ŚWIĘTA KLARA

ŚWIĘTA KLARA, DZIEWICA

11 sierpnia

 

Klara urodziła się w Asyżu w 1193 lub 1194 r. Była najstarszą z trzech córek pana Favarone z rycerskiego rodu Offreduccio i jego żony Ortolany.

Jej matka podczas ciąży, w trakcie modlitwy usłyszała słowa: „Nie bój się, gdyż to dziecko zabłyśnie swym życiem jaśniej niż słońce!” Pod wpływem tych słów nadała dziewczynce imię Klara (z języka łacińskiego clara – jasna, czysta, sławna).
Klara wzrastała w atmosferze miłości i pobożności.

Gdy miała 12 lat, w Asyżu zaczął swą działalność Jan Bernardone, przyszły św. Franciszek. Z czasem zaczął zdobywać ludzi, którzy poświęcali swe życie Bogu.

Klara często spotykała się z nim, by zrozumieć jego słowa. Rodzice, zamożni mieszczanie, daremnie dwa razy usiłowali wydać córkę za mąż. Klara poprosiła bowiem Franciszka, by zwrócił się z prośbą do biskupa Asyżu, aby mogła stać się siostrą Braci Mniejszych.

 

W Niedzielę Palmową 28 marca 1212 r. z całą rodziną poszła do Porcjunkuli. Po poświęceniu palm każdy odbierał palmę z rąk biskupa. Biskup Gwidon podszedł jednak sam do Klary i wręczył jej palmę – był to umówiony wcześniej znak zgody. Tej samej nocy dziewczyna wymknęła się z domu, by oddać życie Chrystusowi. Z rąk św. Franciszka otrzymała zgrzebny habit i welon zakonny. Po pewnym czasie przyłączyła się do niej jej siostra, bł. Agnieszka.

Odmówiła powrotu do domu swoim krewnym, którzy przyjechali, by ją do tego przekonać.

 

Franciszek wystawił siostrom mały klasztor przy kościółku św. Damiana. Pierwszą jego ksienią została Klara. Franciszek bardzo cieszył się z powstania tej rodziny żeńskiej. Kiedy bowiem bracia byli zajęci życiem apostolskim, klaryski miały dla nich stanowić zaplecze pokuty i modlitwy.

 

Zakon nosił nazwę Pań Ubogich, potem nazwano je II Zakonem, a popularnie klaryskami.

W 1215 roku Innocenty III nadał zakonowi Klary „przywilej ubóstwa”. Siostry nie mogły posiadać żadnej własności, a powinny utrzymywać się jedynie z pracy swoich rąk. Odtąd San Damiano stało się kolebką nowego Zakonu. Wstępowały do niego głównie córki szlacheckie, pozostawiając wszystko i wybierając skrajne ubóstwo.
Swoje żarliwe modlitwy Klara wspierała surowym życiem, częstymi postami i nocnymi czuwaniami. Dokonywała już za życia cudów – cudownie rozmnożyła chleb dla głodnych sióstr, uzdrawiała je, wyjednała im opiekę Jezusa.

 

Pod koniec życia doznała cudownej łaski; kiedy bowiem nadeszła noc Narodzenia Pańskiego, osłabiona i chora Klara pozostała na swym posłaniu. Otrzymała jednak łaskę widzenia i słyszenia Pasterki, odprawianej w pobliskim kościele przez Franciszka i jego braci.

Z tego też powodu św. Klara została patronką telewizji.

 

Po śmierci św. Franciszka cały trud utrzymania zakonu spadł na jej barki.
Klara w klasztorze św. Damiana żyła przez 42 lata.

 

Wyczerpujące posty, umartwienia i czuwania spowodowały, że 11 sierpnia 1253 r. umarła.

 

Następnego dnia odbył się jej uroczysty pogrzeb, któremu przewodniczył papież Innocenty IV. Jej ciało złożono w grobie, w którym przedtem spoczywało ciało św. Franciszka. Już dwa lata później Aleksander IV, po zebraniu koniecznych materiałów kanonizacyjnych, ogłosił ją świętą. Papież dokonał jej uroczystej kanonizacji w Anagni w 1255 roku.

Ikonografia najczęściej przedstawia św. Klarę z monstrancją w ręku. Podanie bowiem głosi, że w czasie najazdu Saracenów na Asyż Klara miała ich odstraszyć Najświętszym Sakramentem, który wyniosła z kościoła. Blask idący z Hostii miał jakoby porazić wroga i zmusić go do ucieczki. Legenda powstała zapewne na tle szczególnego nabożeństwa, jakie miała św. Klara do Eucharystii.

(źródło: www.brewiarz.katolik.pl)

Podziel się z innymi:

ŚWIĘTY CHARBEL

ŚWIĘTY CHARBEL (Sarbel, Szarbel, Sarbeliusz), PREZBITER

28 lipca

Józef Makhluf urodził się 8 maja 1828 r. w Beka Kafra, małej wiosce położonej wysoko w górach Libanu. Był synem ubogiego wieśniaka. Nauki pobierał w szkółce, która funkcjonowała dosłownie pod drzewami. W 1851 r. wstąpił do maronickich antonianów (baladytów). Przebywał najpierw w Maifuq, potem w Annaya, w klasztorze pod wezwaniem św. Marona (Mar Maroun). Składając śluby zakonne, przybrał imię Sarbela (Szarbela, Sarbeliusza), męczennika z Edessy. W 1859 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Powrócił wówczas do klasztoru św. Marona i przebywał tam przez następne szesnaście lat.
W 1875 r. za przyzwoleniem przełożonych udał się do górskiej samotni. Spędził w niej 23 lata, które wypełnił pracą, umartwieniami i kontemplacją Najświętszego Sakramentu. Zmarł 24 grudnia 1898 r.

Bez zwłoki otoczyła go cześć świadczona świętym Pańskim oraz sława cudów. Do grobu Abuna Szarbela ciągnęli nie tylko chrześcijanie, ale i muzułmanie. Wielu fascynowało także to, że ciało świętego mnicha nie ulegało jakiemukolwiek zepsuciu.
Święty Sarbeliusz MakhlufSarbeliusza beatyfikował w ostatnich dniach Soboru Watykańskiego II, 5 grudnia 1965 r., papież Paweł VI. Mówił wtedy: „Eremita z gór Libanu zaliczony zostaje do grona błogosławionych. To pierwszy wyznawca pochodzący ze Wschodu, którego umieszczamy wśród błogosławionych według reguł obowiązujących aktualnie w Kościele katolickim. Symbol jedności Wschodu i Zachodu! Znak zjednoczenia, jakie istnieje między chrześcijanami całego świata! Jego przykład i wstawiennictwo są dzisiaj bardziej konieczne, niż były kiedykolwiek. (…) Właśnie ten błogosławiony zakonnik z Annaya powinien służyć nam za wzór, ukazując nam absolutną konieczność modlitwy, praktykowania cnót ukrytych i umartwiania siebie. Kościół bowiem wykorzystuje również dla celów apostolskich ośrodki życia kontemplacyjnego, gdzie wznoszą się do Boga, z zapałem, który nigdy nie stygnie, uwielbienie i modlitwa”Ten sam papież kanonizował Sarbeliusza 9 października 1977 r.

-*-

Pan Bóg wybiera niektórych ludzi, aby w nadzwyczajny sposób przypominali światu o Jego istnieniu, Jego wszechmocnej miłości oraz nieskończonym miłosierdziu. Święty Charbel Makhlouf jest jednym z najbardziej znanych świętych na Bliskim Wschodzie. Budzi zachwyt i powszechne zdziwienie z powodu nadzwyczajnych cudów i znaków, które się dokonały za pośrednictwem jego osoby.

Święty Charbel Makhlouf urodził się 8.05.1828 r. jako piąte dziecko ubogich rolników Antuna i Brygidy Makhloufów, zamieszkałych w małej, górskiej miejscowości Beąaakafra, 140 km na północ od Bejrutu. Na chrzcie otrzymał imię Józef. Rodzice jego byli katolikami obrządku maronickiego. Dzieci Makhloufów wzrastały w radosnej atmosferze wzajemnej miłości, która wynikała z codziennej modlitwy oraz ciężkiej pracy na roli. W tych czasach Liban był pod panowaniem otomańskim.

Kiedy Józef miał 3 lata, umarł mu ojciec. Aby zapewnić dzieciom utrzymanie i wykształcenie, matka decyduje się powtórnie wyjść za mąż – za uczciwego i pobożnego Ibrahima, który był stałym diakonem. W wieku 14 lat Józef po raz pierwszy odczuł powołanie do życia zakonnego. Dopiero jednak w 1851 r. decyduje się na wstąpienie do klasztoru w Maifug. Odbywa tam postulat i pierwszy rok nowicjatu. Na początku drugiego roku nowicjatu przenosi się do klasztoru w miejscowości Annaya, gdzie 1 listopada 1853 r. składa pierwsze śluby zakonne. Przybiera imię zakonne Charbel – jest to imię antiocheńskiego męczennika z 107 roku. Kończy studia teologiczne i 23 lipca 1859 r. otrzymuje święcenia kapłańskie.

Jako młody ksiądz w 1860 r. jest świadkiem strasznej masakry przeszło 20 000 chrześcijan, dokonanej przez muzułmanów i druzów. Bojówki muzułmańskie bez żadnej litości mordowały całe rodziny chrześcijan, plądrowały, grabiły i paliły kościoły, konwenty, gospodarstwa i domy. Setki uciekinierów – głodnych, poranionych, przerażonych tym, co się stało i co mogło ich jeszcze spotkać – szukało schronienia w klasztorze w Annai. Ojciec Charbel całym sercem pomagał uciekinierom oraz modlił się, pościł i stosował surowe praktyki pokutne, ofiarując siebie Bogu w duchu ekspiacji za popełnione zbrodnie i błagając o Boże miłosierdzie dla prześladowców i prześladowanych.

Kiedy człowiek całkowicie oddany Chrystusowi się modli, uobecnia w świecie wszechmocną miłość Boga. Wtedy sam Chrystus działa przez niego, zwyciężając zło dobrem, kłamstwo prawdą, nienawiść miłością. Jest to jedyny w pełni skuteczny sposób walki ze złem obecnym w świecie. W taki właśnie sposób przeciwstawiał się złu o. Charbel. Wiedział on, że najskuteczniejszym sposobem zmiany świata na lepsze jest najpierw zmiana samego siebie, czyli własne uświęcenie poprzez zjednoczenie się z Bogiem. To był główny cel jego zakonnego życia. Tylko ludzie, którzy szczerze dążą do świętości, czynią świat lepszym.

15 lutego 1875 r., po 17 latach pobytu we wspólnocie zakonnej w Annai, o. Charbel otrzymuje pozwolenie na przeniesienie się do eremu św. św. Piotra i Pawła, aby tam – w całkowitym milczeniu, przez modlitwę, pracę i jeszcze surowsze umartwienia – całkowicie zjednoczyć się z Chrystusem. Erem ten był pustelnią położoną na wysokości 1350 m n.p.m. i mieszkało w nim trzech zakonników.

Cela o. Charbela miała tylko 6 metrów kwadratowych; pod habitem libański eremita nosił zawsze włosiennicę, spał tylko kilka godzin na dobę, jadł bardzo skromne potrawy bez mięsa, i to tylko jeden raz na dzień. Centrum jego życia była Eucharystia. Codziennie odprawiał Mszę św. w kaplicy eremu; długo się do niej przygotowywał, a po jej skończeniu przez 2 godziny trwał w dziękczynieniu. Najbardziej ulubioną jego modlitwą była adoracja Najświętszego Sakramentu; medytował także teksty Pisma św., nieustannie modlił się i pracował. W ten sposób o. Charbel całkowicie oddawał się do dyspozycji Boga, aby Stwórca oczyszczał jego serce, by uwalniał go od wszelkich złych skłonności i egoizmu – czyli czynił go świętym, to znaczy takim, jakim Jezus pragnął, aby się stał. Jego zakonni współbracia już za życia uważali go za świętego, gdyż widzieli, że w heroiczny sposób naśladował Chrystusa. Tylko niektórych ludzi Chrystus powołuje na taką drogę życia, jaką przeszedł św. Charbel, ale wszystkich powołuje do świętości. Po to żyjemy na ziemi, aby dojrzewać do miłości, do nieba – czyli uczyć się kochać tak, jak kocha nas Chrystus, i wcielać w swoim codziennym życiu Jego największe przykazanie: „abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie” (J 13, 34).

Ojciec Charbel był tak ściśle zjednoczony z Chrystusem, że w spotkaniu z każdym człowiekiem promieniował radością czystej miłości, a Jezus przez jego pośrednictwo mógł dokonywać różnych znaków i cudów. Spośród wielu cudów libańskiego zakonnika warto przypomnieć zdarzenie, kiedy to w 1885 r. na polach rolników mieszkających w wioskach w pobliżu klasztoru w Annai osiadła potężna chmura szarańczy, która niszczyła uprawy rolne. Dla miejscowych ludzi była to straszna plaga, prowadząca do wielkiego głodu. Przełożony polecił o. Charbelowi, aby natychmiast udał się na pola zajęte przez szarańczę i by się tam modlił, błogosławił i kropił wodą święconą. Ze wszystkich pól, które udało się zakonnikowi pobłogosławić, szarańcza zniknęła, a zbiory zostały uratowane.

W 1873 r. o. Charbel z polecenia swojego przełożonego został zawieziony do pałacu księcia Rachida Beika Al-Khoury, aby się pomodlić nad jego synem Nagibem, który umierał zarażony tyfusem. Lekarze nie dawali mu żadnych szans na przeżycie. Ojciec Charbel udzielił choremu sakramentu chorych, a następnie pokropił go święconą wodą -wtedy w jednym momencie, ku wielkiej radości wszystkich obecnych, Nagib całkowicie odzyskał zdrowie. Po skończeniu studiów medycznych rozpoczął praktykę lekarską i stał się jednym z najsławniejszych lekarzy w Libanie. W małym miasteczku Ehmej żył człowiek psychicznie chory, bardzo niebezpieczny dla siebie i innych. Kilku mężczyzn z wielkim trudem przywiozło go do klasztoru w Annai, lecz nie było w stanie wprowadzić go do kościoła, ponieważ opierał im się z nadludzką siłą. Wtedy zbliżył się •do niego o. Charbel i rozkazał mu pójść za sobą oraz klęknąć przed tabernakulum. Człowiek ów uspokoił się i pokornie wykonał polecenie mnicha. Po modlitwie, zgodnie ze wschodnim zwyczajem, o. Charbel odczytał nad głową chorego fragment Ewangelii. Wtedy stał się cud: psychicznie chory mężczyzna odzyskał zdrowie. Później ożenił się, a kiedy miał już liczną rodzinę, przeniósł się do USA. (Jest jeszcze wiele innych relacji o cudownych zdarzeniach w życiu św. Charbela, ale najwięcej dokonało się już po jego śmierci).

Ojciec Charbel zmarł w Wigilię Bożego Narodzenia 1898 r., podczas nocnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Współbracia zakonni znaleźli go rano leżącego na posadzce kaplicy; widzieli, jak z tabernakulum promieniowało przedziwne światło, które otaczało ciało zmarłego. Był to dla nich oczywisty znak z nieba. Na dworze padał wówczas obfity śnieg i wiał mroźny wiatr. Wszystkie drogi do eremu zostały całkowicie zasypane, zatem nikt z klasztoru nie mógł zawiadomić mieszkańców okolicznych wiosek o śmierci świętego pustelnika. Stała się jednak rzecz niezwykła: otóż wszyscy okoliczni mieszkańcy otrzymali tego dnia wewnętrzne przekonanie o narodzeniu się o. Charbela dla nieba. Młodzi mężczyźni wyruszyli z łopatami, aby odgarnąć śnieg, by można było dotrzeć do eremu i przenieść ciało do klasztoru w Annai. „Straciliśmy błyszczącą gwiazdę, która swoją świętością ochraniała Zakon, Kościół i cały Liban” – napisał o. przeor. „Módlmy się, aby Bóg uczynił go naszym patronem, który będzie nas strzegł i prowadził przez ciemności ziemskiego życia”.

25 grudnia, w dzień Bożego Narodzenia, o. Charbel został pochowany we wspólnym zakonnym grobie. W pierwszą noc po pogrzebie zauważono nad miejscem pochówku zakonnika oślepiające, tajemnicze światło, widoczne w całej dolinie, które świeciło nieustannie przez 45 nocy od dnia pogrzebu. Fakt ten wywołał wielkie poruszenie w całej okolicy. Tysiące chrześcijan i muzułmanów przybywało do grobu, aby zobaczyć to osobliwe zjawisko. Niektórym z przybyłych udało się otworzyć grób i zabrać ze sobą jako relikwię kawałek ubrania czy kilka włosów z brody eremity. Patriarcha maronitów, poinformowany o tym, co się działo przy grobie pustelnika, ze względów bezpieczeństwa nakazał przeniesienie ciała do klasztoru. Grób o. Charbela został otwarty w obecności lekarza i innych urzędowych świadków. Była w nim woda z mułem, ale zwłoki świętego pustelnika pozostały nienaruszone. Po wyjęciu z grobu ciało poddano badaniom; stwierdzono, że nie miało ono najmniejszych śladów pośmiertnego rozkładu i wydzielało wspaniały zapach oraz płyn nieznanego pochodzenia (pewien rodzaj surowicy z krwią). Do dnia dzisiejszego płyn ten wypływa z ciała Świętego i jest znakiem Chrystusowej mocy uzdrawiania. Ciało o. Charbela zostało obmyte, ubrane w nowe szaty i włożone do otwartej trumny, która została złożona w klasztornym schowku, niedostępnym dla wiernych. Co dwa tygodnie zakonnicy musieli zmieniać szaty na ciele o. Charbela z powodu nieustannie wydzielającego się płynu.

Dopiero 24 lipca 1927 r. ciało eremity zostało włożone do metalowej trumny i przeniesione do marmurowego grobowca w kościele klasztornym. Ponieważ w 1950 r. z tego grobowca zaczął obficie wyciekać tajemniczy płyn, patriarcha Kościoła maronickiego wydał polecenie otwarcia grobu i ekshumacji zwłok. Dokonano tego w obecności komisji lekarskiej, przedstawicieli Kościoła oraz władz cywilnych. Oczom zebranych ukazał się niesamowity widok: ciało świętego pustelnika wyglądało tak, jak w chwili śmierci – było zachowane w idealnym stanie. Tajemniczy płyn nieustannie wydzielający się z ciała całkowicie skorodował metalową trumnę i przedziurawił marmur grobowca. Po obmyciu i ubraniu w nowe szaty zwłoki św. Charbela zostały przez kilka dni wystawione na widok publiczny, a później w nowej trumnie złożone do grobowca i zacementowane. Tego roku zanotowano w Annai rekordową liczbę cudownych uzdrowień i nawróceń. Klasztor w Annai stał się celem pielgrzymek nie tylko dla chrześcijan, ale także dla muzułmanów oraz przedstawicieli innych wyznań.

7 sierpnia 1952 r. nastąpiła ponowna ekshumacja zwłok o. Charbela w obecności patriarchy syryjskokatolickiego, biskupów, pięciu profesorów medycyny, ministra zdrowia i innych obserwatorów. Ciało świętego eremity było nienaruszone, ale zanurzone w tajemniczym płynie, który się nieustannie z niego wydobywał. Ponownie wystawiono je na widok publiczny od 7 do 25 sierpnia tego roku. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie się płynu ze zwłok, między, innymi usunięto z nich żołądek i jelita, ale wszystkie te zabiegi okazały się nieskuteczne. Ludzkie działania nie były w stanie powstrzymać Bożej mocy działającej w ciele świętego eremity.

Znany libański prof. medycyny Georgio Sciukrallah w ciągu 17 lat 34 razy szczegółowo badał ciało św. Charbela. Naukowiec tak podsumował swoje kilkunastoletnie analizy: „Ile razy badałem ciało Świętego, zawsze ze zdumieniem stwierdzałem, że było ono nienaruszone, giętkie, jakby było zaraz po śmierci. To, co szczególnie mnie zastanawiało, to płyn nieustannie wydzielający się z ciała. Podczas moich wielu wyjazdów konsultowałem się z profesorami medycyny w Bejrucie i w różnych miastach Europy, ale nikt z nich nie potrafił mi tego wyjaśnić. Jest to rzeczywiście zjawisko jedyne w całej historii. Gdyby ciało wydzielało tylko 3 gramy płynu dziennie – a w rzeczywistości wydzielało kilka razy więcej – to wtedy w ciągu 66 lat łączna jego waga wynosiłaby 72 kilo, czyli o wiele więcej aniżeli waga całego ciała. Z naukowego punktu widzenia jest to zjawisko niewytłumaczalne, gdyż w ciele człowieka znajduje się około 5 litrów krwi i innych płynów. Opierając się na dotychczasowych badaniach, doszedłem do przekonania, że ciało św. Charbela zachowuje się w stanie nienaruszonym, wydzielając tajemniczy płyn, dzięki interwencji samego Boga”.

W 1965 r. o. Charbel został beatyfikowany, a 9 października 1977 r. kanonizowany na placu św. Piotra w Rzymie przez Ojca św. Pawła VI. Nikt nie sfotografował św. Charbela ani nikt nie namalował za życia jego portretu. 8 maja 1950 r. wydarzyła się rzecz niezwykła: otóż kilku misjonarzy maronitów zrobiło sobie grupowe zdjęcie przed grobem świętego pustelnika. Po wywołaniu fotografii okazało się, że znalazła się na niej dodatkowa, tajemnicza postać mnicha. Dopiero starsi zakonnicy rozpoznali w niej o. Charbela. Od tej pory na podstawie tego właśnie zdjęcia maluje się portrety świętego pustelnika.

Święty Charbel przykładem swojego życia i nieustannym wstawiennictwem u Boga apeluje do nas, abyśmy codziennie, z odwagą i w sposób bezkompromisowy, zmierzali do szczęścia wiecznego w niebie. A prowadzi tam tylko jedna droga, na którą zaprasza nas Jezus: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je” (Mk 8, 34-35). Patrząc na przykład św. Charbela, nie bójmy się iść drogą umartwienia, zaparcia się siebie, śmierci dla grzechu, aby całkowicie jednoczyć się z Chrystusem – Źródłem Miłości – przez wytrwałą modlitwę, sakramenty pokuty i Eucharystii oraz ofiarną miłość bliźniego.
Ks. Mieczysław Piotrowski TChr
źródło: „Miłujcie się!” 2006

Podziel się z innymi:

HISTORIA KULTU PRASKIEGO DZIECIĄTKA JEZUS

Kto tylko po raz pierwszy wejdzie do dawnego kościoła Ojców Karmelitów bosych w Pradze, zaraz na wstępie bywa uderzony wytwornością ołtarza, na którym cudowna figurka Dzieciątka Jezus, pół metra wysoka, wśród mnóstwa świateł, bezustannie czcią wiernych jest otoczona.

Dzieciątko Jezus okryte jest bogatym, królewskim płaszczykiem, z koroną lśniącą od drogich kamieni na głowie; prawa rączka, podniesiona, błogosławi; lewa trzyma złotą kulę z krzyżem u góry. Oblicze Jego pełne łaskawości, słodyczy i majestatu.

Książeczka o cudownym Praskim Dzieciątku Jezus była ofiarowaną Ojcu Świętemu Leonowi XIII. Jego Świątobliwość przyjął ją z największą dobrocią, udzielając swego błogosławieństwa.

I.Początek nabożeństwa.

Dnia 8 listopada 1620 roku cesarz Ferdynand II odniósł nad wojskiem protestanckim zwycięstwo na Górze Białej. Hasłem wojsk cesarza Ferdynanda, idącego do boju, było: Maryja! Maryja! Do wzywania Imienia Najświętszej Panny zachęcał świątobliwy ojciec Dominik od Jezusa i Maryi, z Zakonu Karmelitów Bosych. Towarzyszył on armii katolickiej, przygotowywał żołnierzy na śmierć, gorliwie udzielał pomocy duchowej rażonym przez kule nieprzyjaciół, lub ciężko dotkniętym grasującą zarazą.

Ojciec, Dominik był uważany za anioła, zesłanego przez Opatrzność.
Na podziękowanie za zwycięstwo, które Matce Bożej zawdzięczano, wystawił Ferdynand II kilka klasztorów dla Zakonu Najświętszej Panny Maryi z Góry Karmelu. W roku 1624 stanął w Pradze klasztor pod nazwą: Najświętszej Panny Zwycięskiej.
Jak długo cesarz mieszkał w Pradze, sam zaopatrywał zakonników we wszystkie potrzeby. Karmelici jednak od bogatszego uposażenia, jakie im szczodrobliwość cesarska ofiarowywała, zawsze się wypraszali. Kiedy cesarz Ferdynand II opuścił Pragę, zgromadzenie doznało wielkiego niedostatku, zabrakło nawet chleba w refektarzu.
Opatrzność jednak czuwała nad swymi sługami.

Pewna, pobożna księżna Polixena Lobkowitz miała w posiadaniu figurkę Dzieciątka Jezus, którą otrzymała od swojej matki Marii Manriąuez de Sara, z domu księżniczki Pignatelli. Przywiozła ją z Hiszpanii i swej córce jako ślubny podarunek ofiarowała.
Księżna Polixena po stracie męża oddała się całkowicie pobożnemu życiu i dobroczynnym uczynkom.

Dowiedziawszy się o strapieniu Karmelitów bosych, przyszła sama do klasztoru z swoją ukochaną figurką i oddala ją Przełożonemu. „Mój Ojcze, -rzekła, – przynoszę Ci, co mam najdroższego, czcijcie to cudowne Dzieciątko Jezus, a od tej chwili nic waszemu Zgromadzeniu nie zabraknie”.
Dzieciątko Jezus, ubrane bogato przez księżnę, przyjęte było z wielką czcią i umieszczone w oratorium klasztoru. Zakonnicy codziennie przychodzili przedstawiać Dzieciątku Jezus nagłe klasztorne potrzeby.

Niedługo czekano na spełnienie przepowiedni księżnej Polixeny. Dzieciątko Jezus hojnie obsypało swoim błogosławieństwem ubogie Zgromadzenie.

Dobra doczesne i duchowne obficie napływały do klasztoru, tak długo, dopóki Boże Dziecię było wiernie czczone; ale, gdy zapał zaczął ustawać, natychmiast zamykał maleńki Król swoje serce i rękę, którą sypał hojnie dary.

Nowicjusze nade wszystko byli zagrzewani do wytrwałości przez Ojca Cyryla od Matki Bożej, najgorliwszego czciciela Najświętszego Dzieciątka Jezus.

Ten świątobliwy zakonnik, urodzony w Luxemburgu, wstąpił do zakonu, kapłanem już będąc, i najwięcej się przyczynił w swoim czasie do rozkrzewienia nabożeństwa do Dzieciątka Praskiego.

Przez to nabożeństwo otrzymał wiele łask: między innymi, był uwolniony od ciężkich utrapień duszy w noc Bożego Narodzenia w r. 1629.

II.Siedem lat opuszczenia.

Zaledwie dwa lata upłynęło, gdy znów wybuchła wojna w Czechach. Karmelici bosi wobec ustawicznych rozruchów, które spokój klasztorny mąciły, postanowili nowicjat przenieść z Pragi do Monachium w Bawarii. Ojciec Cyryl, zalany łzami, pożegnał z braćmi zakonnymi swe ukochane Dzieciątko.
Miasto wówczas było wciąż zagrożone przez protestantów. Zakonnicy przerażeni codziennie zanosili gorące prośby do Boga o nastanie pokoju.

Wtedy to Ojciec Cyryl przedstawił przełożonemu, że dawniej Dzieciątko Jezus było tak czczone w Zgromadzeniu, udzielało tyle łask i błogosławieństw, prosił więc o odszukanie Go i umieszczenie w chórze zakonnym. Jeśli będziemy cudowne Dzieciątko Jezus czcić jak dawniej, dodał, wróci nam spokój.

Ojciec Cyryl, po otrzymaniu od Przeora pozwolenia, rozpoczął poszukiwania. Na tym samym miejscu, gdzie nowicjusz przed dwoma laty tak lekkomyślnie figurkę zostawił, odnalazł ją, oczyścił jak najstaranniej, łzami oblał, a ustawiona w chórze, stała się na nowo przedmiotem gorącej czci zakonników. I o cudo!! Natychmiast nieprzyjaciel odstąpił od oblężenia Pragi, a klasztor Karmelitów zaopatrzony został obficie we wszystkie konieczne potrzeby.

Ojciec Cyryl, znajdując się jednego dnia przed swoim ukochanym Dzieciątkiem Jezus, usłyszał na modlitwie wyraźnie te słowa: Miejcie litość nade mną, a ja będę miał litość nad wami; oddajcie mi moje ręce, ą ja wam pokój zapewnię. Im więcej mnie czcić będziecie, tym więcej wam będę błogosławić„.

Pobożny zakonnik bierze natychmiast figurkę, przypatruje się jej, odsłania płaszczyk i sprawdza, że jest uszkodzona; bezbożnicy połamali rączki! Biegnie do Przeora i prosi, by pozwolił świętą figurkę naprawić. Mój bracie, odpowiedział Przeor, jesteśmy zanadto biednymi, ażebyśmy mogli ponosić taki wydatek, który zdaje mi się być zbytecznym”.

Ojciec Cyryl aczkolwiek zafrasował się, nie stracił jednak nadziei… Modlił się ciągle… W trzy dni po niepomyślnej odpowiedzi Przeora wezwano go do umierającego starca, a ten dla Dzieciątka Jezus ofiarował mu sto złotych.

Ale jak to zwykle bywa, radość i zawód są zawsze blisko siebie; Ojciec Przeor, zamiast figurkę oddać do naprawy, kupił inną, którą uważał za piękniejszą i bogatszą od dawniejszej.

Tego samego dnia, gdy została ustawiona, ciężki świecznik oderwał się od ściany i nową figurkę roztrzaskał na kawałeczki.

Przeor zaś popadł w chorobę, która mu nie pozwoliła dłużej sprawować swego urzędu. Jego następca gorąco zapragnął cudowną figurkę naprawić, ale jakże to uczynię, pomyślał, nie mając, za co?”.

I znowu Ojciec Cyryl nie przestawał modlić się wytrwale, kiedy jakaś osoba nieznajoma kazała go poprosić do zakrystii i złożyła mu hojną jałmużnę. Uradowany, powiedział sobie: Dziecię Jezus tym razem rączki swe otrzyma. Niestety! Klasztor był w długach, Ojciec Przeor na naprawę rączek ofiarował tylko pół złotego, za tę zaś cenę nikt nie chciał się tego podjąć.
Nowe utrapienia nawiedziły klasztor, nieprzyjaciel zniszczył część dobytku klasztornego. Zaraza wyludniała miasto, wielu zakonników wymarło i sam Przeor zachorował. Po uczynionym przyrzeczeniu rozszerzania czci Dzieciątka Jezus zdrowie odzyskał. Figurka jednakże nie była naprawiona, i Ojciec Cyryl często u stóp swojego maleńkiego Pana żalił się na to.

Jednego dnia usłyszał wyraźnie te słowa: Postaw mnie u wejścia waszej zakrystii, przyjdzie tu ktoś i ulituje się nade mną”.

Ojciec Cyryl natychmiast posłuchał.

Za chwilę jakiś nieznajomy pan wszedł do kościoła, zauważył figurkę i tymi słowy do Ojca Cyryla się odezwał: Ojcze, powierz mi to Dzieciątko Jezus, każę je swoim kosztem naprawić”. Ojciec Cyryl, wdzięczny za tę ofiarność swego dobroczyńcy, powierzył Dzieciątko, a w kilka dni figurka prześlicznie naprawioną została.

Od tej chwili Dzieciątko Jezus nie przestało być czczone w stolicy Czech i w okolicznych miastach.

Cześć gorliwie szerzona przez cały Karmel, rozeszła się szybko po całym świecie.

Liczne okazały się wszędzie cuda i łaski, świadczone Karmelowi i innym zakonom, krajom, rodzinom i pojedynczym osobom.

Podziel się z innymi:

ŚWIĘTY PIOTR Z ALKANTRY

ŚWIĘTY PIOTR Z ALKANTRY, PREZBITER

19 października

  

Święty Piotr z Alkantary  

Juan Garavito y Vilela de Sanabria urodził się w 1499 r. w Alkantarze na zachodzie Hiszpanii. Pochodził z arystokratycznej rodziny. Jego ojciec, Pedro Garavita, był gubernatorem; jego matka natomiast, María Vilela de Sanabria, była szlachcianką. Studiował gramatykę i filozofię w rodzinnym mieście, a następnie prawo na uniwersytecie w Salamance.
W 1515 r., mając zaledwie 16 lat, ukończył studia, wstąpił do zakonu Braci Mniejszych i przyjął imię Piotr. Sześć lat później został wysłany do Badajoz, gdzie właśnie ufundowano nowy klasztor. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1524 r. Wyróżniała go ogromna surowość życia. Był gwardianem klasztorów w Bajadoz i Plasencji, a wkrótce prowincjałem nad wszystkimi klasztorami franciszkanów obserwantów w Hiszpanii i Portugalii. Pełniąc ten urząd, dążył do przywrócenia surowych zasad w zakonie.
Podczas kapituły w Plasencji w 1540 r. zaprezentował Konstytucje dla członków ściślejszej obserwancji. Gdy spotkało się to z gwałtowną opozycją, zrezygnował z urzędu i udał się wraz z św. Janem z Avila do eremu w Górach Arrabida w Portugalii. Obaj dołączyli do przebywającego w odosobnieniu ojca Martina da Santa Maria. Bardzo szybko do eremitów franciszkańskich przyłączali się nowi naśladowcy. W ten sposób powstały niewielkie wspólnoty, z których ukonstytuowała się w roku 1560 prowincja franciszkańska ściślejszej obserwancji. Piotr został wybrany magistrem nowicjuszy i gwardianem klasztoru w Pallais.
W 1553 r. ojciec Piotr wrócił do Hiszpanii. Początkowo przebywał w odosobnieniu, a następnie odbył boso daleką podróż do Rzymu, gdzie w 1554 r. otrzymał pozwolenie papieża Juliusza II na zreformowanie życia zakonnego poprzez wprowadzenie pierwotnej reguły franciszkańskiej; na mocy tego pozwolenia mógł zakładać na Półwyspie Iberyjskim ubogie konwenty, które znalazły się pod jurysdykcją generała franciszkanów konwentualnych. W 1562 r. założona przez Piotra z Alkantary prowincja została podporządkowana generałowi obserwantów. Z czasem powstały kolejne dwie nowe kustodie: św. Jana Chrzciciela w Walencji oraz św. Szymona w Galicji.

Piotr założył klasztory w Perdosa, Plasencia i w innych miejscowościach. Zakonnicy z tej nowej, zreformowanej gałęzi, nazywani „alkantarystami”, dotrwali do unii braci mniejszych obserwantów, która miała miejsce w 1897 roku.
Ojciec Piotr przyjaźnił się ze św. Teresą z Avili, reformatorką zakonu karmelitańskiego. Przez pewien czas był jej spowiednikiem i kierownikiem duchowym. To właśnie on miał duży udział w odnowie tego zakonu. Po śmierci ukazał się tej świętej i powiedział: „O, szczęśliwa pokuto, która wyjednałaś mi łaskę chwały niebieskiej”.

Nawet król Jan III wybrał go na swojego spowiednika.
Bóg obdarzył św. Piotra cierpliwością, z której słynął w Hiszpanii. Miał też dar czynienia cudów (m.in. potrafił chodzić po wodzie), prorokowania oraz mistycznych ekstaz. Jego życie odznaczało się szczerym pragnieniem i praktyką życia w ubóstwie: spał cztery godziny na dobę w pozycji siedzącej, przez cały rok chodził boso i zachowywał ustawiczny post.
Był jednym z wielkich kaznodziejów i mistyków żyjących w Hiszpanii w XVI wieku. Pozostawił wiele pism, w których opisał także swoje przeżycia duchowe.
Zmarł 18 października 1562 r. w opinii świętości w infirmerii klasztoru franciszkańskiego w Arenas de San Pedro.
 Jego relikwie znajdują się w kościele ufundowanym przez hiszpańskiego króla. Relikwiarz, zawierający część szczątków św. Piotra z Alkantary, znajduje się w klasztorze franciszkanów św. Idziego i św. Bernardyna w Głubczycach.

Beatyfikował go papież Grzegorz XV w 1622 r., a kanonizował w 1669 r. papież Klemens IX. Dekretem Kongregacji ds. Kultu Bożego i dyscypliny Sakramentów z 1826 r.
Piotr z Alkantary ogłoszony został patronem Brazylii, a w 1962 r. – Estremadury. Jest również patronem diecezji Coria-Cáceres w Hiszpanii, a także polskiej prowincji Matki Bożej Anielskiej – ojców Franciszkanów Reformatów z Krakowa. Św. Piotra z Alkantary wzywa się podczas złośliwej gorączki. Jest też opiekunem straży nocnej z racji swego ciągłego czuwania.   

Święty Piotr z AlkantaryW ikonografii przedstawiany jest w brązowym habicie franciszkańskim, przepasanym białym sznurem – cingulum z trzema węzłami symbolizującymi śluby zakonne: posłuszeństwa, ubóstwa i czystości. Najczęściej obejmuje duży krzyż, który jest symbol umiłowania ducha pokuty i umartwienia, a także cierpliwości i wytrwania pomimo przeciwności losu. Według udokumentowanej tradycji, to właśnie św. Piotr z Alkantary wprowadził zwyczaj stawiania krzyży misyjnych w parafiach, które przeżywają lub odnawiają misje święte.
Ogromna rzeźba przedstawiająca świętego mistyka znajduje się we wnętrzu bazyliki św. Piotra w Watykanie wśród założycieli zakonów i zgromadzeń zakonnych. Jednym z piękniejszych przedstawień świętego jest obraz Giovanniego Battisty Pittoniego „Apoteoza św. Hieronima ze św. Piotrem z Alkantary”, przechowywany w National Galleries of Scotland. W wielu franciszkańskich klasztorach znajdują się przedstawienia świętego – obrazy, rzeźby i witraże.
(źródło: www.brewiarz.katolik.pl)

 

Podziel się z innymi:

ŚWIĘTY JACEK ODROWĄŻ

ŚWIĘTY JACEK ODROWĄŻ, PREZBITER

17 sierpnia

Święty Jacek urodził się w Kamieniu Śląskim, w ziemi opolskiej, na krótko przed 1200 rokiem.

Był synem szlacheckiego, możnego rodu Odrowążów, krewnym biskupa krakowskiego Iwona Odrowąża i jego następcy, Jana Prandoty, również Odrowąża. Pierwsze nauki Jacek pobierał zapewne w Krakowie w szkole katedralnej. Być może jego nauczycielem był bł. Wincenty Kadłubek, który w kapitule krakowskiej mógł wówczas sprawować godność kanonika scholastyka (1183-1206). Jacek zamieszkał wtedy u stryja Iwona. Po ukończeniu szkoły katedralnej otrzymał święcenia kapłańskie z rąk biskupa Pełki lub bł. Wincentego. W 1219 r. był już kanonikiem krakowskim – został mianowany nim przez stryja Iwona. Jest rzeczą prawdopodobną, że Iwo wysłał przedtem Jacka na studia teologiczne i prawa kanonicznego do Paryża i Bolonii. Sam wykształcony w Paryżu i w Vicenza chciał, by i jego bratanek zdobył wiedzę i nabrał europejskiej ogłady. Jednak o tym źródła milczą.
W 1215 r. biskup Iwo poznał się ze św. Dominikiem Guzmanem, przy okazji Soboru Laterańskiego. Iwo był tam wysłany jako kanclerz księcia Leszka Białego. Po raz drugi zetknął się ze św. Dominikiem być może w Rzymie, kiedy w roku 1216 stał na czele delegacji polskiej, która miała złożyć hołd (obediencję) nowemu papieżowi Grzegorzowi IX. Wtedy prawdopodobnie wyraził życzenie, aby św. Dominik przysłał także do Polski swoich duchowych synów. Na to zapewne otrzymał odpowiedź, aby przysłał z Polski kandydatów.

Kiedy więc Iwo został biskupem krakowskim (1218), udał się do Rzymu ze swymi kanonikami Jackiem i Czesławem. Zmarł wtedy arcybiskup gnieźnieński Henryk Kietlicz (+ 22 marca 1219) i papież mianował Iwona na jego miejsce. Iwo udał się do Rzymu, by prosić papieża Honoriusza III, by go zostawił na stolicy, w której rządził dopiero od roku. Po pomyślnym załatwieniu sprawy Iwo wrócił do Polski, a Jacek i Czesław pozostali w Rzymie u boku św. Dominika.

Nakaz nowicjatu wtedy jeszcze nie istniał. Obowiązuje on w zakonie św. Dominika dopiero od 1244 r. Dlatego po krótkim pobycie w centralnym klasztorze św. Sabiny Dominik mógł obu kandydatów obłóczyć w habit z myślą rychłego wysłania ich do Polski.

Bezpośrednią przyczyną decyzji wstąpienia do dominikanów Jacka i bł. Czesława miały być niezwykłe wydarzenia, których obaj mężowie byli świadkami.

W klasztorze św. Sabiny w Rzymie ujrzeli pewnego dnia św. Dominika w czasie Mszy świętej w ekstazie uniesionego w górę.

Tego właśnie dnia św. Dominik wskrzesił Napoleona, siostrzeńca kardynała Stefana, co głośnym echem odbiło się w Rzymie. Chociaż nowicjat wówczas nie obowiązywał jako konieczny, zapewne po obłóczynach, których dokonał sam św. Dominik, Jacek i Czesław odbyli półroczny okres próby, po którym złożyli śluby na ręce św. Dominika.

Jeszcze tego samego roku (1219) jesienią, św. Dominik wysłał obu Polaków do Bolonii. Szli pieszo o żebranym chlebie, jak to było wówczas w zakonie w zwyczaju, a nie konno, jak w czasie, gdy przybywali do Rzymu w orszaku biskupa Iwona. W Bolonii znajdował się wówczas główny i największy klasztor Zakonu Kaznodziejskiego. Pozostali tam rok, dokształcając się duchowo i umysłowo w obserwancji zakonu. Zdaniem niektórych pisarzy, dopiero teraz w roku 1220 lub nawet w 1221 Jacek i Czesław złożyli śluby, a nie w roku 1219. W maju 1221 r. w same Zielone Święta wzięli, być może, udział w kapitule generalnej Zakonu, na której utworzono pięć prowincji.

W roku 1221 św. Dominik lub jego pierwszy następca, bł. Jordan z Saksonii, wysłał grupę 4 braci do Polski. Prowincjałem ustanowił Pawła Węgra. Ponieważ ten musiał chwilowo zostać w Bolonii, na czele wyprawy ustanowił Jacka. Do Polski udali się więc pieszo Jacek, bł. Czesław, Herman i Henryk Morawianin. Jacek niósł ze sobą, jak to było w zwyczaju, odpis bulli papieskiej polecającej biskupom nowy zakon. Za nimi po pewnym czasie podążył Paweł Węgier.
Jacek po drodze zatrzymywał się z towarzyszami swymi po klasztorach i domach księży. W miasteczku Fryzak na pograniczu Styrii i Karyntii zatrzymali się na dłuższy czas u Kanoników Regularnych. Kilku członków tego zakonu wstąpiło do nowej rodziny zakonnej św. Dominika. Jacek zostawił więc we Fryzaku jednego z kapłanów i brata Hermana Niemca wraz z nowymi kandydatami, a sam udał się do Lorch koło Linzu w Austrii. Stąd podążył do Pragi Czeskiej. Biskup Pragi przyjął ich bardzo serdecznie i prosił, by tam zostali. Ponieważ nie było jeszcze konkretnych propozycji, Jacek udał się z towarzyszami dalej do Krakowa.

Podróż Jacka z towarzyszami z Bolonii do Krakowa trwała kilka miesięcy. To świadczy o tym, że Jacek nie miał jeszcze konkretnego planu działania. Św. Dominik polecił mu badać pod drodze możliwości pozyskiwania nowych członków i zakładanie nowych placówek. Jacek uczynił to najpierw we Fryzaku, a w kilka lat potem duchowi synowie św. Dominika założą również klasztor w Pradze i we Wrocławiu.

Jesienią 1221 r. (6 sierpnia tego roku zmarł św. Dominik, jego następcą został wybrany bł. Jordan Saski) Jacek z towarzyszami znalazł się w Krakowie. 1 listopada w Krakowie pierwszych synów św. Dominika uroczyście przyjął biskup Iwo.

Jacek z towarzyszami zamieszkali początkowo na Wawelu, na dworze biskupim. 25 marca 1222 r. było już gotowe skromne zabudowanie przy kościółku Świętej Trójcy. Tam też uroczyście przenieśli się dominikanie. Jacek natychmiast zabrał się do budowy klasztoru i kościoła. Już w zimie 1222 r. odbyła się konsekracja nowego kościoła. Poprzedni kościół był drewniany i zbyt mały. Całość była gotowa w roku 1227. Koszty poniósł w całości biskup Iwo. Konsekracji nowego kościoła dokonał legat papieski kardynał Grzegorz Krescencjusz. W 1227 r. biskup Iwo dokonał uroczyście aktu przekazania fundacji. Dokument aktu fundacji zachował się szczęśliwie po nasze czasy. Kiedy w dwa lata potem (1229) zmarł biskup Iwo w czasie swojej podróży do Włoch, dominikanie z wdzięczności sprowadzili jego ciało do Polski i umieścili je w swoim kościele w Krakowie. Biskup zażywał tak wielkiej czci, że oddawano mu cześć jako błogosławionemu aż po wydaniu dekretu przez papieża Urbana VIII (1634), który zabraniał oddawania czci osobom, które nie otrzymały oficjalnej aprobaty Stolicy Apostolskiej. Biskup Iwo darzył wielką czcią św. Dominika i sam zamierzał wstąpić do dominikanów krakowskich. Wystarał się nawet już o zgodę papieża Honoriusza III (+ 1227). Jednak na wieść o tym z Polski posypały się protesty i papież zezwolenie swoje wycofał. Zachowały się listy papieża z grudnia 1223 r., pisane do biskupa Wrocławia i do Kapituły Krakowskiej, w których papież wyjaśnia, dlaczego najpierw wyraził swoją zgodę, a teraz ją cofa.

W roku 1225 przeorem w Krakowie został mianowany Gerard. Prowincjałem polsko-węgierskim był wówczas po Pawle Węgrze Teodoryk. Być może Jacek w tym czasie był już na Pomorzu, gdzie w Gdańsku i w okolicy miasta rozwijał żywą działalność. Jeśli kapituła prowincji uchwaliła w 1226 r. założyć klasztory dominikańskie w Gdańsku i Kamieniu Pomorskim, mogło to być zasługą Jacka.

Zakon cieszył się niebywałym wzięciem. Garnęło się w jego szeregi wiele wybitnych jednostek. W bardzo krótkim czasie zaczęły się więc także mnożyć klasztory.

Już w 1226 r. powstała odrębna prowincja polska. Jej pierwszym przełożonym został były student uniwersytetu paryskiego, Gerard.

Na pierwszej kapitule prowincjalnej uchwalono wysłać dominikanów do Pragi, Wrocławia, Kamienia Pomorskiego, Gdańska i Sandomierza.

Do Pragi został wysłany bł. Czesław, który jeszcze w tym samym roku roku założył tam klasztor, a w roku 1230 – drugi w Iławie. W 1226 r. bł. Czesław założył konwent we Wrocławiu.

W 1228 roku Jacek został wybrany na kapitule prowincji delegatem na kapitułę generalną. Udał się w dalszą podróż w towarzystwie przeora konwentu sandomierskiego, Marcina i prowincjała, Gerarda. Kapituła odbyła się w Paryżu.Wybór Jacka na delegata prowincji świadczy, że cieszył się on wówczas wielkim autorytetem. Wtedy to wydzielono 6 klasztorów jako prowincję polską. Należały do niej domy w Krakowie, Gdańsku, Kamieniu Pomorskim, Sandomierzu, Pradze i we Wrocławiu. Liczba wszystkich dominikanów wynosiła ok. 50.
W latach 1233-1236 głową polskiej prowincji był bł. Czesław. Jacek w tym czasie zakładał placówki dominikańskie na Pomorzu. Polska prowincja zatwierdzona ostatecznie na kapitule generalnej w 1228 roku jako dwunasta z kolei przeżywała swój prawdziwy rozkwit. Na Pomorzu przyjął dominikanów życzliwie książę Świętopełk. Powstały konwenty w Gdańsku i w Kamieniu Pomorskim (po roku 1225), w Chełmie i w Płocku (1233), w Elblągu (1236), potem w Toruniu, a nawet w Rydze, Dorpacie i Królewcu.

Jacek ustanowił przełożonym nad klasztorami pomorskimi swojego ucznia, Benedykta, a nad klasztorami litewskimi – Wita. Obaj do dekretu Urbana VIII (1634) cieszyli się chwałą błogosławionych. Wierny jednak swoim założeniom ewangelizacji, zaraz po kapitule generalnej Jacek udał się na prawosławną Ruś, gdzie założył klasztor w samym Kijowie (po roku 1228). Musiała ta misja rokować wielkie nadzieje, skoro z tego czasu mamy aż pięć bulli papieskich. Jednak w 1233 r. książę kijowski podburzony przez prawosławnych kniaziów zlikwidował na pewien czas placówkę kijowską. Powodzeniem cieszyła się placówka dominikańska w księstwie suzdalskim pod Moskwą i w Haliczu, gdzie Jacek założył również konwent (1238). Według tradycji dominikańskiej, trzy lata wcześniej powstał ośrodek dominikański także w Przemyślu (1235).
Po Krakowie, Gdańsku i Kijowie przyszła kolej na Prusy. Systematyczną pracę nad nawróceniem Prusaków rozpoczęli już cystersi z Łekna od roku 1206. Ich trud misyjny wydawał pewne owoce. Z czasem jednak okazało się, że Prusacy są silniejsi. Konrad Mazowiecki sprowadził więc w 1226 r. do Polski Krzyżaków. Krzyżacy zaraz po przybyciu na Mazowsze zwrócili się do generała Zakonu Kaznodziejskiego, bł. Jordana, o kapłanów tak dla własnej obsługi, jak też dla prowadzenia misji.

Z polecenia generała dominikanie chętnie pospieszyli Krzyżakom z pomocą z klasztorów w Gdańsku, z Chełmna i z Płocka. W tej akcji misyjnej brał żywy udział Jacek, który nie mógł przewidzieć przewrotnych planów Krzyżaków, którzy zagarniali tereny oczyszczone z pogaństwa dla siebie. 2 października 1233 r. odbył się w Kwidzynie zjazd, w którym wzięli udział przywódcy krzyżaccy, Henryk Brodaty, Konrad Mazowiecki, arcybiskup gnieźnieński Pełka i bł. Czesław, jako ówczesny prowincjał polski. Był na tym zjeździe również Jacek. Omawiano na nim plan akcji nawrócenia Prus. Zaborcza polityka Krzyżaków prawdopodobnie zniechęciła Jacka do dalszego angażowania się w akcję misyjną w Prusach.
Jak wielki wpływ zdobyli dominikanie w tym czasie, świadczy to, że na cztery biskupstwa, założone na obszarze Prus w XIII w., trzy były w ręku dominikanów: biskupem Chełmna został były prowincjał polski, Henryk z Lipska (1245), diecezję pomezańską (Kwidzyn) otrzymał dominikanin Ernest (1249), a biskupem sambijskim (w Królewcu) został Theward (1251). Biskupem na Litwie w Wilnie został uczeń Jacka, Wit. Książę litewski Mendog przyjął chrzest i otrzymał z rąk papieża Innocentego IV koronę królewską (1253). W tym samym czasie książę ruski, Daniel, przystąpił do unii z Kościołem rzymskim i otrzymał z rąk tegoż papieża koronę (1253). Wcześniej, w 1248 r., zostali wyświęceni na biskupów inni uczniowie Jacka: Henryk dla Jadźwingów, Bernard dla Halicza i Gerard dla reszty Rusi. Były starania, aby w Łukowie utworzyć stałe biskupstwo dla nawracania pogańskich Jadźwingów. Wreszcie biskupem łotewskim został mianowany inny uczeń Jacka, Meinard. Wszyscy wymienieni biskupi cieszyli się chwałą błogosławionych.

Niestety, piękne dzieło na Rusi zniszczył najazd Tatarów. W 1241 r. padły ich ofiarą klasztory w Haliczu i Kijowie. Litwę źle usposobił przeciwko chrześcijaństwu zaborczy i bezwzględny zakon Krzyżaków, tak że odpadła wtedy od Kościoła. Podobnie stało się z Jadźwingami. Prusaków zaś Krzyżacy do tego stopnia zniszczyli, że pozostała po nich zaledwie nazwa.
Według listy cudów, jakie nam zostawił biograf Jacka – lektor dominikański o. Stanisław wynika, że od roku 1240 Jacek mieszkał już w konwencie krakowskim. Przyczyną zaprzestania tak rozległej i dynamicznej akcji mogła być niechęć prawosławnych książąt ruskich, najazd Tatarów na Ruś i zaborcza polityka Krzyżaków, którzy paraliżowali wszelkie misyjne wysiłki polskich dominikanów.Zachowały się dwa dokumenty z roku 1236 i 1238, które zawierają podpis Jacka. Przyznają one Krzyżakom przywileje odnośnie ziem pruskich. Jacek występuje w nich jako świadek. Dowodzi to, że piastował wtedy jakiś urząd, przez co jego podpis był konieczny. Jednak rychło Jacek zawiódł się na zakonie rycerskim. Jako prawy syn św. Dominika nie mógł zrozumieć, że można ideę misyjną tak dalece wypaczyć.

Lektor Stanisław podaje, że Jacek zmarł w Krakowie w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny 15 sierpnia 1257 r. po dłuższej chorobie. Być może, forsowne podróże misyjne, w ówczesnych warunkach bardzo prymitywne i męczące, zniszczyły jego organizm. W tym czasie liczba klasztorów dominikańskich dochodziła do 30, w tym liczba konwentów, czyli pełnych, kanonicznych klasztorów, dochodziła do 20: w Polsce, w Prusach i na Pomorzu było ich 12, w Czechach i na Morawach – 8, a 10 klasztorów – na Śląsku. Liczba zakonników była szacowana na 300-400. Prowincja czeska została wyłoniona z polskiej dopiero w roku 1311.

Jacek musiał swoim braciom zostawić wzór niezwykłej świętości i zakonnej obserwancji, skoro od samego początku jego grób był otoczony wielką czcią i otrzymywano przy nim niezwykłe łaski. W zapiskach konwentu krakowskiego z roku 1277 czytamy taki fragment: „W klasztorze krakowskim leży brat Jacek, mocen wskrzeszać zmarłych”. Rozpoczęto także starania o kanonizację, jak świadczy o tym fakt prowadzenia księgi cudów. Księga ta, prowadzona przy grobie Jacka w latach 1257-1290, przytacza ponad 35 niezwykłych wypadków. Jednak najazdy tatarskie, a potem wojny o tron krakowski i dalsze wypadki sprawiły, że dopiero w XV w. ponowiono starania w Rzymie. Ich skutkiem było, że papież Klemens VII w roku 1427 zezwolił na obchodzenie święta św. Jacka w prowincji polskiej.Intensywne dalsze starania poparte przez królów polskich Stefana Batorego i Zygmunta III dały rezultat.

17 kwietnia 1594 r. papież Klemens VIII zaliczył uroczyście Jacka w poczet świętych.

Jacek był siódmym z kolei dominikaninem wśród świętych, a piątym spośród Polaków wyniesionych na ołtarze.

Relikwie św. Jacka spoczywają w osobnej kaplicy w kościele Świętej Trójcy w Krakowie w okazałym grobowcu. Kiedy w roku 1612 została utworzona dominikańska prowincja ruska, otrzymała za patrona św. Jacka.

Św. Jacek jest otaczany czcią nie tylko w Polsce (zwłaszcza w Krakowie i na Śląsku), ale również w całej Europie, a także w obu Amerykach i Azji.

Jak głosi tradycja (źródła historyczne niewiele mówią o Jacku), Jacek Odrowąż nie przyjmował żadnych godności zakonnych. Skupił się na ważnych celach zakonu dominikańskiego na terenie Polski.

 

Jego życie było przepełnione czcią dla Matki Bożej. Legenda głosi, że kiedy musiał w czasie najazdu Tatarów na Kijów opuścić miasto, zabrał ze sobą Najświętszy Sakrament, aby go uchronić od zniewagi. Wtedy z wielkiej kamiennej figury miała odezwać się Matka Boża: „Jacku, zabierasz Syna, a zostawiasz Matkę?” „Jakże Cię mogę zabrać, Matko Boża, kiedy Twoja figura jest tak ciężka?” Jednak na polecenie z nieba, kiedy uchwycił figurę, miała okazać się bardzo lekką. W kościele dominikanów w Krakowie pokazują dużą statuę kamienną pod nazwą „Matki Bożej Jackowej”.

W ikonografii Święty przedstawiony jest w habicie dominikanina, z monstrancją w jednej ręce i figurą Matki Bożej w drugiej.

(źródło www.brewiarz.katolik.pl)

 
Podziel się z innymi:

ŚWIĘTA KLARA

ŚWIĘTA KLARA, DZIEWICA

11 sierpnia

 

Klara urodziła się w Asyżu w 1193 lub 1194 r. Była najstarszą z trzech córek pana Favarone z rycerskiego rodu Offreduccio i jego żony Ortolany.

Jej matka podczas ciąży, w trakcie modlitwy usłyszała słowa: „Nie bój się, gdyż to dziecko zabłyśnie swym życiem jaśniej niż słońce!” Pod wpływem tych słów nadała dziewczynce imię Klara (z języka łacińskiego clara – jasna, czysta, sławna).
Klara wzrastała w atmosferze miłości i pobożności.

Gdy miała 12 lat, w Asyżu zaczął swą działalność Jan Bernardone, przyszły św. Franciszek. Z czasem zaczął zdobywać ludzi, którzy poświęcali swe życie Bogu.

Klara często spotykała się z nim, by zrozumieć jego słowa. Rodzice, zamożni mieszczanie, daremnie dwa razy usiłowali wydać córkę za mąż. Klara poprosiła bowiem Franciszka, by zwrócił się z prośbą do biskupa Asyżu, aby mogła stać się siostrą Braci Mniejszych.

 

W Niedzielę Palmową 28 marca 1212 r. z całą rodziną poszła do Porcjunkuli. Po poświęceniu palm każdy odbierał palmę z rąk biskupa. Biskup Gwidon podszedł jednak sam do Klary i wręczył jej palmę – był to umówiony wcześniej znak zgody. Tej samej nocy dziewczyna wymknęła się z domu, by oddać życie Chrystusowi. Z rąk św. Franciszka otrzymała zgrzebny habit i welon zakonny. Po pewnym czasie przyłączyła się do niej jej siostra, bł. Agnieszka.

Odmówiła powrotu do domu swoim krewnym, którzy przyjechali, by ją do tego przekonać.

 

Franciszek wystawił siostrom mały klasztor przy kościółku św. Damiana. Pierwszą jego ksienią została Klara. Franciszek bardzo cieszył się z powstania tej rodziny żeńskiej. Kiedy bowiem bracia byli zajęci życiem apostolskim, klaryski miały dla nich stanowić zaplecze pokuty i modlitwy.

 

Zakon nosił nazwę Pań Ubogich, potem nazwano je II Zakonem, a popularnie klaryskami.

W 1215 roku Innocenty III nadał zakonowi Klary „przywilej ubóstwa”. Siostry nie mogły posiadać żadnej własności, a powinny utrzymywać się jedynie z pracy swoich rąk. Odtąd San Damiano stało się kolebką nowego Zakonu. Wstępowały do niego głównie córki szlacheckie, pozostawiając wszystko i wybierając skrajne ubóstwo.
Swoje żarliwe modlitwy Klara wspierała surowym życiem, częstymi postami i nocnymi czuwaniami. Dokonywała już za życia cudów – cudownie rozmnożyła chleb dla głodnych sióstr, uzdrawiała je, wyjednała im opiekę Jezusa.

 

Pod koniec życia doznała cudownej łaski; kiedy bowiem nadeszła noc Narodzenia Pańskiego, osłabiona i chora Klara pozostała na swym posłaniu. Otrzymała jednak łaskę widzenia i słyszenia Pasterki, odprawianej w pobliskim kościele przez Franciszka i jego braci.

Z tego też powodu św. Klara została patronką telewizji.

 

Po śmierci św. Franciszka cały trud utrzymania zakonu spadł na jej barki.
Klara w klasztorze św. Damiana żyła przez 42 lata.

 

Wyczerpujące posty, umartwienia i czuwania spowodowały, że 11 sierpnia 1253 r. umarła.

 

Następnego dnia odbył się jej uroczysty pogrzeb, któremu przewodniczył papież Innocenty IV. Jej ciało złożono w grobie, w którym przedtem spoczywało ciało św. Franciszka. Już dwa lata później Aleksander IV, po zebraniu koniecznych materiałów kanonizacyjnych, ogłosił ją świętą. Papież dokonał jej uroczystej kanonizacji w Anagni w 1255 roku.

Ikonografia najczęściej przedstawia św. Klarę z monstrancją w ręku. Podanie bowiem głosi, że w czasie najazdu Saracenów na Asyż Klara miała ich odstraszyć Najświętszym Sakramentem, który wyniosła z kościoła. Blask idący z Hostii miał jakoby porazić wroga i zmusić go do ucieczki. Legenda powstała zapewne na tle szczególnego nabożeństwa, jakie miała św. Klara do Eucharystii.

(źródło: www.brewiarz.katolik.pl)

Podziel się z innymi:

ŚWIĘTY CHARBEL MAKLOUF

Św. Charbel Makhlouf - libański mnich, którego pokochali Polacy. "Jest ogromne zainteresowanie"

Św. Charbel Makhlouf – libański mnich, którego pokochali Polacy. „Jest ogromne zainteresowanie” • swcharbel.webs.com

Jeszcze do niedawna mało kto w Polsce słyszał o Św. Charbelu Makhloufie. Tymczasem do jego grobu przybywa rocznie blisko 4 miliony pielgrzymów. Dlaczego? Bo to właśnie Św. Charbelowi przypisuje się aż 24 tys. uzdrowień i cudów. I choć dla nas jest to święty dość „egzotyczny”, w Polsce można już mówić o „efekcie Charbela”.

Śmierć z hostią w dłoni
Charbel urodził się 8 maja 1828 roku libańskim Bekaa-Kafra. Pochodził z bardzo religijnej rodziny, w związku z czym nikogo nie dziwiło, że wiele czasu poświęcał modlitwie. W wieku 23 lat sprzeciwił się woli najbliższych i wstąpił do maronickiego klasztoru. Prowadził ascetyczny tryb życia, stosował praktyki pokutne, posty i medytacje. 

Ojciec Charbel nie spędził jednak całego życia w klasztorze. Po kilkunastu latach za murami przeniósł się do górskiej pustelni, gdzie przebywał w odosobnieniu i modlitwie. Przeżycia duchowe wzbogacał pracą fizyczną, ograniczaniem jedzenia oraz noszoną u nogi włosiennicą. 16 grudnia 1898 roku ojciec Charbel dostał udaru w czasie odprawiania mszy. Stało się to, gdy Charbel trzymał w dłoni uniesioną hostię. Zmarł osiem dni później – w Wigilię. 

Mnich znany był z tego, że nie pozwalał się fotografować, a większość czasu spędzał w nasuniętym na twarz kapturze. Dlatego właśnie nie zachowała się ani jedna jego fotografia. Jednak przeszło pół wieku po śmierci Charbela, doszło do niezwykłego zdarzenia…

Tajemnicza fotografia
Do klasztoru w Annaya, gdzie znajduje się grób ojca Charbela, przybyła grupa pielgrzymów. Postanowili upamiętnić swoją wizytę wspólną fotografią. Po jej wywołaniu okazało się, że na pierwszym planie ukazała się postać, której nie było w trakcie robienia zdjęcia. Zakonnicy rozpoznali na nim swojego dawnego towarzysza – ojca Charbela. To właśnie ta fotografia (główne zdjęcie ilustrujące artykuł) stała się wzorem dla wszystkich kolejnych wizerunków świętego. 

Jeszcze za życia świętego miało dziać się wiele niesamowitych zdarzeń, dzięki którym niektórzy uznawali go za świętego. Najbardziej znanym jest jednak zdarzenie, które miało miejsce po śmierci duchownego.

Po pogrzebie ojca Charbela, nad jego grobem miała unosić się jasna poświata, która utrzymywała się przez 45 dni. Przyciągnęła ona licznych wiernych, którzy otwierali grób i zbierali relikwie. Zakonnicy zdecydowali się zatem przenieść ciało Charbela do klasztornej kaplicy. W 1950 roku okazało się, ze z drewnianej trumny wypływa niezidentyfikowana ciecz, ale ciało zachowało się w bardzo dobrym stanie. Od tamtej pory do świątyni przybywają pielgrzymi, którzy nasączają kawałki materiału płynem wydobywającym się z trumny. Przekazy mówią bowiem o jego cudownych właściwościach. 

Charbel Makhlouf

Święty Charbel Makhlouf urodzony w 1828r. jako piąte dziecko w ubogiej chłopskiej rodzinie na chrzcie święty otrzymał imię: Józef. Kiedy miał 3 lata zmarł mu ojciec, a matka z powodów ciężkiej sytuacji materialnej chcąc zapewnić swoim dzieciom godne warunki życia decyduje się na powtórne małżeństwo z uczciwym i pobożnym stałym diakonem Ibrahimem. W wieku 14 lat Józef odczuwa potrzebę pójścia do zakonu, którą realizuje 9 lat później udając się do nowicjatu w klasztorze w Maifug, po czym na początku drugiego roku nowicjatu przenosi się do klasztoru w miejscowości Annaya, składa śluby zakonne oraz obiera sobie imię zakonne Charbel. Swoje studia kończy w roku 1859r. przyjmując święcenia kapłańskie niedługo później w pierwszym roku posługi jest świadkiem okrutnej i bezlitosnej masakry przeszło 20 000 chrześcijan dokonanej przez muzułmanów i druzów. Oprawcy bez żadnych skrupuł mordowali chrześcijan zarówno dorosłych jak i dzieci, poprzez plądrowania i podpalenia niszczyli kościoły, zakony i domostwa. Setki wypłoszonych ludzi poszukiwało schronienia w klasztorze w Annai, w którym posługiwał Ojciec Charbel. Odznaczał się wrażliwością na ludzką krzywdę, którą realizował poprzez pomoc bezpośrednia jak również przez modlitwę, post, stosowanie surowych praktyk pokutnych jak również modląc się o Boże miłosierdzie dla prześladowców i prześladowanych.

Po 17 latach posługi w Annai, o. Charbel przenosi się do eremu św. Piotra i Pawła, aby poprzez modlitwę w szczególny sposób adorację Najświętszego Sakramentu, post i praktyki pokutne całkowicie zjednoczyć się z Chrystusem, stawać się narzędziem w rękach Boga. Owe praktyki przemieniły oblicze św. Charbela, jego twarz promieniowała spokojem i czystą miłością. Za życia bracia zakonni przypisali mu oznaki świętości. Spośród wielu cudów libańskiego zakonnika warto przypomnieć zdarzenie, kiedy to w 1885 r. pola rolników opanowała chmara szarańczy, która niszczyła uprawy i prowadziła do głodu wiele rodzin. Przełożony klasztoru po zapoznaniu się z klęską żywiołową niezwłocznie poprosił o. Charbela, aby udał się na pola zaatakowane przez szarańczę i tam by dokonał modłów, aby błogosławił i kropił wodą święconą. Ze wszystkich pól, które udało się zakonnikowi pobłogosławić, szarańcza zniknęła, a zbiory zostały uratowane.
Ojciec Charbel zmarł w 1898r. w Wigilię Bożego Narodzenia podczas nocnej adoracji Najświętszego Sakramentu, został pochowany następnego dnia we wspólnym zakonnym grobie. Już w pierwszą noc po pogrzebie zauważono nad miejscem pochówku zakonnika oślepiające światło, które świeciło przez następne 45 nocy. Patriarcha maronitów nakazał przeniesienie ciała do klasztoru, w którym w obecności świadków dokonano otwarcia trumny z ciałem Ojca Charbela. Po otwarciu zaobserwowano nietknięte ciało pustelnika otoczone płynem nieznanego pochodzenia, który z ciała zakonnika wydobywa się do dnia dzisiejszego. W 1927r. ciało zakonnika przeniesiono do marmurowego grobowca i zamknięto w metalowej trumnie. W 1950r. dokonano otwarcia owej trumny, ponieważ obficie zaczął wydobywać się z niej ów tajemniczy płyn. Ku zaskoczeniu lekarzy i świadków ciało świętego wyglądało tak, jak w chwili śmierci – było zachowane w idealnym stanie. Ciało św. Charbela zostało przez kilka dni wystawione na publiczny widok, a później włożone do trumny i zacementowane w nowym grobowcu, ponieważ poprzedni uległ erozji poprzez wydobywający się płyn. Po tych kilku dniach publicznego wystawienia zwłok zanotowano w Annai rekordową liczbę cudownych uzdrowień i nawróceń. Przełożony kościoła syryjokatolickiego doszedł do wniosku, iż te uzdrowienia dokonały się podczas publicznego wystawienia zwłok pustelnika w związku z tym zarządził w 1952 r. powtórne otwarcie trumny z ciałem owego świętego. Po wykonaniu owej czynności powtórnie zaobserwowano zwłoki w nienaruszonym stanie, z których wydobywał się tajemniczy płyn. Aby zahamować wydobywanie się płynu zalecono usunięcie żołądka i jelit – czynność nie przyniosła zakładanych rezultatów. Znany libański prof. medycyny Georgio Sciukrallah w ciągu 17 lat 34 razy szczegółowo badał ciało św. Charbela. Naukowiec tak podsumował swoje kilkunastoletnie analizy: „Ile razy badałem ciało Świętego, zawsze ze zdumieniem stwierdzałem, że było ono nienaruszone, giętkie, jakby było zaraz po śmierci. To, co szczególnie mnie zastanawiało, to płyn nieustannie wydzielający się z ciała. Podczas moich wielu wyjazdów konsultowałem się z profesorami medycyny w Bejrucie i w różnych miastach Europy, ale nikt z nich nie potrafił mi tego wyjaśnić. Jest to rzeczywiście zjawisko jedyne w całej historii. Gdyby ciało wydzielało tylko 3 gramy płynu dziennie – a w rzeczywistości wydzielało kilka razy więcej – to wtedy w ciągu 66 lat łączna jego waga wynosiłaby 72 kilo, czyli o wiele więcej aniżeli waga całego ciała. Z naukowego punktu widzenia jest to zjawisko niewytłumaczalne, gdyż w ciele człowieka znajduje się około 5 litrów krwi i innych płynów. Opierając się na dotychczasowych badaniach, doszedłem do przekonania, że ciało św. Charbela zachowuje się w stanie nienaruszonym, wydzielając tajemniczy płyn, dzięki interwencji samego Boga”.
W 1965 r. o. Charbel został beatyfikowany, a 9 października 1977 r. kanonizowany na placu św. Piotra w Rzymie przez Ojca św. Pawła VI. Nikt nie sfotografował św. Charbela ani nikt nie namalował za życia jego portretu. 8 maja 1950 r. wydarzyła się niezwykła historia: otóż kilku misjonarzy maronitów postanowiło wykonać sobie grupowe zdjęcie przed grobem świętego pustelnika. Po wywołaniu fotografii okazało się, że znalazła się na niej dodatkowa postać mnicha. Po ukazaniu zdjęcia starszym mnichom rozpoznali oni na niej Ojca Charbela. Od tej pory na podstawie tego właśnie zdjęcia maluje się portrety świętego pustelnika.

Podziel się z innymi: