz Panie, ode mnie?” Potem zabiorę się do tego, co po cichej rozmowie z Nim ujrzę jako najbliższy obowiązek.

(św. Edyta Stein)

O Hostio biała. Ty zachowujesz białości mej duszy, lękam się dnia, w którym bym Ciebie opuściła. (św. Faustyna Kowalska)

Jedna dobrze przyjęta Komunia jest zdolna i wystarczy, aby uczynić nas świętymi i doskonałymi.

(św. Franciszek Salezy).

Pan Jezus w Komunii świętej przychodzi nie dla twojej pociechy, ale dla posilenia cię na duchu.

Komunia święta – to najkrótszy sposób do świętości.

(bł. Honorat Koźmiński)

Częsta Komunia jest wielką kolumną, na której wspiera się biegun świata. Pobożność maryjna jest drugą kolumną, na której wspiera się drugi biegun.

Wszyscy potrzebują Komunii: dobrzy, aby pozostać dobrymi i źli, aby stać się dobrymi.

(św. Jan Bosko)

Nie mówcie mi, że jesteście grzesznikami, ze jesteście nędzni i że dlatego nie przystępujecie do Komunii Świętej… To tak jakbyście mówili, ze jesteście zbyt chorzy i dlatego nie chcecie ani lekarzy, ani lekarstw.

Wielkim nieszczęściem jest to, że zaniedbujemy uciekanie się do tego Boskiego pokarmu, aby przebyć pustynię życia. Jesteśmy na równi z osobą, która umiera z głodu obok suto zastawionego stołu.

(św. Jan Maria Vianney)

Komunia święta wlewa zdecydowanie i odwagę, których nie może nam dać żadne ludzkie działanie lub wiedza.

(św. Jan XXIII)

Gdy zbliżasz się do Tabernakulum, pomyśl, że Bóg oczekuje cię… od dwudziestu wieków.

Podczas Świętej Ofiary ołtarza kapłan bierze Ciało naszego Boga i kielich z Jego Krwią i wznosi ponad wszystkimi ziemskimi rzeczami mówiąc  er Ipsum, et cum Ipso – przez moją Miłość! Z Moją Miłością, w mojej Miłości! Złącz się z tym gestem. Co więcej: wnieś tę rzeczywistość w twoje życie.

Komunia, zjednoczenie, rozmowa, poufałość: Słowo, Chleb, Miłość.

(św. Josemaria Escriva).

Nie przyjmuj Jezusa Chrystusa, aby posługiwać się Nim według twojego zamiaru, ale raczej ofiaruj się Twojemu Bogu i Zbawcy, ponieważ to On z tobą i w tobie czyni wszystko co zechce.

(św. Kajetan)

Komunia święta duchowa czasem takie same łaski daje jak sakramentalna.

(św. Maksymilian Maria Kolbe)

Daleko od tabernakulum każde dzieło opiera się na piasku, każdy najpiękniejszy entuzjazm miłosierdzia wysycha i gaśnie.

(św. Pius X)

Gdyby ludzie poznali wartość Eucharystii, kierowanie ruchem przy wejściach do kościołów musiałoby się stać obowiązkiem służb publicznych.

(św. Teresa z Avili)

Podziel się z innymi:

DROGA KRZYŻOWA W ŚWIETLE EUCHARYSTII

 Droga Krzyżowa  

Podczas pielgrzymek Ojca Świętego Jana Pawła II do Ojczyzny skierowałeś do nas, Jezu, przez Jego usta wiele pouczeń, wezwań, aby we współczesnym świecie być przejrzystym znakiem Twojej Ewangelii. Przez całą Jego apostolską posługę – Ty, Jezu, ukazywałeś nam, że przede wszystkim, że EUCHARYSTIA jest „Sercem” Kościoła. Dlatego centralnym punktem każdej pielgrzymki było uczestnictwo w Eucharystii, którą Ojciec Święty w głębokim zjednoczeniu z Tobą przeżywał, budząc przez to wiarę w wielkich rzeszach serc ludzkich. Jan Paweł II jednego pragnął – głosząc Twoją, Chryste, Ewangelię, aby Eucharystia stała się dla wszystkich pielgrzymujących przez ten świat drogą do Domu Ojca. I dałeś, Jezu, doświadczyć Ojcu Świętemu na sobie samym, że kto prawdziwie żyje Eucharystią, tego nic na tym świecie nie złamie, żadna wrogość czy zamach, żadna tragedia, choroba i cierpienie.

Daj nam, Jezu, przeżyć Twoją Drogę Krzyżową w świetle Eucharystii. 

1.   Wyrok Piłata.

Ty, Jezu, Najwyższa Prawdo i nasza Drogo do Ojca, pozwoliłeś na to, aby być sądzony. Przyjąłeś wyrok śmierci, bo ofiarowałeś się za nas, dla naszego zbawienia.

Tak bardzo nas, Jezu, kochasz, że ofiarowujesz się za nas i dla nas w każdej Mszy św., którą zawsze rozpoczynamy znakiem krzyża św. Dziękujemy Ci za ten znak, który przez 20 już wieków jest znakiem zwycięstwa Twojego Kościoła i wszystkich Twoich wyznawców. Dziękujemy Ci za znak krzyża w naszej Ojczyźnie, w tysiącach rodzin, w miejscach pracy, w szpitalach. Dziękujemy także za kapłanów, którzy czynią ten znak nad grzesznym ludzkim sercem i znakiem krzyża rozpoczynają sprawowanie Twojej Najświętszej Ofiary.

2.   Przyjęcie krzyża.

Przyjąłeś, Jezu, krzyż z miłości do nas. My często lękamy się tego, co nas kosztuje, co jest cierpieniem. Pragniemy Ciebie, a jednak gdy przychodzisz nie według naszych planów, wówczas czynimy to, czego nie chcemy. Wyznajemy za św. Pawłem: „Nieszczęsny ja człowiek”.

Dlatego dziękujemy Tobie, Jezu, że na początku Mszy św. dajesz nam wyznać: moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Dziękujemy, że Twoja miłość wciąż nas przynagla, aby to wyznanie nie było pustym tylko słowem, tylko przejawem pokornego serca, bo Ty, Jezu, takie Twoje Serce w Eucharystii nam ofiarowujesz.

3.   Pierwszy upadek.

Jako Bóg stałeś się prawdziwym Człowiekiem, podobnym do nas we wszystkim oprócz grzechu. Dla nas upadałeś z wyczerpania, aby dać nam siłę do powstawania. Ty, Jezu, najlepiej wiesz, jak nieraz brak nam sił, aby wytrwale wybierać to, co dobre i święte. Brak nam sił, gdyż często słabnie nasza wiara w  to, że prawdziwa moc jest tylko w Tobie, że my nie mamy nic, co byłoby nasze.

Dziękujemy Ci, Jezu, za to, że podczas każdej Mszy św. umacniasz nas prawdą, zawartą w słowach: „Pan z wami”. Dziękujemy Ci za to, że jesteś we wszystkim, co danego dnia przeżywamy, a moc Twojego Ducha staje się naszą Mocą.

4.   Spotkanie z Matką.

Przyszedłeś, Jezu, do nas przez Maryję. Z Niej narodziłeś się dla nas, dla naszego zbawienia. Sprawiłeś, że my także przez Nią, z Jej pomocą, możemy iść do Ciebie. Z Maryją i przez Nią możemy mówić do Ciebie.

Dziękujemy Ci, Maryjo, że z Tobą przeżywamy każdą Mszę św. Dziękujemy Ci za kształtujące nas Twoje „fiat” na wszystkie Boże tajemnice. I dziękujemy Ci za wstawiennictwo u Boga za tymi wszystkimi, których Ci powierzamy.

5.   Pomoc Szymona.

Przyjąłeś nawet niechętną pomoc, bo przyszedłeś do tych, którzy się „źle mają”. Ty patrzysz na serce i przychodzisz zawsze jak dobry Pasterz, który szuka – i jako ten Nauczyciel, który jedynie jest dobry.

Uczestnicząc w Eucharystii, słyszymy z ust celebransa: „Oto Słowo Boże”. Dziękujemy Ci, Jezu, Nauczycielu dobry. Dziękujemy Ci za to, że jesteś wierny. Dziękujemy Ci, za to, że przemieniasz naszą niestałość i niechęć – ogniem Twej miłości, aby płonęła w nas przez wierne i wytrwałe pełnienie Twej woli.

6.   Otarcie twarzy Jezusa.

Być może, że wcześniejsze spotkanie z Tobą uzdolniło Weronikę do tego heroicznego gestu.

I nas wzywasz w Eucharystii” „W górę serca! Dzięki składajmy …” Dziękujemy Ci, Jezus, za dary Ducha Świętego, zlewane nas w sposób szczególny podczas Eucharystii. Dziękujemy, że Eucharystia jest najwyższą „Szkołą”, jak korzystać z tych darów, aby żyć nie „wedle ciała, ale według Ducha”.

7.   Drugi upadek.

Taką drogę przyjąłeś, aby dać nam dowód, jak bezgraniczne jest miłosierdzie Twoje.

W Eucharystii uczestniczymy w prawdzie tych słów: „Godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne …” Abyśmy dzięki Twojemu miłosierdziu, żyli miłosierdziem. Twoja, Jezu, Najświętsza Ofiara ukazuje nam codziennie wartość cierpienia. I nie tylko ukazuje, ale daje nam Twoją moc, aby to, co trudne i bolesne przyjmować na Twój wzór i nie marnować rozżalaniem, lecz dziękować, bo tylko w zbawczym cierpieniu można miłosierdziem się stawać.

8.   Płaczące niewiasty.

Płakały nad Tobą, Jezu, bo nie poznały bolesnej prawdy o sobie. I tak bywa, że niekiedy dopiero łzy mogą stać się drogą do Ciebie.

Dajesz nam podczas Mszy św. wołać: „Święty, Święty, Święty, Pan, Bóg Zastępów …”. Dziękujemy Ci, Jezu, za takie łzy kiedykolwiek w naszym życiu, które po naszym grzechu i niewierności otwierały nas na Ciebie, naszego Boga i Pana; na Ciebie – jedyne Źródło świętości i łaski.

9.   Trzeci upadek.

Tak się, Jezu, uniżyłeś, przyjmując postać Sługi – w prochu ziemi, wzgardzony, wydany w ręce ludzi – w nasze ręce, w nasze serce.

W Eucharystii na „oczach naszej duszy, w zasięgu wzroku naszej wiary”, stajesz jako Bóg żywy i prawdziwy. I słyszymy wówczas zaproszenie: „Bierzcie i jedzcie”. Bądź uwielbiony! Tobie, niech będzie chwała i cześć, i uwielbienie. Pan mój i Bóg mój!

10.   Odarcie z szat.

Potwierdzasz to, Jezu, że przyszedłeś, aby nas nie czym innym, ale Twoim ubóstwem ubogacić.

Dziękujemy Ci, że ukrywasz się w okruszynie Eucharystycznego Chleba, aby nas karmić Tobą, aby upodabniać się do Ciebie, stając się dla innych dobrymi jak chleb. Dziękujemy, Jezu, że nas prowadzisz, podnosisz, oczyszczasz i uświęcasz.

11.   Przybicie do krzyża.

Twoje Najświętsze Ciało przybite. „Oto wielka tajemnica wiary! Głosimy śmierć twoją…, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie, oczekując Twego przyjścia w chwale”. Podczas Eucharystii wypowiadamy te słowa po konsekracji.

Dziękujemy Ci, Jezu, że w każdej Mszy św. – w tych słowach – ukazujesz nam całą treść naszego życia i ostateczny cel. Dziękujemy Ci za łaskę uświęcającą i każdą łaskę uczynkową. To dzięki Tobie możemy dostrzegać Ciebie w drugich i nie tylko ich nie krzyżować, ale wraz z nimi na co dzień radować się twoim, wciąż trwającym dziełem zbawczym. Dziękujemy, że także wspólnie wołamy” Ojcze nasz …”, aby przez Ciebie i z Tobą służyć innym, szukając tylko Twojej chwały.

12.   Śmierć Jezusa na krzyżu.

Z krzyża wołałeś: „Pragnę”. Wyraziłeś wtedy nie tyle pragnienie Twoich wyschłych z bólu warg, ale pragnienie zbawienia wszystkich ludzi.

W każdej Mszy św. przed Komunią św. wyznajemy: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie …” Dziękujemy Ci, Jezu, że przychodzisz, że dajesz Siebie. Dziękujemy, że obdarzasz nas Twoim pokojem, aby swoim życiem wypowiadać „Amen” – na to wszystko, co z Twojej, Chryste, miłości staje się codziennie naszym udziałem.

13.   Zdjęcie z krzyża.

Znów spotykamy Ciebie, Maryjo. Wytrwałaś do końca, Panno wierna, Służebnico Pańska.

Zakończeniem Najświętszej Ofiary są słowa: „Idźcie” … Codziennie mówisz, Jezu, do nas: idźcie ze Mną, idźcie, by z innymi tworzyć komunię! Dziękujemy Ci, Jezu, za dar Kościoła, który tworzymy. Dziękujemy za wszystkich, których spotykamy. Dziękujemy za Twoją w nich obecność; za to wszystko, co przez drugiego człowieka nam dajesz, czego nas uczysz. Dziękujemy, że Twoja miłość „rozlana w sercach ludzkich” ciągle nas przemienia, kształtuje i doskonali.

14.   Złożenie Ciała Jezusa do grobu.

Twoją, Jezu, mękę i śmierć nie zakończyłeś grobem, ale Zmartwychwstaniem; Zwycięstwem, które jest źródłem wszystkich prawdziwych zwycięstw.

Dziękujemy Ci za to, Zmartwychwstały, Panie, że to Ty w każdej Eucharystii nam błogosławisz. Błogosławisz Twoją miłością, która nie zna granic.

s.M.Margerita Kochanek

(http://www.bdnp.pl/rozwaania/drogi-krzyowe/182-droga-krzyowa-w-wietle-eucharystii)

Podziel się z innymi:

ŚWIĘTY CHARBEL

ŚWIĘTY CHARBEL (Sarbel, Szarbel, Sarbeliusz), PREZBITER

28 lipca

Józef Makhluf urodził się 8 maja 1828 r. w Beka Kafra, małej wiosce położonej wysoko w górach Libanu. Był synem ubogiego wieśniaka. Nauki pobierał w szkółce, która funkcjonowała dosłownie pod drzewami. W 1851 r. wstąpił do maronickich antonianów (baladytów). Przebywał najpierw w Maifuq, potem w Annaya, w klasztorze pod wezwaniem św. Marona (Mar Maroun). Składając śluby zakonne, przybrał imię Sarbela (Szarbela, Sarbeliusza), męczennika z Edessy. W 1859 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Powrócił wówczas do klasztoru św. Marona i przebywał tam przez następne szesnaście lat.
W 1875 r. za przyzwoleniem przełożonych udał się do górskiej samotni. Spędził w niej 23 lata, które wypełnił pracą, umartwieniami i kontemplacją Najświętszego Sakramentu. Zmarł 24 grudnia 1898 r.

Bez zwłoki otoczyła go cześć świadczona świętym Pańskim oraz sława cudów. Do grobu Abuna Szarbela ciągnęli nie tylko chrześcijanie, ale i muzułmanie. Wielu fascynowało także to, że ciało świętego mnicha nie ulegało jakiemukolwiek zepsuciu.
Święty Sarbeliusz MakhlufSarbeliusza beatyfikował w ostatnich dniach Soboru Watykańskiego II, 5 grudnia 1965 r., papież Paweł VI. Mówił wtedy: „Eremita z gór Libanu zaliczony zostaje do grona błogosławionych. To pierwszy wyznawca pochodzący ze Wschodu, którego umieszczamy wśród błogosławionych według reguł obowiązujących aktualnie w Kościele katolickim. Symbol jedności Wschodu i Zachodu! Znak zjednoczenia, jakie istnieje między chrześcijanami całego świata! Jego przykład i wstawiennictwo są dzisiaj bardziej konieczne, niż były kiedykolwiek. (…) Właśnie ten błogosławiony zakonnik z Annaya powinien służyć nam za wzór, ukazując nam absolutną konieczność modlitwy, praktykowania cnót ukrytych i umartwiania siebie. Kościół bowiem wykorzystuje również dla celów apostolskich ośrodki życia kontemplacyjnego, gdzie wznoszą się do Boga, z zapałem, który nigdy nie stygnie, uwielbienie i modlitwa”. Ten sam papież kanonizował Sarbeliusza 9 października 1977 r.

-*-

Pan Bóg wybiera niektórych ludzi, aby w nadzwyczajny sposób przypominali światu o Jego istnieniu, Jego wszechmocnej miłości oraz nieskończonym miłosierdziu. Święty Charbel Makhlouf jest jednym z najbardziej znanych świętych na Bliskim Wschodzie. Budzi zachwyt i powszechne zdziwienie z powodu nadzwyczajnych cudów i znaków, które się dokonały za pośrednictwem jego osoby.

Święty Charbel Makhlouf urodził się 8.05.1828 r. jako piąte dziecko ubogich rolników Antuna i Brygidy Makhloufów, zamieszkałych w małej, górskiej miejscowości Beąaakafra, 140 km na północ od Bejrutu. Na chrzcie otrzymał imię Józef. Rodzice jego byli katolikami obrządku maronickiego. Dzieci Makhloufów wzrastały w radosnej atmosferze wzajemnej miłości, która wynikała z codziennej modlitwy oraz ciężkiej pracy na roli. W tych czasach Liban był pod panowaniem otomańskim.

Kiedy Józef miał 3 lata, umarł mu ojciec. Aby zapewnić dzieciom utrzymanie i wykształcenie, matka decyduje się powtórnie wyjść za mąż – za uczciwego i pobożnego Ibrahima, który był stałym diakonem. W wieku 14 lat Józef po raz pierwszy odczuł powołanie do życia zakonnego. Dopiero jednak w 1851 r. decyduje się na wstąpienie do klasztoru w Maifug. Odbywa tam postulat i pierwszy rok nowicjatu. Na początku drugiego roku nowicjatu przenosi się do klasztoru w miejscowości Annaya, gdzie 1 listopada 1853 r. składa pierwsze śluby zakonne. Przybiera imię zakonne Charbel – jest to imię antiocheńskiego męczennika z 107 roku. Kończy studia teologiczne i 23 lipca 1859 r. otrzymuje święcenia kapłańskie.

Jako młody ksiądz w 1860 r. jest świadkiem strasznej masakry przeszło 20 000 chrześcijan, dokonanej przez muzułmanów i druzów. Bojówki muzułmańskie bez żadnej litości mordowały całe rodziny chrześcijan, plądrowały, grabiły i paliły kościoły, konwenty, gospodarstwa i domy. Setki uciekinierów – głodnych, poranionych, przerażonych tym, co się stało i co mogło ich jeszcze spotkać – szukało schronienia w klasztorze w Annai. Ojciec Charbel całym sercem pomagał uciekinierom oraz modlił się, pościł i stosował surowe praktyki pokutne, ofiarując siebie Bogu w duchu ekspiacji za popełnione zbrodnie i błagając o Boże miłosierdzie dla prześladowców i prześladowanych.

Kiedy człowiek całkowicie oddany Chrystusowi się modli, uobecnia w świecie wszechmocną miłość Boga. Wtedy sam Chrystus działa przez niego, zwyciężając zło dobrem, kłamstwo prawdą, nienawiść miłością. Jest to jedyny w pełni skuteczny sposób walki ze złem obecnym w świecie. W taki właśnie sposób przeciwstawiał się złu o. Charbel. Wiedział on, że najskuteczniejszym sposobem zmiany świata na lepsze jest najpierw zmiana samego siebie, czyli własne uświęcenie poprzez zjednoczenie się z Bogiem. To był główny cel jego zakonnego życia. Tylko ludzie, którzy szczerze dążą do świętości, czynią świat lepszym.

15 lutego 1875 r., po 17 latach pobytu we wspólnocie zakonnej w Annai, o. Charbel otrzymuje pozwolenie na przeniesienie się do eremu św. św. Piotra i Pawła, aby tam – w całkowitym milczeniu, przez modlitwę, pracę i jeszcze surowsze umartwienia – całkowicie zjednoczyć się z Chrystusem. Erem ten był pustelnią położoną na wysokości 1350 m n.p.m. i mieszkało w nim trzech zakonników.

Cela o. Charbela miała tylko 6 metrów kwadratowych; pod habitem libański eremita nosił zawsze włosiennicę, spał tylko kilka godzin na dobę, jadł bardzo skromne potrawy bez mięsa, i to tylko jeden raz na dzień. Centrum jego życia była Eucharystia. Codziennie odprawiał Mszę św. w kaplicy eremu; długo się do niej przygotowywał, a po jej skończeniu przez 2 godziny trwał w dziękczynieniu. Najbardziej ulubioną jego modlitwą była adoracja Najświętszego Sakramentu; medytował także teksty Pisma św., nieustannie modlił się i pracował. W ten sposób o. Charbel całkowicie oddawał się do dyspozycji Boga, aby Stwórca oczyszczał jego serce, by uwalniał go od wszelkich złych skłonności i egoizmu – czyli czynił go świętym, to znaczy takim, jakim Jezus pragnął, aby się stał. Jego zakonni współbracia już za życia uważali go za świętego, gdyż widzieli, że w heroiczny sposób naśladował Chrystusa. Tylko niektórych ludzi Chrystus powołuje na taką drogę życia, jaką przeszedł św. Charbel, ale wszystkich powołuje do świętości. Po to żyjemy na ziemi, aby dojrzewać do miłości, do nieba – czyli uczyć się kochać tak, jak kocha nas Chrystus, i wcielać w swoim codziennym życiu Jego największe przykazanie: „abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie” (J 13, 34).

Ojciec Charbel był tak ściśle zjednoczony z Chrystusem, że w spotkaniu z każdym człowiekiem promieniował radością czystej miłości, a Jezus przez jego pośrednictwo mógł dokonywać różnych znaków i cudów. Spośród wielu cudów libańskiego zakonnika warto przypomnieć zdarzenie, kiedy to w 1885 r. na polach rolników mieszkających w wioskach w pobliżu klasztoru w Annai osiadła potężna chmura szarańczy, która niszczyła uprawy rolne. Dla miejscowych ludzi była to straszna plaga, prowadząca do wielkiego głodu. Przełożony polecił o. Charbelowi, aby natychmiast udał się na pola zajęte przez szarańczę i by się tam modlił, błogosławił i kropił wodą święconą. Ze wszystkich pól, które udało się zakonnikowi pobłogosławić, szarańcza zniknęła, a zbiory zostały uratowane.

W 1873 r. o. Charbel z polecenia swojego przełożonego został zawieziony do pałacu księcia Rachida Beika Al-Khoury, aby się pomodlić nad jego synem Nagibem, który umierał zarażony tyfusem. Lekarze nie dawali mu żadnych szans na przeżycie. Ojciec Charbel udzielił choremu sakramentu chorych, a następnie pokropił go święconą wodą -wtedy w jednym momencie, ku wielkiej radości wszystkich obecnych, Nagib całkowicie odzyskał zdrowie. Po skończeniu studiów medycznych rozpoczął praktykę lekarską i stał się jednym z najsławniejszych lekarzy w Libanie. W małym miasteczku Ehmej żył człowiek psychicznie chory, bardzo niebezpieczny dla siebie i innych. Kilku mężczyzn z wielkim trudem przywiozło go do klasztoru w Annai, lecz nie było w stanie wprowadzić go do kościoła, ponieważ opierał im się z nadludzką siłą. Wtedy zbliżył się •do niego o. Charbel i rozkazał mu pójść za sobą oraz klęknąć przed tabernakulum. Człowiek ów uspokoił się i pokornie wykonał polecenie mnicha. Po modlitwie, zgodnie ze wschodnim zwyczajem, o. Charbel odczytał nad głową chorego fragment Ewangelii. Wtedy stał się cud: psychicznie chory mężczyzna odzyskał zdrowie. Później ożenił się, a kiedy miał już liczną rodzinę, przeniósł się do USA. (Jest jeszcze wiele innych relacji o cudownych zdarzeniach w życiu św. Charbela, ale najwięcej dokonało się już po jego śmierci).

Ojciec Charbel zmarł w Wigilię Bożego Narodzenia 1898 r., podczas nocnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Współbracia zakonni znaleźli go rano leżącego na posadzce kaplicy; widzieli, jak z tabernakulum promieniowało przedziwne światło, które otaczało ciało zmarłego. Był to dla nich oczywisty znak z nieba. Na dworze padał wówczas obfity śnieg i wiał mroźny wiatr. Wszystkie drogi do eremu zostały całkowicie zasypane, zatem nikt z klasztoru nie mógł zawiadomić mieszkańców okolicznych wiosek o śmierci świętego pustelnika. Stała się jednak rzecz niezwykła: otóż wszyscy okoliczni mieszkańcy otrzymali tego dnia wewnętrzne przekonanie o narodzeniu się o. Charbela dla nieba. Młodzi mężczyźni wyruszyli z łopatami, aby odgarnąć śnieg, by można było dotrzeć do eremu i przenieść ciało do klasztoru w Annai. „Straciliśmy błyszczącą gwiazdę, która swoją świętością ochraniała Zakon, Kościół i cały Liban” – napisał o. przeor. „Módlmy się, aby Bóg uczynił go naszym patronem, który będzie nas strzegł i prowadził przez ciemności ziemskiego życia”.

25 grudnia, w dzień Bożego Narodzenia, o. Charbel został pochowany we wspólnym zakonnym grobie. W pierwszą noc po pogrzebie zauważono nad miejscem pochówku zakonnika oślepiające, tajemnicze światło, widoczne w całej dolinie, które świeciło nieustannie przez 45 nocy od dnia pogrzebu. Fakt ten wywołał wielkie poruszenie w całej okolicy. Tysiące chrześcijan i muzułmanów przybywało do grobu, aby zobaczyć to osobliwe zjawisko. Niektórym z przybyłych udało się otworzyć grób i zabrać ze sobą jako relikwię kawałek ubrania czy kilka włosów z brody eremity. Patriarcha maronitów, poinformowany o tym, co się działo przy grobie pustelnika, ze względów bezpieczeństwa nakazał przeniesienie ciała do klasztoru. Grób o. Charbela został otwarty w obecności lekarza i innych urzędowych świadków. Była w nim woda z mułem, ale zwłoki świętego pustelnika pozostały nienaruszone. Po wyjęciu z grobu ciało poddano badaniom; stwierdzono, że nie miało ono najmniejszych śladów pośmiertnego rozkładu i wydzielało wspaniały zapach oraz płyn nieznanego pochodzenia (pewien rodzaj surowicy z krwią). Do dnia dzisiejszego płyn ten wypływa z ciała Świętego i jest znakiem Chrystusowej mocy uzdrawiania. Ciało o. Charbela zostało obmyte, ubrane w nowe szaty i włożone do otwartej trumny, która została złożona w klasztornym schowku, niedostępnym dla wiernych. Co dwa tygodnie zakonnicy musieli zmieniać szaty na ciele o. Charbela z powodu nieustannie wydzielającego się płynu.

Dopiero 24 lipca 1927 r. ciało eremity zostało włożone do metalowej trumny i przeniesione do marmurowego grobowca w kościele klasztornym. Ponieważ w 1950 r. z tego grobowca zaczął obficie wyciekać tajemniczy płyn, patriarcha Kościoła maronickiego wydał polecenie otwarcia grobu i ekshumacji zwłok. Dokonano tego w obecności komisji lekarskiej, przedstawicieli Kościoła oraz władz cywilnych. Oczom zebranych ukazał się niesamowity widok: ciało świętego pustelnika wyglądało tak, jak w chwili śmierci – było zachowane w idealnym stanie. Tajemniczy płyn nieustannie wydzielający się z ciała całkowicie skorodował metalową trumnę i przedziurawił marmur grobowca. Po obmyciu i ubraniu w nowe szaty zwłoki św. Charbela zostały przez kilka dni wystawione na widok publiczny, a później w nowej trumnie złożone do grobowca i zacementowane. Tego roku zanotowano w Annai rekordową liczbę cudownych uzdrowień i nawróceń. Klasztor w Annai stał się celem pielgrzymek nie tylko dla chrześcijan, ale także dla muzułmanów oraz przedstawicieli innych wyznań.

7 sierpnia 1952 r. nastąpiła ponowna ekshumacja zwłok o. Charbela w obecności patriarchy syryjskokatolickiego, biskupów, pięciu profesorów medycyny, ministra zdrowia i innych obserwatorów. Ciało świętego eremity było nienaruszone, ale zanurzone w tajemniczym płynie, który się nieustannie z niego wydobywał. Ponownie wystawiono je na widok publiczny od 7 do 25 sierpnia tego roku. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie się płynu ze zwłok, między, innymi usunięto z nich żołądek i jelita, ale wszystkie te zabiegi okazały się nieskuteczne. Ludzkie działania nie były w stanie powstrzymać Bożej mocy działającej w ciele świętego eremity.

Znany libański prof. medycyny Georgio Sciukrallah w ciągu 17 lat 34 razy szczegółowo badał ciało św. Charbela. Naukowiec tak podsumował swoje kilkunastoletnie analizy: „Ile razy badałem ciało Świętego, zawsze ze zdumieniem stwierdzałem, że było ono nienaruszone, giętkie, jakby było zaraz po śmierci. To, co szczególnie mnie zastanawiało, to płyn nieustannie wydzielający się z ciała. Podczas moich wielu wyjazdów konsultowałem się z profesorami medycyny w Bejrucie i w różnych miastach Europy, ale nikt z nich nie potrafił mi tego wyjaśnić. Jest to rzeczywiście zjawisko jedyne w całej historii. Gdyby ciało wydzielało tylko 3 gramy płynu dziennie – a w rzeczywistości wydzielało kilka razy więcej – to wtedy w ciągu 66 lat łączna jego waga wynosiłaby 72 kilo, czyli o wiele więcej aniżeli waga całego ciała. Z naukowego punktu widzenia jest to zjawisko niewytłumaczalne, gdyż w ciele człowieka znajduje się około 5 litrów krwi i innych płynów. Opierając się na dotychczasowych badaniach, doszedłem do przekonania, że ciało św. Charbela zachowuje się w stanie nienaruszonym, wydzielając tajemniczy płyn, dzięki interwencji samego Boga”.

W 1965 r. o. Charbel został beatyfikowany, a 9 października 1977 r. kanonizowany na placu św. Piotra w Rzymie przez Ojca św. Pawła VI. Nikt nie sfotografował św. Charbela ani nikt nie namalował za życia jego portretu. 8 maja 1950 r. wydarzyła się rzecz niezwykła: otóż kilku misjonarzy maronitów zrobiło sobie grupowe zdjęcie przed grobem świętego pustelnika. Po wywołaniu fotografii okazało się, że znalazła się na niej dodatkowa, tajemnicza postać mnicha. Dopiero starsi zakonnicy rozpoznali w niej o. Charbela. Od tej pory na podstawie tego właśnie zdjęcia maluje się portrety świętego pustelnika.

Święty Charbel przykładem swojego życia i nieustannym wstawiennictwem u Boga apeluje do nas, abyśmy codziennie, z odwagą i w sposób bezkompromisowy, zmierzali do szczęścia wiecznego w niebie. A prowadzi tam tylko jedna droga, na którą zaprasza nas Jezus: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je” (Mk 8, 34-35). Patrząc na przykład św. Charbela, nie bójmy się iść drogą umartwienia, zaparcia się siebie, śmierci dla grzechu, aby całkowicie jednoczyć się z Chrystusem – Źródłem Miłości – przez wytrwałą modlitwę, sakramenty pokuty i Eucharystii oraz ofiarną miłość bliźniego.
Ks. Mieczysław Piotrowski TChr
źródło: „Miłujcie się!” 2006

Podziel się z innymi: