OSTATNIE DNI…

Jak każdy mogę wiele planować, ale nad realizacją planów czuwa Boża Opatrzność i to Ona wie co dla nas najlepsze.

Kłopoty ze zdrowiem zaczęły się nagle w sobotę przed południem. Pomyslałam, że jakoś się przemęczę, może leki z podręcznej apteczki trochę pomogą. Mijały godziny, a opasujący ból brzucha, przechodzący w nieznośny ból raz pod prawym, raz pod lewym żebrem, promieniujący do części lędźwiowej kręgosłupa i powracjący opasaniem, wyciskal wszelkie siły i nie odpuszczał. Potem nagłe torsje zieloną wodą. Noc nie przyniosła ukojenia. Niedzielę powitałam tak słaba, że nie byłam w stanie wykonać jednego telefonu. Leżałam i czekałam, aż mi wrócą siły, choć trochę minie ból, albo może ktoś zadzwoni. W nocy ponownie zielone godziny spędzone w łazience. Ból troszkę zelżał. W poniedziałek miałam umówioną wizytę na Onkologii na Ursynowie w sprawie diagnostyki guza kości prawego ramienia. Zależało mi aby tam dotrzeć i usłyszeć, że to nic groźnego. Ledwo trzymając się na nogach pojechałam. Później pytano mnie, czy profesor nie zwrócił uwagi na mój stan i nie zareagował. Nie zareagował, zbyt dużo pacjentów, chyba nie pozwala na zbytanie pochylanie się nad każdym przypadkiem. Miałam od razu zrobić jeszcze specjalistyczne prześwietlenia, ale … okazało się, że w najbliższych dniach to niemożliwe, bo coś tam się popsuło. Wracałam do domu na ostatnich nogach, myśląc że czeka mnie jeszcze jedna dodatkowa wyprawa na Ursynów. Po powrocie nawrót bólu i ponownie kolejna nieprzespana noc, ta też w kolorze zielonym. Od soboty nic nie jadłam, bardzo mało piłam – może litr wody i herbaty razem, dziennie. A płynów z organizmu traciłam więcej. Kiedy wtorek rano nie przyniósł ulgi, uznałam, że jednak muszę iść do lekarza, ale zanim pójde do niego, musiałam pojechać do pracy. Czekały terminowe sprawozdania i inne sprawy, a mnie się wydawało, że jakoś podołam. Po godzinie wiedziałam, że nie podołam i pojechałam do przychodni do lekarza. Była 10. Lekarz wysłuchał, zbadał, pomyslał i na wózku kazał przewieźć do szpitala. Po krótkim oczekiwaniu na izbie przyjęć w końcu efektywna pomoc. Chirurg, internista, prześwietlenia, zastrzyki, kroplówki. Po kilkunastu godzinach wydawało się, że jest lepiej, ale okazało się, że moje nerki przestały pracować, więc zamiast do domu, niestety na oddział gastroenterologiczny. Oddział przepełniony, pacjenci na wąskich przystawkach na korytarzu, dołączyłam do nich przedostatnia, siódma. Całą noc trwało uruchamianie nerek, w końcu się udało. Tyle, że była to moja kolejna nieprzespana doba i zaczęły sie pojawiać dolegliwości sercowe, chyba z upału i nadmiaru wrażeń. Do wieczora pod kroplówkami, z lekami. Po południu zadzwonil profesor z Onkologii na Ursynowie, że czeka na te moje zdjęcia ręki, żebym nie zapomniała…. 

W końcu poczułam się lepiej i po długiej rozmowie z lekarką prowadzącą poprosiłam o wypis na własną prośbę. Gdyby istniało jakieś zagrożenie dla życia, na pewno bym została w szpitalu, niezależnie od warunków i nastawienia pielęgniarek, którym dołożyliśmy dodatkowej pracy (pewnie nic więcej nie płatnej). Na szczęście stan ostry został ustablizowany i mogłam opuścić szpital. Teraz przede mną dalsza diagnostyka i szukanie przyczyny tego incydentu zdrowotnego. I oczywiście Ursynów. 

Do poniedziałku jestem w domu. Mam nadzieję, że siły wrócą. A zdrowie nie zrobi mi kolejnego psikusa.

 

Z całego serca wszystkim dziękuję za życzliwość, modlitwę, duchowe towarzyszenie.

  

Podziel się z innymi:

SPOTKANIE Z MIŁOŚCIĄ

WSPOMNIENIE OBOWIĄZKOWE BŁOGOSŁAWIONEJ MARII TERESY LEDÓCHOWSKIEJ

I Piątek miesiąca

 

Kolekta

Boże, Ty powołałeś błogosławioną Marię Teresę z książęcego dworu, aby żyła jedynie dla Chrystusa i Kościoła, który jest Jego Ciałem, spraw za jej wstawiennictwem, abyśmy całe nasze życie przeniknięte Twoją miłością oddawali na służbę braciom. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

Czytanie Am 8, 4-6. 9-12

Psalm Ps 119, 2.10.20.30.40.131

 

Ewangelia Mt 9, 9-13

Odchodząc z Kafarnaum Jezus ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim.

Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to faryzeusze, mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.

 

Mateusz siedząc jak co ranka w swojej komorze, bił się z niewesołymi myślami.

Nie szkodzi że jestem celnikiem.

Z czegoś przecież trzeba się utrzymywać.

Jeśli nie ja, kto inny pobierał by cło w komorze.

Staram się dobrze wypełniać moje obowiązki.

Może by jednak rzucić to wszystko i zacząć inaczej żyć? Niemożliwe. I tak w oczach wszystkich jestem jak poganin.

Nawet jak się przeniosę do innego miasta, moja przeszłość pójdzie za mną.

Sprawiedliwi, bogobojni odrzucają mnie, nienawidzą.  Nie zapraszają do swoich domów. Odwracają się gdy ich mijam, jakby się bali aby mój cień nie skrzyżował się z ich cieniem. Gdy muszą płacić są mili, ale w oczach nie mają sympatii, zrozumienia. Żeby chociaż byli obojętni, ale widać że gdyby mogli to wygnaliby mnie na pustynię, jak ofiarnego kozła obarczonego wszystkimi możliwymi grzechami.

A przecież   staram się wypełniać Prawo, choć to takie trudne w moim zawodzie, wiem że Bogu się też nie podobam przez to co robię…

Czy jest dla mnie jakaś nadzieja, czy Bóg okaże mi swą litość, czy może do końca moich dni będę jak trędowaty, samotny, opuszczony, znienawidzony, okryty piętnem celnika i grzesznika…. Wiem, zadaję się z nieczystymi, wiem że …

 

O idzie Nauczyciel z Nazaretu.

Ciekawe co On o mnie mysli, pewnie też jak każdy rabbi, ma mnie w pogardzie, o gdyby dobry Bóg się nade mną ulitował, żebym nie był odrzucony i potępiony na wieki.

Czemu On zwalnia…

Spojrzę na Niego znad mojej skrzynki z pieniędzmi, przyjrzę się przez chwilę jak On wygląda……

 

Te Oczy……

 

Miłość mi wszystko powiedziała, Miłość mi wszystko wyjaśniła….A wiec nie umrę…….

 

Czy to do mnie te słowa …”Pójdź za mną”?

 

Cały jestem przeniknięty tym Spojrzeniem, tymi Słowami..

 

Trzask zamykanej skrzynki.

 

Szybko. Bo odejdzie i może już nigdy Go nie spotkam. Podatki mogą sobie poczekać.

 

Wstaję, podchodzę, idę za Nim…

 

Wpatrzony w Niego, chwytam uchem głosy napływające z otoczenia, nie słyszę jednak tego co zwykle, dziwne, bardzo dziwne…

Ogarnia mnie radość, mam ochotę ich wszystkich uściskać, jak ich zatrzymać, niech nie odchodzą, może zgodzą się przyjść na ucztę, nie chcę się z Nim i z nimi rozstawać, po raz pierwszy od lat nikt mnie nie odrzuca, co się ze mną dzieje…?

 

Dom jest już pełen, ale jest jeszcze miejsce dla tych co na zewnątrz, niech wchodzą, niech się przyłączą do nas…

Z oddali słyszę znajome słowa, pełne oburzenia i wyrzutu….

 

„Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?”.

No tak, poza Nim i Jego uczniami, wokół moi koledzy po fachu, poganie, nierządnice, grabarze, poganiacze zwierząt, kupcy, biedacy, którzy może dopiero dziś po raz pierwszy od wielu dni się lepiej posilą…

 

On odpowiada – „Nie potrzebują Lekarza zdrowi, lecz ci co się źle mają”.

Wiem coś o tym, o poranku byłem taki przygnębiony, przez cały dzień aż do Spotkania myślałem o końcu moich dni, o mojej niezmywalnej grzeszności i odrzuceniu przez Boga na wieczność, ale ten Nauczyciel daje Nadzieję, więc może nie wszystko jeszcze stracone, może Bóg się nade mną i innymi ulituje.

 

„Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary””.

 

To chyba prorok Ozeasz mówił.

Nie zaprasza tych mędrców, mówi, żeby najpierw zrozumieli. Przecież oni, tak świetnie znają Torę, na wyrywki.

Na wszystko mają gotową odpowiedź, wiedzą czego Bóg oczekuje. A On im mówi, żeby postarali się zrozumieć… To chyba znaczy, że choć uczeni i wiedzący, nie rozumieją, też muszą się uczyć.

Ja na pewno muszę, bo nic nie wiem, ale będąc przy Nim, już czuję że się uczę, jakoś tak głębiej, z mocą, pewniej, wystarczy być blisko Niego i uważnie słuchać co On mówi.

 

„Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.

 

To o mnie, to ja jestem największy grzesznik wśród wszystkich mi znanych osób .

A On nie tylko mnie nie odrzucił, ale zawołał aby iść za Nim.

Już nie będę siedzieć w ciemnej komorze, spisywać raportów i przeliczać zarobku…ale chodzić po drogach, słońcu, wietrze, wolny…

Powstałem, jak chory z łoża śmierci…, to On to sprawił, że chcę żyć, śpiewać Bogu z radości, choć przecież właśnie straciłem pracę, moje dotychczasowe źródło życia.

Rano wydawało mi się to niemożliwe…. 

Wołałem w dole rozpaczy, a czuję, wiem że Pan mnie wysłuchał, wielkie jest Jego Miłosierdzie.

 

 ********

 

– Czy ktoś tu wzywał Lekarza?

 

– Tak… to ja wołałam….

 

Błogosławionego dnia.

 

 

 

 

Podziel się z innymi:

ŚWIĘTA DOMINIKA

ŚWIĘTA DOMINIKA, DZIEWICA I MĘCZENNICA

6 lipca

 

Święta Dominika

Święta Dominika (czczona także pod imionami Cyriaka, Kiriaka, Kyriaka – od grec. Kyriake, „należąca do Pana”) pochodziła z Nikomedii w Azji Mniejszej. Żyła w III w. za panowania cesarza Dioklecjana i jego zięcia Maksymiana, prześladowców chrześcijan.
 
Jej rodzice, Doroteusz i Euzebia, Grecy, byli pobożnymi i bogatymi, lecz bezdzietnymi chrześcijanami.
Nie ustawali oni w modlitwie i otrzymali od Boga dziecko.
Dziewczynka urodziła się w niedzielę (Dzień Pański, po grecku Kyriake), toteż nadano jej imię Kiriaka – dopiero później, na Zachodzie, „przetłumaczono” jej imię na łacińskie Dominica.
Od dzieciństwa Dominika poświęciła swoje życie Bogu, powstrzymując się od bycia nieposłuszną. Ponieważ była piękna na ciele i duszy, wielu zalotników zaczęło ubiegać się o jej rękę, jednak ona wszystkim odmawiała, mówiąc, że jest zaręczona z Chrystusem Panem i że nie pragnie niczego więcej niż umrzeć jako dziewica. Sędzia Nikomedii także chciał zaręczyć ją ze swoim synem, szczególnie że pochodziła z zamożnej rodziny. Gdy Dominika odmówiła, wydał ją i jej rodziców Dioklecjanowi jako chrześcijan, którzy byli przez niego prześladowani.
Cesarz rozkazał torturować rodziców Dominiki.
Doroteusz był chłostany, póki żołnierz nie zmęczył się tak, że nie był zdolny kontynuować chłosty. Kiedy rodzice Domniki nie wyrzekli się swojej wiary, Dioklecjan skazał ich na wygnanie do Melitene (położonego między Kapadocją i Armenią), gdzie zmarli, wycierpiawszy wiele dla Chrystusa.
 
Dominikę natomiast cesarz wysłał na przesłuchanie do Maksymiana, aby ten poddał ją próbom. Dziewczyna odmówiła wyparcia się wiary, torturowano ją więc w każdy możliwy sposób, m.in. poprzez biczowanie. Jednak jej wiara była niezłomna.
Pewnej nocy, kiedy leżała w więzieniu, Bóg do niej przemówił: „Nie bój się tortur, Dominiko. Moja łaska jest z tobą”. Dzięki temu Dominika przetrwała wiele strasznych prób. Ostatecznie Maksymian odesłał ją do Hilariona, eparchy (odpowiednik biskupa w Kościele wschodnim) Bitynii, do Chalcedonu.
Jedną z kolejnych tortur było powieszenie Dominiki za włosy na kilka godzin, podczas gdy żołnierze przypalali jej ciało pochodniami. Potem wtrącono ją do celi. W nocy ukazał się jej Chrystus i uzdrowił ją. Widząc cuda ratujące Dominikę, wielu pogan nawróciło się. Wszyscy jednak zostali ścięci.
Następnie młoda kobieta była torturowana przez Apoloniusza, następcę Hilariona. Kiedy została wrzucona w ogień, płomienie gasły. Gdy została rzucona na pożarcie dzikim bestiom, te stawały się potulne i delikatne. Wtedy Apoloniusz skazał ją na ścięcie. Podczas kilku minut darowanych jej na modlitwę prosiła Boga o przyjęcie jej duszy oraz o miłosierdzie i opiekę dla tych, którzy uczczą jej męczeństwo. Po modlitwie oddała duszę Bogu, zanim ostrze miecza spadło na nią.

Zmarła w 289 r. w Chalcedonie, mając 21 lat. Ośrodek jej kultu wytworzył się w Kalambrii na południu Włoch.

Podziel się z innymi:

BŁOGOSŁAWIONA MARIA TERESA LEDÓCHOWSKA

Błogosławiona Maria Teresa Ledóchowska, dziewica i zakonnica, patronka dzieł misyjnych w Polsce

6 lipca

Błogosławiona Maria Teresa Ledóchowska

Maria Teresa urodziła się 29 kwietnia 1863 r. (w czasie powstania styczniowego) w Loosdorf w Austrii, dokąd jej rodzina wyemigrowała po powstaniu listopadowym.

21 grudnia 1873 r. została dopuszczona do pierwszej spowiedzi, a 12 maja 1874 r. do pierwszej Komunii świętej. Sakrament Bierzmowania przyjęła w pałacu biskupim 15 lipca 1878 roku.

Od najmłodszych lat wykazywała wybitne uzdolnienia literackie, muzyczne i aktorskie. Mając 5 lat napisała mały utwór dla domowników, a jako 9-letnia dziewczynka układała wiersze. Rodzina każdy dzień kończyła wspólnym pacierzem, a w niedzielę uczestniczyła we Mszy świętej.

Matka – niezwykle czuła na niedolę bliźnich, bardzo towarzyska i pogodna – umiała wychować dzieci w karności i sumienności.

Ojciec pogłębiał wiedzę dzieci, zapoznając je z historią malarstwa i sztuki, z historią Polski i ojczystą mową.

W roku 1873 rodzice stracili po raz drugi majątek (pierwszy raz dziadek stracił za udział w powstaniu listopadowym), na skutek bankructwa instytucji, której akcje wykupili. Ojciec sprzedał więc majątek w Loosdorf i wynajął mieszkanie w St. Polten. Tu dzieci uczęszczały do szkoły Pań Angielskich. Z tej okazji Maria Teresa zapoznała się z dziełem Marii Ward, założycielki tej instytucji. Dokumentem z tych lat jest świadectwo szkolne Marii Teresy Ledóchowskiej, wystawione w 1875 roku, gdy miała lat 12, na którym widnieją same oceny bardzo dobre.

Wielkim przeżyciem dla niej była wiadomość o uwięzieniu w Ostrowie Wielkopolskim jej stryja, arcybiskupa Mieczysława Ledóchowskiego. Posłała do więzienia napisany przez siebie wiersz ku jego czci. W dwa lata potem witała go radośnie w Wiedniu (1875), gdy jako kardynał zatrzymał się tam w drodze do Rzymu. Pierwszą swoją książkę – Mein Polen – jemu właśnie zadedykowała. Było to sprawozdanie z podróży, jaką odbyła po Polsce ze swoim ojcem (1879). Miała wtedy zaledwie 16 lat.
W 1883 r. Ledóchowscy przenieśli się z Austrii na stałe do Polski do Lipnicy Murowanej koło Bochni (miejsce urodzenia bł. Szymona z Lipnicy), gdzie ojciec wykupił mocno zaniedbany majątek.

Powitał ich burmistrz miasta i ludność w strojach krakowskich – chlebem i solą.

Maria ucieszyła się z powrotu do Polski. Miała wtedy 20 lat. Rychło jednak zaznała, jakie są kłopoty w prowadzeniu gospodarstwa. W porze zimowej chętnie zwiedzała pobliski Kraków i brała udział w towarzyskich zebraniach i zabawach. Wyróżniała się urodą i inteligencją, dlatego rychło zdobyła sobie wzięcie.
W zimie 1885 r. zachorowała na ospę i przez wiele tygodni leżała walcząc o życie. Choroba zostawiła ślady na jej twarzy. Organizm był osłabiony, bowiem sześć lat przedtem Maria Teresa przebyła ciężki tyfus. Ta choroba właśnie uczyniła ją dojrzałą duchowo. Poznała marność tego życia i rozkoszy świata.

Zrodziło się w niej postanowienie oddania się na służbę Panu Bogu, jeśli tylko dojdzie do zdrowia. Na ospę zachorował także jej ojciec i zaopatrzony sakramentami zmarł. Pochowany został w Lipnicy. Maria Teresa, sama osłabiona po ciężkiej chorobie, nie była zdolna do prowadzenia majątku.

W wyniku starań rodziny cesarz Franciszek Józef I mianował ją damą dworu wielkich książąt toskańskich – Marii i Ferdynanda IV, którzy po wygnaniu z Włoch rezydowali w zamku cesarskim w Salzburgu.

Mimo życia na dworze Maria Teresa prowadziła życie przepełnione wewnętrznym skupieniem.


W 1886 r. po raz pierwszy zetknęła się z zakonnicami, które przybyły na dwór arcyksiężnej po datki na misje. Wtedy po raz pierwszy spotkała się z ideą misyjną Kościoła.

Jedną z owych sióstr była dawna dama tegoż dworu, hrabina Gelin. Właśnie w tym czasie kardynał Karol Marcial Lavigerie (+ 1892), arcybiskup Algieru, rozwijał ożywioną akcję na rzecz Afryki.

Pewnego dnia Maria Teresa dostała do ręki broszurę kardynała, gdzie przeczytała słowa: „Komu Bóg dał talent pisarski, niechaj go użyje na korzyść tej sprawy, ponad którą nie ma świętszej”. To było dla niej światłem z nieba. Znalazła cel swojego życia. Postanawia skończyć z pisaniem dramatów dworskich, a wszystkie swoje siły obrócić dla misji afrykańskiej. W tej sprawie napisała też do stryja, kardynała Ledóchowskiego, który pochwalił jej postanowienie.
Jej pierwszym krokiem był dramat Zaida Murzynka wystawiony w teatrze salzburskim i w innych miastach. Ponieważ obowiązki damy dworu zabierały jej zbyt wiele cennego czasu, zwolniła się z nich. Stanęła na czele komitetów antyniewolniczych. Te jednak rychło ją zwolniły, gdyż chciała, aby były to komitety katolickie. Opozycja zaś nalegała, by komitetom nadać charakter międzywyznaniowy. Maria zamieszkała w pokoiku przy domu starców u sióstr szarytek (1890). Zerwała stosunki towarzyskie i oddała się wyłącznie sprawie Afryki. Na własną rękę zaczęła wydawać Echo z Afryki (1890). Nawiązała kontakt korespondencyjny z misjonarzami. Wkrótce korespondencja wzrosła tak dalece, że musiała zaangażować sekretarkę i ekspedientkę. Jednak widząc, że dzieło się rozrasta, w roku 1893 w numerze wrześniowym Echa Afryki rzuciła apel o pomoc.

Z pomocą jednego z ojców jezuitów opracowała statut Sodalicji św. Piotra Klawera. 29 kwietnia 1894 r., w swoje 31. urodziny, przedstawiła go na prywatnej audiencji Leonowi XIII do zatwierdzenia. Papież dzieło pochwalił i udzielił mu swojego błogosławieństwa.

Siedzibą sodalicji były początkowo dwa pokoje przy kościele Świętej Trójcy w Salzburgu. Tam też założyła muzeum afrykańskie.

Od roku 1892 Echo z Afryki wychodziło także w języku polskim. Administrację Maria Teresa umieściła przy klasztorze sióstr urszulanek, gdzie zakonnicą była wtedy jej młodsza siostra, Urszula. W 1894 r. Maria Teresa miała już własną drukarnię. Jako napędową siłę dla maszyn drukarskich wykorzystywała wodę rzeki w majątku, który zakupiła w Salzburgu.

Nową placówkę oddała pod opiekę Maryi Wspomożycielki. Echo z Afryki, a od 1911 roku także Murzynek zaczęły wychodzić w 12 językach. Tu drukowano nadto broszury misyjne, kalendarze, odezwy itp., a potem katechizmy i książeczki religijne w językach Afryki.

W roku 1921 utworzyła akcję Prasy afrykańskiej jako pomoc dla misjonarzy w Afryce. Chodziło o druk książek religijnych w językach tubylczych.
9 września 1896 r. Maria Teresa złożyła śluby zakonne na ręce kardynała Hellera, biskupa Salzburga.

W 1897 r. kardynał zatwierdził konstytucję przez nią ułożoną dla tego zgromadzenia zakonnego.

Dzieło miało trzy stopnie:

1) Członkowie zewnętrzni, wspomagający sodalicję;

2) Zelatorzy uiszczający ofiary;

3) Same zakonnice jako człon wewnętrzny i zasadniczy – prowadzący całe dzieło.

W tym samym roku Maria Teresa założyła w Salzburgu drukarnię misyjną.

W roku 1899 Święta Kongregacja Rozkrzewiania Wiary, na której czele stał kardynał Ledóchowski, wydała pismo pochwalne, a w roku 1899 ta sama Kongregacja przyjęła Sodalicję pod swoją bezpośrednią jurysdykcję. 10 czerwca 1904 r. św. Pius X osobnym breve pochwalił dzieło, a w roku 1910 Stolica Apostolska udzieliła mu definitywnej aprobaty.
W roku 1904 Maria Ledóchowska przeniosła swoją stałą siedzibę do Rzymu.

W cztery lata potem udała się osobiście do Polski, aby szerzyć tam ideę misyjną.

Na wiadomość o powstaniu Polski niepodległej Maria Teresa poleciła zatknąć polskie sztandary na domach swego zgromadzenia (1918). W roku 1920 wysłała zapomogę do Polski. Pod koniec jej życia Echo z Afryki miało ok. 100 000 egzemplarzy nakładu.

W roku 1901 Maria Teresa założyła przy domu głównym Sodalicji w Rzymie międzynarodowy nowicjat. Także i biura Sodalicji były rozsiane niemal po wszystkich krajach Europy. Przy każdej filii założono muzeum Afryki. Nadto Maria wyjeżdżała do miast różnych z wykładami i odczytami o misjach w Afryce.
Maria Teresa zmarła 6 lipca 1922 r. w obecności swoich duchowych córek. 10 lipca złożono jej ciało na głównym cmentarzu rzymskim przy Bazylice Św. Wawrzyńca. Proces beatyfikacyjny rozpoczęto w roku 1945. Paweł VI w świętym roku jubileuszowym, w niedzielę misyjną 19 października 1975, wyniósł ją do chwały ołtarzy. Ciało jej od roku 1934 znajduje się w domu generalnym Sodalicji.

 

W czasie Soboru Watykańskiego II, biskupi Afryki licznie nawiedzali grób tej, która całe swoje życie i wszystkie swoje siły poświęciła dla ich ojczystej ziemi.

 

W nagrodę za bezgraniczne oddanie się sprawom Afryki Maria Teresa zdobyła zaszczytny przydomek Matki Afryki. Jest patronką dzieł misyjnych w Polsce.

W ikonografii bł. Maria Teresa przedstawiana jest w habicie Sodalicji św. Piotra Klawera, czasami z murzyńskimi dziećmi.

Podziel się z innymi:

Zagrożenie minęło

Kochani,

Wszystkim dziękuję za cierpliwość, życzliwość i modlitwę.

Było na granicy, ale na szczęście zagrożenie życia zostało zażegnane, więc o ile Pan Bóg nie ma na razie innych planów wobec mojej jednostki osobowej, to wspólnie powędrujemy blogowymi ścieżkami.

Więcej o ostatnich dniach będzie później, a na teraz uzupełnianie zaległości, za które Was wszystkich z serca przepraszam. 

Podziel się z innymi: