NIE TACY STRASZNI – Z UŚMIECHEM O JEZUITACH

Dziś mamy jezuickie święto, uroczystość Załozyciela Towarzystwa Jezusowego.

 

Żeby nie było zbyt poważnie, poniżej kilka dowcipów o jezuitach wybranych z książeczki „Nie tacy straszni…. czyli dowcipy o jezuitach i nie tylko”. Wydawnictwo Rhetos 2006, zebrał i opracowal Krzysztof Ołdakowski SJ.

 

*

Chłopak zainteresowany zakonem, pyta pewnego jezuitę:

– Czy to prawda, że wy jezuici odpowiadacie zawsze pytaniem na pytanie?

– A kto ci synu takich głupstw naopowiadał?

 

*

– Co oznaczają literki SJ, pisane po imieniu i nazwisku?

– Soft Jobs, co się tłumaczy – lekkie, delikatne prace.

 

*

Nawet papież nie wie trzech rzeczy:

– ile jest zakonów żeńskich na świecie

– na czym polega franciszkańskei ubóstwo

– co myślą jezuici.

 

*

Pewien jezuita zaangażowany w zmagania o sprawiedliwość społeczną znalazł się w więzieniu. Doniesiono o tym bolesnym fakcie prowincjałowi. Przejęty przełożony zareagowal spontanicznie:

– Teraz będzie przynajmniej wiadomo gdzie go szukać.

 

*

– Co robi dziesięciu jezuitów zebranych wokół wspólnego stołu?

– Formułuje piętnaście różnych opinii.

 

*

Pewnego razu do lekarza okulisty przychodzi zakłopotany chorobą oczu jezuita. Po wnikliwych badaniach doktor pyta:

– Jak to się stało, że Ojciec nabawił się tak poważnej wady wzroku?

– To proste, panie doktorze. Mija 10 lat, jak zmuszam się, aby zobaczyć wolę Bożą w decyzjach swojego przełożonego.

 

*

Franciszkanin skarżył się jezuicie, że przełożony nie chce pozwolić mu palić fajki podczas porannej modlitwy.

– A nikotyna – mówił syn świętego Franciszka – uspakaja mnie i stymuluje dzialalność komórek nerwowych.

Jezuita odpowiedzial mu, że widocznie nie umiał odpowiednio sformułować prośby i dlatego nie otrzymał pozwolenia.

– Ja – powiedział syn świętego Ignacego – takie pozwolenie mam!

– A w jaki sposób udało ci się je uzyskać?

– Widzisz, ty prosiłeś o palenie w czasie modlitwy. Ja natomiast zapytałem ” Czy paląc fajkę mogę się modlić?”

Przełożony odpowiedział mi:

– Oczywiście, przecież każdą naszą czynność powinniśmy uświęcać przez modlitwę.

 

*

Franciszkanin, benedyktyn i dominikanin spierali się do którego z zakonów należy Pan Bóg. W końcu postanowili napisać do Najwyższego, prosząc Go, aby zechciał ostatecznie rozstrzygnąć ten problem. W odpowiedzi otrzymali list następującej treści:

„Drodzy synowi, zakończcie prowadzenie tych bezużytecznych sporów, pozbawionych wszelkich podstaw. Bądźcie szczęśliwi i radośni.”

Podpisano: „Ojciec Niebieski SJ”.

 

*

Na egzaminie z etyki profesor pyta jezuickiego kleryka:

– Co to jest oszustwo?

– Oszustwem będzie – odpowiada kleryk – jeśli nie zdam egzaminu.

– A to dlaczego? – pyta zdziwiony profesor.

– Oszustwa bowiem dopuszcza się ten, kto wykorzystuje nieświadomość drugiej osoby ze szkodą dla niej.

 

*

Jezuita – misjonarz zgubił się w dżungli. Nagle widzi naprzeciw siebie tygrysa i przerażony modli się:

– Jezu, natchnij to zwierzę jakimś chrześcijańskim uczuciem!

Tygrys zbliża się i czyniąc znak krzyża, mruczy:

– Pobłogosław, Panie Boże ten posiłek, który z Twojej łaskawości będę spożywał.

 

*

Pewnego zimowego dnia w Betlejem mały Jezus spał sobie smacznie w żłóbku. Obudziwszy się otworzył oczy. Spojrzał w prawo – a tam osioł. Spojrzał w lewo – a tam wół. Westchnął Pan Jezus i pomyslał:

– Oto i całe moje Tworzystwo Jezusowe.

 

*

– Co to jest raj?

– To jest miejsce, w którym kaznodzieją jest dominikanin, ojcem duchowym jezuita, a liturgistą benedyktyn.

– A co to jest piekło?

– Piekło to miejsce, w którym kaznodzieją jest benedyktyn, ojcem duchowym dominikanin, a liturgistą jezuita…

 

*

Umarł pewien jezuita i poszedł bezpośrednio do raju. Tam ogromnie się zdziwiono jego przybyciem, zwłaszcza że nie spędził ani jednego dnia w czyśćcu. Święty Piotr zapytał:

– Ojcze, czy jesteś pewien swojego przeznaczenia, czy na twojej karcie nie napisano przypadkiem: czyściec?

Jezuita odpowiada:

– Bądź spokojny święty Piotrze, przez wiele lat byłem webmasterem w mojej prowincji, a więc z nawiązką odpokutowałem swoje grzechy.

 

*

 

Trzej kapłani spotkali się, aby wymienić swoje doświadczenia na temat podziału niedzielnej zbiórki na tacę. Pierwszy zabrał głos franciszkanin:

– Ja rysuję linię i podrzucam po kolei pieniążki w górę. To co spadnie na prawo od linii jest dla mnie, a co na lewo jest dla Pana Boga.

Dominiknin nieco inaczej rozwiązywał ten problem:

– Rysuję okrąg i podrzucam pieniążki. To co wpadnie do środka jest dla mnie, a co na zewnątrz jest dla Pana Boga.

Na co jezuita:

– Ja oddaję Panu Bogu wszystko. Podrzucam pieniążki w górę i co Pan Bóg złapie, jest dla Niego, a co spadnie jest dla mnie.

 

*

Dominikanin, franciszkanin, benedyktyn i jezuita płynęli łodką. Nagle pojawiło się wokół nich stado rekinów. Jeden z nich uderzył w łódź, a ta zaczęla tonąć.

Dominikanin zaczął nauczać rekiny o znaczeniu przykazania miłości bliźniego, ale jeden z nich natychmiast wychylił się z wody i pożarł go.

Franciszkanin zawołał donośnym głosem:

– Dziękujemy Ci Panie za naszego brata rekina.

W tym momencie został schwytany i schrupany przez potężną bestię.

Benedyktyn usiłowal uspokoić wygłodniałe ryby śpiewem, ale szybko podzielił los wspólbraci.

Jezuita nie wiedział co robić. Trzymał się ostatkiem sił tonącej łódki. Rekiny jednak wyłowiły go i bezpiecznie zaniosły na brzeg.

– Dlaczego mnie nie pożarłyście? – wyjąkał przerażony.

– Aaaaaa, solidarność zawodowa – odpowiedziały.

Podziel się z innymi:

4 myśli nt. „NIE TACY STRASZNI – Z UŚMIECHEM O JEZUITACH

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *