BETHLEHEM

Bethlehem

Roman Brandstaetter

Marya siedziała na włochatym ośle, 
A zwierzę stąpało tak ostrożnie, 
Jakby dźwigało na grzbiecie 
Nie kobietę, 
Ale modlitwę.

Obok szedł Józef 
Jak kolumna rzucająca cień, 
Spokojny i świadomy 
Anielskiej treści, 
Którą wypełniona była 
Po brzegi swojego istnienia 
Małżonka o twarzy zakrytej zasłoną. 
Niebo, pod którym szli, było jak chleb. 
Ziemia pod ich stopami była jak chleb. 
I dom, do którego szli, był jak chleb.

Gdy wstąpili w jaskinię, 
W werset Micheasza, 
Marya powiła Syna 
I położyła go delikatnie na sianie 
Jak kruche szkło.

Pasterze o szerokich barach, 
Narzuciwszy na siebie wełniane burnusy, 
A na głowy kolorowe chusty, 
Weszli do jaskini jak dzwony.

Mędrcy stali pokornie jak dostojne księgi, 
W których opisane są dzieje 
Ludzi dobrej woli.

Krowa, wół i osioł 
Pochyliły się nad żłóbkiem 
Jak trzy doliny. 
A potem 
Dzwony, księgi i doliny 
Uklękły.

 

Podziel się z innymi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *