PAN ZNA NAS PO IMIENIU

TRWA TYDZIEŃ MODLITW O POWOŁANIA

 

Kolekta

Boże, Ty przez uniżenie się Twojego Syna podźwignąłeś upadłą ludzkość,  udziel swoim wiernym duchowej radości  i spraw, aby oswobodzeni z niewoli grzechu, osiągnęli wieczne szczęście. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna,  który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,  Bóg, przez wszystkie wieki wieków.


 

Czytanie  Dz 11, 1-18

Psalm Ps 42, 2-3; 43, 3-4

 

Ewangelia J 10, 1-10 

Jezus powiedział: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych”.

Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości”.

 

Owce naprawdę znają głos swojego pasterza. Mają nadane przez pasterza imieniona i na nie reagują. Tylko chore owce podejdą i pójdą za obcym. Zdrowe czekają aż usłyszą głos swojego pasterza.

Zagrody dla owiec, dla ochrony przed złodziejami czy zwierzętami budowane były z kamieni.

Do zagrody prowadziła jedna brama.

Najczęściej pasterze lub strażnicy układali się do snu w bramie zasłaniając sobą dostęp do powierzonych im stad.

Owce, będące własnością różnych pasterzy, spędzały często noc w kamiennej zgrodzie razem, mieszając się w duże stado. 

O poranku w bramie stawali kolejni pasterze i wołając po kolei  swoje owce po imieniu, wyprowadzali je na pastwisko.

Owce nie widziały pasterza, ale reagowały na znany im głos i dźwięk swojego imienia i wychodziły kolejno z zagrody.

Zadaniem pasterza było wyznaczanie drogi i to on szedł na przedzie, dostosowując swój krok do tych idących najwolniej.

Gdy zapadał zmrok i nie wracano do zagrody, tylko nocowano pod gołym niebiem, pasterz często uderzał kijem w swoją laskę pasterską, dając tym sygnałem znać owcom, że jest obok i czuwa, choć one go nie widzą.

Nasza codzienność.

Zagłuszana zewnętrznie hałasem, nic nie wnoszacymi rozmowami i kłótniami, głośną muzyką.

Zagłuszana wewnętrznie naszymi codziennymi troskami, myślami, projektami karmionymi reklamą i fikcją filmową.

Dobry Pasterz, o którym prorok Izajasz mówił iż nie będzie podnosił głosu ani krzyczał….

Czy czasem staram się o ciszę zewnętrzną i wewnętrzną , i nastawiam uszu tych wewnętrznych i zewnętrznych, aby usłyszeć czy mój Pasterz czasem do mnie się nie zwraca?

A może idę za każdym usłyszanym wezwaniem jakie do mnie dotrze, bez zwracania uwagi na to kto i po co woła? 

Maria Magadlena, nie rozpoznaje w Wielkanocny Poranek Pasterza, aż do chwili gdy Ten zwraca się do niej po imieniu.

Wezwanie po imieniu.

Jedynym, unikalnym. Dla Boga jesteśmy unikalni, niepowtarzalni. Nie jedni z wielu, jak czasem próbuje się nam wmówić ale właśnie jedyni.

Choć nasza praca może być zastąpiona, to naszego życia zaplanowanego z miłością przez Ojca, nikt inny nie przeżyje, możemy je przeżyć tylko my sami, mamy do wykonania jedno, unikalne zadanie zlecone przez Ojca.

Mówi się, że Bóg stwarza człowieka a potem wyrzuca matrycę.

Pan Bóg „nie produkuje” seryjnie. 

Każdy z nas otrzymuje patent na bycie wyjątkowym „obrazem Boga”, swoistym odbiciem jakiejś Jego cechy.

Nie istnieją nasze kopie.  

Jeśli nie realizuję mojego życia, mojej miłości Boga i bliźniego nie wnoszę do koncertu świata swojej unikalnej, niezastąpionej nuty. Nikt zamiast mnie jej nie wniesie.

W życiu nie możemy być srednią statystyczną, grupą docelową, nie możemy być nieobecni.

 

Znać Głos Pasterza – poznajemy ten Głos od chrztu swiętego w słuchaniu Słowa, w sakramentach.

Wołanie po imieniu to apel.

 

To wezwanie do wyruszenia w drogę, do podążania za Pasterzem. Ten Głos jest nie tylko głosem pocieszenia, utulenia do snu.

 

Przede wszystkim jest wezwaniem do obudzenia się.

Naszej odpowiedzi na wezwanie Dobrego Pasterza udzielamy ….. w drodze.

 

Błogosławionego Okresu Wielkanocnego.

 

Podziel się z innymi:

ŚWIĘTY PIUS V

ŚWIĘTY PIUS V, PAPIEŻ

30 kwietnia

 

Święty Pius V

Antonio Ghislieri zwany Aleksandrinus urodził się 17 stycznia 1504 r. w Bosco Marengo, w Piemoncie (Włochy). Drogowskazem jego całego życia była najdoskonalsza pobożność chrześcijańska. Rodziców nie było stać na kształcenie syna. Dlatego Antonio zajmował się wypasem owiec. W wieku 14 lat dzięki pomocy jednego z sąsiadów dostał się na studia do konwentu dominikanów. Mając zaledwie piętnaście lat, w 1520 r., przywdział habit dominikański. Otrzymał zakonne imię Michała. W 1521 r. złożył śluby. W zakonie stał się wzorem doskonałości religijnej. Studia teologiczne odbywał kolejno w Bolonii i w Genui. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1528 roku, gdy miał 24 lata. Po uzyskaniu tytułu lektora teologii wykładał w klasztorach w Vigevano, w Soncino i w Alba. Praca ta zajęła mu szesnaście lat; prócz tego pełnił w zakonie inne ważne funkcje. Wielokrotnie wybierano go na przeora, ponieważ wyróżniał się szlachetnymi obyczajami i prowadził surowe życie.
Dla zażegnania szerzących się herezji papież Paweł III w roku 1542 wyznaczył w każdej diecezji inkwizytorów rzymskich. Ojciec Michał musiał wyróżniać się niezwykłą gorliwością, skoro został wyznaczony na wikariusza inkwizytora papieskiego na Padwę. Niedługo potem został mianowany inkwizytorem Pawii, a w roku 1546 – na diecezję Como i Bergamo. Wreszcie na propozycję kardynała Piotra Carafy papież mianował o. Michała inkwizytorem na okręg rzymski (1551). W roku 1555 na tron papieski wstąpił kard. Piotr Carafa pod imieniem Pawła IV. Jako zwolennik generalnych reform w Kościele w roku 1556 zaprosił o. Michała do Rzymu dla przeprowadzenia reform w kurii rzymskiej. W tymże roku Paweł IV mianował o. Michała biskupem Nepi i Sutri. W roku zaś 1557 wyniósł go do godności kardynała. Wreszcie w roku 1558 powierzył mu urząd naczelnego inkwizytora na cały Kościół powszechny.
Pomimo tylu tak zaszczytnych godności kardynał Michał Ghislieri wyróżniał się nadal niezwykłą prostotą i stylem życia. Po pewnym czasie jednak naraził się papieżowi.
Paweł IV był bowiem zwolennikiem rządów twardych i na punkcie prawowierności był nieubłagany. Polecił inkwizytorom, by wobec podejrzanych o sprzyjanie nowinkom byli bezwzględni. Nie można się temu dziwić, gdyż głoszone błędy znajdowały wielu zwolenników także wśród hierarchii kościelnej. Kardynał Ghislieri był natomiast zwolennikiem taktyki przekonywania, upominania i jak najłagodniejszych kar. Dzięki temu uwolnił od podejrzenia o herezję kardynała Morone i uwolnił z więzienia arcybiskupa Toledo, Bartłomieja Carranza, podejrzanego również o sprzyjanie herezji. Na wiadomość o tym, surowy papież wypominał kard. Ghislieri, że przez swą zbytnią łagodność rozzuchwala błędnowierców. Doszło do tego, że wyrzucał mu wprost, że jest niegodnym kardynalskiej purpury, groził mu nawet więzieniem w Zamku Anioła (1559).
Następca Pawła IV, Pius IV zwolnił kard. Ghislieri z urzędu naczelnego inkwizytora i przeniósł go z Rzymu na biskupstwo Mondovi w Piemoncie (1560). Okazało się, że także do jego diecezji dotarły „nowinki” heretyckie. Gorliwy biskup starał się wszelkimi sposobami pozyskać odpadłych od Kościoła. Unikał przy tym środków represyjnych.
9 grudnia 1565 roku zmarł papież Pius IV. Kardynałowie na wniosek św. Karola Boromeusza 7 stycznia 1566 roku wybrali jego następcą kardynała Ghislieri. Nowy papież przybrał sobie imię Piusa V. Koronacja odbyła się 17 stycznia, w sam dzień urodzin papieża. Miał on wtedy 62 lata.
Pius V od razu przystąpił do wprowadzania w życie uchwał zakończonego 3 lata wcześniej Soboru Trydenckiego. Zwracał baczną uwagę, by do godności i urzędów kościelnych dopuszczać tylko najgodniejszych. Odrzucał więc stanowczo względy rodzinne, dyplomatyczne czy też polityczne. Przeprowadził do końca reformę w kurii rzymskiej:
w Datarii, Sygnaturze, w Kamerze i w Kancelarii Papieskiej. Zaprowadził także ład w poszczególnych kongregacjach rzymskich i wprowadził kongregacje nowe, jak na przykład kongregację interpretacji uchwał Soboru Trydenckiego i kongregację indeksu. Wprowadził zakaz opuszczania przez biskupów diecezji na czas dłuższy, a również parafii przez proboszczów. Nakazał biskupom odbywanie regularnych wizytacji parafii. Dla podniesienia studiów i poziomu moralnego kleru państwa watykańskiego nakazał, by klerycy odbywali studia w Kolegium Rzymskim, które zostało powierzone jezuitom. Nalegał niemniej stanowczo, by każda diecezja miała seminarium dla swoich kleryków. Wyznaczył wizytatorów apostolskich, którzy mieli dopilnować, aby uchwały Soboru były przeprowadzone we wszystkich krajach. Jednym z pierwszych posunięć nowego papieża było uzupełnienie kolegium kardynalskiego o ludzi prawych i całkowicie oddanych sprawie Kościoła.
W swoich wysiłkach dla przeprowadzenia reformy nie pominął papież także zakonów
. Kiedy humiliaci nie chcieli poddać się zarządzeniom papieskim, zostali zniesieni dekretem w 1571 roku.
Dla pozyskania prawosławnych Greków Pius V wyniósł do godności doktorów Kościoła czterech przedstawicieli Kościoła wschodniego: św. Bazylego, św. Grzegorza z Nazjanu, św. Grzegorza z Nyssy i św. Jana Złotoustego. Wprowadził też ich imiona do liturgii łacińskiej na wzór czterech wielkich doktorów w Kościele zachodnim, którymi byli: św. Ambroży, św. Hieronim, św. Augustyn i św. Grzegorz I Wielki. Do grona doktorów, czyli nauczycieli Kościoła, dołączył w 1567 r. także swojego współbrata zakonnego, św. Tomasza z Akwinu i zarządził wydanie drukiem jego dzieł.
Katechezie katolickiej przysłużył się przez zainicjowanie i ogłoszenie Katechizmu Rzymskiego (1566), który miał być dla proboszczów podstawą do wykładu wiary. Zasługą Piusa V była także reforma brewiarza (1568) i mszału (1570). Dla ujednolicenia liturgii łacińskiej papież zniósł zbyt daleko idące na tym polu przywileje liturgii partykularnych kościołów czy też zakonów. Inkwizytorom nakazał stosować wielką roztropność i umiar.
Wystąpił stanowczo przeciwko inkwizycji hiszpańskiej, która nie miała nic wspólnego z obroną wiary, a służyła wyłącznie celom politycznym króla Filipa II.
Tak wszechstronnie zaplanowana i konsekwentnie przeprowadzona reforma Kościoła zaczęła bardzo szybko wydawać błogosławione owoce religijnego odrodzenia.

Święty Pius V Papież starał się zaprowadzić ład także w państwie kościelnym. Raz w miesiącu osobiście przyjmował zażalenia na wyroki sądów i urzędników papieskich i rozstrzygał je na korzyść poszkodowanych. Dwa razy w tygodniu przyjmował skargi ubogich. W owym czasie rozwinął się bardzo w państwie kościelnym bandytyzm. Święty ścigał przestępców z całą surowością, aż zaprowadził wreszcie upragniony spokój. Wystawił wiele szkół, szpitali i przytułków. Uzdrowił administrację w państwie kościelnym i rozkładał sprawiedliwie podatki.
Za jego pontyfikatu cesarz Jan Austriacki odniósł pod Lepanto słynne zwycięstwo nad Turkami podczas jednej z najkrwawszych bitew morskich. Zjednoczona flota chrześcijańska odniosła 7 października 1571 roku druzgocące zwycięstwo
. Z 250 galer tureckich 60 zostało zatopionych lub dostało się do niewoli. Z armii tureckiej, liczącej 75 000 doborowego żołnierza 27 000 zatonęło, a 5000 dostało się do niewoli. Straty chrześcijańskie wyniosły: 12 zatopionych galer i 8000 zabitych. Na wieść o tym papież rozkazał, aby święto Różańca Świętego obchodzono w pierwszą niedzielę października.
W rok po tym zwycięstwie ciężko zachorował. Zaopatrzony ostatnimi sakramentami świętymi, ubrany w habit dominikański modlił się: „Panie, powiększaj moje cierpienia, ale z nimi powiększaj cierpliwość”.
Zmarł 1 maja 1572 roku w wieku 68 lat. Zaraz po śmierci otoczyła go cześć ludu. Wszakże na ołtarze go wyniósł w chwale błogosławionych dopiero papież Klemens X w roku 1672. Kanonizował go zaś papież Klemens XI 22 maja 1712 r. Jego ciało spoczywa w Rzymie, w bazylice Santa Maria Maggiore. Jest patronem Kongregacji Nauki Wiary.
(źródło: www.brewiarz.katolik.pl)

 

Podziel się z innymi:

JEZUS Z OWIECZKĄ

Te szkice dedykuję tym wszystkim, którym na sercu jest trudno, niepewnie, mglisto, cięzko…………

 

To właśnie Ty jesteś tą owieczką, w ramionach Dobrego Pasterza 

 

 

 

  

Podziel się z innymi:

DOBRY PASTERZ

IV NIEDZIELA WIELKANOCNA, ROK B

Niedziela Dobrego Pasterza

 

Tydzień modlitw o powołania.

Brewiarz IV Tydzień Wielkanocy, IV tydzień Psałterza

 

 

 

  

 

Kolekta

Wszechmogący, wieczny Boże, prowadź nas do niebieskich radości,  niech pokorny lud dojdzie do Ciebie,  podążając za zwycięskim Pasterzem. Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

Czytanie pierwsze Dz 4, 8-12

Psalm Ps 118, 1.8-9.21-23.26.28

Czytanie drugie 1 J 3,1-2

 

Ewangelia J 10, 11-18

Jezus powiedział: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza. Najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach.

Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia i jeden pasterz.
Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzyskać. Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca”.

 

 

 

Prawidłowo rozeznawać znaki czasu to słyszeć w codzienności Głos Dobrego Pasterza, wsłuchiwać się w Jego Słowo, podążać za Nim, dokądkolwiek On idzie.

Odczytywać wolę Pana w naszej codzienności, aby nie odłączyć się od Niego.

Wymaga to i pewnego wysiłku, i zaangażowania, i wierności, i pokory w dokonywaniu ostatecznych wyborów.

Czasem trudno jest przekonać samego siebie, że trawa po drugiej stronie drogi wcale nie jest bardziej zielona, niż się z punktu, w którym obecnie stoi wydaje.

Czy ten , który tam stoi jest najemnikiem czy Dobrym Pasterzem?

Woła i zachęca owce do siebie, ale czy warto słuchać jego głosu, czy to rzeczywiście Głos Jezusa? 

Wielu zechce sprawdzić, wielu wedlug zasady „liczy się tylko to czego sam doświadczę i o czym sam zadecyduję” pójdzie za głosem najemnika…odejdzie od wiary, od Kościoła, od Boga. 

Im dłuższa rozłąka z Pasterzem, który oddaje swoje życie za nas w codziennej Eucharystii, tym trudniej do Niego wrócić. Trudność wynika z wielu przyczyn, ale najtrudniej wybaczyć sobie samym, że udało się komuś nas zwieść na manowce. Byliśmy przecież tak pewni siebie, tak mądrzy, tak bardzo lepiej wiedzący i rozumiejący. Gdy w pewnym momencie okazuje się, że nasze wspaniałe mniemanie o sobie, leży w gruzach, błąkamy się zagubieni. Kolejny najemnik, gdzieś znikł za horyzontem, a my sami nie wiemy gdzie się zwrócić. Nie przychodzi nam do głowy, że powrót, spotkanie jest prostsze i bliższe niż się nam wydaje.

Pasterz jest obok, szuka nas, my musimy się tylko w Jego stronę odwrócić.

Ten zwrot, to może być sięgnięcie po dziennik duchowy, któregoś z mistyków, to wejście do kościoła na mszę świętą, to rozmowa z kimś, kogo posyła do nas Pan, to szukanie sensu w kolejnym życiowym doświadczeniu. To nasłuchiwanie tego Jedynego Głosu, który woła nas po imieniu, z miłością i troską, jakiej nikt inny nam nie okaże.

 

Od naszych kapłanów i duszpasterzy, oczekujemy, że będą jak Pan Jezus – Dobry Pasterz.

Oczekujemy, że będą wspaniałymi oratorami na ambonie, psychologami w kryzysach duchowych, przedstawicielami Bożego Miłosierdzia w konfesjonałach.

Oczekujemy ich obecności z pociechą duchową w więzieniach, hospicjach, szpitalach.

Oczekujemy, że będą potrafili dotrzeć do każdego serca i przekonać każdego, wrogiego, niechetnego, opornego czy wątpiącego.

Oczekujemy, że odpowiedzą nam na każde pytanie.

Oczekujemy, że będą pochylać się nad biednymi i cierpiącymi.

Oczekujemy, że będą dobrymi administratorami i budowniczymi.

Lista oczekiwań i konkurencji, w których gotowi jesteśmy przyznawać im medale jest wyjątkowo długa.

Gdy nie spełniają naszych oczekiwań, jesteśmy w zawiedzeni, rozgoryczeni a często oburzeni.

Zranieni w głębi naszego „ja” przez jednego duszpasterza, potrafimy przypisywać wszystko co złe i niegodziwe wszystkim kapłanom. 

Nie dokonujemy wtedy rozróżnienia pomiędzy najemnikiem, którego spotkaliśmy,  a dobrymi duszpasterzami, na których być może jeszcze nie trafiliśmy. 

Uogólnienia.

Zarówno w kierunku świętości i budowania ołtarzyków jednym, jak i potępiania innych.

Gdybyśmy w naszym życiu, kierowali się na co dzień Słowami Jezusa, rozpoznawalibyśmy dobrych pasterzy i nie szli za najemnikami. 

Potrzeba naszej codziennej  wytrwałej modlitwy, nie tylko w tygodniu modlitw o powołania, nie tylko w Wielki Czwartek czy w pierwsze czwartki miesiąca, za wszystkich duszpasterzy i za tych, którzy teraz rozeznają swoje powołanie do życia kapłańskiego i zakonnego. Tak, aby Ci wszyscy wybrani i powołani przez Dobrego Pasterza przynieśli owoc obfity na dziś i na wieczność.

 

Błogosławionego Okresu Wielkanocnego.    

 

Podziel się z innymi:

MODLITWA O POWOŁANIA KAPŁAŃSKIE I ZAKONNE

IV Niedziela Wielkanocna, zwana Niedzielą Dobrego Pasterza, jest szczególnym dniem modlitwy o liczne i święte powołania kapłańskie i zakonne.

Prośmy o nie słowami modlitwy:  

                                              

Panie Jezu Chryste, posłuszny woli Ojca, Ty oddałeś swe życie dla zbawienia ludzi, stając się Wiekuistym Kapłanem Nowego Przymierza.

Po imieniu wezwałeś Apostołów i w mocy Ducha Świętego posłałeś ich do świata, by głosili tajemnice Królestwa Bożego.

Twoja miłość objawiona w Wieczerniku i na Kalwarii uobecnia się dzisiaj dla nas w sakramentach Kościoła.

Prosimy Cię, Boski Pasterzu, pociągnij ku Sobie wielu młodych ludzi; obudź w ich sercach powołanie do służby kapłańskiej i uczyń Twoimi naśladowcami.

Niech usłyszą Twoje wołanie i nie lękają się dać hojnie swego życia w darze, poświęcając się dla zbawienia ludzi. Niech nie zabraknie kapłanów, którzy będą tu na ziemi przedłużali Twoją misję i budowali Mistyczne Ciało, którym jest Kościół.

Uzdolnij ich do głoszenia Twojego Słowa, wlej w ich serca Twoją miłość, aby nieśli Dobrą Nowinę ubogim, uzdrowienie chorym i pociechę tym, którzy tracą nadzieję.

Przez przyczynę Maryi, wychowawczyni powołań kapłańskich, prosimy Cię, nasz Odkupicielu, daj nam wielu świętych kapłanów ukształtowanych na wzór Twojego Boskiego Serca. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

Podziel się z innymi:

LITANIA DO ŚWIĘTEJ KATARZYNY SIENEŃSKIEJ

Litania do świętej Katarzyny Sieneńskiej

Kyrie, elejson. Chryste, elejson. Kyrie, elejson.
Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu Odkupicielu świata Boże,
Duchu Święty Boże,
Święta Trójco jedyny Boże,

Święta Maryjo – módl się za nami.
Święty Ojcze Dominiku,
Święta Katarzyno,
Lilio czystości,
Różo cierpliwości,

Przykładzie pokory i cichości,
Naczynie łaski Bożej,
Korono dziewic Chrystusowych,
Ozdobo Kościoła,
Najmilsza duchowa córko św. Ojca Dominika,

Naznaczona ranami Pana Jezusa,
Uwieńczona koroną Zbawiciela,
Rozmiłowana w ubóstwie Chrystusowym,
Troskliwa opiekunko ubogich,
Najczulsza Matko cierpiących,

Pocieszycielko grzeszników rozpaczających,
Służąca radą Namiestnikom Chrystusowym,
Pełna troski o Kościół święty,
Harfo Ducha Świętego,
Mistrzyni życia wewnętrznego,
Obdarzona charyzmatem słowa,

Zanurzona w kontemplacji Bożych tajemnic,
Otwarta na potrzeby świata,
Dźwigająca z Chrystusem krzyż za nie swoje winy,
Ogłoszona Doktorem Kościoła,
Nasza przemożna orędowniczko,
Matko Tercjarko i Siostro nasza,

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – przepuść nam, Panie!
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – wysłuchaj nas, Panie!
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – zmiłuj się nad nami!

Módl się za nami, święta Katarzyno,
Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

Módlmy się:

Wszechmogący Boże, święta Katarzyna rozważając Mękę Pańską i służąc Twojemu Kościołowi, płonęła miłością ku Tobie, spraw za jej wstawiennictwem, abyśmy się zjednoczyli z misterium Chrystusa i radowali się z objawienia Jego chwały. Przez naszego Pana. Amen.

Podziel się z innymi:

MYŚLI ŚW.KATARZYNY ZE SIENY

Cierpliwość jest probierzem cnót w duszy.

Pośród wszystkich zniewag cierpliwość błyszczy i utwierdza swe panowanie.

Cnota doświadcza się w przeciwnościach.

Miłość i pokora są to dwa skrzydła, konieczne do lotu w krainę życia wiecznego.

Dusza która coraz bardziej zbliża się do Mnie, staje się coraz czystsza. (Pan Jezus do św.Katarzyny ze Sieny)

Bez uczynków nie ma ani woli prawdziwej, ani żywej wiary.

Natychmiast to najlepszy czas do czynienia dobra.

Doskonałość nie polega na umartwianiu i zabijaniu ciała, lecz na zabiciu woli własnej i przewrotnej.

Kto orze ten odrzuca skiby ziemi; podobnie Duch Święty odrzuca grunt naszej przewrotnej i zmysłowej woli.

Bez korzenia miłości drzewo duszy nie wyda owocu, lecz uschnie.

Dusza, która zna swoją nędzę, zna dobrze nędzę świata.

Dusza nie może żyć bez miłości; musi kochać Boga lub świat.

Gwoździe nie wystarczyłyby do utrzymania Boga Człowieka, przybitego do Krzyża, gdyby Go nie przytwierzdiła do niego miłość.

Maryja, jak drzewo miłosierdzia przyjęła w siebie duszę ofiarną Syna…

Lekarstwem na wszystkie ułomności nasze jest nie co innego, tylko ogień miłości.

Miłość nie stoi bezczynnie…

Miłowałem was, zanim byłem miłowany, i stąd wszelka miłość, jaką macie do Mnie, jest długiem, który Mi uiszczacie, a nie łaską dla Mnie.

Miłość moja miłość, was stworzyła i moja miłość was zachowuje.

Nie przez obfitość słów dochodzi się do modlitwy doskonałej, lecz przez uczucie pragnienia, przez wznoszenie się ku Mnie z poznaniem siebie, jedno i drugie (poznanie) połączone wspólnie.

Jestem ta wielką Opatrznością, która nigdy nie uchyla się od próśb tych sług, którzy we Mnie wierzą, próśb dotyczących ciała i duszy. (Pan Jezus do św. Katarzyny ze Sieny)

Podziel się z innymi:

ŚWIĘTA KATARZYNA SIENEŃSKA

ŚWIĘTA KATARZYNA SIENEŃSKA

dziewica, Doktor Kościoła, patronka Europy

29 kwietnia

 

 

  

Niewiele jest świętych kobiet, które szczycą się takim uznaniem i taką czcią. Szacunkiem darzą ją zarówno duchowni, jak i rzesze ludzi świeckich. Święta Katarzyna ze Sieny była mistyczką, przewodniczką i matką duchową, opiekunką ludzi chorych i cierpiących, ale też doradcą i powiernikiem dostojników kościelnych.

 

Współpatronka Europy
Ojciec Święty Jan Paweł II ustanawiając św. Katarzynę ze Sieny Współpatronką Europy kierował się przede wszystkim uniwersalnym i ponadczasowym przesłaniem, jakie dla naszego kontynentu niesie ta niezwykła Włoszka. Żyła w czasach średniowiecza (1347-1380). Spełniała misję wobec Kościoła i papieża. Jej działalność jest przykładem pozytywnej roli, jaką może odegrać w szerokich kręgach kobieta.

W dzisiejszych czasach obserwujemy i doświadczamy szybko postępującej laicyzacji życia oraz tendencji do traktowania ludzi tylko w kategoriach rynkowych, ekonomicznych. Coraz bardziej odchodzimy od duchowego prymatu życia ludzkiego, a tym samym od chrześcijańskiej myśli i chrześcijańskich wartości.
 
Z tych własnie powodów współczesny świat coraz bardziej potrzebuje mistrzów, przewodników, autorytetów i wzorów do naśladowania. Św. Katarzyna jest niewątpliwie wspaniałym przewodnikiem, zarówno dla osób duchownych, jak i świeckich, dla chrześcijan, jak i dla dyplomatów, polityków, mężów stanu. Jest autorytetem, wzorem postępowania dla wychowawców, nauczycieli, pielęgniarek (których również jest patronką), dla kobiet i mężczyzn różnego stanu, bez względu na ich status i wykształcenie.

Katarzyna Benincasa nie uprawiała polityki partykularnej, nie dążyła do sławy i kariery, nie zabiegała o godności i bogactwo, lecz – w pełnym tego słowa znaczeniu – poświęciła się dla dobra swojej ojczyzny i Kościoła. Walcząc zaś o jedność Kościoła i jego wewnętrzną siłę, występowała tym samym o jedność chrześcijańskiej Europy. Ten fakt – jak się wydaje – zadecydował o postawieniu św. Katarzyny jako wzorca dla współczesnych polityków i stojących na czele państw.

W centrum wydarzeń
Ta prosta, niewykształcona sienenka, dominikańska tercjarka, obdarzona była licznymi łaskami i nadprzyrodzonymi darami, które z pożytkiem wykorzystywała dla dobra ludzi i całego Kościoła. Nie zważając na swoją małość i na swoje ludzkie ograniczenia, wyruszyła na ratunek zagrożonego i skompromitowanego w tym czasie Kościoła. Wielka schizma zachodnia sprawiła, że autorytet papieża, jak i całego duchowieństwa był mocno zachwiany. Św. Katarzyna w sprawy Kościoła zaangażowała się z całą swoją energią. Napisała mnóstwo listów do znanych osobistości, do samego papieża, do królów i rządów, do ludzi wpływowych, do każdej z zainteresowanych stron. Wyruszyła w dalekie podróże, by osobiście interweniować, pertraktować i służyć radą. Podjęła się nawet misji sprowadzenia papieża Grzegorza XI z Awinionu na Stolicę Piotrową w Rzymie.

Pragnienie pokoju
Św. Katarzyna z uporem nawoływała do pokoju, którego brakowało niemal na wszystkich szczeblach społecznych: od rodziny poczynając, a na stosunkach międzynarodowych kończąc. Zdawała sobie sprawę, iż zarówno dobro jednego człowieka, jak i większych społeczności zależy w dużej mierze od ładu i zgody, więc nie ustawała w staraniach, by głosić potrzebę pokoju i podejmować energiczne, zdecydowane i skuteczne działania, by go osiągnąć. Starała się uzmysłowić ludziom, że najlepszą gwarancją trwałego pokoju jest miłość i jedność w relacjach z innymi. O ten upragniony pokój apelowała do wszystkich, tak swoich współziomków, jak i do rządów innych republik, polityków, duchownych, królów i samego papieża.

Podkreślała przede wszystkim, jak ważną sprawą jest zawarcie pokoju z Bogiem. Bez tego pojednania nie ma bowiem żadnych szans na trwały pokój między ludźmi. Jest on tą wartością, którą zdobywać trzeba nieustannie. Nauczała też, że ów zewnętrzny pokój nie jest możliwy bez wewnętrznego pojednania z Bogiem i bliźnimi. I tę prawdę św. Katarzyna starała się wpoić zarówno swoim uczniom, jak i każdemu napotkanemu człowiekowi.

 

Wzór polityka i negocjatora
Czy św. Katarzynę można nazwać politykiem? We współczesnym rozumieniu tego pojęcia na pewno tak. Jednak podkreślić należy, że stanęła ona na tym polu jako mistyczka, świadek i narzędzie działania samego Boga. Dlatego mogła bez kompleksów i wręcz w zuchwały i apodyktyczny sposób wkroczyć w historię Kościoła i w historię Europy. Motywy jej działania są wyjątkowo wolne. Inspiracją Świętej była tylko i wyłącznie miłość Boga i bliźniego, a co za tym idzie, służba dobru człowieka i całego społeczeństwa. Pamiętać trzeba, że św. Katarzyną nie rządził żaden interes polityczny. Celem, o który jej chodziło, była walka o wewnętrzny rozwój człowieka, o jego dojście do zbawienia oraz o dobro Kościoła. Niezmordowanie przypominała, iż całą politykę należy podporządkować wartościom moralnym.

Była głęboko przekonana, że każdy człowiek jest ważniejszy od wszelkich struktur społecznych i politycznych, nie obawiała się stanąć przed papieżem i przed kardynałami, by im o tym powiedzieć. Z mocą wypływającą z mistycznego obcowania z Bogiem głosiła im, że naczelnym fundamentem ładu i pokoju jest uszanowanie godności każdego człowieka, a rządzenie ludźmi oznacza nic innego jak służenie im i ich szeroko rozumianemu dobru.

 

Święta m.in. napisała: Niechaj zatem wzrasta Europa, niech się rozwija jako Europa ducha, idąc śladem swojej najlepszej tradycji, której najwznioślejszym wyrazem jest właśnie świętość. Jedność kontynentu, dojrzewająca stopniowo w ludzkiej świadomości i nabierająca coraz bardziej wyrazistych kształtów również na płaszczyźnie politycznej, otwiera niewątpliwie rozległe perspektywy nadziei. Europejczycy są powołani, aby raz na zawsze zamknąć rozdział historycznych rywalizacji, które często były przyczyną krwawych wojen na kontynencie. Jednocześnie winni tworzyć warunki dla ściślejszej jedności i współpracy między narodami. Wielkim wyzwaniem dla nich jest kształtowanie kultury i etyki jedności, bez nich bowiem wszelkie działania polityczne na rzecz jedności skazane są prędzej czy później na niepowodzenie.

Te słowa zostały spisane ponad sześćset lat temu. Czyż dziś nie są jak najbardziej aktualne?

Podziel się z innymi:

SZANTAŻ

Kolekta

Boże, Ty wierzących w Ciebie obdarzyłeś nowym życiem w sakramencie chrztu świętego, otaczaj odrodzonych w Chrystusie nieustanną opieką, aby odpierali ataki złego ducha i zachowali Twoją łaskę. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

Czytanie Dz 9,31-42

Psalm Ps 116 B, 12-17

 

Ewangelia J 6, 55.60-69

W synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: „Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem”. Wielu spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, mówiło: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?”

Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: „To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą”.
Jezus bowiem od początku wiedział, którzy to są, co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: „Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca”. Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło.
Rzekł więc Jezus do Dwunastu: „Czyż i wy chcecie odejść?” Odpowiedział Mu Szymon Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga”.

 

 

W naszych rozmowach z Panem, szczególnie w momentach gdy szczególnie zależy nam na jakimś darze, łasce od Niego, czasem próbujemy grozić, że jeśli On czegoś nie spełni w odpowiednim czasie i w sposób jakiego oczekujemy, to odejdziemy od Niego.

Liczymy, że na taki nasz argument, Ten który nas umiłował zareaguje i otrzymamy to, o co prosimy.

Jezus zaś pozwala na odchodzenie od Niego.

Nikogo na siłę przy sobie nie zatrzymuje.

Nie zmienia, tego co ma przekazać, tylko po to abyśmy ja, czy Ty pozostali Mu wierni, choć przecież nasze zwątpienia, bunty, brak wiary, zdrady i odejścia ranią Go.

Tę metodę „szantażu” wypróbowaliśmy nieraz na ludziach i zadziałała, zatrzymywali nas, dostosowywali się do naszych oczekiwań i my łaskawie godziliśmy się nadal z nimi przestawać.

Stąd liczymy na podobne efekty i próbujemy Pana „przymusić”, aby działał tak jak my tego chcemy, aby mówił tylko to, co my chcemy od Niego usłyszeć.  

Dziś odeszło od Niego wielu, którym trudno było uwierzyć w największy dar, dar Ciała i Krwi w Eucharystii.

Nie uwierzyli Słowu Pana, Słowu które daje życie, które jest duchem.

I do nas Jego Słowo nie zawsze dociera.

Jeśli dotrze, nie zawsze Mu wierzymy.

Jeśli nawet wierzymy, to stawiamy, czasem nieświadomie, granice i tamy, w tym co Słowo ma w nas dokonać.

Niezbyt chętnie poddajemy się oczyszczającej i przemieniającej mocy Słowa.

Niemniej jednak, zdajemy sobie sprawę, że odejście nie będzie dobrym rozwiązaniem naszego kryzysu.

Z Piotrem pytamy: ” Panie do kogóż pójdziemy?” Wierzymy, że Jego Słowa są słowami życia wiecznego. 

Ale dostrzegamy w końcu, jak mała i nikła jest nasza wiara, jak bardzo potrzeba nam Jego łaski, abyśmy przy Nim wytrwali.

Jeśli w chwili kryzysu, załamania, próby odejdziemy niewiele zyskamy, jeśli pozostaniemy i wytrwamy, zawierzymy Panu, to jego  Słowo i Eucharystia będzie nas dalej formować i przemieniać i zyskamy wszystko co On nam obiecuje. 

Przypatrzmy się bliżej naszej reakcji wewnętrznej, na niektóre Słowa Pana, które trudno nam przyjąć, które chętnie pomijamy w czytaniu i medytacji  lub zwyczajnie się po nich prześlizgujemy, aby nie konfrontować z nimi naszego życia, emocji, planów.

I kiedy w końcu się  nad nimi pochylimy i dotrze do nas ich sens, znaczenie , to nie uciekajmy, nie odchodźmy w pierwszym odruchu niezrozumienia czy lęku…. bowiem właśnie te Słowa niosą nam życie, wyzwolenie  i łaskę.

 

Błogosławionego okresu Wielkanconego.

Podziel się z innymi:

MYŚLI ŚW. LUDWIKA MARII GRIGNION DE MONTFORT

„Tuus totus ego sum, et omnia mea tua sunt –  Oto jestem cały Twój i wszystko co moje, Twoim jest, o Jezu mój najmilszy, przez Maryję, Twą Najświętszą Matkę”.(Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, tłum. J. Rybałta, wyd. IV, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 1996, 233).

Chrystus jest jedynym Mistrzem, który ma nas nauczać, jedynym Panem, od którego winniśmy być zależni, jedyną Głową, z którą winniśmy być złączeni, jedynym wzorem, do którego upodobnić się mamy, jedynym lekarzem zdolnym nas uleczyć, jedynym pasterzem, który musi nas żywić, jedyną drogą, mającą nas prowadzić, jedyną prawdą, w którą winniśmy wierzyć, jedynym życiem, które ma nas ożywiać, i naszym jedynym wszystkim we wszystkim, które ma nam wystarczyć (Traktat o prawdziwym nabożeństwie, 61).

 

Całkowite odniesienie Maryi do Jezusa, a w Nim do Trójcy Świętej, można dostrzec przede wszystkim w następującej uwadze: „Ilekroć wreszcie myślisz o Maryi, Maryja za ciebie myśli o Bogu; ilekroć wielbisz Maryję, Maryja wraz z tobą wielbi i czci Boga. W Maryi wszystko odnosi się do Boga, jest Ona odbiciem Boga, które istnieje tylko w związku z Bogiem, echem Bożym, mówiącym głosem Boga i powtarzającym Jego słowa. Jeśli powiesz „Maryja”, Ona powie „Bóg”. Gdy św. Elżbieta wygłosiła pochwałę Maryi, zwąc Ją błogosławioną, za to, że uwierzyła, Maryja, wierne echo Boga, zaintonowała: „Wielbi dusza moja Pana” (Łk l, 46). Maryja czyni nadal każdego dnia to, co uczyniła wtedy. Gdy Ją chwalisz, miłujesz, czcisz lub coś Jej ofiarujesz, wówczas chwalisz, miłujesz i czcisz Boga i Bogu dajesz przez Maryję i w Maryi” (tamże, 225).


W modlitwie skierowanej do Matki naszego Pana św. Ludwik Maria wyraża również trynitarny wymiar Jej relacji z Bogiem: „Pozdrawiam Cię, Maryjo, umiłowana Córko Ojca przedwiecznego! Pozdrawiam Cię, przedziwna Matko Syna! Pozdrawiam Cię, Maryjo, najwierniejsza Oblubienico Ducha Świętego!” (Tajemnica Maryi, 68).

 

„Ponieważ cała doskonałość nasza polega na upodobnieniu się do Chrystusa Pana – pisze św. Ludwik Maria Grignion de Montfort – na zjednoczeniu z Nim i poświęceniu się Jemu, przeto najdoskonalszym ze wszystkich nabożeństw jest bezspornie to, które nas najdoskonalej upodabnia do Chrystusa, najściślej z Nim jednoczy i całkowicie Jemu poświęca. A że ze wszystkich stworzeń najpodobniejsza do Chrystusa Pana jest Matka Najświętsza, wynika stąd, że spośród wszystkich nabożeństw, tym, które duszę najlepiej poświęca Zbawicielowi naszemu i ją z Nim jednoczy, jest nabożeństwo do Najświętszej Panny, Jego świętej Matki. Im bardziej dusza poświęcona jest Maryi, tym zupełniej należeć będzie do Jezusa” (Traktat o prawdziwym nabożeństwie, 120).

 

W Chrystusie, jednorodzonym Synu, jesteśmy rzeczywiście dziećmi Ojca, a jednocześnie dziećmi Maryi i Kościoła. W dziewiczym narodzeniu Jezusa w pewnym sensie narodziła się na nowo cała ludzkość. „A słowa, które św. Paweł do siebie stosuje, znajdują w zastosowaniu do Niej jeszcze słuszniejsze uzasadnienie: „Synaczkowie moi! Oto na nowo w boleści was rodzę, dopóki nie odtworzy się w was obraz Chrystusa” (Ga 4, 19). Codziennie rodzę synów Bożych, dopóki nie odtworzy się w nich obraz Jezusa Chrystusa w pełni swego wieku” (Traktat o prawdziwym nabożeństwie, 33).

 

Nauka ta znajduje najpiękniejszy wyraz w modlitwie: „Duchu Święty, udziel mi głębokiej pobożności i wielkiej miłości do Maryi, mocnego oparcia na Jej matczynym łonie i łaski nieustannego uciekania się do Jej miłosierdzia, abyś poprzez Nią ukształtował Jezusa w moim wnętrzu” (Tajemnica Maryi, 67). Ludwik Maria pisze: „Jakże szczęśliwa jest dusza, która (…) cała jest opanowana i owładnięta duchem Maryi, który jest słodki i mocny, gorliwy i roztropny, pokorny i mężny, czysty i płodny” (Traktat o prawdziwym nabożeństwie, 258). Mistyczne utożsamienie się z Maryją jest ukierunkowane całkowicie na Jezusa, jak wyraża to w modlitwie: „W końcu, moja najdroższa i najukochańsza Matko, spraw, jeśli to możliwe, abym nie miał innego ducha, jak tylko Twojego, do poznania Jezusa Chrystusa i Jego boskiej woli; abym nie miał innej duszy, jak tylko Twoją, do chwalenia i wysławiania Pana; abym nie miał innego serca, jak tylko Twoje, do kochania Boga miłością czystą i żarliwą jak Ty” (Tajemnica Maryi, 68).

„Nie ma też dla chrześcijanina niczego, dzięki czemu mógłby stać się bardziej całkowitą własnością Jezusa Chrystusa i Jego świętej Matki, niż dobrowolna niewola wzorowana na przykładzie samego Chrystusa, który z miłości ku nam „przyjął postać sługi” (Flp 2,7), i Matki Najświętszej, która się nazwała służebnicą i niewolnicą Pańską (Łk l,46-48). Apostoł nazywa siebie zaszczytnym mianem sługi Chrystusa (Rz l,1). Pismo święte zwie kilkakrotnie chrześcijan sługami Chrystusa (l Kor 7,22; 2 Tym 2,24)” (Traktat o prawdziwym nabożeństwie, 72). Syn Boży, który w posłuszeństwie Ojcu przyszedł na świat przez wcielenie (por. Hbr 10,7), uniżył później samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej (por. Flp 2,7-8). Maryja odpowiedziała na wolę Bożą poprzez całkowity dar z siebie, swego ciała i duszy, dar stały: od zwiastowania po krzyż i od krzyża aż po wniebowzięcie. Między posłuszeństwem Chrystusa i posłuszeństwem Maryi istnieje oczywiście asymetria, wynikająca z ontycznej różnicy między Boską osobą Syna i ludzką osobą Maryi. Konsekwencją tego jest fakt, że posłuszeństwo Chrystusa jest jedynym skutecznym źródłem zbawienia, z którego Jego Matka otrzymała łaskę całkowitego posłuszeństwa Bogu a zarazem współpracy w posłannictwie Jej Syna.
„Niewolę miłości” należy interpretować zatem w świetle przedziwnej wymiany między Bogiem i ludzkością, dokonanej w tajemnicy wcielonego Słowa. Jest to prawdziwa wymiana miłości między Bogiem i Jego stworzeniem w całkowitym wzajemnym darze z siebie. „Istotą tego nabożeństwa (…) jest uczynienie duszy wewnętrznie niewolniczo oddanej Najświętszej Maryi Pannie, a za Jej pośrednictwem – Jezusowi” (Tajemnica Maryi, 44). Paradoksalnie owe „więzy miłości”, owa „niewola miłości” sprawiają, że człowiek staje się w pełni wolny, prawdziwą wolnością dzieci Bożych (por. Traktat o prawdziwym nabożeństwie, 169). Chodzi o całkowite powierzenie się Jezusowi, w odpowiedzi na miłość, którą On pierwszy nas umiłował. Kto żyje tą miłością, może powtórzyć za św. Pawłem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20).

św. Ludwik Maria w swoich pismach kładzie akcent na żywej wierze Matki Jezusa, w drodze od wcielenia aż po krzyż. Maryja jest dzięki swej wierze modelem i prawzorem Kościoła. Św. Ludwik Maria wyraża tę myśl posługując się różnymi środkami, ukazując czytelnikowi „cudowne skutki” doskonałego nabożeństwa do Maryi: „Im bardziej zatem pozyskasz sobie życzliwość tej Pani dostojnej i Panny wiernej, tym więcej posiądziesz wiary we wszystkim: wiary czystej, która sprawi, iż nie będziesz dbał o to, co schlebia uczuciu lub odznacza się niezwykłością; wiary żywej i ożywionej miłością, która sprawi, iż pobudką wszystkich twych czynów stanie się czysta miłość; wiary mocnej i niezachwianej jak skała, dzięki której trwać będziesz niewzruszony i niezłomny wśród burz i zawieruchy; wiary czynnej i przenikliwej, która niby klucz cudowny umożliwi ci wstęp do wszystkich tajemnic Chrystusowych, pozwoli ci wniknąć w ostateczne rzeczy człowieka, a nawet w samo serce Boga; wiary mężnej, dzięki której bez wahania podejmiesz się wielkich rzeczy dla Boga i zbawienia dusz i sprawom tym szczęśliwie podołasz; wreszcie wiary, która będzie dla ciebie płonącą pochodnią, życiem Bożym, ukrytym skarbem Bożej Mądrości, bronią wszechmocną, którą posługiwać się będziesz, by świecić tym, co są w ciemnościach i w cieniu śmierci, by rozpalać tych, co są oziębli i łakną rozżarzonego złota miłości, by darzyć życiem tych, co umarli przez grzech, by poruszać słowem mocnym a łagodnym serca chłodne jak marmur i obalać cedry Libanu, a wreszcie, by oprzeć się diabłu i wszystkim wrogom zbawienia” (Traktat o prawdziwym nabożeństwie, 214).

Podobnie jak św. Jan od Krzyża, św. Ludwik Maria kładzie nacisk przede wszystkim na czystość wiary i na typowe dla niej, często bolesne, ciemności (por. Tajemnica Maryi, 51-52). Jest to wiara kontemplacyjna, która – rezygnując z rzeczy odczuwalnych i nadzwyczajnych – przenika tajemnicze głębie Chrystusa. Św. Ludwik Maria zwraca się w modlitwie do Matki Pana słowami: „Nie proszę Cię o wizje czy objawienia, o odczucia ani rozkosze, choćby tylko duchowe (…). Tu w dole nie pragnę mieć żadnej innej cząstki niż ta, którą Ty miałaś, tzn. wierzyć czystą wiarą, niczego nie doświadczając i nie oglądając” (tamże, 69). Krzyż jest kulminacyjnym momentem wiary Maryi, jak napisał Jan Paweł II w Encyklice Redemptoris Mater. „Przez tę wiarę Maryja jest doskonale zjednoczona z Chrystusem w Jego wyniszczeniu (…). Jest to chyba najgłębsza w dziejach człowieka „kenoza” wiary” (n. 18).

Duch Święty wzywa Maryję, by „odtwarzała się” w Jego wybranych i aby zakorzeniła się w nich Jej „wiara niezłomna”, jak również „nadzieja stanowcza” (por. Traktat o prawdziwym nabożeństwie, 34).

Św. Ludwik Maria kontempluje wymiar eschatologiczny, zwłaszcza gdy mówi o „apostołach czasów ostatecznych”, kształtowanych przez Najświętszą Maryję Pannę, aby nieśli w Kościele zwycięstwo Chrystusa nad siłami zła (por. Traktat o prawdziwym nabożeństwie, 49-59). Nie chodzi tu w żadnym wypadku o jakąś formę „millenaryzmu”, lecz o głęboki sens eschatologicznego wymiaru Kościoła, związany z jedynością i powszechnością zbawienia dokonanego przez Jezusa Chrystusa. Kościół oczekuje chwalebnego przyjścia Jezusa przy końcu czasów. Podobnie jak Maryja, i wraz z Nią, święci są w Kościele i dla Kościoła, aby zajaśniała jego świętość, aby głosić aż po krańce ziemi i do końca czasów dzieło Chrystusa, jedynego Zbawiciela.

„Przywiązujemy dusze do nadziei w Tobie jak do mocnej kotwicy. Wszak właśnie do Niej najbardziej przywiązali się święci, którzy zostali zbawieni, i do Niej też przywiązywali innych, by w cnocie wytrwali. Szczęśliwi więc, i po tysiąckroć szczęśliwi ci, którzy teraz przywiązują się do Niej jak do mocnej kotwicy i wiernie przy Niej trwają” (Traktat o prawdziwym nabożeństwie, 175). Poprzez nabożeństwo do Maryi sam Jezus „rozszerza serce świętą ufnością w Bogu, w którym każe widzieć Ojca. Wzbudza w nim tkliwą, synowską miłość” (tamże, 169).

Podziel się z innymi: