KILKA MYŚLI ŚW. GRZEGORZA Z NYSSY

Kilka myśli św. Grzegorza z Nyssy

 

Bóg ma moc dać, On też ma moc wziąć.

Jedynie zdumienie i zachwyt pozwalają pojąć człowiekowi coś z Boga.

Nieustannie powinniśmy kontemplować piękno Ojca i nasycać nim swoją duszę.

Od Boga mają ludzie swój początek i do Boga wrócą. Skąd człowiek wyszedł, tam wróci.

To co się dzieje, spełnia się z woli Bożej.

Jak Ateńczycy, doznawszy wszystkich klęsk wojny myśleli o pokoju, tak i my, gdy nas za grzechy karząca prawica Boska dotyka, chcemy zawrzeć pokój z Bogiem i błagamy Go o przebaczenie.

Równie łatwo jest dla nas i zanurzyć się w wodzie, i znowu wynurzyć się ze śmierci.

Obecne życie podobne jest do ziarenka, obrazem przyszłego są kłosy.

Prawdziwe życie jest przedmiotem nadziei, a obecne ziarnem przyszłego.

Nad rzeczami doczesnymi stoją wiele wyżej te, których oczekujemy, jak kłosy zboża przewyższają ziarno, z którego wyrosły.

Celem życia cnotliwego niech będzie upodobnienie się do Boga.

Doskonałość chrześcijańska polega na tym, abyśmy nosząc imię Chrystusa, wyrazili w naszych myślach, słowach i czynach wszystko, co imię to oznacza.

Podziel się z innymi:

ŚWIĘTY GRZEGORZ Z NYSSY

Święty Grzegorz z Nyssy

ŚWIĘTY GRZEGORZ Z NYSSY, BISKUP I DOKTOR KOŚCIOŁA

10 stycznia

Grzegorz urodził się w 335 r. w Cezarei Kapadockiej. Jego ojciec był retorem w szkole wymowy. Był młodszym bratem św. Bazylego, którego przypominał wyglądem zewnętrznym. Chrzest przyjął jako młodzieniec. Po ojcu obrał sobie zawód retora i wstąpił w związek małżeński.
Po śmierci małżonki poświęcił się ascezie. Za namową św. Bazylego przyjął święcenia kapłańskie i wstąpił do założonego przez niego klasztoru położonego nad Morzem Czarnym. Stamtąd powołano go w roku 371 na biskupa Nyssy(obecnie Nevsehir w Turcji). W 380 roku został wybrany metropolitą Sebasty (współcześnie Sivas).
Grzegorz znany był jako żarliwy kaznodzieja i interpretator Słowa Bożego.Uczestniczył w Soborze w Konstantynopolu (381 r.), gdzie był głównym autorem słów uzupełniających Nicejski Symbol Wiary, dotyczących nauki o Duchu Świętym. Sobór ten nazwał Grzegorza „filarem Kościoła”. Dla potomnych pozostał w pamięci jako człowiek otwarty i miłujący pokój, współczujący biednym i chorym. Był jednym z najwybitniejszych teologów Kościoła Wschodniego. Jego pisma wyróżniają się subtelnością filozoficzną. Od Orygenesa zapożyczył alegoryczną metodę w interpretacji Pisma świętego. Pozostawił po sobie bogatą spuściznę pism religijnych, m.in. ascetycznych i mistycznych, oraz komentarzy biblijnych. Papież św. Pius V (+ 1572) zaliczał go do czterech wielkich doktorów Kościoła wschodniego, choć na żadnej oficjalnej liście doktorów Kościoła Grzegorz nie figuruje. Św. Grzegorz z Nyssy razem z bratem św. Bazylim i przyjacielem św. Grzegorzem z Nazjanzu nazywani są ojcami kapadockimi.
Zmarł w wieku ok. 60 lat w dniu 10 stycznia ok. 395 roku.

W ikonografii św. Grzegorz ukazywany jest jako grecki biskup. Trzyma ewangeliarz w lewej ręce, a prawą ma wyciągniętą w geście błogosławieństwa. Zazwyczaj jest przedstawiany ze św. Bazylim, od którego ma krótszą brodę i bardziej siwe włosy.

Podziel się z innymi:

RÓŻANIEC Z SIOSTRĄ LEONIĄ NASTAŁ

RÓŻANIEC Z SIOSTRĄ LEONIĄ NASTAŁ

Tajemnice radosne

1. Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie

Córko, niech Maryja będzie dla ciebie wzorem posłuszeństwa. Maryja czyni to, czego od Niej żąda Bóg. Ona w Nim żyje, od Niego czeka rozporządzeń, a skoro je pozna, poddaje się im natychmiast (Dz. VII, 219).

2. Nawiedzenia św. Elżbiety

O, gdybyś wiedziała, jak bardzo kocham dusze całkowicie mej służbie oddane – o, gdybyś wiedziała, jak bardzo je kocham. One gaszą pożerające pragnienie mego Serca, by być kochanym przez moje stworzenia. Niczego takim duszom odmówić nie mogę, a zwłaszcza kiedy idzie o postęp tej duszy, o jej wzrost w świętości (Dz. I, 33).

3. Narodzenie Pana Jezusa

Niemowlęctwo duchowe to umieranie sobie, to naśladowanie Niemowlęcia Jezus, a On żył w bardzo trudnych warunkach. Przypomnij sobie żłób kamienny, stajnię bydlęcą, a przede wszystkim świadomość ofiary i cierpień za ludzkość całą. Już ci mówiłem, że Jezus w swym niemowlęctwie wycierpiał w swej duszy i na swym ciele wszystkie cierpienia i katusze późniejszej męki (Dz. III, 142).

4. Ofiarowania Pana Jezusa w świątyni

Od Ciebie, moja oblubienico, żądam ofiary, bo więcej sił czerpiesz z mojego Serca. Chcę cię widzieć ukrzyżowaną przez umartwienie. Złóż na stosie umartwienia wszystkie twoje upodobania, pragnienia i wysiłki. Ja poświęcę ofiarę, przyjmę ją i połączę ze swoją kalwaryjską i ołtarzową ofiarą (Dz. V, 167).

5. Znalezienie Pana Jezusa w świątyni

Uwielbiaj Mnie w świątyniach tych serc, które ledwie zapalą słabiutko płonącą lampkę miłości, a same nie odwiedzą Mnie w ciągu dnia ani razu. Wiedz, moja Mario, że nie opuściłbym tych świątyń za najwspanialsze świątynie materialne, wystawione dla Mnie z całym przepychem, tak Mi jest drogi nawet ten słabiutki płomyk miłości, ale Mi smutno bez towarzystwa osoby ukochanej (Dz. I, 68).

Tajemnice światła

1. Chrzest Pana Jezusa w Jordanie

Od każdej z trzech Osób Boskich otrzymasz pomnożenie miłości, ale zarazem wzrost cierpienia. Bóg za pomocą cierpień wewnętrznych potrafi dokonać tego, co dokonuje przez choroby. Jednym aktem cierpienia miłości możesz wynagrodzić mojemu Sercu za oziębłość i obojętność tysiąca dusz (Dz. I, 111).

2. Objawienie Jezusa na weselu w Kanie

Niepokalana. – Czy Ją kochasz, moja siostrzyczko? […] Ona jest Matką twoją, cieszy się, że przyjdziesz niedługo do nieba. Gdybyś wiedziała, jak Ja kocham moją Matkę Niepokalaną […] Oddaj się Jej na przepadłe. Ona jest tuż przy tobie, oddaj Jej pokłon najgłębszy i kochaj Ją bardzo (Dz. I, 86).

3. Głoszenie Królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia

Ja tobie wystarczam (…). A jednak polecasz Mi świat cały, jako coś, co ma wypełnić jeszcze pragnienia twojej duszy. I Ja w sercu twoim nie pragnę ani łaknę, bo Mi oddałaś całą jego miłość, ale każda dusza i świat cały również leży Mi na Sercu i powierzam go tobie. Moja mała siostrzyczko – ofiaruj się za drugich, pozwól Mi zmiażdżyć ciebie za drugich. Sprawy moje niech będą twoimi, jak Ja jestem twoim, a ty moją na wieki na mocy związku miłości.

4. Przemienienie na Górze Tabor

W czasie 40-godzinnego nabożeństwa, Pan Jezus ukazał się mojej duszy. […] Pośrodku – w miejscu, gdzie się znajduje serce – jaśniała Hostia, nieco większa niż taka, jaką ma kapłan w czasie Mszy św. Hostia promieniowała również nieziemskim blaskiem. Jezus zapraszał mnie: Zbliż się, przyjmij Mnie w Komunii św. Ale ja odpowiedziałam: Jezu ja nie mogę przyjąć Komunii św. w takiej jasności – ja nie mogę. A Pan Jezus powiedział: „Rozumiesz Mnie, moje dziecię, dlaczego ukrywam się w Hostii, dlaczego nie odkrywam blasków majestatu swego? Nikt nie ośmieliłby się przyjąć Mnie, a Ja tak bardzo tego pragnę. […] Pan Jezus zbliżył się następnie do mnie i podał mi zwyczajną, małą Hostię, dając mi poznać, że w Komunii duchowej przychodzi do mnie jak i w sakramentalnej, bez pomocy kapłana – sam (Dz. I, 84).

5. Ustanowienie Eucharystii

Otrzymałam znak, by zbliżyć się do Trójcy Przenajświętszej. Uczyniłam to z najgłębszą pokorą, ze złożonymi rękami i na klęczkach. Pan Jezus podał mi kielich i rzekł: „Daję ci kielich zbawienia”. Przycisnęłam go do serca, a zwracając się do Ojca Przedwiecznego rzekłam: Ojcze – przyjm ten kielich Krwi Jezusowej jako okup za grzechy moje i za grzechy całego świata. Ojciec niebieski ujął kielich i przyłożył do moich warg. Ja jeszcze nie przyjmowałam Komunii św. – „To ją przyjmij”.

Tajemnice bolesne

1. Modlitwa Pana Jezusa w Ogrójcu

„Dziecino – niegdyś przy pojmaniu Mnie, mówiłem […] o moich uczniach: Pozwólcie tym odejść. Do ciebie dziś kieruję inne zadanie. Pozwólcie jej zostać. Pozwólcie pozostać niemowlęciu, bo chcę, by była świadkiem moich utrapień. Pozwólcie pozostać dziecku najmniejszemu, które wam nie będzie przeszkadzać w waszej niecnej robocie, bo wie, że spełnić się musi wszystko, co napisane o Synu Człowieczym, który dobrowolnie przyjął na siebie bóle męki i katusze. Pozwólcie jej zostać. Ja chcę mieć przy sobie obecną duszę kochającą. Miłość jej będzie Mi osłodą wśród cierpień bolesnej męki. Pozostań, ale nie oddalaj się ode Mnie ani na krok” (Dz. I, 66).

2. Biczowanie Pana Jezusa

Pan Jezus ukazał mi się skrępowany, w majestacie cierpienia i spokoju. „Ja jestem Król królów – rzekł – a patrz, na rękach mam pęta niewolnika. Jestem Sędzią wieków, Sędzią dusz – a Mnie sądzi Piłat. Jestem Prawdą, a tłum ogłasza Mnie za zbrodniarza, a Ja milczę…” (Dz. II, 123).

3. Cierniem ukoronowanie Pana Jezusa

„Leonia moja – w czasie męki jestem w poniżeniu, jestem wzgardzony od wszystkich, wyśmiany, łachmanem okryty, za głupca poczytany, ale maleńkie, kochające Mnie dusze, och wy, których sobie wybrałem, wy się Mnie nie zaprzecie. Moje Serce liczy na was” (Dz. I, 66).

4. Droga Krzyżowa Pana Jezusa

„Wchodzę do serca twego, by w nim spocząć po trudach krzyżowych, ale niech to serce będzie dla Mnie ogrodem kwiatowym – jest ono tym przez miłość” (Dz. I, 120).

5. Śmierć Pana Jezusa na krzyżu

„Moja Leonio – przygotuję dla ciebie krzyż. Czy jesteś gotowa wyciągnąć nań swoje ramiona?”. Tak, mój Najmilszy – odpowiedziałam. „Popatrz, jakim uszczęśliwieniem darzy krzyż”. Spojrzałam. Jakaś postać ukrzyżowana spoglądała na mnie, a oczy jej były pełne blasku, pełne żaru i takiego piękna, a takiej szczęśliwości, że mimo woli wyrwało mi się z duszy wołanie: Warto być ukrzyżowanym – Jezus pozwól mi wejść na ten krzyż. Jezus szepnął: „Inny dla ciebie przygotowuję” (Dz. I, 110).

Tajemnice chwalebne

1. Zmartwychwstanie Pana Jezusa

Duszę moją przykuł widok Pana Jezusa w takiej postawie, w jakiej Go dotąd nie widziałam. Był niepojęcie piękny. Oblicze Jego pełne było młodości, szlachetności, a zarazem majestatu królewskiego. […] Mój Jezu – powtarzałam pełna upojenia – więc już nie ma cierniowej korony na Twej skroni? O, jak to dobrze, jak się tym cieszę. Więc już Twoje ręce nie [są] skrępowane łańcuchami, lecz jaśniejące niepojętą pięknością, a z ran twoich nie płynie już Krew, lecz wychodzą pełne chwały blaski. Jak to dobrze, że w ręku Twoim już nie trzcina, dana na pośmiewisko, lecz palma zwycięstwa i chwały (Dz. III, 141).

2. Wniebowzięcie Pana Jezusa

„Tak, moja droga – moim niebem jest każda dusza w stanie łaski uświęcającej. Ile razy dusza przyjmuje Mnie w Komunii św., tyle razy odnawiam w niej triumf mego Wniebowstąpienia. Aniołowie spoglądają w zdumieniu, na jakie gody wybiera się ich Król, a On wstępuje do dusz prostych, czystych, do dusz maleńkich i tak je tuli do siebie, tak się nimi cieszy, jak gdyby one stanowiły całe Jego niebo (Dz. I, 98).

3. Zesłanie Ducha Świętego

„Nie przywiązuj do niczego swojego serca, jedynie do miłości Jezusowej. Oddaj się pod kierownictwo Ducha Świętego. Jeżeli rozbudzi w twoim sercu żal, nie tłum go, ale nie zacieśniaj twojego serca – nie przestawaj w takich chwilach powtarzać Jezusowi, że Go kochasz” (Dz. I, 90).

4. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

„Leonio, zabiorę cię do nieba wówczas, gdy przez umartwienie dojdziesz do tego, czego już dawno żądałem od ciebie, tj. uduchowienia twego ciała. W niebie ciało będzie mieć udział w chwale i szczęściu duszy, ale by było zdolne zażywać takich rozkoszy, musi przejść przez próbę ogniową. Ja sam przeprowadzam przez nią. Taki cel mają choroby, którymi doświadczam ukochanych moich; do tego celu ma służyć praca lub umartwienie” (Dz. I, 104).

5. Ukoronowanie Najświętszej Maryi Panny na Królową nieba i ziemi

Maryja ukoronowana była pięknością i chwałą niepojętą; była nieskończenie szczęśliwa i zanuciła Magnificat, którego w milczeniu słuchała całe Trójca Przenajświętsza i wszyscy niebianie. Gdy ukończyła, zaczęli śpiewać hymny powitalne aniołowie i grali przecudne preludia. Nie wiem, jak się to stało, że ja na strunach duszy grałam razem z aniołami. Szkoda, że nie jestem kompozytorem i nie mogę odtworzyć tej melodii. Wszystko to trwało w czasie jednej Mszy św. (Dz. III, 149).

Podziel się z innymi:

MODLITWA O BEATYFIKACJĘ SŁUŻEBNICY BOŻEJ SIOSTRY LEONII MARII NASTAŁ

***

Modlitwa o beatyfikację Służebnicy Bożej Siostry Leonii Marii Nastał

Boże, który hojnie nagradzasz pokładaną w Tobie ufność, użycz nam za pośrednictwem Siostry Leonii Marii, niezachwianej służebnicy Twojej i Twej Niepokalanej Matki, upragnionej łaski……………..

Ją zaś racz ozdobić koroną chwały, by nas prowadziła do umiłowania Ciebie ponad wszystko i Niepokalanej Dziewicy jako naszej ukochanej Matki. Amen.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu

 

 

Dom Generalny Zgromadzenia Sióstr Służebniczej Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej.

Stara Wieś 460

36-201 Stara Wieś k. Brzozowa.

woj. podkarpackie.

Podziel się z innymi:

SŁUŻEBNICA BOŻA SIOSTRA LEONIA MARIA NASTAŁ

Służebnica Boża Siostra Leonia Maria Nastał

8 listopada 1903 -10 stycznia 1940

Jest postacią niezwykłą, o czym świadczy jej głębokie życie wewnętrzne ujawnione w zapiskach duchowych i innych pismach.

Wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek.

Ogrom pracy nie stał się przeszkodą w życiu wewnętrznym – przeciwnie, s. Leonia każdą wolną chwilę poświęcała na modlitwę i adorację Najświętszego Sakramentu. 

Niemowlęctwo duchowe scharakteryzowane w pismach służebnicy Bożej s. Leonii Marii Nastał jest oryginalną drogą duchowości opartą na pokorze, aż do unicestwienia i bezgranicznej ufności Bogu. Stawia człowieka wobec Boga w postawie bezradnego niemowlęcia, które od Niego oczekuje wszystkiego, a samo w niczym się Mu nie sprzeciwia.

Jest to droga, którą do świętości może iść każdy, bez względu na stan życia.

„Duszom, które z pokorną miłością będą rozważać tajemnice mego niemowlęctwa; moje unicestwienie się aż do tego stopnia doprowadzone, że dobrowolnie przyjąłem na siebie stan niemowlęcia, udzielę daru czystości serca.” (Dz.VI, 189)

 „Weźcie to Dziecko w wasze wnętrze. W wasze oczy, w wasze ręce, w wasze usta, w wasze serce. Niech wasze oczy patrzą jak oczy Jezusa, tzn. niech to będzie spojrzenie wiary, spojrzenie poprzez Ewangelię – na życie, na świat, na rodzicielstwo, na dobra materialne, na cierpienie, na wszystko. Niech wasze ręce pracują jak ręce Chrystusa – a będzie to najbardziej solidna, twórcza praca”

Jan Paweł II w Tondo w Manilii

Siostra Leonia Maria Nastał jest polską mistyczką, dotychczas mało znaną. Jej życie duchowe polegało na głębokim doświadczeniu ojcowskiej miłości Boga i bezgranicznym zawierzeniu, którego wzór znajdowała w Dzieciątku Jezus.

Spisywany na polecenie Jezusa Dziennik duchowy Życie wespół z Jezusem, zawiera zapisy rozmów Leonii z Bogiem, myśli i pragnienia powstałe na modlitwie oraz objawienia mistyczne.

Z prowadzonej przez nią korespondencji zachowały się 352 pisma. Do druku wybrano te listy lub ich fragmenty, które obrazują rozwój życia wewnętrznego Służebnicy Bożej lub bezpośrednio wiążą się z Dziennikiem.

Pisma Siostry Leonii przybliżają prawdę o Bogu cierpliwej miłości i pokornej łagodności.

Będę cię ścigać moją miłością, boś w nią uwierzyła. Pójdę z tobą wszędzie i nieustannie będę ci towarzyszyć, bo chcę byś Mnie ustawicznie miłowała. Moja Leonio, czego mnie ludzie nie kochają?

(Jezus do Leonii Nastał)

O jakbym chciała móc przemówić do dusz bojaźliwych, że Bóg – to Ojciec kochający, że czeka chwili, kiedy będzie mógł do serca przytulić kochające Go dzieci.

(s. Leonia Nastał)

Stań się maleńką, by jak niegdyś Dziecię Jezus, tak teraz ciebie mogła wziąć na swe ręce moja Matka Niepokalana, by cię zaofiarować Trójcy Przenajświętszej. Ofiara złożona przez ręce Maryi jest najmilsza Bogu.

(Jezus do Leonii Nastał)

 Dzieciństwo i dorastanie

Maria Nastał urodziła się w dniu 8 listopada 1903 roku w rodzinie ubogich i bardzo religijnych galicyjskich chłopów. Ojciec wyemigrował zarobkowo do Ameryki i przez dłuższy okres nie utrzymywał kontaktów z rodziną, która pozostała bez środków do życia. Doświadczane każdego dnia ubóstwo spowodowało wrażliwość na niedolę i cierpienie innych ludzi. Już w dzieciństwie odznaczała się wyjątkową religijnością i dużo czasu poświęcała modlitwie. Na strychu rodzinnego domu urządziła sobie kapliczkę i tam oddawała się modlitwie. Od wczesnych lat planowała wstąpić na drogę życia zakonnego w pobliskim klasztorze. Ukończyła szkołę powszechną w Brzozowie oraz rozpoczęła naukę w seminarium nauczycielskim w Staniątkach. Złożyła własne śluby czystości, a mając osiemnaście lat wypaliła rozżarzonym gwoździem na piersiach imię „Jezus”. Ojciec Marii przebywał na emigracji zarobkowej, gdy powrócił stanowczo sprzeciwiał się planom wstąpienia do zgromadzenia zakonnego.Uparcie chciał, aby założyła rodzinę. Dopiero po urodzeniu się syna zmienił nastawienie do planów życiowych córki.

Życie zakonne

Maria wstąpiła w dniu 31 grudnia 1925 r. do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej w rodzinnej wsi i przyjęła zakonne imię Leonia. Od samego początku zadziwiała inne siostry swoim nastawieniem do wiary i ludzi, żarliwością modlitwy oraz umiejętnością wyjątkowo surowego umartwiania się. Po odbyciu nowicjatu rozpoczęła naukę i zdała maturę. Pomagała w nauce siostrom z innych zgromadzeń. Najdłużej przybywała w Poznaniu, gdzie podczas uroczystości Zesłania Ducha Świętego doznała najsilniejszego objawienia i dokonała aktu zawierzenia Bogu. Od tego dnia jej mottem były słowa „Uwierzyłam miłości odwiecznej”. Modląc się w sposób mistyczny i kontemplując odkryła swoją drogę wiary, o której mówiła „droga niemowlęctwa duchowego”. Tłumaczyła to tym, że doświadcza miłości Boga tak tkliwej, jaką jest miłość matki do niemowlęcia, na co odpowiadała miłością i wiarą pełną dziecięcej ufności. Jej opiekunem duchowym został skromny i bardzo pobożny ks. Kazimierz Schmelzer. Podczas pobytu w Poznaniu w 1937 roku zachorowała na gruźlicę, która w krótkim czasie poczyniła w jej organizmie spustoszenie. 
Po likwidacji placówki naszego zgromadzenia w Poznaniu w 1937 r. s. Leonia przyjechała do Starej Wsi. Badania lekarskie wykazały zaawansowaną gruźlicę. Przełożeni (Matka Generalna Eleonora Jankiewicz) wysłała ją na kurację do Szczawnicy, gdzie zamieszkała w naszym domu (domu Zgromadzenia „Świtezianka” – istniejącym do dziś). W terminalnym stanie choroby, powróciła do Starej Wsi. Tu zmarła po czternastu latach życia w Zgromadzeniu, odeszła w opinii świętości w dniu 10 stycznia 1940 r.

Dziennik duchowy s. Leonia prowadziła na bieżąco od 1935. Zawiera ona wydarzenia i przeżycia religijne od 1934 r

Kult

Kult s. Leonii nie tylko rozwijał się na Podkarpaciu, ale w całej Polsce i poza jej granicami, m. in. w Stanach Zjednoczonych. Proces beatyfikacyjny rozpoczęto 8 grudnia 1976 r. – ogłoszenie Dekretu Nihil obstat. Ekshumacja zwłok – o przeniesienie szczątek doczesnych Sł. Bożej z cmentarz do specjalnie przygotowanej krypty w domu macierzystym miała miejsce  15 marca 1979 r.

 
Na stronie poświęconej siostrze Leonii
można znaleźć fragmenty jej dziennika duchowego, słowa Pana Jezusa skierowane do niej i wiele więcej. 
Podziel się z innymi:

CZY POTRZEBUJĘ JEZUSA?

NIEDZIELA CHRZTU PAŃSKIEGO, ŚWIĘTO; ROK C

 

II Nieszpory kończą liturgiczny okres Narodzenia Pańskiego. Od jutra rozpoczyna się Okres Zwykły Tydzień I.

 

Kolekta

Wszechmogący, wieczny Boże, po chrzcie w Jordanie uroczyście ogłosiłeś, że Chrystus, na którego zstąpił Duch Święty, jest Twoim umiłowanym Synem,  spraw, aby Twoje przybrane dzieci, odrodzone z wody i Ducha Świętego zawsze żyły w Twojej miłości. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna,  który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,  Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

 

Pierwsze czytanie Iz 40, 1-5. 9-11

Czytanie z Księgi proroka Izajasza

«Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud!» – mówi wasz Bóg. «Przemawiajcie do serca Jeruzalem i wołajcie do niego, że czas jego służby się skończył, że nieprawość jego odpokutowana, bo odebrało z ręki Pana karę w dwójnasób za wszystkie grzechy».

Głos się rozlega: «Drogę Panu przygotujcie na pustyni, wyrównajcie na pustkowiu gościniec dla naszego Boga! Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i pagórki obniżą; równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza niziną. Wtedy się chwała Pańska objawi, razem ją każdy człowiek zobaczy, bo usta Pańskie to powiedziały».

Wstąp na wysoką górę, zwiastunko dobrej nowiny na Syjonie! Podnieś mocno twój głos, zwiastunko dobrej nowiny w Jeruzalem! Podnieś głos, nie bój się! Powiedz miastom judzkim: «Oto wasz Bóg! Oto Pan Bóg przychodzi z mocą i ramię Jego dzierży władzę. Oto Jego nagroda z Nim idzie i przed Nim Jego zapłata. Podobnie jak pasterz pasie On swą trzodę, gromadzi ją swoim ramieniem, jagnięta nosi na swej piersi, owce karmiące prowadzi łagodnie».

Oto słowo Boże.

 

Psalm Ps 104 (103), 1-2a. 3b-4. 24-25. 27-28. 29b-30 (R.: por. 1a)

Refren: Chwal i błogosław, duszo moja, Pana.

1          Błogosław, duszo moja, Pana,

Boże mój, Panie, Ty jesteś bardzo wielki!

Odziany w majestat i piękno,

2          światłem okryty jak płaszczem.

Refren: Chwal i błogosław, duszo moja, Pana.

3          Chmury są Twoim rydwanem,

            przechadzasz się na skrzydłach wiatru.

4          Wichry używasz za swych posłów,

            sługami Twoimi ogień i płomienie.

Refren: Chwal i błogosław, duszo moja, Pana.

24        Jak liczne są dzieła Twoje, Panie!

            Ty wszystko mądrze uczyniłeś,

            ziemia jest pełna Twoich stworzeń.

25        Oto jest morze, ogromne i szerokie,

            a w nim żyjątek bez liku,

            zwierząt wielkich i małych.

Refren: Chwal i błogosław, duszo moja, Pana.

27        Wszystko to czeka na Ciebie,

            byś dał im pokarm we właściwym czasie.

28        Gdy im dajesz, zbierają,

            gdy otwierasz swą rękę, sycą się Twym dobrem.

Refren: Chwal i błogosław, duszo moja, Pana.

29        Kiedy odbierasz im oddech, marnieją

            i w proch się obracają.

30        Stwarzasz je, napełniając swym Duchem,

            i odnawiasz oblicze ziemi.

Refren: Chwal i błogosław, duszo moja, Pana.

 

Drugie czytanie Tt 2, 11-14; 3, 4-7

Czytanie z Listu Świętego Pawła Apostoła do Tytusa

Ukazała się łaska Boga, która niesie zbawienie wszystkim ludziom i poucza nas, abyśmy wyrzekłszy się bezbożności i żądz światowych, rozumnie i sprawiedliwie, i pobożnie żyli na tym świecie, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia się chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa, który wydał samego siebie za nas, aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości i oczyścić lud wybrany sobie na własność, gorliwy w spełnianiu dobrych uczynków.

Gdy ukazała się dobroć i miłość Zbawiciela naszego, Boga, do ludzi, nie ze względu na sprawiedliwe uczynki, jakie spełniliśmy, lecz z miłosierdzia swego zbawił nas przez obmycie odradzające i odnawiające w Duchu Świętym, którego wylał na nas obficie przez Jezusa Chrystusa, Zbawiciela naszego, abyśmy usprawiedliwieni Jego łaską, stali się w nadziei dziedzicami życia wiecznego.

Oto słowo Boże.

  

Ewangelia Łk 3, 15-16. 21-22

✠ Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Gdy lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem».

Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił nad Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: «Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie».

Oto słowo Pańskie.

 

Stał wśród wielu, czekających na chrzest Janowy. Jeden z wielu, a przecież Jedyny, wyjątkowy. Oczekiwany niecierpliwie przez Jana Chrzciciela. On jako prorok, miał Go rozpoznać, skierować uwagę na Niego, a odwrócić ją od siebie.

Przybycie Jezusa oznacza czas miłosierdzia, a nie kary. Czas zbawienia, a nie rozrachunku.

Nadzieja obejmuje przede wszystkim grzeszników. Oni mogą liczyć na upartą miłość Boga, miłość większą niż ludzka słabość i grzech. Inicjatywa wychodzi od Boga. Do człowieka należy odpowiedź. Zbawienie jest darem, a nie zdobyczą. Niebiosa zostają rozdarte. Już Izajasz wołał „Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił” (Iz 63,19). Bóg przerywa milczenie.

Jego Głos wskazuje na Obecność Jego Syna. Jezus jest Słowem Boga do świata. Duch zstępuje na Chrystusa. Następuje niejako oficjalne potwierdzenie Jego zbawczej misji i „wprowadzeniem w urząd”.

Początek nowego stworzenia, rozpoczynają się nowe dzieje, dzieje nowego świata.

Kim jest Jezus?

Jeśli uznaję potrzebę zbawienia, mogę odkryć kim jest Jezus. Jeśli uznaję własną tożsamość, własną głęboką nędzę, odkryję kim jest Jezus dla mnie. Trzeba jednak umieścić siebie wśród grzeszników, a nie wśród tych którzy uważają siebie za ludzi bez skazy. Im Jezus nie jest do niczego potrzebny. Jezus staje wśród grzeszników i nasze miejsce jest tam również. Jeśli uznam, że jestem lepsza, inna niż oni, to pogardzę Jezusem. On przyszedł do grzeszników.

A ja, czy wciąż Go potrzebuję?

Może już nie. Może dołączam do grona występujących z Kościoła, bo przecież nie jestem grzesznikiem i nie potrzeba mi zbawienia. 

A może Jezus potrzebny mi jest tylko po to, aby załatwił jakieś moje sprawy, naprawił relacje, nawrócił niechętnych czy wrogów, dał to co w mojej ocenie jest mi teraz najbardziej potrzebne?

A może Jezus potrzebny jest mi tylko po to, aby uznał moje zasługi. Może uznałam, że lista moich zasług, i cnót jest już pełna i zamknięta. Najwięcej pochwał na swój własny temat znalazłam właśnie w wypowiedziach ateistów. Są dobrzy, wrażliwi, nie mają kłopotów z rozróżnianiem dobra od zła, nie czynią nic złego, do naprawy ewentualnych błędów nie potrzebują ani Boga, ani Kościoła.

Czas miłosierdzia, czas zbawienia, nowy czas trwa. Trwa dla szukających i potrzebujących Jezusa Chrystusa. Trwa dla wszystkich, którzy rozeznają swoją prawdziwą człowieczą tożsamość, którzy chcą albo dopiero zechcą rozeznać Kogo i czego potrzebują, aby ich życie było spełnione. Na szczęście na to rozeznawanie mają całe swoje życie.

Trwa szczególny rok łaski od Pana. Święty Rok Miłosierdzia i rok jubileuszu 1050 lat od chrztu Mieszka I, czyli Chrztu Polski. Dla każdego z nas w tym roku Miłosierdzia przypadnie kolejna rocznica przyjmowania kolejnych sakramentów wtajemniczenia chrześcijańskiego. A wszystkie one wypływają z sakramentu chrztu świętego. Dziś Ojciec Święty Franciszek zadał każdemu pracę domową – przypomnienie sobie daty przyjęcia chrztu świętego i podziękowanie za ten wyraz Miłosiernej Miłości Boga do nas. 

Dziś myślę, o jeszcze jednej sprawie. Duch Święty kieruje nas do wypełniania w swoim życiu jedynej, niepowtarzalnej misji. Czy już ją choć w części odkryliśmy i staramy się ją w naszym życiu wypełniać? Czy staramy się rozeznawać i potwierdzać lub odrzucać nasze wybory i decyzje w świetle odczytanej osobistej, maleńkiej, misji? Może trzeba coś porzucić, zostawić, poświęcić, może trzeba coś przyjąć, poszerzyć, pogłębić? Odpowiedź znajdzie się w prostym stawaniu w prawdzie o sobie przed Panem, podczas Adoracji, na modlitwie….  Czas Miłosierdzia, czas dany na nawrócenie, aby odpowiedzieć Bogu na powierzoną nam przez Niego misję. 

Błogosławionego Dnia Chrztu Pańskiego.

Podziel się z innymi:

CHRZEST JEZUSA CZYLI TRZY PRZEŁOMY

Przełom pierwszy: w życiu Jana Chrzciciela

Czym było dla Jana Chrzciciela udzielenie chrztu Jezusowi?  

Św. Mateusz notuje kompletne zaskoczenie Jana wobec prośby Jezusa: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” (Mt 3,14). Jan opiera się. Jezus nastaje i wtedy Jan ustępuje. W tym krótkim dialogu, zajmującym u Mateusza zaledwie dwa wersety, można wyczuć ogromne napięcie: oto wypełnia się powołanie Jana Chrzciciela. Zaczyna on ustępować Jezusowi… Doskonale oddaje to Ewangelia Jana, w której zapisane zostały słowa Chrzciciela, stanowiące doskonały komentarz do tego, co się działo: „Potrzeba, by On (Jezus) wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3,30).  

Możemy spróbować sobie wyobrazić, co działo się w sercu Jana Chrzciciela w ów dzień. Oto jego powołaniem było głoszenie rychłego przyjścia Mesjasza, przygotowanie drogi dla Jezusa. Dlatego wyszedł na pustynię i żył surowym życiem ascety. Dlatego nauczał. Dlatego chrzcił. Całe jego życie, każdy czyn, tęsknota, pragnienie, było skierowane ku chwili, w której Zbawiciel miał się ukazać przed ludem. I nagle ten moment nadszedł. Być może Jan dostrzegł Jezusa dopiero w ostatniej chwili, kiedy wyłonił się tuż przed nim z kolejki przystępujących do chrztu. W jednej chwili życie Jana doszło do momentu, w którym wszystko się wypełnia… Ale też i do momentu, w którym jakoś wszystko się kończy, bo przecież misja tego, który zapowiada, kończy się z dniem spełnienia się zapowiedzi. Możemy jedynie domyślać się, co Jan wówczas przeżywał. I podziwiać pokorę, z jaką potrafił usunąć się w cień Jezusa wraz ze spełnieniem swej misji. Może właśnie o tym myślał Jezus, kiedy po męczeńskiej śmierci Jana mówił: „Pomiędzy narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela” (Mt 11,11). 

Przełom drugi: w życiu Jezusa

Czym był chrzest w Jordanie dla Jezusa?

Nie chodziło przecież o chrzest nawrócenia. Ludzie chrzczeni przez Jana wyznawali swe grzechy. Ewangeliści notują, że Jezus „natychmiast” wyszedł z wody: nie miał bowiem grzechów do wyznania. Dlaczego zatem w ogóle chciał być ochrzczony? Najistotniejszą wskazówką jest dla nas to, kiedy chrzest miał miejsce. 

W Ewangelii św. Marka Jezus pojawia się po raz pierwszy właśnie w scenie chrztu! To wydarzenie wyznacza początek Jego publicznej działalności. O tym, co działo się przedtem, wiemy niewiele, z kilku zaledwie wzmianek o Jego dzieciństwie. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa było zatem tak, iż przez wiele lat dojrzewała w Jezusie świadomość misji, którą ma podjąć, aż pewnego dnia decyzja została podjęta. Jezus pozostawił dom, Matkę, pracę, którą dotąd się trudnił, i rozpoczął swoją misję. Możemy się domyślać, że chciał ją rozpocząć od czytelnego gestu, wyrażającego zmianę podstawowego kierunku życia… Do tego chrzest Janowy nadawał się doskonale. Zanurzenie w wodzie oznaczało bowiem właśnie pozostawienie dawnego życia i wynurzenie się do nowego.

Dzień chrztu w Jordanie był zatem dla Jezusa dniem przełomu, porównywalnym pod względem doniosłości być może jedynie z wydarzeniami paschalnymi. W tym dniu rozpoczęła się Jego misja wobec świata. Potwierdzają to wyraźnie wydarzenia następujące bezpośrednio po wyjściu Jezusa z wody. Oto otwierają się niebiosa, na Jezusa zstępuje Duch Święty oraz rozlega się głos Ojca: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1,11). Co ciekawe – opisy Ewangelistów świadczą o tym, iż te wydarzenia miały miejsce zdecydowanie bardziej ze względu na samego Jezusa niż ze względu na obecnych wówczas ludzi. Duch zstąpił na Jezusa, aby rzeczywiście umocnić Go w misji (a nie tylko po to, by okazać ludziom, iż Jezus jest pełen Ducha), Ojciec przemówił do Niego, aby utwierdzić Go w rozeznanej i podjętej decyzji (a nie tylko po to, by potwierdzić Jego misję przed ludźmi). 

Możemy się jedynie domyślać, co działo się wówczas w sercu Jezusa. Wchodził przecież na drogę, od której zależało – bagatela – zbawienie ludzkości. Czy przeczuwał już, z jak wielkim niezrozumieniem się spotka? Że zostanie odrzucony? Jak straszną śmiercią przyjdzie Mu umrzeć? Nasza ciekawość zostaje wystawiona na ciężką próbę przez dyskretne milczenie Ewangelistów. Jedynie następujący zaraz po chrzcie okres czterdziestodniowego pobytu Jezusa na pustyni – modlitwy, zmagań ze sobą i pokusami – rzuca nieco światła na to, jakie burze przewalały się wówczas przez serce Jezusa. 

Przełom trzeci: od symbolu do sakramentu

Wczesnochrześcijańskie komentarze do sceny chrztu Jezusa niejednokrotnie wychodziły nieco poza sam tekst Ewangelii, próbując uchwycić związek chrztu Jezusa w Jordanie z naszym chrztem.

Oczywiście chrzest Janowy nie był jeszcze chrztem w znaczeniu chrześcijańskim. Zanurzenie w wodzie stanowiło jedynie zewnętrzny wyraz, symbol przemiany, której człowiek pragnął dokonać we własnym życiu. Był to gest niejako „bezsilny”, to znaczy nie pociągał on za sobą bezpośredniego Bożego działania w człowieku. Jego skuteczność zależała tylko i wyłącznie od wewnętrznego zaangażowania danej osoby, która usiłowała „przebić się” do Boga, nawiązać z Nim kontakt. Tego typu symboliczne gesty skazują zawsze człowieka na niepewność – bo któż z nas może powiedzieć o sobie, że doskonale skupia się na modlitwie, albo że doskonale zrywa z grzechem?

Przejście od chrztu Janowego do chrztu chrześcijańskiego, które według tradycji wyznacza jakoś chrzest Jezusa w Jordanie, stanowi znaczący przełom. Miejsce symbolu – ludzkiego działania skierowanego ku Bogu – zajmuje sakrament, który, choć nie traci wymiaru symbolicznego, jest działaniem Boga skierowanym ku człowiekowi. W chrześcijańskim chrzcie, jak i w innych sakramentach, to Bóg wychodzi do człowieka, oczekując jedynie przyjęcia i odpowiedzi. Zatem nawiązanie kontaktu i jego „skuteczność” nie zależą już od nas, nie są zagrożone przez naszą niedoskonałość: ich gwarantem jest sam Bóg. To nas należy już tylko (lub aż) przyjęcie Bożego działania i odpowiedź na nie w codzienności.

autor: ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

opr. mg/mg http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/chrzest_3przelomy.html

Podziel się z innymi:

CHRZEST PAŃSKI

CHRZEST PAŃSKI

niedziela po Uroczystości Objawienia Pańskiego

 

 

Chrzest Chrystusa w Jordanie

 

W niedzielę po uroczystości Objawienia Pańskiego (w naszej tradycji bardziej rozpowszechniona jest nazwa Trzech Króli) przypada święto Chrztu Pana Jezusa.
Zamyka ono okres świętowania Bożego Narodzenia.
 
Najstarszej tradycji tego święta należy szukać w liturgii Kościoła wschodniego, ponieważ (pomimo wyraźnego udokumentowania w Ewangeliach) chrzest Jezusa nie posiadał w liturgii rzymskiej oddzielnego święta.
Dekretem Świętej Kongregacji Obrzędów z 23.03.1955 r. ustanowiono na dzień 13 stycznia, w miejsce dawnej oktawy Epifanii, wspomnienie chrztu Jezusa Chrystusa.
Posoborowa reforma kalendarza liturgicznego w 1969 r. określiła ten dzień jako święto Chrztu Pańskiego. Pominięto wyrażenie „wspomnienie” i przesunięto jego termin na niedzielę po 6 stycznia.
Teksty modlitw związane ze świętem Chrztu Pańskiego odzwierciedlają bardzo dokładnie i szczegółowo przekazy ewangelijne.
Podkreślają przy tym związek tego święta z uroczystością Epifanii, czyli Objawienia Pańskiego.
Chrystus już jako dorosły, 30-letni mężczyzna, przychodzi nad brzeg Jordanu, by z rąk Jana Chrzciciela, swojego Poprzednika, przyjąć chrzest.
Chociaż sam nie miał grzechu, nie odsunął się od grzesznych ludzi: wraz z nimi wstąpił w wody Jordanu, by dostąpić oczyszczenia. W ten sposób uświęcił wodę.
Opis Chrztu Pana Jezusa zostawili nam wszyscy trzej synoptycy. Najszczegółowiej to wydarzenie zrelacjonował nam św. Mateusz.
W dniu swojego chrztu Jezus został przedstawiony przez swojego Ojca jako Syn posłany dla dokonania dzieła zbawienia.
Misję Chrystusa potwierdza swym świadectwem Bóg.
Zamknięte przez grzech Adama niebiosa otwierają się, na Jezusa zstępuje Duch Święty.
Z nieba daje się słyszeć jednoznaczny głos: 

 

Tyś jest mój Syn umiłowany,
w Tobie mam upodobanie.
 

 

Chrzest Chrystusa w JordanieOd uroczystego aktu chrztu Chrystus rozpoczął swoją misję nauczycielską, którą św. Piotr, przygotowując do przyjęcia chrztu rodzinę rzymskiego urzędnika Korneliusza, opisał w następujących słowach:
„Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła, dlatego że Bóg był z Nim” (Dz 10, 38).
 
Jezus miał wtedy trzydzieści lat, gdyż dopiero od tego wieku zwyczaj żydowski pozwalał występować publicznie przed ludem i nauczać.
 
Uważano, że od trzydziestu lat rozpoczyna się pełnia dojrzałości męskiej. Mówimy o mężczyznach, gdyż kobiety nigdy nie miały prawa zabierać głosu publicznie.

 

W tym wydarzeniu mamy też pierwsze w historii świata pojawienie się w postaci widzialnej całej Trójcy Świętej: Bóg Ojciec przemawia, Syn Boży jest w postaci ludzkiej, a Duch Święty pojawia się nad Nim w postaci gołębicy (epifania trynitarna).
Św. Jan Apostoł podaje nam miejsce, gdzie miał być Pan Jezus ochrzczony:
„Działo się to w Betanii po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu” (J 1, 28).
Jako dawną Betanię Zajordańską (była bowiem także Betania Przedjordańska ok. 3 km od Jerozolimy, gdzie mieszkał Łazarz z Marią i Martą) wskazuje się dzisiejsze Chirbet el Medesz, gdzie znajduje się potok, wpływający do Jordanu, mający wodę nawet w upalne lata.
Tu według biblistów miał się ukrywać kiedyś Eliasz.
Tu osiemset lat po nim miał wystąpić Jan Chrzciciel.
W pobliżu Jordan jest bardzo płytki, tak że tędy właśnie prowadził szlak ze wschodu na zachód.
Wykorzystał tę dogodną sytuację brodu św. Jan, aby zwiastować Mesjasza i przygotować na Jego przyjście serca ludzkie.
Rytualne obmywania były znane w starożytności u wielu ludów.
Był to zewnętrzny znak wewnętrznej odmiany, żalu za popełnione grzechy i gotowości zadośćuczynienia za nie.
Był to krzyk tęsknoty duszy, aby Bóg w swoim miłosierdziu oczyścił ją z win, jak woda oczyszcza ciało z brudu zewnętrznego, materialnego. W Babilonii istniało święte miasto Eridu, dokąd spieszyły tłumy aby się obmyć. W kulcie syryjskiego bóstwa Jannesa były sakralne oczyszczenia w wodzie i ogniu. W egipskiej Księdze Umarłych spotykamy najstarszy opis rytualnego obmycia niemowląt nowo narodzonych.
Panowało więc już wtedy przekonanie, że człowiek rodzi się w jakiejś winie, którą trzeba obmyć. W świątyni w Der-el-Bahri można do dnia dzisiejszego oglądać plastycznie przedstawioną scenę rytualnych obmyć. Rytuał oczyszczenia jest nadto znany w kulcie Demetry, Cybeli, Attisa i Mitry. Zachowany jest on powszechnie do dnia dzisiejszego w Indiach, gdzie do miasta świętego Benares udają się w celach rytualnych kąpieli w Gangesie miliony wiernych bramińskich.
Święto Chrztu Pańskiego z jednej strony objawia nam Jezusa jako umiłowanego Syna Bożego, posłanego przez Ojca w mocy Ducha Świętego dla zbawienia człowieka, z drugiej zaś strony kieruje uwagę na rzeczywistość naszego chrztu.
 
W tym sakramencie bowiem doświadczamy mocy zbawczej Chrystusa, która wyzwala z niewoli grzechów.
Zostajemy także napełnieni Duchem Świętym i w ten sposób każdy z nas staje się umiłowanym dzieckiem Bożym.
Kościół obchodzi w ten sposób święto narodzin milionów swoich dzieci, którym dała nowe, Boże życie woda Chrztu świętego.
Istnieje nakaz liturgiczny, aby w Wielką Sobotę wystroić chrzcielnicę i pokazać ludowi jako kołyskę jego narodzin dla nieba.
Z tej okazji kapłan dokonuje wtedy uroczystego poświęcenia na oczach ludu wody chrzcielnej.
Tego dnia powinno się udzielać chrztu wszystkim katechumenom, którzy w czasie wielkanocnym mają otrzymać Chrzest święty.
Temu służy również publiczne odnowienie obietnic Chrztu świętego wszystkich wiernych, zebranych w kościele. 

Wraz ze świętem Chrztu Chrystusa kończy się liturgicznie okres Bożego Narodzenia. W Polsce jednak jest dawny zwyczaj kończenia tego czasu świętem Ofiarowania Pańskiego (Matki Bożej Gromnicznej) 2 lutego. Dlatego do tego czasu można zachować szopkę w kościele i śpiewać kolędy.

(źródło: www.brewiarz.katolik.pl)

Podziel się z innymi:

GWIAZDA BETLEJEMSKA

Pojawienie się gwiazdy betlejemskiej, która zaprowadziła Trzech Mędrców do groty, w której narodził się Pan Jezus, może być potwierdzone przez naukę – twierdzi jeden z astronomów. Mark Thompson, członek Królewskiego Stowarzyszenia Astronomicznego oraz prezenter telewizyjnego show BBC – „The One Show”, przeprowadził badania, które jego zdaniem mogą wyjaśnić historię opowiedzianą w Ewangelii św. Mateusza.

Thompson, wykorzystując historyczne dane oraz symulacje komputerowe, które pozwoliły na określenie konstelacji gwiazd i planet w owym czasie, kiedy najprawdopodobniej na świat przyszedł Pana Jezus, doszedł do wniosku, że miało wtedy miejsce niezwykłe zjawisko astronomiczne.

Twierdzi on, że pomiędzy wrześniem 3 r. a majem 2 r. przed narodzeniem Chrystusa miały miejsce 3 koniunkcje Jowisza i gwiazdy Regulus. Jowisz przechodził bardzo blisko gwiazdy Regulus, co było doskonale widoczne na nocnym niebie. Pierwsze zbliżenie się Jowisza do gwiazdy Regulus nastąpiło w wyniku tradycyjnego ruchu Jowisza w kierunku wschodnim. Później Jowisz zatrzymał się i zaczął poruszać się w kierunku zachodnim, a potem jeszcze raz zmienił kierunek na wschodni.

Thompson, który jest prezenterem nowego programu astronomicznego nadawanego przez stację BBC „Stargazing Live” powiedział: – Trzej Mędrcy byli uznawani przez niektórych za kapłanów zoroastryzmu, czyli byli astrologami. Dlatego też zjawisko przechodzenia króla planet – Jowisza blisko królowej gwiazd – gwiazdy Regulus i to trzykrotnie było znamienne, co też mogło być zinterpretowane jako znak narodzin nowego króla.

W przeszłości istniało wiele teorii, próbujących tłumaczyć zjawisko gwiazdy betlejemskiej. Według niektórych astronomów, zjawisko to zostało spowodowane przez spadającą kometę, albo np. wybuch supernowej, czyli eksplozję gwiazdy, w wyniku której wydzielana jest ogromna ilość światła. Thompson tłumaczył, że zapoznał się z wszystkimi teoriami na ten temat i doszedł do wniosku, że najlepiej to zjawisko tłumaczy potrójna koniunkcja Jowisza i gwiazdy Regulusktóra miała miejsce między 14 września 3 r. p.n.Ch. a 17 lutym 2 r. p.n.Ch. i 8 maja 2 r. p.n.Ch. Wtedy to miał miejsce ruch wsteczny Jowisza, polegający na tym, że w nocy zatrzymał on normalny ruch w kierunku wschodnim po to, by poruszać się w kierunku zachodnim przez kilka następnych tygodni.

Zjawisko ruchu wstecznego niektórych planet jest możliwe, bo znajdujące się na zewnątrz od ziemi planety krążą wolniej niż Ziemia i nasza planeta czasami je wyprzedza.

Thompson uważa, że Jowisz poruszający się przez wiele tygodni w kierunku zachodnim, mógł prowadzić Trzech Mędrców z Persji. Podróż na wielbłądach mogła im zabrać trzy miesiące. Przez taki okres najprawdopodobniej w kierunku zachodnim poruszał się Jowisz.

(źródło: http://www.piotrskarga.pl/ps,6343,2,0,1,I,informacje.html; Źródło: “The Daily Telegraph”, AS)

Podziel się z innymi:

LEGENDA O CZWARTYM KRÓLU

Czwarty król

Istnieje pewna stara rosyjska legenda opowiadająca o czwartym królu, który wyruszył w drogę razem z trzema innymi. Eduard Schaper zainteresował się tą legendą i po mistrzowsku ją ukształtował.

Ów czwarty król zabrał ze sobą jako prezent dla królewskiego Dzieciątka trzy błyszczące, szlachetne kamienie.

Był najmłodszym spośród czterech, żadnemu zaś z nich nie płonęła w sercu tak głęboka tęsknota, jak właśnie jemu. Podczas drogi usłyszał nagle szlochanie dziecka. W kurzu zobaczył „leżącego chłopczyka, bezbronnego, nagiego i krwawiącego z pięciu ran. Tak niezwykłe było to dziecko, tak delikatne i bezbronne, że serce młodego króla napełniło się litością.

Podniósł je i zawrócił do wioski, którą właśnie zostawili za sobą. Tam nikt nie znał dziecka. Poszukał opiekunki i przekazał jej jeden ze szlachetnych kamieni, by w ten sposób zabezpieczyć życie dziecka.

Udał się następnie w dalszą wędrówkę. Gwiazda wskazywała mu drogę. Bezbronne dziecko uczyniło go niezmiernie wrażliwym na nędzę świata.

Przechodził przez miasto, w którym naprzeciw niego wyszedł orszak pogrzebowy. Umarł ojciec rodziny. Matka i dzieci miały być sprzedane do niewoli. Król przekazał im drugi drogocenny kamień.

Gdy tak wędrował, nie widział już gwiazdy. Dręczył się wątpliwościami, czy też nie stał się niewierny wobec swojego powołania. Jednak wtedy raz jeszcze zajaśniała na niebie gwiazda. Wędrował za nią poprzez obcą krainę, w której szalała wojna.

W pewnej wiosce żołnierze zgromadzili razem wszystkich mężczyzn by ich zabić. Wtedy król wykupił ich trzecim szlachetnym kamieniem.

Ale teraz nie dostrzegł już więcej gwiazdy.

Ogołocony ze wszystkiego kroczył przez krainę i pomagał ubogim ludziom.

Przybył do pewnego portu w chwili, gdy ojciec rodziny jako wioślarz na jednej z galer miał odpokutować za swoją winę. Król zaofiarował samego siebie i pracował przez wiele lat jako wioślarz na galerze.

Wtedy w jego sercu ponownie wzeszła gwiazda.

Wkrótce przeniknęło go wewnętrzne światło i ogarnęła go spokojna pewność, że mimo wszystko jest na właściwej drodze. Niewolnicy i panowie odczuwali to niezwykłe światło owego człowieka. Został wypuszczony na wolność. We śnie znowu zobaczył gwiazdę i usłyszał głos: „Pospiesz się! Pospiesz!”

Wstał w środku nocy. Wówczas zajaśniała gwiazda i doprowadziła go do bram wielkiego miasta.

Z tłumem ludzi został zapędzony na wzgórze, na którym stały trzy krzyże.

Ponad środkowym krzyżem jaśniała gwiazda.

Wtedy spotkało go spojrzenie Człowieka, który wisiał na tym krzyżu. Człowiek ten musiał odczuwać wszystkie cierpienia, wszystkie utrapienia świata, tak niezwykłe było jego spojrzenie. Ale też litość i bezgraniczną miłość. Jego ręce, przybite do krzyża gwoździami, były boleśnie wykrzywione. Z tych udręczonych rąk rozchodziły się promienie.

Jak błysk przemknęła myśl: tutaj jest cel, do którego pielgrzymowałem przez całe życie.

Ten Człowiek jest Królem ludzi i Zbawieniem świata, na którym oparłem swoją tęsknotę, którego spotkałem we wszystkich utrudzonych i obciążonych.

Król opadł pod krzyżem na kolana.

W jego otwarte ręce spadły wtenczas trzy krople krwi. Były bardziej lśniące niż szlachetne kamienie.

Gdy Jezus umarł z okrzykiem na ustach, umarł też król. Jego twarz jeszcze w śmierci była zwrócona w kierunku Pana i błyszczała jak promieniejąca gwiazda.

Ilekroć czytam tę legendę, porusza mnie ona do głębi.

Być może także w Tobie istnieje coś, co mówi Ci o tajemnicy Bożego Narodzenia.

Często nie widzisz w należyty sposób promieniejącej gwiazdy. Jest w Tobie wtedy ciemno. Wątpisz, czy znajdujesz się na właściwej drodze.

Gdy jednak ukształtujesz życie tak, jak Bóg je dla Ciebie przygotował, także wobec ludzi, którzy znajdują się na Twojej drodze, kiedy jesteś pełen litości i współczucia, wtedy pewnego dnia zabłyśnie w Tobie gwiazda i będziesz mógł odnaleźć Boże Dzieciątko w każdym ludzkim obliczu, do którego się zwrócisz i na którego spojrzenie odpowiesz.

Podziel się z innymi: