O JEZUITACH Z PRZYMRUŻENIEM OKA

Skąd się biorą jezuici?

 

Krzysztof Mądel SJ

 

Utarła się opinia, że jezuici powstali na fali kontrreformacji w celu przezwyciężenia protestantyzmu, jednak opinia ta nie do końca jest prawdziwa. Jej zwolennicy chętnie powołują się na historyczne przykłady i tłumaczą, że na podobnej zasadzie fundowano kiedyś zakony żebracze dla przezwyciężenia herezji albigensów, z tą wszakże różnicą, że zakony żebracze rzeczywiście albigensów pokonały, a tymczasem protestanci nadal mają się dobrze. Otóż opinia ta nie jest prawdziwa. Po pierwsze, nie jest prawdziwa dlatego, że celem istnienia jezuitów – jak czytamy w jezuickich Konstytucjach – jest „pomnażanie chwały Bożej oraz pomaganie duszom”. Po wtóre, jezuici nie mogli powstać w tym samym celu co dominikanie lub franciszkanie, bo gdyby tak było, to dominikanów i franciszkanów już dawno by nie było, a tymczasem jedni i drudzy są i mają się dobrze. Tak więc najprawdopodobniej jezuici powstali właśnie po to, żeby inni mieli się dobrze – jeśli nie wszyscy, to przynajmniej papieże, biskupi, duchowieństwo i świeccy, szkoły, uniwersytety i laboratoria, misje ludowe i domy rekolekcyjne, wydawnictwa i inne media, a wreszcie bezrobotni, biedni i uchodźcy, bowiem wszędzie tam od czterech wieków pracują jezuici i jak dotąd nie narzekają na brak pracy.

 

Założyciem jezuitów był święty Ignacy Loyola (1491-1556), szlachetnie urodzony Bask, rycerz skromnej postury, lecz wielkiego ducha, znany w całym Kościele dzięki Ćwiczeniom duchownym oraz żarliwemu zawołaniu: „Magis!” (łac. „więcej”), określającemu miarę chwały Bożej, a niekiedy błędnie kojarzonemu z osobami trzech magów, którzy jako pierwsi (obok aniołów i pasterzy) zjawili się w towarzystwie Jezusowym, zawstydzając tym samym mieszkańców Betlejem.

 

Ignacy Loyola wywarł ogromy wpływ na duchowe losy chrześcijaństwa oraz na duchowość samych jezuitów. Skąd biorą się najbardziej charakterystyczne cechy tej duchowości? Otóż, biorą się one w równej mierze z Ćwiczeń duchowych, co ze zmartwień. Ponieważ wszyscy jezuici odprawiają co roku ośmiodniowe rekolekcje ignacjańskie podług metody zawartej w książeczce Ćwiczeń duchowych św. Ignacego Loyoli, dlatego słusznie należy sądzić, że właśnie stąd biorą się charakterystyczne rysy duchowości jezuitów. Inne, mniej charakterystyczne rysy biorą się skądinąd. I to właśnie jest przyczyną naszych zmartwień. Na szczęście nie będzie to przedmiotem naszych dalszych rozważań.

 

Sami jezuici chętnie dzielą się swoją duchowością z każdym, aczkolwiek nie do tego stopnia, iżby chcieli tworzyć żeńską mutację swego zakonu, czego, jak wiadomo, żadnemu innemu zakonowi nie udało się uniknąć na dłuższą metę… Powołanie żeńskiej gałęzi jezuitów jest zresztą niemożliwe ze względów językowych: żeńska forma słowa „jezuita” drażniłaby ucho w każdym języku. Ponadto przykład tego towarzystwa, które wszyscy pamiętamy ze stajenki betlejemskiej, jasno pokazuje, iż „pokój na ziemi ludziom dobrej woli” jest możliwy tylko wtedy, gdy towarzyszy mu chwała Bogu „na wysokościach” (in excelsis), a więc tam, gdzie wszystkie formy rodzaju żeńskiego, także te żywe, czują się najlepiej. Innymi słowy, kiedy dzisiaj tak często mówi się o tym, że przyszłość należy do kobiet, to ci, którzy tak mówią, najprawdopodobniej nie mówią o przyszłości jezuitów, lecz o chwale Bożej lub – co nie wykluczone – o końcu świata.

 

Sam Ignacy Loyola w swej młodości był człowiekiem umiarkowanie pobożnym, a to w tym sensie, że jego umiarkowanemu zamiłowaniu do różańca towarzyszyło nieco mniej umiarkowane zamiłowanie do tańca, a to z kolei ustępowało jeszcze mniej umiarkowanemu zamiłowaniu do pojedynków. Ignacy był ponadto człowiekiem głęboko przenikniętym pobożnością maryjną. Razu pewnego omal nie pomścił krwawo anty-maryjnych wypowiedzi pewnego muzułmanina. Na szczęście decyzję o podjęciu zemsty w ostatniej chwili pozostawił mułowi, którego natenczas był dosiadał (rzecz miała miejsce w czasie podróży). Wspomniane zwierzę będąc z natury istotą religijnie indyferentną nie ruszyło w pogoń za islamskim bluźniercą, ale wybrało inną, trudniejszą marszrutę, pozostawiając tym samym przy życiu nie tylko rzeczonego muzułmanina, ale i potrzebę dialogu ekumenicznego – tak niesłychanie dziś żywą. Kiedy później Ignacy został generałem jezuitów, stosował wobec swoich podwładnych metody podobne do tych, których wcześniej użył wobec muła. I tak na przykład niektóre paragrafy Konstytucji zakonnych zakończył genialną klauzulą: „…o ile miejscowy przełożony nie uzna za stosowne postąpić inaczej”. Innymi słowy, wbrew obiegowym opiniom Ignacy był człowiekiem otwartym i zdolnym do podjęcia dialogu z każdym, co zresztą zjednało mu wielu przyjaciół, także pośród muzułmanów. Jeśli zaś idzie o muły, to pogląd, iż mogłyby one z powodzeniem zastąpić niektórych przełożonych, wydaje się mocno przesadzony…

 

Jezuici, jak wiadomo, wybijają się najbardziej w posłuszeństwie, zwłaszcza w posłuszeństwie okazywanym papieżowi. Natomiast braki w tym posłuszeństwie, o czym nie wszyscy wiedzą, dosłownie wybijają jezuitów. Sami jezuici milczą na ten temat, co słusznie uchodzi za akt przyznania się do winy. A propos posłuszeństwa: znane jest powiedzenie Ignacego, w myśl którego jezuita winien uznać za czarne to, co Kościół nazywa czarnym, nawet jeśli z wyglądu jest to coś białego, oraz że jezuita powinien być posłuszny „jak laska w ręku ślepca”, albo „jak trup w rękach tych, co go niosą”. Otóż nieprawdą jest jakoby jezuici słabo rozróżniali kolory, zwłaszcza wtedy, kiedy mają być posłuszni, lub też jakoby większego posłuszeństwa należało spodziewać się po jezuitach ślepych, chodzących o lasce, bądź też zgoła martwych. Prawdą jest natomiast, że w zakonie najbardziej ceni się ten rodzaj posłuszeństwa, który najwięcej przyczynia się do pomnożenia chwały Bożej. Ignacy nazywał ten rodzaj posłuszeństwa „posłuszeństwem rozumu”. Polega ono na tym, że przełożeni nakazują swoim podwładnym robić to, na czym ich podwładni najlepiej się znają. W sytuacji przeciwnej, tzn. wtedy, gdy przełożeni nakazują podwładnym robić to, na czym najlepiej znają się sami przełożeni, mamy do czynienia z tzw. „posłuszeństwem woli”. Ten rodzaj posłuszeństwa nie jest tak doskonały jak pierwszy, ale właśnie on – jak twierdzą przełożeni – „czyni cuda”, dlatego jest wśród jezuitów bardzo popularny. Dzięki posłuszeństwu woli jezuici mogą z łatwością wykonywać to, na czym w ogóle się nie znają, a nawet sprawiać wrażenie jakby byli do tego świetnie przygotowani.

 

Jezuici zawsze mieli wielu przyjaciół. Do najbardziej wypróbowanych przyjaciół jezuitów należą dominikanie. Przyjaźń ta datuje się od chwili, kiedy to hiszpańscy dominikanie zaprosili Ignacego na obiad, a następnie wtrącili go do lochu Inkwizycji. Jezuici chętnie puszczają w niepamięć cały ten incydent, aczkolwiek po dziś dzień jadają u dominikanów z duszą na ramieniu (oczywiście, wyjątek stanowią świetne summy św. Tomasza z Akwinu, który prawdopodobnie tylko dlatego nie wstąpił do jezuitów, że nie uprawiał tomizmu). Jezuici zaprzyjaźnieni są także z franciszkanami. Ci dla odmiany nie tylko wyrzucili Ignacego z Ziemi Świętej, ale także przy pierwszej lepszej okazji skasowali zakon jezuitów (o tym za chwilę). Równie żywe więzy przyjaźni łączą jezuitów z innymi zakonami, z licznym gronem biskupów, kardynałów oraz papieży. Ostatni z tych afektów jest w zakonie szczególnie mocno odczuwany, a nadto szczęśliwym zrządzeniem Opatrzności jest serdecznie odwzajemniany. I tak, gdyby papież Klemens XIV (franciszkanin) nie skasował był Towarzystwa Jezusowego w pamiętnym roku 1773, to zapewne nie poczułby się gorzej i nie pomarł był on sam w roku następnym, nie doczekawszy wskrzeszenia jezuitów w Rosji (1801), w Królestwie Obojga Sycylii (1804), w Ameryce, Anglii i Irlandii (1813), i w całym Kościele powszechnym, którego dokonał jego pobożny sukcesor, papież Pius VII (benedyktyn), w pamiętnym roku 1814.

 

Jezuici mają też swoich wrogów. Należała do nich m.in. caryca Katarzyna II, która nigdy nie pozwoliła na kasatę jezuitów na swoich ziemiach, oraz inni monarchowie niekatoliccy, którzy, jak Fryderyk II, szczerze pragnęli postąpić podobnie. Wrogami jezuitów były także nieokrzesane ludy wszystkich kontynentów (głównie Europy), które nie tylko uchroniły jezuitów przed marazmem apostolskim, ale także dostarczyły im świetnych i licznych męczenników.

 

Poświęćmy jeszcze kilka słów przysłowiowej jezuickiej obłudzie. Obłuda polega na tym, że co innego się myśli, a co innego robi. Otóż w samym zakonie, o dziwo, nikt nigdy nie słyszał o obłudzie, a przecież misje jezuickie sięgają najodleglejszych zakątków świata. Wśród jezuitów chętnie mówi się natomiast o roztropności. Roztropność polega na tym, że im więcej się myśli, tym mniej niepotrzebnej roboty się wykonuje. Jezuici bardzo cenią sobie cnotę roztropności. Bardzo możliwe, że to właśnie z tego powodu nikt dokładnie nie wie co jezuici robią, ani co myślą.

 

Umiłowanie roztropności przysparza jezuitom pewnych kłopotów na gruncie teoretycznym. Zarzuca się im mianowicie, że nie stworzyli żadnej oryginalnej szkoły filozoficznej. Grecja miała swojego Platona i Arystotelesa, Rzymianie rozwijali stoicyzm, późny antyk zrodził Augustyna, dominikanie dali tomizm, franciszkanie – woluntaryzm, protestanci – kantyzm, anglikanie – empirycyzm, Amerykanie – pragmatyzm, Francuzi – kartezjanizm, Chiny – konfucjonizm, Niemcy – heglizm, Żydzi – hermeneutykę. A co stworzyli jezuici? Jezuici odpowiadają zgodnie z prawdą, że nie tworzą nowych systemów filozoficznych, ponieważ nauczają wyłącznie tego, jak rzeczy mają się naprawdę. A ponieważ to wyjaśnienie nie wszystkich przekonuje, jezuici podejrzewają, że największym filozofem był jezuita Suárez, który ponad wszelką wątpliwość ustalił, że nieodparta chęć osiągnięcia unii hipostatycznej nawet aniołów może doprowadzić do zguby.

 

Wybitne osiągnięcia i ugruntowane cnoty nigdy nie stłumiły w jezuitach ducha zdrowego krytycyzmu. Jezuicki krytycyzm jest tak wyostrzony, że z powodzeniem mógłby posłużyć tonącemu zamiast brzytwy. Krytycyzm jezuicki, podobnie jak jezuicka roztropność, to pojęcia, które na dobre weszły do potocznego języka. Miejmy zatem nadzieję, że kiedyś znowu wrócą do jezuitów.

Podziel się z innymi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *