Ostatnie tygodnie

Kochani,

Od kilku lat w pracy październik i listopad (a przede mną jeszcze grudzień, styczeń i luty, potem już trochę lżej, chyba że pojawi się nowy specjalny projekt :-)) są bardzo mocno zapracowane, jak to na uczelni wyższej. Z tego powodu notek było niewiele, a 2 osoby, które w listopadzie dołączyły do Różańcowych Róż wciąż czekają na opublikowanie swoich imion.

Zdrowie zwyczajnie popsute :-). Pomimo lekarstw, zastrzyków, regularnych wizyt u lekarza, badań wciąż silne bóle dają o sobie znać. Zaczynam się już przyzwyczajać, że godzina – pół godziny bez bólu, jest wielkim darem z Wysoka. Oczywiście znoszę wszystko z uśmiechem i radośnie ( w sercu) o ile i ono akurat nie zaboli, widać jeszcze nie czas na wyzdrowienie. Cierpliwie poczekam …. O takim drobiazgu jak przeziębienie, które trwa już ponad miesiąc nawet nie wspomnę. 

Komputer ledwo ledwo działa. Mam nadzieję po Nowym Roku na zakup nowego sprzętu, wtedy będzie znacznie lżej.

Duchowo wyglądam już Adwentu …….

 

 

Podziel się z innymi:

O zdrowiu słów kilka

Ponownie coś nowego się popsuło w moim organizmie. Trwa diagnostyka, żeby można zacząć leczyć kolejną, tym razem mocno dokuczającą uciążliwość. Mam niemal ciągłe bardzo silne zawroty głowy i wzrok też jakby mocno osłabł. Poruszanie się i chodzenie mocno utrudnione, stanie ledwo ledwo, siedzenie nie najlepiej. Widzenie nieostro, jak za mgłą. Lekarka twierdzi, że w każdej chwili grozi mi udar. Trochę mnie przestraszyła, ale wszystkie troski złożyłam na Pana. Pozostałe utrapienia w niezmiennej normie. Pan nad nimi i nad moim wychodzeniem z domu i powrotami mocno czuwa. Tylko blog trochę kuleje, za co was serdecznie przepraszam. Postaram się dać z siebie więcej.

Podziel się z innymi:

PAMIĘĆ W EUCHARYSTII

Przekazuję wszystkim czytelnikom bloga pozdrowienia i owoce modlitwy z dwóch Eucharystii z 16 i 17 maja br. którym przewodniczył ks. kardynał Kazimierz Nycz. 

16 maja o 18.00 w Sanktuarium Narodowym św. Andrzeja Boboli, patrona Polski męczennika, jezuity w rocznicę dnia jego męczeńskiej śmierci sprawowana była dziękczynna Eucharystia za 450 lat od przybycia pierwszych jezuitów do Polski i 200 lecia restauracji zakonu. Przez wstawiennictwo św. Andrzeja przekazywałam wszystkie blogowe intencje prosząc naszego Pana aby pochylił się nad nimi i je spełnił, jeśli są z zgodne z wolą Bożą i pożytkiem dla dusz.

17 maja o 10.00 w Karmelu Ducha Świętego i św. Józefa na Warszawskiej Woli miałam zaszczyt uczestniczyć w uroczystości Jubileuszu 25 -lecia Profesji Zakonnej Matki Marii Ancilii od Ducha Świętego, karmelitanki bosej. Jednym z koncelebransów uroczystej Eucharystii dziękczynnej był nasz opiekun duchowy ks. Grzegorz. Przekazałam księdzu serdeczności od was wszystkich, kochani.

Niezależnie od wszystkich kolejnych uroczystości, gdy dusza nieustannie raduje się w Panu i uwielbia Go za ogrom łask jakie na nią sprowadza, to ciało nie nadąża i poprzez coraz silniejsze dolegliwości zdrowotne przypomina o czekających je operacjach, konsultacjach lekarskich itd. itp. Ufam mocno, że wszystko się dobrze ułoży.     

Podziel się z innymi:

UŚMIECHY I POSTANOWIENIA

Papież Jan XXIII, w czasie którego pontyfikatu stawiałam swoje pierwsze kroki w kościele, zapisał się w mojej dziecięcej pamięci jako papież uśmiechu. Właśnie tak o Nim mówiły moje babcie,rodzice, ciocie i wujkowie Jan XXII –  dobry papież, papież uśmiechu. Takiego widziałam go na obrazach w salce katechetycznej przy kaplicy na Narbutta w Warszawie, czy obrazkach w modlitewnikach dorosłych. Nawet jak ojciec jezuita trochę burczał na zbyt rozbrykane maluchy, to wystarczyło spojrzeć na Jana XXIII i wszystko było dobrze. W sercu był dla mnie jak kochający, dobry dziadek. Jego odejście przeżyłam jak osobistą stratę, a jego następcy mimo starań nie potrafiłam polubić. Po latach miałam możliwość poczytać jego Dziennik duszy. Kto nie zna tego dzieła szczerze zachęcam do lektury. Ślad uśmiechu Jana XXIII odnalazłam u bp. Karola Wojtyły i od razu stał się bliski sercu. Gdy rozpoczynał się jego pontyfikat, jako Jana Pawła II,  ja zaczynałam swoją pierwszą po studiach pracę. Jego słowa, nauczanie, gesty, uśmiechy, spojrzenia kierowane do ludzi towarzyszyły mi, tak jak i Wam przez długie lata jego Piotrowej posługi. Nie rozumiałam i boleśnie odbierałam krytykę z jaką jego służba nam wszystkim  czasem się spotykała. 

Dziś jak chyba wszyscy na świecie łączyłam się duchowo z historyczną mszą świętą kanonizacyjną, podczas której papież Franciszek (też ten uśmiech) w koncelebrze z papieżem emerytem Benedyktem XVI ogłosił świętymi dwóch swoich poprzedników papieży Jana XXIII i Jana Pawła II. 

Po każdej pielgrzymce ojca świętego Jana Pawła II i jego encyklikach czy adhortacjach podejmowałam z reguły jakieś postanowienie w nawracaniu mojego opornego charakteru, rozwijaniu pobożności, pogłębianiu znajomości wiary. Dziś też podjęłam pewne postanowienia, jako wyraz mojej osobistej wdzięczności Panu Bogu za ich posługę i za to, że bez żadnej mojej zasługi mogłam i mogę być naocznym świadkiem tych wydarzeń. Ich wstawiennictwu polecam moją prośbę o wytrwałość.

Podziel się z innymi:

OSTATNIE DNI

Dziękuję wszystkim za modlitwę i cierpliwość. Przez kilka dni byłam w szpitalu na Banacha, na kardiologii inwazyjnej. Stenty sprawdzone, działają w miarę sprawnie i na razie nie ma konieczności, aby coś dodatkowego (poza lekami) w tej materii robić. Ponieważ jednak, tak podczas pobytu w szpitalu jak i po wyjściu z niego serce nadal daje znać o sobie bólami jak przy wieńcówce (choć nie powinno) to dziś jeszcze na chwilę tam wróciłam, żeby dodatkowo skonsultować się z lekarzem prowadzącym, w sprawie tych dość niepokojących objawów w moim zdrowiu. Lekarz potwierdził, moje przypuszczenia, że być może powodem jest wznowiony stary znajomy pheo. W związku z tym, zamiast szykować się do operacji trzeba będzie poprzez inne konsultacje i badania najpierw stwierdzić co się dzieje. Z góry przepraszam, za ewentualne luki w pisaniu. Wszystko zależeć będzie od tego czy niepokojące objawy serca choć trochę ustąpią, czy dalej będą mnie podmęczać…

Z całego serca dziękuję za Wasza życzliwą pamięć przed Panem i nadal o nią proszę (oczywiście na końcu za wszystkimi innymi ważniejszymi na teraz intencjami).

 

Podziel się z innymi:

Dobra wiadomość

Chciałam wszystkim serdecznie podziękować za modlitwy w intencji mojego zdrowia. Mam nadzieję, że wraz ze mną ucieszycie się wiadomością, że guz w kości prawego ramienia (czasem ciężko było i jest pisać :-), jest niezłośliwy i ma być tylko pod kontrolą lekarską. Tak zdiagnozował profesor  z jednej z klinik onkologicznych na warszawskim Ursynowie.  

Pozostałe utrapienia zdrowotne, w pierwszej kolejności serce odnośnie dalszego leczenia operacyjnego czekają na koniec stycznia. Przyznam jednak, że najbardziej martwiłam się o rękę. Jeszcze raz z całego serca Bóg zapłać wszystkim za wsparcie.

Podziel się z innymi:

OSTATNIE DNI

Ostatnie tygodnie nie należały do najłatwiejszych. Patrząc wstecz do początków pisania tego bloga, to od strony zdrowotnej, materialnej, dnia codziennego był to jak dotąd najtrudniejszy okres w moim życiu. W tych wszystkich trudnych sprawach, z którymi Boża Opatrzność postanowiła mnie zmierzyć, nosiłam się nawet z zamiarem poproszenia kogoś z Was o kontynuowanie przynajmniej róż różańcowych, bo blog planowałam zamknąć. Dziś żadna z tych moich trudności nie została rozwiązana. I po raz kolejny oddaję i zawierzam wszystko + Ad Maiorem Dei Gloriam et Beatissimae Virginis Mariae Honorem (łac.: wszystko na większą chwałę Bożą i ku czci Najświętszej Maryi Panny).

Wszystkim dziękuję za serdeczną i życzliwą pamięć i modlitwę. Bóg zapłać. 

Podziel się z innymi:

W ostatnich dniach

Dziękuję Annie za uzupełnienie 8 dnia nowenny ku czci Najświętszego Sakramentu.

Zbyt duże natężenie kłopotów i trudności uruchomiło troszkę mocniej problemy ze zdrowiem  – czego skutek widać w braku notek. Przepraszam i pozdrawiam wszystkich serdecznie.  

Podziel się z innymi:

SERCE DO NAPRAWY

Wczorajszy dzień spędziłam na konsultacjach kardiologicznych w szpitalu na Banacha. Nie dostałam zgody na operację. Aktualny stan mojego serca nie rokuje, że ją bym przetrwała. Jak powiedział kardiolog „serce jest najważniejsze”. Operacja musi poczekać, chyba że organizm się zbuntuje i trzeba będzie robić ją dla ratowania życia. Od blisko roku, chucham i dmucham, żeby mi się organizm nie zbuntował. Buntu nie ma, ale co dzień bólami przypomina, że nie jest dobrze. We wtorek dalszy ciąg konsultacji. Dziś normalnie praca. Przyszły tydzień miał być wolny od normalnych zajęć, ale w poniedziałek mam szkolenie w ramach projektu UE, a we wtorek wizyta w szpitalu. Wygląda na to, że moje plany nie są zgodne z planami Bożej Opatrzności. Stąd jak widać nieustanna korekta moich ścieżek. Z tego wszystkiego na pocieszenie,  dziś rozmowa z moim kierownikiem duchowym i spowiedź.

Serdeczności dla wszystkich.

   

Podziel się z innymi:

Ostatnie godziny

Przepraszam, za opóźnienie. Po  porannej mszy świętej i następnie 11 godzinach pracy wróciłam do domu i musiałam złapać trochę oddechu, aby usiąść przy klawiaturze. Już uzupełniam dzisiejsze notki.

Podziel się z innymi: