Ostatnie tygodnie

Kochani,

Od kilku lat w pracy październik i listopad (a przede mną jeszcze grudzień, styczeń i luty, potem już trochę lżej, chyba że pojawi się nowy specjalny projekt :-)) są bardzo mocno zapracowane, jak to na uczelni wyższej. Z tego powodu notek było niewiele, a 2 osoby, które w listopadzie dołączyły do Różańcowych Róż wciąż czekają na opublikowanie swoich imion.

Zdrowie zwyczajnie popsute :-). Pomimo lekarstw, zastrzyków, regularnych wizyt u lekarza, badań wciąż silne bóle dają o sobie znać. Zaczynam się już przyzwyczajać, że godzina – pół godziny bez bólu, jest wielkim darem z Wysoka. Oczywiście znoszę wszystko z uśmiechem i radośnie ( w sercu) o ile i ono akurat nie zaboli, widać jeszcze nie czas na wyzdrowienie. Cierpliwie poczekam …. O takim drobiazgu jak przeziębienie, które trwa już ponad miesiąc nawet nie wspomnę. 

Komputer ledwo ledwo działa. Mam nadzieję po Nowym Roku na zakup nowego sprzętu, wtedy będzie znacznie lżej.

Duchowo wyglądam już Adwentu …….

 

 

Podziel się z innymi:

Kolejne życzenia z szablonu

… pomyślał Piotr, spoglądając obudzonym okiem na wibrującego smartfona. Przez paschalne święta już mu się nieco znudziły te rytualne wyrazy życzliwości. „Jakiś spóźnialski, albo kolejny oryginał, który po świętach życzy, aby trwały w codzienności. Dobrze, że ząb czasu już pożarł wirtualne baranki śpiewające dziecięcym głosem «Szalom»”. Dla nie pierwszej młodości apostoła to było już za wiele.

Ciekawość wygrała. Pogłaskał smartfona, wyćwiczonym ruchem kreśląc znak Zorra. „Od Maryśki, spać nie może” – zauważył zgryźliwie. Tak zawsze na nią mówił, gdy był w złym humorze. Imię Magdalena zostawiał na lepsze okazje. Smartfon za okazałą czułość odwdzięczył mu się wyświetleniem zdjęcia w rozdzielczości „Full HD”. Kojarzył to miejsce w ogrodzie, po ciemku wyglądało nieco inaczej. To było tam, grób, który Józef – choć jeszcze tego nie wiedział – tylko pożyczył na weekend.
„Pusty?!” – pustym wzrokiem czytał wiadomość.
„Ale o co chodzi?!” – próbował rozszyfrować zagadkę.
„Zwariowała!” – krzyknął już bez znaku zapytania.
„Jak nie zobaczę, nie uwierzę” – złożył w myśli swój ślub uroczysty.

– Gorzej jak dziecko – krzyknął Jan wpadający do środka. – Zostaw już tę zabawkę i chodź. Jest afera: mówią, że grób jest pusty.
„A jednak komórka w trumnie to niegłupi pomysł” – głupio pomyślał zaskoczony nagłym wtargnięciem przyjaciela.

Chciał schować telefon. Sięgnął po etui – „workiem na jabłka” go nazywał. Mimochodem jego wzrok padł na nadgryziony owoc. Widział go już tysiące razy, niespecjalnie nawet zwracając uwagę. Tym razem był jakby inny, ktoś go trzymał na dłoni. Wyraźnie widział także drzewo, ba! cały ogród, Adama praojca, no i węża obrzydliwego. „Jak oni mogli się z nim wdać w dyskusję, normalny człowiek ucieka ze wstrętem. Tylko kłopotów przez to narobili.” W tej chwili kolejne myśli jak fale Jeziora Genezaret przetaczały się przez jego głowę. Słyszał głos Jezusa, który tłumaczył im pisma Starego Przymierza, które odnosiły się do Niego. Wtedy nie rozumiał. Ale teraz już wie, dostrzegł głębię, i to bynajmniej nie jeziora. „Drzewo…, drzewo krzyża…, drzewo życia…” – mówił nam przecież o tym. „A więc to prawda, On to wszystko przewidział!”
– Pośpiesz się, musimy to sprawdzić – z zadumy znów wyrwał go głos Jana.
„Eh, ci młodzi, więcej myślenia, mniej biegania…” – pomyślał.
– Jasiu, nie gorączkuj się tak, skoro grób jest pusty, to znaczy, że JEZUS ZMARTWYCHWSTAŁ! Pokazać ci zdjęcie od Madzi?

(ks. Przemek – Duszpasterstwo przedsiębiorców)

Podziel się z innymi:

O JEZUITACH Z PRZYMRUŻENIEM OKA

Skąd się biorą jezuici?

 

Krzysztof Mądel SJ

 

Utarła się opinia, że jezuici powstali na fali kontrreformacji w celu przezwyciężenia protestantyzmu, jednak opinia ta nie do końca jest prawdziwa. Jej zwolennicy chętnie powołują się na historyczne przykłady i tłumaczą, że na podobnej zasadzie fundowano kiedyś zakony żebracze dla przezwyciężenia herezji albigensów, z tą wszakże różnicą, że zakony żebracze rzeczywiście albigensów pokonały, a tymczasem protestanci nadal mają się dobrze. Otóż opinia ta nie jest prawdziwa. Po pierwsze, nie jest prawdziwa dlatego, że celem istnienia jezuitów – jak czytamy w jezuickich Konstytucjach – jest „pomnażanie chwały Bożej oraz pomaganie duszom”. Po wtóre, jezuici nie mogli powstać w tym samym celu co dominikanie lub franciszkanie, bo gdyby tak było, to dominikanów i franciszkanów już dawno by nie było, a tymczasem jedni i drudzy są i mają się dobrze. Tak więc najprawdopodobniej jezuici powstali właśnie po to, żeby inni mieli się dobrze – jeśli nie wszyscy, to przynajmniej papieże, biskupi, duchowieństwo i świeccy, szkoły, uniwersytety i laboratoria, misje ludowe i domy rekolekcyjne, wydawnictwa i inne media, a wreszcie bezrobotni, biedni i uchodźcy, bowiem wszędzie tam od czterech wieków pracują jezuici i jak dotąd nie narzekają na brak pracy.

 

Założyciem jezuitów był święty Ignacy Loyola (1491-1556), szlachetnie urodzony Bask, rycerz skromnej postury, lecz wielkiego ducha, znany w całym Kościele dzięki Ćwiczeniom duchownym oraz żarliwemu zawołaniu: „Magis!” (łac. „więcej”), określającemu miarę chwały Bożej, a niekiedy błędnie kojarzonemu z osobami trzech magów, którzy jako pierwsi (obok aniołów i pasterzy) zjawili się w towarzystwie Jezusowym, zawstydzając tym samym mieszkańców Betlejem.

 

Ignacy Loyola wywarł ogromy wpływ na duchowe losy chrześcijaństwa oraz na duchowość samych jezuitów. Skąd biorą się najbardziej charakterystyczne cechy tej duchowości? Otóż, biorą się one w równej mierze z Ćwiczeń duchowych, co ze zmartwień. Ponieważ wszyscy jezuici odprawiają co roku ośmiodniowe rekolekcje ignacjańskie podług metody zawartej w książeczce Ćwiczeń duchowych św. Ignacego Loyoli, dlatego słusznie należy sądzić, że właśnie stąd biorą się charakterystyczne rysy duchowości jezuitów. Inne, mniej charakterystyczne rysy biorą się skądinąd. I to właśnie jest przyczyną naszych zmartwień. Na szczęście nie będzie to przedmiotem naszych dalszych rozważań.

 

Sami jezuici chętnie dzielą się swoją duchowością z każdym, aczkolwiek nie do tego stopnia, iżby chcieli tworzyć żeńską mutację swego zakonu, czego, jak wiadomo, żadnemu innemu zakonowi nie udało się uniknąć na dłuższą metę…Powołanie żeńskiej gałęzi jezuitów jest zresztą niemożliwe ze względów językowych: żeńska forma słowa „jezuita” drażniłaby ucho w każdym języku. Ponadto przykład tego towarzystwa, które wszyscy pamiętamy ze stajenki betlejemskiej, jasno pokazuje, iż „pokój na ziemi ludziom dobrej woli” jest możliwy tylko wtedy, gdy towarzyszy mu chwała Bogu „na wysokościach” (in excelsis), a więc tam, gdzie wszystkie formy rodzaju żeńskiego, także te żywe, czują się najlepiej. Innymi słowy, kiedy dzisiaj tak często mówi się o tym, że przyszłość należy do kobiet, to ci, którzy tak mówią, najprawdopodobniej nie mówią o przyszłości jezuitów, lecz o chwale Bożej lub – co nie wykluczone – o końcu świata.

 

Sam Ignacy Loyola w swej młodości był człowiekiem umiarkowanie pobożnym, a to w tym sensie, że jego umiarkowanemu zamiłowaniu do różańca towarzyszyło nieco mniej umiarkowane zamiłowanie do tańca, a to z kolei ustępowało jeszcze mniej umiarkowanemu zamiłowaniu do pojedynków. Ignacy był ponadto człowiekiem głęboko przenikniętym pobożnością maryjną. Razu pewnego omal nie pomścił krwawo anty-maryjnych wypowiedzi pewnego muzułmanina. Na szczęście decyzję o podjęciu zemsty w ostatniej chwili pozostawił mułowi, którego natenczas był dosiadał (rzecz miała miejsce w czasie podróży). Wspomniane zwierzę będąc z natury istotą religijnie indyferentną nie ruszyło w pogoń za islamskim bluźniercą, ale wybrało inną, trudniejszą marszrutę, pozostawiając tym samym przy życiu nie tylko rzeczonego muzułmanina, ale i potrzebę dialogu ekumenicznego – tak niesłychanie dziś żywą. Kiedy później Ignacy został generałem jezuitów, stosował wobec swoich podwładnych metody podobne do tych, których wcześniej użył wobec muła. I tak na przykład niektóre paragrafy Konstytucji zakonnych zakończył genialną klauzulą: „…o ile miejscowy przełożony nie uzna za stosowne postąpić inaczej”. Innymi słowy, wbrew obiegowym opiniom Ignacy był człowiekiem otwartym i zdolnym do podjęcia dialogu z każdym, co zresztą zjednało mu wielu przyjaciół, także pośród muzułmanów. Jeśli zaś idzie o muły, to pogląd, iż mogłyby one z powodzeniem zastąpić niektórych przełożonych, wydaje się mocno przesadzony…

 

Jezuici, jak wiadomo, wybijają się najbardziej w posłuszeństwie, zwłaszcza w posłuszeństwie okazywanym papieżowi. Natomiast braki w tym posłuszeństwie, o czym nie wszyscy wiedzą, dosłownie wybijają jezuitów. Sami jezuici milczą na ten temat, co słusznie uchodzi za akt przyznania się do winy. A propos posłuszeństwa: znane jest powiedzenie Ignacego, w myśl którego jezuita winien uznać za czarne to, co Kościół nazywa czarnym, nawet jeśli z wyglądu jest to coś białego, oraz że jezuita powinien być posłuszny „jak laska w ręku ślepca”, albo „jak trup w rękach tych, co go niosą”. Otóż nieprawdą jest jakoby jezuici słabo rozróżniali kolory, zwłaszcza wtedy, kiedy mają być posłuszni, lub też jakoby większego posłuszeństwa należało spodziewać się po jezuitach ślepych, chodzących o lasce, bądź też zgoła martwych. Prawdą jest natomiast, że w zakonie najbardziej ceni się ten rodzaj posłuszeństwa, który najwięcej przyczynia się do pomnożenia chwały Bożej. Ignacy nazywał ten rodzaj posłuszeństwa „posłuszeństwem rozumu”. Polega ono na tym, że przełożeni nakazują swoim podwładnym robić to, na czym ich podwładni najlepiej się znają. W sytuacji przeciwnej, tzn. wtedy, gdy przełożeni nakazują podwładnym robić to, na czym najlepiej znają się sami przełożeni, mamy do czynienia z tzw. „posłuszeństwem woli”. Ten rodzaj posłuszeństwa nie jest tak doskonały jak pierwszy, ale właśnie on – jak twierdzą przełożeni – „czyni cuda”, dlatego jest wśród jezuitów bardzo popularny. Dzięki posłuszeństwu woli jezuici mogą z łatwością wykonywać to, na czym w ogóle się nie znają, a nawet sprawiać wrażenie jakby byli do tego świetnie przygotowani.

 

Jezuici zawsze mieli wielu przyjaciół. Do najbardziej wypróbowanych przyjaciół jezuitów należą dominikanie. Przyjaźń ta datuje się od chwili, kiedy to hiszpańscy dominikanie zaprosili Ignacego na obiad, a następnie wtrącili go do lochu Inkwizycji. Jezuici chętnie puszczają w niepamięć cały ten incydent, aczkolwiek po dziś dzień jadają u dominikanów z duszą na ramieniu (oczywiście, wyjątek stanowią świetne summy św. Tomasza z Akwinu, który prawdopodobnie tylko dlatego nie wstąpił do jezuitów, że nie uprawiał tomizmu). Jezuici zaprzyjaźnieni są także z franciszkanami. Ci dla odmiany nie tylko wyrzucili Ignacego z Ziemi Świętej, ale także przy pierwszej lepszej okazji skasowali zakon jezuitów (o tym za chwilę). Równie żywe więzy przyjaźni łączą jezuitów z innymi zakonami, z licznym gronem biskupów, kardynałów oraz papieży. Ostatni z tych afektów jest w zakonie szczególnie mocno odczuwany, a nadto szczęśliwym zrządzeniem Opatrzności jest serdecznie odwzajemniany. I tak, gdyby papież Klemens XIV (franciszkanin) nie skasował był Towarzystwa Jezusowego w pamiętnym roku 1773, to zapewne nie poczułby się gorzej i nie pomarł był on sam w roku następnym, nie doczekawszy wskrzeszenia jezuitów w Rosji (1801), w Królestwie Obojga Sycylii (1804), w Ameryce, Anglii i Irlandii (1813), i w całym Kościele powszechnym, którego dokonał jego pobożny sukcesor, papież Pius VII (benedyktyn), w pamiętnym roku 1814.

 

Jezuici mają też swoich wrogów. Należała do nich m.in. caryca Katarzyna II, która nigdy nie pozwoliła na kasatę jezuitów na swoich ziemiach, oraz inni monarchowie niekatoliccy, którzy, jak Fryderyk II, szczerze pragnęli postąpić podobnie. Wrogami jezuitów były także nieokrzesane ludy wszystkich kontynentów (głównie Europy), które nie tylko uchroniły jezuitów przed marazmem apostolskim, ale także dostarczyły im świetnych i licznych męczenników.

 

Poświęćmy jeszcze kilka słów przysłowiowej jezuickiej obłudzie. Obłuda polega na tym, że co innego się myśli, a co innego robi. Otóż w samym zakonie, o dziwo, nikt nigdy nie słyszał o obłudzie, a przecież misje jezuickie sięgają najodleglejszych zakątków świata. Wśród jezuitów chętnie mówi się natomiast o roztropności. Roztropność polega na tym, że im więcej się myśli, tym mniej niepotrzebnej roboty się wykonuje. Jezuici bardzo cenią sobie cnotę roztropności. Bardzo możliwe, że to właśnie z tego powodu nikt dokładnie nie wie co jezuici robią, ani co myślą.

 

Umiłowanie roztropności przysparza jezuitom pewnych kłopotów na gruncie teoretycznym. Zarzuca się im mianowicie, że nie stworzyli żadnej oryginalnej szkoły filozoficznej. Grecja miała swojego Platona i Arystotelesa, Rzymianie rozwijali stoicyzm, późny antyk zrodził Augustyna, dominikanie dali tomizm, franciszkanie – woluntaryzm, protestanci – kantyzm, anglikanie – empirycyzm, Amerykanie – pragmatyzm, Francuzi – kartezjanizm, Chiny – konfucjonizm, Niemcy – heglizm, Żydzi – hermeneutykę. A co stworzyli jezuici? Jezuici odpowiadają zgodnie z prawdą, że nie tworzą nowych systemów filozoficznych, ponieważ nauczają wyłącznie tego, jak rzeczy mają się naprawdę. A ponieważ to wyjaśnienie nie wszystkich przekonuje, jezuici podejrzewają, że największym filozofem był jezuita Suárez, który ponad wszelką wątpliwość ustalił, że nieodparta chęć osiągnięcia unii hipostatycznej nawet aniołów może doprowadzić do zguby.

 

Wybitne osiągnięcia i ugruntowane cnoty nigdy nie stłumiły w jezuitach ducha zdrowego krytycyzmu. Jezuicki krytycyzm jest tak wyostrzony, że z powodzeniem mógłby posłużyć tonącemu zamiast brzytwy. Krytycyzm jezuicki, podobnie jak jezuicka roztropność, to pojęcia, które na dobre weszły do potocznego języka. Miejmy zatem nadzieję, że kiedyś znowu wrócą do jezuitów.

Podziel się z innymi:

NIE TACY STRASZNI – Z UŚMIECHEM O JEZUITACH

Dziś mamy jezuickie święto, uroczystość Założyciela Towarzystwa Jezusowego.

 (SJ -skrót Towarzystwo Jezusowe, jezuita) 

Żeby nie było zbyt poważnie, poniżej kilka dowcipów o jezuitach wybranych z książeczki „Nie tacy straszni…. czyli dowcipy o jezuitach i nie tylko”. Wydawnictwo Rhetos 2006, zebrał i opracowal Krzysztof Ołdakowski SJ.

 

*

Chłopak zainteresowany zakonem, pyta pewnego jezuitę:

– Czy to prawda, że wy jezuici odpowiadacie zawsze pytaniem na pytanie?

– A kto ci synu takich głupstw naopowiadał?

 

*

– Co oznaczają literki SJ, pisane po imieniu i nazwisku?

– Soft Jobs, co się tłumaczy – lekkie, delikatne prace.

 

*

Nawet papież nie wie trzech rzeczy:

– ile jest zakonów żeńskich na świecie

– na czym polega franciszkańskie ubóstwo

– co myślą jezuici.

 

*

Pewien jezuita zaangażowany w zmagania o sprawiedliwość społeczną znalazł się w więzieniu. Doniesiono o tym bolesnym fakcie prowincjałowi. Przejęty przełożony zareagował spontanicznie:

– Teraz będzie przynajmniej wiadomo gdzie go szukać.

 

*

– Co robi dziesięciu jezuitów zebranych wokół wspólnego stołu?

– Formułuje piętnaście różnych opinii.

 

*

Pewnego razu do lekarza okulisty przychodzi zakłopotany chorobą oczu jezuita. Po wnikliwych badaniach doktor pyta:

– Jak to się stało, że Ojciec nabawił się tak poważnej wady wzroku?

– To proste, panie doktorze. Mija 10 lat, jak zmuszam się, aby zobaczyć wolę Bożą w decyzjach swojego przełożonego.

 

*

Franciszkanin skarżył się jezuicie, że przełożony nie chce pozwolić mu palić fajki podczas porannej modlitwy.

– A nikotyna – mówił syn świętego Franciszka – uspakaja mnie i stymuluje działalność komórek nerwowych.

Jezuita odpowiedział mu, że widocznie nie umiał odpowiednio sformułować prośby i dlatego nie otrzymał pozwolenia.

– Ja – powiedział syn świętego Ignacego – takie pozwolenie mam!

– A w jaki sposób udało ci się je uzyskać?

– Widzisz, ty prosiłeś o palenie w czasie modlitwy. Ja natomiast zapytałem „ Czy paląc fajkę mogę się modlić?”

Przełożony odpowiedział mi:

– Oczywiście, przecież każdą naszą czynność powinniśmy uświęcać przez modlitwę.

 

*

Franciszkanin, benedyktyn i dominikanin spierali się do którego z zakonów należy Pan Bóg. W końcu postanowili napisać do Najwyższego, prosząc Go, aby zechciał ostatecznie rozstrzygnąć ten problem. W odpowiedzi otrzymali list następującej treści:

„Drodzy synowi, zakończcie prowadzenie tych bezużytecznych sporów, pozbawionych wszelkich podstaw. Bądźcie szczęśliwi i radośni.”

Podpisano: „Ojciec Niebieski SJ”.

 

*

Na egzaminie z etyki profesor pyta jezuickiego kleryka:

– Co to jest oszustwo?

– Oszustwem będzie – odpowiada kleryk – jeśli nie zdam egzaminu.

– A to dlaczego? – pyta zdziwiony profesor.

– Oszustwa bowiem dopuszcza się ten, kto wykorzystuje nieświadomość drugiej osoby ze szkodą dla niej.

 

*

Jezuita – misjonarz zgubił się w dżungli. Nagle widzi naprzeciw siebie tygrysa i przerażony modli się:

– Jezu, natchnij to zwierzę jakimś chrześcijańskim uczuciem!

Tygrys zbliża się i czyniąc znak krzyża, mruczy:

– Pobłogosław, Panie Boże ten posiłek, który z Twojej łaskawości będę spożywał.

 

*

Pewnego zimowego dnia w Betlejem mały Jezus spał sobie smacznie w żłóbku. Obudziwszy się otworzył oczy. Spojrzał w prawo – a tam osioł. Spojrzał w lewo – a tam wół. Westchnął Pan Jezus i pomyslał:

– Oto i całe moje Tworzystwo Jezusowe.

 

*

– Co to jest raj?

– To jest miejsce, w którym kaznodzieją jest dominikanin, ojcem duchowym jezuita, a liturgistą benedyktyn.

– A co to jest piekło?

– Piekło to miejsce, w którym kaznodzieją jest benedyktyn, ojcem duchowym dominikanin, a liturgistą jezuita…

 

*

Umarł pewien jezuita i poszedł bezpośrednio do raju. Tam ogromnie się zdziwiono jego przybyciem, zwłaszcza że nie spędził ani jednego dnia w czyśćcu. Święty Piotr zapytał:

– Ojcze, czy jesteś pewien swojego przeznaczenia, czy na twojej karcie nie napisano przypadkiem: czyściec?

Jezuita odpowiada:

– Bądź spokojny święty Piotrze, przez wiele lat byłem webmasterem w mojej prowincji, a więc z nawiązką odpokutowałem swoje grzechy.

 

*

 

Trzej kapłani spotkali się, aby wymienić swoje doświadczenia na temat podziału niedzielnej zbiórki na tacę. Pierwszy zabrał głos franciszkanin:

– Ja rysuję linię i podrzucam po kolei pieniążki w górę. To co spadnie na prawo od linii jest dla mnie, a co na lewo jest dla Pana Boga.

Dominiknin nieco inaczej rozwiązywał ten problem:

– Rysuję okrąg i podrzucam pieniążki. To co wpadnie do środka jest dla mnie, a co na zewnątrz jest dla Pana Boga.

Na co jezuita:

– Ja oddaję Panu Bogu wszystko. Podrzucam pieniążki w górę i co Pan Bóg złapie, jest dla Niego, a co spadnie jest dla mnie.

 

*

Dominikanin, franciszkanin, benedyktyn i jezuita płynęli łodką. Nagle pojawiło się wokół nich stado rekinów. Jeden z nich uderzył w łódź, a ta zaczęla tonąć.

Dominikanin zaczął nauczać rekiny o znaczeniu przykazania miłości bliźniego, ale jeden z nich natychmiast wychylił się z wody i pożarł go.

Franciszkanin zawołał donośnym głosem:

– Dziękujemy Ci Panie za naszego brata rekina.

W tym momencie został schwytany i schrupany przez potężną bestię.

Benedyktyn usiłował uspokoić wygłodniałe ryby śpiewem, ale szybko podzielił los współbraci.

Jezuita nie wiedział co robić. Trzymał się ostatkiem sił tonącej łódki. Rekiny jednak wyłowiły go i bezpiecznie zaniosły na brzeg.

– Dlaczego mnie nie pożarłyście? – wyjąkał przerażony.

– Aaaaaa, solidarność zawodowa – odpowiedziały.

Podziel się z innymi:

NIE TACY STRASZNI – Z UŚMIECHEM O JEZUITACH

Dziś mamy jezuickie święto, uroczystość Założyciela Towarzystwa Jezusowego.

 (SJ -skrót Towarzystwo Jezusowe, jezuita) 

Żeby nie było zbyt poważnie, poniżej kilka dowcipów o jezuitach wybranych z książeczki „Nie tacy straszni…. czyli dowcipy o jezuitach i nie tylko”. Wydawnictwo Rhetos 2006, zebrał i opracowal Krzysztof Ołdakowski SJ.

 

*

Chłopak zainteresowany zakonem, pyta pewnego jezuitę:

– Czy to prawda, że wy jezuici odpowiadacie zawsze pytaniem na pytanie?

– A kto ci synu takich głupstw naopowiadał?

 

*

– Co oznaczają literki SJ, pisane po imieniu i nazwisku?

– Soft Jobs, co się tłumaczy – lekkie, delikatne prace.

 

*

Nawet papież nie wie trzech rzeczy:

– ile jest zakonów żeńskich na świecie

– na czym polega franciszkańskie ubóstwo

– co myślą jezuici.

 

*

Pewien jezuita zaangażowany w zmagania o sprawiedliwość społeczną znalazł się w więzieniu. Doniesiono o tym bolesnym fakcie prowincjałowi. Przejęty przełożony zareagował spontanicznie:

– Teraz będzie przynajmniej wiadomo gdzie go szukać.

 

*

– Co robi dziesięciu jezuitów zebranych wokół wspólnego stołu?

– Formułuje piętnaście różnych opinii.

 

*

Pewnego razu do lekarza okulisty przychodzi zakłopotany chorobą oczu jezuita. Po wnikliwych badaniach doktor pyta:

– Jak to się stało, że Ojciec nabawił się tak poważnej wady wzroku?

– To proste, panie doktorze. Mija 10 lat, jak zmuszam się, aby zobaczyć wolę Bożą w decyzjach swojego przełożonego.

 

*

Franciszkanin skarżył się jezuicie, że przełożony nie chce pozwolić mu palić fajki podczas porannej modlitwy.

– A nikotyna – mówił syn świętego Franciszka – uspakaja mnie i stymuluje działalność komórek nerwowych.

Jezuita odpowiedział mu, że widocznie nie umiał odpowiednio sformułować prośby i dlatego nie otrzymał pozwolenia.

– Ja – powiedział syn świętego Ignacego – takie pozwolenie mam!

– A w jaki sposób udało ci się je uzyskać?

– Widzisz, ty prosiłeś o palenie w czasie modlitwy. Ja natomiast zapytałem „ Czy paląc fajkę mogę się modlić?”

Przełożony odpowiedział mi:

– Oczywiście, przecież każdą naszą czynność powinniśmy uświęcać przez modlitwę.

 

*

Franciszkanin, benedyktyn i dominikanin spierali się do którego z zakonów należy Pan Bóg. W końcu postanowili napisać do Najwyższego, prosząc Go, aby zechciał ostatecznie rozstrzygnąć ten problem. W odpowiedzi otrzymali list następującej treści:

„Drodzy synowi, zakończcie prowadzenie tych bezużytecznych sporów, pozbawionych wszelkich podstaw. Bądźcie szczęśliwi i radośni.”

Podpisano: „Ojciec Niebieski SJ”.

 

*

Na egzaminie z etyki profesor pyta jezuickiego kleryka:

– Co to jest oszustwo?

– Oszustwem będzie – odpowiada kleryk – jeśli nie zdam egzaminu.

– A to dlaczego? – pyta zdziwiony profesor.

– Oszustwa bowiem dopuszcza się ten, kto wykorzystuje nieświadomość drugiej osoby ze szkodą dla niej.

 

*

Jezuita – misjonarz zgubił się w dżungli. Nagle widzi naprzeciw siebie tygrysa i przerażony modli się:

– Jezu, natchnij to zwierzę jakimś chrześcijańskim uczuciem!

Tygrys zbliża się i czyniąc znak krzyża, mruczy:

– Pobłogosław, Panie Boże ten posiłek, który z Twojej łaskawości będę spożywał.

 

*

Pewnego zimowego dnia w Betlejem mały Jezus spał sobie smacznie w żłóbku. Obudziwszy się otworzył oczy. Spojrzał w prawo – a tam osioł. Spojrzał w lewo – a tam wół. Westchnął Pan Jezus i pomyslał:

– Oto i całe moje Tworzystwo Jezusowe.

 

*

– Co to jest raj?

– To jest miejsce, w którym kaznodzieją jest dominikanin, ojcem duchowym jezuita, a liturgistą benedyktyn.

– A co to jest piekło?

– Piekło to miejsce, w którym kaznodzieją jest benedyktyn, ojcem duchowym dominikanin, a liturgistą jezuita…

 

*

Umarł pewien jezuita i poszedł bezpośrednio do raju. Tam ogromnie się zdziwiono jego przybyciem, zwłaszcza że nie spędził ani jednego dnia w czyśćcu. Święty Piotr zapytał:

– Ojcze, czy jesteś pewien swojego przeznaczenia, czy na twojej karcie nie napisano przypadkiem: czyściec?

Jezuita odpowiada:

– Bądź spokojny święty Piotrze, przez wiele lat byłem webmasterem w mojej prowincji, a więc z nawiązką odpokutowałem swoje grzechy.

 

*

 

Trzej kapłani spotkali się, aby wymienić swoje doświadczenia na temat podziału niedzielnej zbiórki na tacę. Pierwszy zabrał głos franciszkanin:

– Ja rysuję linię i podrzucam po kolei pieniążki w górę. To co spadnie na prawo od linii jest dla mnie, a co na lewo jest dla Pana Boga.

Dominiknin nieco inaczej rozwiązywał ten problem:

– Rysuję okrąg i podrzucam pieniążki. To co wpadnie do środka jest dla mnie, a co na zewnątrz jest dla Pana Boga.

Na co jezuita:

– Ja oddaję Panu Bogu wszystko. Podrzucam pieniążki w górę i co Pan Bóg złapie, jest dla Niego, a co spadnie jest dla mnie.

 

*

Dominikanin, franciszkanin, benedyktyn i jezuita płynęli łodką. Nagle pojawiło się wokół nich stado rekinów. Jeden z nich uderzył w łódź, a ta zaczęla tonąć.

Dominikanin zaczął nauczać rekiny o znaczeniu przykazania miłości bliźniego, ale jeden z nich natychmiast wychylił się z wody i pożarł go.

Franciszkanin zawołał donośnym głosem:

– Dziękujemy Ci Panie za naszego brata rekina.

W tym momencie został schwytany i schrupany przez potężną bestię.

Benedyktyn usiłował uspokoić wygłodniałe ryby śpiewem, ale szybko podzielił los współbraci.

Jezuita nie wiedział co robić. Trzymał się ostatkiem sił tonącej łódki. Rekiny jednak wyłowiły go i bezpiecznie zaniosły na brzeg.

– Dlaczego mnie nie pożarłyście? – wyjąkał przerażony.

– Aaaaaa, solidarność zawodowa – odpowiedziały.

Podziel się z innymi:

SIEDEM DOWODÓW WYŻSZOŚCI KOBIETY NAD MĘŻCZYZNĄ

Siedem dowodów wyższości kobiety nad mężczyzną

Cztery dowody biblijne

1. Z porządku stworzenia

Pan Bóg stwarzając świat materialny dokonywał swego dzieła etapami, od bezładnej materii przechodząc stopniowo aż do coraz wyższych form stworzenia. To jest główna przesłanka dowodu. Reszta dowodu aż do konkluzji jest oczywista. Mądrej głowie dość po słowie.

2. Z wymagań materiału

Aby stworzyć mężczyznę Pan Bóg mógł się posłużyć materiałem stosunkowo prymitywnym, zwykłą gliną. Aby stworzyć kobietę konieczny był materiał bardziej uszlachetniony.

3. Ze sposobu zachowania się w sytuacji wymagającej refleksji

W rozmowie z szatanem Ewa wykazała się bystrością intelektu i wyraźnie zastanawiała się nad konsekwencjami swoich działań. Adam natomiast usłyszał od niej polecenie: „Zjedz to” i bez dyskusji zjadł.

4. Z wymiaru kary

(a) To stworzenie, które ma więcej oleju w głowie większą ponosi odpowiedzialność i cięższą otrzymuje karę. Ewa została podporządkowana Adamowi, co dla stworzenia inteligentnego jest oczywiście upokarzające.

(b) Ta kara równocześnie dowodzi, że stan podporządkowania kobiety mężczyźnie jest przykrym skutkiem grzechu pierworodnego. Jak to było na początku tego nie wiemy, choć sądząc po zachowaniu Adama (patrz dowód nr 3) można by się domyślać, że sprawy miały się zdecydowanie inaczej.

Dwa dowody filozoficzno-psychologiczne

5. Z wyglądu zewnętrznego

Człowiek zajmuje pozycję pośrednią pomiędzy zwierzętami i aniołami. Kto bardziej przypomina anioła, mężczyzna, czy kobieta? Sądzę, że tu sprawa jest całkiem jasna.

6. Z intuicji

Św. Tomasz w Sumie teologicznej przyznaje, że kobiety maja intuicje bardziej rozwiniętą, a przez to bardziej przypominają (również i pod względem intelektualnym) aniołów.

Jeden dowód teologiczny

7. Z pokory Pana Jezusa

Pan Jezus, chcąc się maksymalnie uniżyć, przybrał postać mężczyzny.

Możliwy jest jeszcze dowód mariologiczny, ale czy ja muszę wszystko sam wymyślać. Niech inni też się pomęczą.

 

Autor: ojciec profesor zwyczajny Piotr Lenartowicz SJ

Podziel się z innymi:

NIE TACY STRASZNI – Z UŚMIECHEM O JEZUITACH

Dziś mamy jezuickie święto, uroczystość Załozyciela Towarzystwa Jezusowego.

 

Żeby nie było zbyt poważnie, poniżej kilka dowcipów o jezuitach wybranych z książeczki „Nie tacy straszni…. czyli dowcipy o jezuitach i nie tylko”. Wydawnictwo Rhetos 2006, zebrał i opracowal Krzysztof Ołdakowski SJ.

 

*

Chłopak zainteresowany zakonem, pyta pewnego jezuitę:

– Czy to prawda, że wy jezuici odpowiadacie zawsze pytaniem na pytanie?

– A kto ci synu takich głupstw naopowiadał?

 

*

– Co oznaczają literki SJ, pisane po imieniu i nazwisku?

– Soft Jobs, co się tłumaczy – lekkie, delikatne prace.

 

*

Nawet papież nie wie trzech rzeczy:

– ile jest zakonów żeńskich na świecie

– na czym polega franciszkańskei ubóstwo

– co myślą jezuici.

 

*

Pewien jezuita zaangażowany w zmagania o sprawiedliwość społeczną znalazł się w więzieniu. Doniesiono o tym bolesnym fakcie prowincjałowi. Przejęty przełożony zareagowal spontanicznie:

– Teraz będzie przynajmniej wiadomo gdzie go szukać.

 

*

– Co robi dziesięciu jezuitów zebranych wokół wspólnego stołu?

– Formułuje piętnaście różnych opinii.

 

*

Pewnego razu do lekarza okulisty przychodzi zakłopotany chorobą oczu jezuita. Po wnikliwych badaniach doktor pyta:

– Jak to się stało, że Ojciec nabawił się tak poważnej wady wzroku?

– To proste, panie doktorze. Mija 10 lat, jak zmuszam się, aby zobaczyć wolę Bożą w decyzjach swojego przełożonego.

 

*

Franciszkanin skarżył się jezuicie, że przełożony nie chce pozwolić mu palić fajki podczas porannej modlitwy.

– A nikotyna – mówił syn świętego Franciszka – uspakaja mnie i stymuluje dzialalność komórek nerwowych.

Jezuita odpowiedzial mu, że widocznie nie umiał odpowiednio sformułować prośby i dlatego nie otrzymał pozwolenia.

– Ja – powiedział syn świętego Ignacego – takie pozwolenie mam!

– A w jaki sposób udało ci się je uzyskać?

– Widzisz, ty prosiłeś o palenie w czasie modlitwy. Ja natomiast zapytałem ” Czy paląc fajkę mogę się modlić?”

Przełożony odpowiedział mi:

– Oczywiście, przecież każdą naszą czynność powinniśmy uświęcać przez modlitwę.

 

*

Franciszkanin, benedyktyn i dominikanin spierali się do którego z zakonów należy Pan Bóg. W końcu postanowili napisać do Najwyższego, prosząc Go, aby zechciał ostatecznie rozstrzygnąć ten problem. W odpowiedzi otrzymali list następującej treści:

„Drodzy synowi, zakończcie prowadzenie tych bezużytecznych sporów, pozbawionych wszelkich podstaw. Bądźcie szczęśliwi i radośni.”

Podpisano: „Ojciec Niebieski SJ”.

 

*

Na egzaminie z etyki profesor pyta jezuickiego kleryka:

– Co to jest oszustwo?

– Oszustwem będzie – odpowiada kleryk – jeśli nie zdam egzaminu.

– A to dlaczego? – pyta zdziwiony profesor.

– Oszustwa bowiem dopuszcza się ten, kto wykorzystuje nieświadomość drugiej osoby ze szkodą dla niej.

 

*

Jezuita – misjonarz zgubił się w dżungli. Nagle widzi naprzeciw siebie tygrysa i przerażony modli się:

– Jezu, natchnij to zwierzę jakimś chrześcijańskim uczuciem!

Tygrys zbliża się i czyniąc znak krzyża, mruczy:

– Pobłogosław, Panie Boże ten posiłek, który z Twojej łaskawości będę spożywał.

 

*

Pewnego zimowego dnia w Betlejem mały Jezus spał sobie smacznie w żłóbku. Obudziwszy się otworzył oczy. Spojrzał w prawo – a tam osioł. Spojrzał w lewo – a tam wół. Westchnął Pan Jezus i pomyslał:

– Oto i całe moje Tworzystwo Jezusowe.

 

*

– Co to jest raj?

– To jest miejsce, w którym kaznodzieją jest dominikanin, ojcem duchowym jezuita, a liturgistą benedyktyn.

– A co to jest piekło?

– Piekło to miejsce, w którym kaznodzieją jest benedyktyn, ojcem duchowym dominikanin, a liturgistą jezuita…

 

*

Umarł pewien jezuita i poszedł bezpośrednio do raju. Tam ogromnie się zdziwiono jego przybyciem, zwłaszcza że nie spędził ani jednego dnia w czyśćcu. Święty Piotr zapytał:

– Ojcze, czy jesteś pewien swojego przeznaczenia, czy na twojej karcie nie napisano przypadkiem: czyściec?

Jezuita odpowiada:

– Bądź spokojny święty Piotrze, przez wiele lat byłem webmasterem w mojej prowincji, a więc z nawiązką odpokutowałem swoje grzechy.

 

*

 

Trzej kapłani spotkali się, aby wymienić swoje doświadczenia na temat podziału niedzielnej zbiórki na tacę. Pierwszy zabrał głos franciszkanin:

– Ja rysuję linię i podrzucam po kolei pieniążki w górę. To co spadnie na prawo od linii jest dla mnie, a co na lewo jest dla Pana Boga.

Dominiknin nieco inaczej rozwiązywał ten problem:

– Rysuję okrąg i podrzucam pieniążki. To co wpadnie do środka jest dla mnie, a co na zewnątrz jest dla Pana Boga.

Na co jezuita:

– Ja oddaję Panu Bogu wszystko. Podrzucam pieniążki w górę i co Pan Bóg złapie, jest dla Niego, a co spadnie jest dla mnie.

 

*

Dominikanin, franciszkanin, benedyktyn i jezuita płynęli łodką. Nagle pojawiło się wokół nich stado rekinów. Jeden z nich uderzył w łódź, a ta zaczęla tonąć.

Dominikanin zaczął nauczać rekiny o znaczeniu przykazania miłości bliźniego, ale jeden z nich natychmiast wychylił się z wody i pożarł go.

Franciszkanin zawołał donośnym głosem:

– Dziękujemy Ci Panie za naszego brata rekina.

W tym momencie został schwytany i schrupany przez potężną bestię.

Benedyktyn usiłowal uspokoić wygłodniałe ryby śpiewem, ale szybko podzielił los wspólbraci.

Jezuita nie wiedział co robić. Trzymał się ostatkiem sił tonącej łódki. Rekiny jednak wyłowiły go i bezpiecznie zaniosły na brzeg.

– Dlaczego mnie nie pożarłyście? – wyjąkał przerażony.

– Aaaaaa, solidarność zawodowa – odpowiedziały.

Podziel się z innymi:

PIEŚNI DLA RÓŻNYCH PRĘDKOŚCI JAZDY

Wykaz pieśni, które należy śpiewać podczas jazdy samochodem, gdy rozwija się następujące prędkości:

80 km/godz.-  Pobłogosław Jezu drogi … 

90 km/godz.-  To szczęśliwy dzień …

100 km/godz.- Cóż Ci, Jezu, damy …

110 km/godz.- Ojcze, Ty kochasz mnie … 

120 km/godz.- Liczę na Ciebie, Ojcze …

130 km/godz.- Panie, przebacz nam …

140 km/godz.- Zbliżam się w pokorze …

150 km/godz.- Być bliżej Ciebie chcę …

160 km/godz.- Pan Jezus już się zbliża …

170 km/godz.- U drzwi Twoich stoję, Panie … 

180 km/godz.- Jezus jest tu …

200 km/godz.- Witam Cię Ojcze … 

220 km/godz.- Anielski orszak niech Twą duszę przyjmie … 

 

UWAGA !

ŚWIĘTY KRZYSZTOF jest z tobą,

tylko do prędkości 120 km / godzinę

Przy większych prędkościach,  swoje miejsce oddaje ŚWIĘTEMU PIOTROWI !

Podziel się z innymi:

SIEDEM DOWODÓW WYŻSZOŚCI KOBIETY NAD MĘŻCZYZNĄ

Siedem dowodów wyższości kobiety nad mężczyzną

 

Cztery dowody bibline

 

1. Z porządku stworzenia

 

Pan Bóg stwarzając świat materialny dokonywał swego dzieła etapami, od bezładnej materii przechodząc stopniowo aż do coraz wyższych form stworzenia. To jest główna przesłanka dowodu. Reszta dowodu aż do konkluzji jest oczywista. Mądrej głowie dość po słowie.

 

2. Z wymagań materiału

 

Aby stworzyć mężczyznę Pan Bóg mógł się posłużyć materiałem stosunkowo prymitywnym, zwykłą gliną. Aby stworzyć kobietę konieczny był materiał bardziej uszlachetniony.

 

3. Ze sposobu zachowania się w sytuacji wymagającej refleksji

 

W rozmowie z szatanem Ewa wykazała się bystrością intelektu i wyraźnie zastanawiała się nad konsekwencjami swoich działań. Adam natomiast usłyszał od niej polecenie: „Zjedz to” i bez dyskusji zjadł.

 

4. Z wymiaru kary

 

(a) To stworzenie, które ma więcej oleju w głowie większą ponosi odpowiedzialność i cięższą otrzymuje karę. Ewa została podporządkowana Adamowi, co dla stworzenia inteligentnego jest oczywiście upokarzające.

 

(b) Ta kara równocześnie dowodzi, że stan podporządkowania kobiety mężczyźnie jest przykrym skutkiem grzechu pierworodnego. Jak to było na początku tego nie wiemy, choć sądząc po zachowaniu Adama (patrz dowód nr 3) można by się domyślać, że sprawy miały się zdecydowanie inaczej.

 

Dwa dowody filozoficzno-psychologiczne

 

5. Z wyglądu zewnętrznego

 

Człowiek zajmuje pozycję pośrednią pomiędzy zwierzętami i aniołami. Kto bardziej przypomina anioła, mężczyzna, czy kobieta? Sądzę, że tu sprawa jest całkiem jasna.

 

6. Z intuicji

 

Św. Tomasz w Sumie teologicznej przyznaje, że kobiety maja intuicje bardziej rozwiniętą, a przez to bardziej przypominają (również i pod względem intelektualnym) aniołów.

 

Jeden dowód teologiczny

 

7. Z pokory Pana Jezusa

 

Pan Jezus, chcąc się maksymalnie uniżyć, przybrał postać mężczyzny.

 

Możliwy jest jeszcze dowód mariologiczny, ale czy ja muszę wszystko sam wymyślać. Niech inni też się pomęczą.”

 

Autor: ojciec profesor zwyczajny Piotr Lenartowicz SJ

Podziel się z innymi:

Jazda samochodem i pieśni dla różnych prędkości jazdy

Wykaz pieśni, które należy śpiewać podczas jazdy samochodem, gdy rozwija się następujące prędkości:

80 km/godz.-  Pobłogosław Jezu drogi … 

90 km/godz.-  To szczęśliwy dzień …

100 km/godz.- Cóż Ci, Jezu, damy …

110 km/godz.- Ojcze, Ty kochasz mnie … 

120 km/godz.- Liczę na Ciebie, Ojcze …

130 km/godz.- Panie, przebacz nam …

140 km/godz.- Zbliżam się w pokorze …

150 km/godz.- Być bliżej Ciebie chcę …

160 km/godz.- Pan Jezus już się zbliża …

170 km/godz.- U drzwi Twoich stoję, Panie … 

180 km/godz.- Jezus jest tu …

200 km/godz.- Witam Cię Ojcze … 

220 km/godz.- Anielski orszak niech Twą duszę przyjmie … 

 

UWAGA !

ŚWIĘTY KRZYSZTOF jest z tobą,

tylko do prędkości 120 km / godzinę

Przy większych prędkościach,  swoje miejsce oddaje ŚWIĘTEMU PIOTROWI !

Podziel się z innymi: