SPOTKANIE

Kolekta

Wszechmogący wieczny Boże, Ty świętego Pio, prezbitera, obdarzyłeś łaską uczestnictwa w krzyżu Twojego Syna, spraw za jego wstawiennictwem, abyśmy trwale włączeni w cierpienie Chrystusa, szczęśliwie mogli osiągnąć chwałę zmartwychwstania. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,  Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

Czytanie Koh 1, 2-11

Psalm Ps 90, 3-6.12-14.17

 

Ewangelia Łk 9, 7-9

Tetrarcha Herod usłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Jezusa i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że Eliasz się zjawił; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Lecz Herod mówił: „Ja kazałem ściąć Jana. Któż więc jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę?” I chciał Go zobaczyć.

 

Herod – typowy przedstawiciel ludzi niewierzących, przed którym staje problem Jezusa.

Słyszy o cudach i nauce Jezusa i ogarnia go z jednej strony niepokój a z drugiej  ciekawość.

Jednak ani niepokój ani ciekawość nie prowadzą go do wiary, ani do nawrócenia.

Jest w nim jakiś zabobonny lęk, że Jan Chrzciciel, którego on kazał zamordować mógłby powstać z martwych.

Z drugiej strony spotkanie z cudotwórcą mogłoby być bardzo ciekawe.

Do spotkania dojdzie w Wielki Piątek. Herod nie dostrzeże wtedy w Jezusie Zbawiciela, a jedynie przegranego, zwyczajnego człowieka. Niewiara się umocni, a niepokój i ciekawość znikną.

Często zastanawiam się skąd w osobach niewierzących  tyle zabobonnych przesądów, zaufania do magii, horoskopów, amuletów…

Sumienie człowieka, ten dziwny cichy głos w każdym z nas. Miejsce spotkania z Bogiem. Niepokój wewnętrzny, wyrzuty sumienia często zagłuszamy, racjonalizujemy albo wręcz lekceważymy, wyśmiewamy. Nie dochodzi do spotkania. Wiemy lepiej, choć sumienie nie przestaje wysyłać zaproszeń i ostrzegawczych sygnałów. Czasem odkładamy taką wewnętrzną rozmowę, na bliżej nieokreśloną, odległą przyszłość. Obawiamy się konfrontacji z prawdą o nas samych. Wolimy pozostać w naszych duchowych pustych pałacach, nękani od czasu do czasu niepokojem, niż dołączyć do tych co idą za Jezusem, aby doświadczyć uzdrowienia i uleczenia z tego wszystkiego co nas blokuje, co nie pozwala w pełni cieszyć się życiem. A przecież tej radości z każdej chwili naszej codzienności poszukujemy, walczymy o nią.        

Nasze spotkania z Panem. W Eucharystii, w modlitwie, sakramentach, nabożeństwach, medytacji Słowa. Nasze motywy spotykania się z Jezusem. Czy rzeczywiście prowadzą nas do pogłębiania z Nim osobistej więzi ? 

Obraz Jezusa jaki w sobie nosimy. Czy wywołuje w nas lęk i obawę? Czy raczej ufność i nadzieję? Daje pokój i radość? Czy smutek i wewnętrzne rozbicie? Co w Jezusie nas najbardziej pociąga a czego się najbardziej obawiamy? Warto o tych stanach naszego ducha z Nim porozmawiać, dziś, na modlitwie. On może nas wyzwolić z niepokoju, obaw, próżnej ciekawości. Jeśli tylko zechcemy otworzyć przed Nim nasze serca.

 

Dziękuję i pozdrawiam.

Podziel się z innymi:

NOWENNA DO ANIOŁA STRÓŻA

Nowenna do Anioła Stróża

(23.09 – 01.10)

 

Dzień pierwszy

Mój dobry Aniele Stróżu, pomóż mi podziękować Najwyższemu, że raczył ofiarować mi ciebie jako strażnika.

Aniele Boży, najdroższy opiekunie, któremu powierzyła mnie Jego miłość, każdego dnia stój u mego boku, by oświecać i strzec, rządzić i prowadzić. Amen.

 

Dzień drugi

Książę niebieski, racz wyjednać dla mnie wybaczenie wszystkich powodów do niezadowolenia, których przysporzyłem Tobie i mojemu Bogu, ignorując Twoje ostrzeżenia i rady.

Aniele Boży…

 

Dzień trzeci

Mój serdeczny Nauczycielu, utrwal w mej duszy ogromny szacunek do Ciebie, tak bym nigdy już nie ośmielił się czynić w Twojej obecności czegoś, co sprawiłoby ci ból.

Aniele Boży…

 

Dzień czwarty

Mój troskliwy Lekarzu, naucz mnie walczyć i pomóż wyleczyć się ze złych przyzwyczajeń i licznych niedostatków, nękających moją duszę.

Aniele Boży…

 

Dzień piąty

Mój wierny Przewodniku, wyjednaj dla mnie moc przezwyciężania wszystkich przeszkód, jakie napotkam na drodze cnoty, i prawdziwą cierpliwość w znoszeniu prób tego żywota.

Aniele Boży…

 

Dzień szósty

Mój potężny Orędowniku u Boga, wyjednaj dla mnie łaskę posłuszeństwa wobec Twych uświęconych rad i pogodzenia mojej woli we wszelkich sprawach z wolą Boga.

Aniele Boży…

 

Dzień siódmy

Duchu najczystszy, rozpromieniony miłością Bożą, wyjednaj dla mnie ten boski ogień, a z nim, prawdziwe oddanie Twojej dostojnej królowej i mojej dobrej Matce, Maryi.

Aniele Boży…

 

Dzień ósmy

Mój oddany Opiekunie, pomóż mi godnie odpłacić za Twoją miłość i dobroć i ze wszystkich sił doskonalić w sobie taką wiarę, jaką Ty pokładasz w Bogu.

Aniele Boży…

 

Dzień dziewiąty

Błogosławiony Sługo Najwyższego, wyjednaj dla mnie u Najlitościwszego, bym któregoś dnia miał szczęście zająć w niebie jedno z miejsc opuszczonych przez Twoich zbuntowanych towarzyszy.

Aniele Boży…

Podziel się z innymi:

ŚWIĘTY PADRE PIO

 

Święty Padre Pio, kapucyn

23 września

 

 

O. Pio urodził się w Petrelcinie (na południu Włoch) 25 maja 1887 r. Na chrzcie otrzymał imię Franciszek. Już w dzieciństwie szukał samotności i często oddawał się modlitwie i rozmyślaniu. W wieku 5 lat objawił mu się po raz pierwszy Jezus. W wieku 16 lat Franciszek przyjął habit kapucyński i otrzymał zakonne imię Pio. Rok później złożył śluby zakonne i rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne. W 1910 r. przyjął święcenia kapłańskie. Już wtedy od dawna miał poważne problemy ze zdrowiem. Po kilku latach kapłaństwa został powołany do wojska. Służbę przerwał ze względu na zły stan zdrowia. Pod koniec lipca 1916 r. przybył do San Giovanni Rotondo i tam przebywał aż do śmierci. Był kierownikiem duchowym młodych zakonników.
20 września 1918 r. podczas modlitwy przed wizerunkiem Chrystusa ukrzyżowanego o. Pio otrzymał stygmaty. Na jego dłoniach, stopach i boku pojawiły się otwarte rany – znaki męki Jezusa. Wkrótce do San Giovanni Rotondo zaczęły przybywać rzesze pielgrzymów i dziennikarzy, którzy chcieli zobaczyć niezwykłego kapucyna. Stygmaty i mistyczne doświadczenia o. Pio były także przedmiotem wnikliwych badań ze strony Kościoła. W związku z nimi o. Pio na 2 lata otrzymał zakaz publicznego sprawowania Eucharystii i spowiadania wiernych. Sam zakonnik przyjął tę decyzję z wielkim spokojem. Po wydaniu opinii przez dr Festa, który uznał, że stygmatyczne rany nie są wytłumaczalne z punktu widzenia nauki, o. Pio mógł ponownie sprawować publicznie sakramenty.

Ojciec Pio był mistykiem. Często surowo pokutował, bardzo dużo czasu poświęcał na modlitwę. Wielokrotnie przeżywał ekstazy, miał wizje Maryi, Jezusa i swojego Anioła Stróża. Bóg obdarzył go również darem bilokacji – znajdowania się jednocześnie w dwóch miejscach. Podczas pewnej bitwy w trakcie wojny, o. Pio, który cały czas przebywał w swoim klasztorze, ostrzegł jednego z dowódców na Sycylii, by usunął się z miejsca, w którym się znajdował. Dowódca postąpił zgodnie z tym ostrzeżeniem i w ten sposób uratował swoje życie – na miejsce, w którym się wcześniej znajdował, spadł granat.

Włoski zakonnik niezwykłą czcią darzył Eucharystię. Przez długie godziny przygotowywał się do niej, trwając na modlitwie, i długo dziękował Bogu po jej odprawieniu. Odprawiane przez o. Pio Msze święte trwały nieraz nawet dwie godziny. Ich uczestnicy opowiadali, że ojciec Pio w ich trakcie – zwłaszcza w momencie Przeistoczenia – w widoczny sposób bardzo cierpiał fizycznie. Kapucyn z Pietrelciny nie rozstawał się również z różańcem.
W 1922 r. powstała inicjatywa wybudowania szpitala w San Giovanni Rotondo. Ojciec Pio gorąco ten pomysł poparł. Szpital szybko się rozrastał, a problemy finansowe przy jego budowie udawało się szczęśliwie rozwiązać. „Dom Ulgi w Cierpieniu” otwarto w maju 1956 r. Kroniki zaczęły się zapełniać kolejnymi świadectwami cudownego uzdrowienia dzięki wstawienniczej modlitwie o. Pio. Tymczasem zakonnika zaczęły powoli opuszczać siły, coraz częściej upadał na zdrowiu. Zmarł w swoim klasztorze 23 września 1968 r. Na kilka dni przed jego śmiercią, po 50 latach, zagoiły się stygmaty.

W 1983 r. rozpoczął się proces informacyjny, zakończony w 1990 r. stwierdzeniem przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych jego ważności. W 1997 r. ogłoszono dekret o heroiczności cnót o. Pio; rok później – dekret stwierdzający cud uzdrowienia za wstawiennictwem o. Pio. Beatyfikacji o. Pio dokonał Jan Paweł II 2 maja 1999 r. 16 czerwca 2002 r. Ojciec Święty dokonał jego kanonizacji.

www.brewiarz.katolik.pl

 

Podziel się z innymi:

Znajomość z Ojcem Pio

Jeden z najbliższych mi świętych, znany zanim jeszcze został beatyfikowany a następnie kanonizowany.

Na jego temat napisano tysiące stron, z których sporo przeczytałam. 

Nasza znajomość zaczęła się nie od książek, nie od czyjegoś opowiadania. 

Zaczęła się z jego inicjatywy.

Dość realistyczny pól jawa-pół sen, pod koniec mojej podstawówki, jeszcze za życia Padre.

Jego odwiedziny w moim domu, w moim pokoju. Usiadł na łóżku i coś spokojnie mi tłumaczył. Uśmiech, błogosławieństwo, odwrócił się, wyszedł do przzedpokoju, otworzył drzwi na korytarz i nagle już go nie było. Ocknęłam się. Przeżegnałam i … spokojnie usnełam.

Rano pytam się rodziców czy widzieli zakonnika, który u nas był i kto to był.

Opisuję jego wygląd. Nie umiem pwoiedzieć z jakiego zakonu. Wtedy niewiele wiedziałam.  

Zdziwienie, zaprzeczenie. Nikogo nie było.  

Jakiś czas potem zobaczyłam Jego czarno-białą fotografię – podobny. Padre Pio.

Ale czy to był on i skąd taki dziwny pół jawa-pół sen i co chciał mi przekazać…?

W końcu, już po Jego odejściu do Ojca do moich rąk trafil jego kolorowy obrazek z relikwiami, modlitwą.

Na obrazku – dokładnie ta sama charakterystyczna postać jaką zapamiętałam.

Pozostało tylko pojąć co do mnie mówił…

Pózniej wielokrotnie podczas modlitwy za Jego wstawiennictwem odczuwałam w domu ten charakterystyczny zapach fiołków, czasami róż towarzyszący Padre. Jemu powierzałam rózne sprawy codzienności domowej, rodzinnej, uczennicy, studentki, z pracy, relacji, itd.

Mijały lata.

Ojciec Pio na swój sposób był obecny w moim życiu.

Coraz więcej można było o nim przeczytać, lepiej poznać.

 

W 2001 roku natrafiłam na strone internetową poświęconą Grupom Modlitwy Ojca Pio.

Wydrukowałam trochę materiałów i zaniosłam do swojej parafii księdzu proboszczowi, myśląc że może się przydadzą, że napewno w mojej parafii też jest taka grupa modlitewna.

Okazało się, że grupy nie ma, ale wiele osób chciałoby aby takowa powstała, że w parafii jest wielu czcicieli Ojca Pio i dobrze by było „coś” dla nich zrobić.

-„To może niech pani, pani Basiu zorganizuje dla parafii rekolekcje, zaprosi w moim imieniu, krajowego moderatora Grup Modlitwy”

– „Ja?…….” Przyznam, że starałam się przekonać ks. proboszcza, że najlepiej zrobi to każda inna osoba, ale na pewno nie ja.

On jednak był niewzruszony.

W koncu uznałam, że spróbuję.

Potem, ktoś przecież tym się dalej zajmie.

W lutym 2002 roku odbyły się rekolekcje parafialne, po których została powołana Grupa Modlitwy.

Myślałam, że moje zadanie zostało wykonane i teraz kto inny poprowadzi spotkania…

Miałam wtedy na głowie przeprowadzenie zwolnień grupowych w mojej ówczesnej firmie, byłam już zaangażowana w nabożeństwa fatimskie i różaniec dominikański, żyłam duchowością ignacjańską i uważałam że tego wszystkiego nie dam rady ani pogodzić, ani też prowadzić spotkań modlitewnych, pomagających poznać duchowość ojca Pio.

Brat Bogusław Piechuta OFMCap, z którym długo na ten temat rozmawiałam, „nakazał” porzucić wątpliwości i brać się do roboty. Nie było rady… wzięłam się do roboty.

Przygotowywałam katechezy dla dorosłych – tematy aktualne i to co było potrzebne członkom grupy. Zbierane intencje i przekazywane dalej członkom do omadlania.

Prowadzenie w dniach spotkań różańca parafialnego z rozważaniami Ojca Pio.

Kiedy przyszły pierwsze kłopoty z pracą, ze zdrowiem pomyślałam ale „piekna nagroda” za zaangażowanie. A Ojciec Pio podpowiadał – ofiaruj, oddaj, to już nie jest Twoje, niech ten trud się nie marnuje. Czasem wspierał, a czasem patrzył jak się szarpię i buntuję, gotowa wszystko porzucić a jednak cały czas działałam dalej. Dawał cierpliwie czas, wypraszał małe światełka.

Teraz wciąż opornie kiełkuje projekt utworzenia GM O Pio przy kaplicy szpitalnej Kliniki na Banacha. Czeka niejako na moje kolejne „tak”, pomimo wszystkich utrudnień. Wiem jak bardzo jest potrzebna własnie tam, w tym miejscu, wśród tylu cierpień.

A ja… ja czekam na kolejne badania, wyniki, konsultacje  w tymże szpitalu u różnych lekarzy.

Miałam podjąć decyzję już w tamtym roku, ale nie dało rady. Może teraz po rezonansie magnetycznym i jak będzie więcej sił fizycznych, żeby to wszystko razem pogodzić.

Pewnie mi kiedyś o. Pio natrze uszu za to ociąganie…

A może w końcu znajdzie kogoś innego, bardziej sprawnego…?

Zobaczymy co tu napiszę za kolejny rok, jak się sprawy potoczą.

Podziel się z innymi:

MYŚLI OJCA PIO NA WRZESIEŃ

  

 

MYŚLI OJCA PIO NA WRZESIEŃ

 

1. Trzeba kochać, kochać, kochać i nic więcej (GP, s. 292).

 

2. O dwie rzeczy powinniśmy ustawicznie błagać naszego najsłodszego Pana: aby rozwijała się w nas miłość i bojaźń Boża. Pierwsza bowiem urzeczywistnia nasz lot po drogach Pana, a druga przyczynia się do tego, że uważamy na to, gdzie stawiamy nogę. Pierwsza sprawia, że patrzymy na rzeczy tego świata, widząc je takimi, jakimi są; druga że staramy się uniknąć wszelkiego zaniedbania. A następnie, ponieważ miłość i bojaźń Boża idą w parze, nie jest w naszej mocy pozwolić sobie na uczuciowe przywiązanie do ziemskiej rzeczywistości (Epist. f, s.407).

 

3. Tylko miłość może nas obdarzyć darem opanowania tego, co wydaje się nam nie do opanowania. Językiem miłości jest przekonanie prowadzące do ufności. Jakże piękna jest miłość, jeśli otrzymuje się ją w darze, a jak jest zniekształcona, jeśli jej się domaga i się ją wymusza (PM, s. 166).

 

4. Ty, który jesteś odpowiedzialny za dusze, prowadź je z miłością, z wielką miłością, z pełną miłością, wykorzystaj całe jej bogactwo; jeżeli to okaże się nieskuteczne… użyj kija! Przecież sam Pan Jezus jest tego wzorem. On nas tego nauczył stwarzając niebo, ale godząc się także na piekło (AdFP, s. 550).

 

5. Jeżeli Bóg nie karmi cię słodyczami i łakociami, to jedz cierpliwie swój chleb, nawet suchy, spełniając swój obowiązek, bez otrzymywania natychmiastowej zapłaty. Takie postępowanie świadczy o naszej bezinteresownej miłości. W ten sposób kocha się Boga i służy się Mu własnym kosztem. Jest to charakterystyczna cecha dusz doskonałych (Epist. 111, s. 282).

 

6. Im więcej będziesz mieć goryczy, tym więcej otrzymasz miłości (FFN, s. 16).

 

7. Jeden akt miłości do Boga, spełniony w czasie oschłości, ma większą wartość niż sto innych, uczynionych w czasie doznawanej słodyczy i pociechy duchowej (ASN, s. 43).

 

8. Mój Jezu! To moje serce jest Twoim… Racz je wziąć, racz je napełnić Twoją miłością, a później rozkazuj mi abym czynił to, co Ty chcesz (AD, s, 49).

 

9. Pan Bóg nas kocha i to, że nas kocha, udowadnia faktem, iż nas toleruje w chwili obrażania Go (GB, s. 30).

 

10. Jezu, rozpal ten ogień, który przyniosłeś na ziemię, abym nim rozpalony wyniszczał się na ołtarzu Twej miłości jako ofiarna żertwa miłości w tym celu, byś Ty królował w moim sercu i w sercach wszystkich ludzi, by wszędzie wznosił się hymn uwielbienia Ciebie, wysławiania i wdzięczności za miłość, którą okazałeś nam w tajemnicy Twoich Boskich narodzin (Epist.Iv; s. 869)

 

11. Kochaj Pana Jezusa, bardzo Go kochaj, ale z tego powodu jeszcze bardziej kochaj składanie siebie w ofierze. Miłość chce być gorzka (T, s. 99).

 

12. Miłość zapomina o wszystkim, wszystko przebacza, daje wszystko bez zastrzeżeń (Epist. Iv; s. 870).

 

13. Duch ludzki bez Bożego płomienia miłości zostaje sprowadzony do rzędu Zwierząt. Zupełnie inaczej natomiast przedstawia się cała sprawa z miłością. Miłość Boża unosi ducha ludzkiego tak wysoko, że dosięga on tronu Boga. Nigdy nie znuż się dziękowaniem za szczodrobliwość tak dobrego Ojca i proś Go, aby ciągle coraz bardziej rosła w twoim sercu święta miłość (Epist. II, s. 70).

 

14. Nigdy nie uskarżaj się na doznawane obelgi, niezależnie od tego, z którejkolwiek  strony cię spotykają. Natomiast przypominaj sobie, że Pan Jezus został nasycony zelżywościami ludzi, których On sam obdarzał dobrocią. Będziesz usprawiedliwiał  wszystkich ludzi, kierując się miłością chrześcijańską, mając przed oczyma przykład Boskiego Mistrza, który prosił swojego Ojca o przebaczenie nawet dla tych, którzy Go ukrzyżowali (AP).

 

15. Pan Jezus i twoja dusza powinni w zgodzie uprawiać winnicę. Do ciebie należy obowiązek zbierania i wynoszenia kamieni, a także wyrywania kłujących chwastów. Do Jezusa zaś należy obowiązek siania, sadzenia, pielęgnowania i podlewania. Jednakowoż i w twojej pracy jest działanie Pana Jezusa. Bez Niego nie możesz nic zrobić (CE, s. 54).

 

16. Nie jesteśmy zobowiązani, do unikania faryzejskiego zgorszenia, by powstrzymać się od czynienia dobra (CE, s. 37).

 

 

17. Zapamiętaj to sobie, że bliżej Boga  jest złoczyńca, który wstydzi się tego, że źle robi, niż człowiek uczciwy, który wstydzi się tego, że robi coś dobrze (CE, s. 16).

 

18. Czas wykorzystany dla chwały Boga i zbawieni
a duszy, nie jest nigdy czasem źle wykorzystanym (CE, s. 9).

 

19. Tak, z całego serca błogosławię dzieło katechizowania dzieci, które są szczególnie umiłowanymi kwiatuszkami Pana Jezusa. Błogosławię również gorliwe dzieło prac misyjnych (Epist. III, s. 457).

 

20. Wszyscy jesteśmy powołani przez Pana do prowadzenia dzieła zbawiania dusz  że i powinien szerzyć chwałę Boga i pracować dla zbawienia ludzi, prowadząc życie  chrześcijańskie, błagając nieustannie Pana, „aby przyszło Jego królestwo; co ty także powinnaś robić, ofiarując ustawicznie całą siebie Panu w tym właśnie celu (Epist. II, s. 70).

 

21. Powstań więc, o Panie, i utwierdzaj w swej łasce tych, których mi powierzyłeś i nie dopuść, aby ktokolwiek z nich miał zginąć, opuszczając Twoją owczarnię. Ach! Boże! Ach! Boże… nie pozwól, by Twoje dziedzictwo zmarnowało się (Epist. 111, s. 1009).

 

 22. Jestem całkowicie oddany każdemu człowiekowi. Każdy może powiedzieć: „Ojciec Pio jest mój”. Tak bardzo kocham moich braci, żyjących [razem ze mną] na wygnaniu. Kocham moich synów duchowych na równi z moją duszą, a nawet jeszcze bardziej. Ponownie ich zrodziłem dla Pana Jezusa w bólu i miłości. Mogę zapomnieć o sobie samym, ale nie o moich duchowych dzieciach. Co więcej -zapewniam, że kiedy Pan mnie powoła [ do siebie], powiem Mu: „Panie, zostaję u bram nieba; wejdę tam  dopiero wtedy, gdy zobaczę, że wchodzi ostatni z moich synów [duchowych]”. Bardzo cierpię z tego powodu, że nie będę mógł zdobyć dla Boga wszystkich moich braci. W pewnych momentach jestem bliski śmierci z powodu bólu serca na widok tylu cierpiących dusz, którym nie mogę przynieść ulgi oraz z powodu tylu bliźnich sprzymierzonych z szatanem (AP).

 

23. Życie nie jest niczym innym, jak tylko wiecznym zmaganiem się z sobą samym i nie zakwita inaczej, jak tylko za cenę cierpienia. Dotrzymuj zawsze towarzystwa Panu Jezusowi w Ogrodzie Oliwnym, a On będzie umiał wzmocnić cię w godzinach udręk, które nadejdą (ASN, s. 15).

 

24. Jednej rzeczy nie mogę absolutnie znieść, a jest ona następująca: jeżeli ja powinienem kogoś zganić, to zawsze jestem gotów; ale jeśli widzę, że robi to ktoś inny, to nie mogę tego ścierpieć. Widok kogoś tak poniżonego jest dla mnie czymś nie do zniesienia (T, s. 120).

 

25. Jakże bardzo podobałoby się Bogu, gdyby te biedne stworzenia opamiętały się i naprawdę wróciły do Niego! Dla tych osób trzeba mieć serce matki i otaczać je największą troską, ponieważ Pan Jezus daje nam do zrozumienia, że w niebie jest większa radość z powodu jednego skruszonego grzesznika, niż z wytrwania w dobrym dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych.

Słowa Jezusa są naprawdę pocieszające dla tych dusz, które mają nieszczęście grzeszyć, a później chcą się opamiętać i powrócić do Pana Jezusa (Epist. III, s. 1082).

 

26. Nieszczęścia rodziny ludzkiej winny być przedmiotem troski wszystkich (T, s. 95).

< font color="#0000c0"> 

27. Nie troszcz się zbytnio o uleczenie twego serca, ponieważ twe zmartwienie mogłoby mu jeszcze bardziej zaszkodzić. Nie wysilaj się także za bardzo, aby zwyciężyć pokusy, ponieważ ten gwałtowny wysiłek jeszcze bardziej by je wzmacniał. Lekceważ je i nie zatrzymuj się nad nimi (Epist. III, s. 503).

 

28. Czyń dobro gdziekolwiek jesteś, aby, każdy mógł powiedzieć: „To jest syn Chrystusa”. Znoś utrapienia, choroby, cierpienia z miłości do Boga i dla nawrócenia biednych grzeszników. Podtrzymuj słabego, pocieszaj tego, kto płacze (FSP, s. 119).

 

29. Nie myśl, że kradniesz mi czas, ponieważ najlepiej wykorzystany czas to właśnie ten, który poświęcamy uświęcaniu duszy kogoś innego. Mnie nie pozostaje nic innego, jak tylko dziękować litościwemu Ojcu w niebie za to, że przysyła mi dusze, którym w jakiś sposób mogę przyjść z pomocą (MC, s. 83).

 

30. Nigdy nie przyszła mi do głowy myśl o jakiejś zemście. Modliłem się za oszczerców i nadal będę się modlił. Często mówiłem Bogu: „Panie, jeśli dla ich nawrócenia potrzebne jest uderzenie batem, zrób to, byleby tylko zostali zbawieni” (AD, s. 127).

 

Podziel się z innymi:

NADZWYCZAJNE ZJAWISKA W ŻYCIU OJCA PIO

Nadzwyczajne zjawiska w życiu Ojca Pio

 

Tomasz Protasiewicz OFMCap

 

 

Wysoki postęp w życiu duchowym nie musi być związany z występowaniem fenomenów mistycznych. Niemniej w życiu wielu świętych były one obecne. Towarzyszyły również posłudze kapłańskiej Ojca Pio, budząc często wiele pytań i kontrowersji oraz sprzecznych komentarzy.

 

Najbardziej interesujące jest jednak to, iż swe nadzwyczajne dary Stygmatyk z Gargano otrzymał podczas sprawowania Najświętszej Ofiary lub w bliskim z nią związku.

 

Słowa wewnętrzne

 

Pomiędzy wieloma fenomenami mistycznymi, których doświadczył w swoim życiu Ojciec Pio, należy wymienić zjawisko słów wewnętrznych. Jego opis znajdujemy w „Diario”: „Byłem wówczas przy ołtarzu i odprawiałem Mszę Świętą, gdy wydarzyło się to, o czym chcę powiedzieć. Tego ranka zszedłem do świątyni… nie wiem, w jaki sposób. Ból fizyczny i wewnętrzne cierpienia prześcigały się w umartwianiu całego mojego biednego istnienia. Gdy zbliżałem się do momentu spożycia Najświętszych Postaci, ten stan wyniszczenia wzmagał się coraz bardziej. Czułem, że umieram. Sięgnąłem szczytu agonii i tam, gdzie zdawało mi się, że znajdę śmierć, znalazłem pociechę życia.

 

W momencie spożycia Najświętszej Hostii, niespodziewane światło rozświetliło moje wnętrze i zobaczyłem jasno Matkę Niebieską z Dzieciątkiem na ramieniu, którzy powiedzieli: «Uspokój się, jesteśmy z tobą, należysz do nas, a My jesteśmy twoi”. Po tych słowach nic już nie widziałem. Przez cały dzień czułem się zatopiony w oceanie słodyczy i niewyrażalnej miłości do Boga i dusz. Miałem także różne wewnętrzne rozumienia, które dotyczyły niektórych dusz”.

 

Stopienie serc

 

18 kwietnia 1912 roku Ojciec Pio opisał w liście do swojego kierownika duchowego mistyczne zjawisko stopienia serc, które stało się jego udziałem dwa dni wcześniej: „Z trudem mogłem udać się do Boskiego Więźnia, by celebrować Mszę Świętą. Po jej odprawieniu zatrzymałem się z Jezusem na dziękczynieniu. Och, jakaż przyjemna była rozmowa z Rajem tego ranka. Serce Jezusa i moje własne – pozwól, bym użył tego wyrażenia – stopiły się. Moje serce zniknęło jak kropla wody, która ginie w morzu. Jezus był Rajem, był Królem. Radość moja była tak intensywna i głęboka, iż nie mogłem się więcej opanować; łzy zachwytu zalewały mi twarz. Tak, mój Ojczulku, człowiek nie może pojąć tego, że kiedy Raj przelewa się do serca, to serce zatroskane, wygnane, słabe i śmiertelne, nie może znieść tego bez płaczu. Tak, powtórzę to, sama radość, która wypełniała moje serce, była powodem tak długiego płaczu. Ta wizyta, uwierz mi, pokrzepiła mnie całkowicie”. Przeżycie tego mistycznego zjawiska dokonało się – co trzeba podkreślić – podczas dziękczynienia po Mszy Świętej.

 

  

Dotknięcie substancjalne

 

W jednym z listów Ojca Pio znajdujemy opis przeżyć szczególnego rodzaju: „Rano wspomnianego dnia na Mszy Świętej podczas ofiarowania zostało mi dane tchnienie życia. Nie potrafiłbym powiedzieć, nawet niedokładnie, co wydarzyło się w tym nieuchwytnym momencie w moim wnętrzu – poczułem się całkowicie wstrząśnięty. Zostałem napełniony krańcowym strachem i mało brakowało, abym nie umarł. Później nastąpiło uspokojenie, jakiego nigdy przedtem nie doświadczyłem. Cały ten lęk, wstrząs i uspokojenie się, następujące jedno po drugim, były spowodowane nie przez coś, co widziałem, ale przez coś, czego dotknięcie poczułem w najtajniejszej i najintymniejszej części duszy”.

 

Relacja Ojca Pio dotyczy aktu, jakiego dokonał w uroczystość Bożego Ciała, 30 maja 1918 roku (Święty z Pietrelciny odpowiedział wtedy złożeniem siebie w ofierze w intencji pokoju na świecie, o co 9 maja 1918 roku poprosił papież Benedykt XV). Jak widać, święty Stygmatyk opisuje fenomen substancjalnego dotknięcia przez Boga jego duszy.

 

Transwerberacja

 

Opisane zjawiska oraz towarzyszące im cierpienia powoli prowadziły Ojca Pio do przeżycia jeszcze głębszego i intensywniejszego doświadczenia, określanego w teologii mianem transwerberacji, które polega na przeszyciu serca przez miłość i cierpienie.

 

Miało ono miejsce w dniach 5-7 sierpnia 1918 roku. W liście do ojca Benedetta Ojciec Pio bardzo szczegółowo opisał to wydarzenie: „Właśnie spowiadałem naszych chłopców, piątego wieczorem, gdy w jednym momencie zostałem napełniony niesamowitym lękiem na widok jakiejś niebiańskiej postaci, która ukazała się oczom mojej inteligencji. W ręce trzymała coś w rodzaju narzędzia podobnego do długiego, dobrze wyostrzonego kawałka metalu, z którego ostrza, jak się zdawało, wychodził ogień. Widzieć to wszystko i przyglądać się tej osobie wbijającej z całą siłą wyżej wspomniane narzędzie było jednym i tym samym. Z trudem zajęczałem z bólu; czułem, że umieram. Powiedziałem chłopcu, aby odszedł, ponieważ czułem się źle i nie miałem siły, by kontynuować [spowiedź]. To męczeństwo trwało bez przerwy aż do ranka siódmego dnia miesiąca. Od tego dnia jestem śmiertelnie zraniony. W głębi mojej duszy czuję ranę, która będąc zawsze otwarta, sprawia, że nieustannie doznaję katuszy”.

 

Z cytowanego wyżej listu nie wynika, by transwerberacja miała jakikolwiek związek z Najświętszą Ofiarą sprawowaną przez kapucyńskiego Zakonnika. Dwa fakty pozwalają jednak wykazać, że to nadzwyczajne zjawisko mogło mieć swoje źródło w Eucharystii i pośrednio zależeć od owego duchowego centrum życia Stygmatyka. Transwerbacja rozpoczęła się 5 sierpnia wieczorem i trwała nieprzerwanie do rana 7. dnia tego miesiąca, a więc w jej trakcie Ojciec Pio celebrował Mszę Świętą dwa razy. Sprawując Najświętszą Ofiarę Ciała i Krwi Pańskiej, święty Mistyk przynosił do Chrystusowego ołtarza tajemnicę własnego doświadczenia, które tak boleśnie dotykało głębi jego duszy.

 

Ponadto dar transwerberacji Ojciec Pio otrzymał podczas sprawowania sakramentu pojednania, w którym Chrystus za pomocą kapłana rozdaje swoje przebaczenie, wysłużone dla nas w ofierze krzyża, wciąż odnawiającej się w tajemnicy ołtarza. Istnieje zatem niezaprzeczalny i szczególny związek między Eucharystią a przebaczeniem i pojednaniem, dokonującym się w konfesjonale. Transwerberacja miała na celu przede wszystkim upodobnienie duszy Mistyka do Chrystusa ukrzyżowanego, jak również przygotowywała go na doświadczenie, które już wkrótce, bo 20 września tego samego roku, miało stać się jego udziałem.

 

Stygmatyzacja

 

Początkowo Ojciec Pio nie chciał opowiadać nikomu o tym wydarzeniu, gdyż dla niego samego było ono wielką tajemnicą, przed którą stawał z lękiem i niepewnością. Dopiero 22 października 1918 roku, po usilnych żądaniach kierownika duchowego, przesłał mu wzruszającą, a zarazem dokładną relację z tego, co się w nim dokonało: „Było to rankiem 20 poprzedniego miesiąca, w chórze, po odprawieniu Mszy Świętej. Podczas gdy to wszystko się dokonywało, ujrzałem przed sobą tajemniczą osobę, podobną do tej widzianej wieczorem 5 sierpnia, a różniącą się tylko tym, że miała ręce, nogi i bok ociekające krwią. Jej widok mnie przeraził… Czułem, że umieram i pewnie umarłbym, gdyby nie Pan, który podtrzymał moje wyrywające się z piersi serce. Wizja znikła, a ja zobaczyłem, że ręce, nogi i bok mam przebite i ociekające krwią. Wyobraź sobie mękę, której doświadczyłem wtedy i wciąż doświadczam prawie każdego dnia. Rana serca nieustannie toczy krew, szczególnie od czwartku wieczorem aż do soboty. Ojcze mój, ja umieram z bólu z powodu męki i następującego po niej zamieszania, którego doświadczam w głębi duszy. Obawiam się, że umrę wskutek wykrwawienia, jeśli Pan nie wysłucha jęków mojego biednego serca i nie oddali ode mnie tego, co się dzieje”.

 

Sensacyjna wiadomość bardzo szybko obiegła świat, wzbudzając liczne głosy krytyki i podejrzenia o mistyfikację. Choć święty Kapucyn chciał prawdziwej identyfikacji z ukrzyżowanym Chrystusem, nigdy jednak świadomie nie pragnął stygmatyzacji, która była dla niego wielkim zaskoczeniem. Nie rozumiejąc do końca tego zjawiska, czuł dogłębne zawstydzenie i upokorzenie, wobec czego przyjął stygmaty jako karę Bożą. Choć stygmaty były zjawiskiem naukowo niewytłumaczalnym, bo przekraczającym prawa przyrody, o ich autentyczności świadczą pewne towarzyszące im czynniki zewnętrzne. Otóż przez pół wieku rany te nie uległy zakażeniu, rozkładowi czy jakimkolwiek zmianom chorobotwórczym, nie zabliźniając się i nie wydzielając przykrego zapachu, ale przedziwną, miłą woń. Dopiero u kresu życia Ojca Pio zaczęły się zasklepiać i powoli zanikać (ostatni strup odpadł w chwili śmierci).

 

Fenomeny mistyczne a teologia

 

Na temat teologicznego znaczenia stygmatów w życiu Ojca Pio, a szczególnie ich zniknięcia, wysunięto wiele przypuszczeń i teorii. Dla nas jednak najistotniejsze jest to, iż stygmaty Ojca Pio mają bezpośredni związek z Eucharystią. Mistyk z Gargano otrzymał je tuż po zakończeniu Najświętszej Ofiary – podczas dziękczynienia. Znaki te, upodabniając go do Zbawiciela, były wymownym dowodem miłości, jaką żywił do Chrystusa ukrzyżowanego. Dzięki temu darowi był jedynym kapłanem, który nie tylko przeżywał Mękę Pańską podczas odprawiania Mszy Świętej, ale wraz z Chrystusem stawał się prawdziwą i żywą żertwą ofiarną, doznając na własnym ciele tych samych udręk i cierpień, których doświadczał Chrystus na Kalwarii.

 < /p>

Eucharystia jednak nie tylko uobecnienia śmierć Chrystusa, ale stanowi również pamiątkę Jego zmartwychwstania. Dlatego też prawdziwe zjednoczenie Ojca Pio z Jezusem nie pozostało jedynie na poziomie Jego bolesnej Męki – Chrystus odnowił w nim bowiem tajemnicę swego zmartwychwstania. Podobnie stygmaty (ich obecność i zniknięcie) ukazały faktyczną transfigurację Ojca Pio tak w Chrystusa ukrzyżowanego, jak i chwalebnie zmartwychwstałego.

 

Podziel się z innymi:

GRUPY MODLITWY OJCA PIO

Grupy Modlitwy Ojca Pio

 

Żarliwość modlitewna O. Pio, którą „zarażał” wrażliwe dusze zbiegła się z apelami papieża Piusa XII, który w latach pięćdziesiątych nawoływał kapłanów do budzenia wśród wiernych chęci i zwyczaju modlitwy wspólnotowej, do tworzenia silnych i zwartych „frontów” ludzi modlących się. Ojciec Pio, który od dawna głosił, że grupy wiernych żyć będą w pełni życiem chrześcijańskim. jeśli staną się grupami wiernych, którzy modlą się razem, teraz, na wezwanie papieża przeszedł do czynów. „Weźmy się do roboty”, mówił po swojemu, prosto i od serca, do swoich córek i synów duchowych.

„Zawińmy rękawy. Jako pierwsi odpowiedzmy na apel Wikariusza Chrystusowego!”

 

I tak zrodziły się Grupy Modlitwy Program i cel ich działania tak określił ich Założyciel: „Są to szkółki wiary, ogniska miłości, w których sam Chrystus przebywa za każdym razem, gdy ich członkowie gromadzą się na modlitwie i braterskiej uczcie miłości, pod kierownictwem duchowych pasterzy i kierowników”

To malutkie ewangeliczne ziarno szybko wyrosło stając się płodnym drzewem: w przeddzień śmierci O. Pio, w l968 r. działało 726 zorganizowanych Grup Modlitwy w około dwudziestu krajach, gromadząc 68 tys. członków.

Natomiast w dniu beatyfikacji działało 2150 Grup Modlitwy w 34 krajach świata. Obejmują one obecnie ok. 500.000 osób.

 

O. Alessandro da Ripabottoni, próbując wyjaśnić ten niebywale szybki rozwój Grup Modlitwy, uważa, że u jego podstaw leżał autorytet „wezwania” papieskiego do wspólnej modlitwy i pełnego życia chrześcijańskiego; szczęśliwie wybrana „metoda” oraz zachęty ze strony O. Pio; regularne spotkania pod kierunkiem księdza, spotkania których celem było spełnienie pragnień Piusa XII i jego następców: reforma osobistego życia chrześcijan i chrześcijańska reforma społeczeństwa.

 

W swoich czwartkowych i niedzielnych konferencjach, wygłaszanych do Grup Modlitwy O. Pio zachęcał ich do świadomego dążenia do doskonałości oraz pouczał o podstawach życia chrześcijańskiego Obowiązkiem członków było, oprócz podporządkowania się radom kierownika duchowego, częste przystępowanie do sakramentów świętych, codzienne rozmyślanie i zgłębianie refleksyjnych tekstów.

 

O. Pio pragnął, by członkowie Grup Modlitwy rozważali – podobnie jak on to czynił przez całe życie – zwłaszcza Mękę Pańską, i by czynili to klęcząc, tak jak Chrystus klęczał modląc się w Ogrodzie Oliwnym.

Wzór takich refleksji nad cierpieniem Boga pozostawił w swoim rozważaniu Świętej Agonii.

W swoich radach zawsze podkreślał ogromną siłę uprzejmości, serdeczności i dobroci, zarówno w życiu człowieka jak i społeczeństwa.

 

Nie można być chrześcijaninem nie żyjąc radością i dobrocią. „Nie ma takiej siły , pisał, która mogłaby wysuszyć mleko i miód miłości. Może to jedynie spowodować zgorzkniałe narzekanie, smutek utrapienia i melancholia”.

 

Nie należy się martwić, uczył „swoje dusze”, gdy mimo medytacji, pobożnych lektur, nie odczuwa się wzruszenia serca, emocji. Liczy się wysiłek i rozważanie, emocje nie od nas zależą.

 

„Bądź spokojny we wszystkim, co odnosi się do twego ducha, radzi. Staraj się nieustannie składać Panu w ofierze własne życie i wszystko, co tylko potrafisz znieść i wytrzymać, a Jezus dopełni reszty…”,

 

Jako kierownik duchowy potrafił O. Pio, niczym troskliwy ogrodnik, pielęgnować każdą powierzoną sobie duszę inaczej, zależnie od jej możliwości i potrzeb.

 

„Jedni jadą do raju pociągiem, mawiał obrazowo, inni furmanką, a jeszcze inni, zwyczajnie, na piechotę. I wiedz o tym, uspokajał penitentów, żalących się, że czynią tak nikłe postępy na drodze doskonalenia wewnętrznego, że właśnie ci ostatni mają najwięcej zasług”.

 

Jednej z córek duchowych, która pragnęła surowiej pościć w Wielki Post rzekł: „Jakże możesz surowiej pościć, jeśli i tak ledwo powłóczy
sz nogami?”

 

Grupy Modlitwy, zwane też Grupami O. Pio

nie są stowarzyszeniem, nie mają przewodniczących ani nie wymagają zapisywania się wiernych, uczestniczących w ich działalności; nie mają specjalnych programów, jedynie metodę przystosowana do duchowej specyfiki wiernych w różnych krajach.

 

Ich celem, podobnie jak założeniem O. Pio, jest opasanie całego świata łańcuchem, żywym różańcem modlitwy oraz odnowienie życia chrześcijańskiego (miłości do Boga i do bliźniego). Jedynym zobowiazaniem członków Grup jest gromadzenie się, przynajmniej mniej raz w miesiącu, na wspólnej modlitwie pod kierownictwem kapłana oraz zapraszanie do udziału w tej modlitwie przyjaciół i znajomych.

Powstanie Grup możliwe jest jedynie za zgodą miejscowego biskupa.

 

„Powodem, który gromadził was wokół Ołtarza Pańskiego są wasze Grupy Modlitwy – rzekł kard. G. Lercaro podczas krajowego zjazdu „Grup O. Pio” we wrześniu l959 r. Swoje uprawomocnienie oraz mocną i pocieszającą zachętę do działania macie w słowach Chrystusa, który rzekł, że tam gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Jego imię, On będzie pośród nich. Te słowa Naszego Pana stanowią rację bytu Grup Modlitwy” .

 

Na kilka miesięcy przed śmiercia, zapytany co pragnął osiągnąć tworząc Grupy Modlitwy O. Pio odrzekł:

„Chciałem skierować dusze do Boga… skłonić je do modlitwy… do wspólnej modlitwy… do modlenia się razem z Jezusem. Nie organizowałem Grup; wzywałem tylko dusze, by modliły się razem, tak jak tego chce Jezus. Zawsze zalecałem członkom Grup i pragnąłem, by ich życie w rodzinie i społeczeństwie było naprawdę chrześcijańskie. Zalecałem im bratnią miłość, spełnianie dobrych dzieł, a szczególnie posłuszeństwo względem Kościoła, zgodnie z naszym franciszkańskim duchem”.

 

Często powtarzał następujące upomnienia, skierowane do coraz liczniejszych Grup: „Jeśli jesteście moimi dziećmi, módlcie się co wieczór w gronie rodzinnym. Odmawiajcie święty różaniec ku czci Madonny. Raz na tydzień, a przynajmniej raz na miesiąc gromadźcie się w kościele parafialnym, odmawiajcie różaniec, uczestniczcie pobożnie w Mszy św., słuchajcie, rozważajcie Słowo Boże i żyjcie Nim; wspólnie przystępujcie do Komunii św.,. adorujcie, jeśli to możliwe, choć przez godzinę Jezusa w Najświętszym Sakramencie”.

 

W lipcu l968 r. Kongregacja do spraw Zakonów i Instytutów Świeckich uznała oficjalnie istnienie i działalność modlitewnego ruchu, utworzonego przez O. Pio, powierzając koordynację Grup Modlitwy oraz ich działanie przełożonemu klasztoru z San Giovanni Rotondo.

We wrześniu l975 r. przybyli do Rzymu liczni przedstawiciele Grup, by zamanifestować swoje przywiązanie do Kościoła. Ówczesny papież, Paweł VI, błogosławiąc je przypomniał wówczas postać Stygmatyka z San Giovanni, który „pośród tylu dobrych i wielkich rzeczy, dokonał, utworzył ten hufiec, tę rzekę osób, które się modlą i które, za jego przykładem i ufając w jego duchową pomoc, poświęcają się życiu chrześcijańskiemu, zaświadczają o jedności w modlitwie, w miłości, w ubóstwie ducha”.

Z książki „Ojciec Pio”, Irena Burchacka , wyd 1996 str. 180-183,

 

Podziel się z innymi:

Krótkie sentencje dla wszystkich

KRÓTKIE MYSLI I POWIEDZONKA

(różnych autorów)

 

1.Ateista nie może znaleźć Boga z tych samych powodów, dla których złodziej nie może znaleźć policjanta.

*

2.Ateista żyje nadzieją, że Bóg nie uczyni nic, co mogłoby zachwiać jego niewiarę.

*

3.Najgorszy moment dla ateisty to ten, w którym czuje wdzięczność i nie ma komu podziękować.

*

4.Wszystko, co w nim dobre, ateista i tak zawdzięcza chrześcijaństwu.

*

5.Pusty grób jest dla chrześcijanina potwierdzeniem, pusty kościół – jego zanegowaniem.

*

6.Szatan nie ma nic przeciwko chrześcijaństwu pod warunkiem, że się go nie praktykuje.

*

7.Niektórzy potrafią wieść kilometrowe rozmowy o wierze, , a nie postąpić w niej ani o centymetr.

*

8.Tam, gdzie temperamenty się rozpalają, stygnie chrześcijaństwo.

*

9.Największą przysługą, jaką można wyświadczyć chrześcijanom, to nawrócić ich na chrześcijaństwo .

*

10.Chrześcijanie to światło świata – pod warunkiem, że są podłączeni do sieci.

*

11.Chrześcijanin pokazuje, kim jest, przez to, co robi z tym, co ma.

*

12.Jeśli pytają cię, czy jesteś chrześcijaninem, to najprawdopodobniej nim nie jesteś.

*

13.Świat nie potrzebuje więcej chrześcijaństwa, lecz więcej praktykujących chrześcijan.

*

14.Są chrześcijanie, do których nie pasuje określenie „pielgrzymi”, ponieważ ciągle tkwią w miejscu.

*

15.Chrześcijanin powinien wiedzieć dwie rzeczy o języku – jak go trzymać m zębami i jak go używać.

*

16.Strzeż się chrześcijan z szeroko otwartymi ustami i zamkniętym portfelem.

*

17.Kiedy chrześcijanom jest bezpiecznie i dobrze, wtedy Kościół jest w największym niebezpieczeństwie.

*

18.Życie chrześcijan to jakby lot – jeśli się zatrzyma, to spadnie.

*

19.Wiele Kościołów prześladuje plaga „emerytowanych” chrześcijan.

*

20.Niedzielna religijność pruje się po obu końcach.

*

21. Pan zastawił stół dla swych dzieci, ale zbyt wiele spośród nich jest na diecie.

*

22. Niektórzy ludzie gotowi są dla Boga uczynić wszystko poza porzuceniem swoich grzechów.

*

23. Wiele nabożeństw charakteryzuje dzisiaj bylejakość i taka-samość.

 

24.Niewielu przyciągnie zimny kościół i suche kazanie.

 *

25.Zadaniem Kościoła jest walka ze złem, a nie sprawowanie nad nim nadzoru.

 *

26.Wielkim zadaniem Kościoła jest nie tylko przyprowadzenie grzeszników do nieba, lecz również wyrwanie świętych ze snu.

 *

27.Wiele Kościołów przeobraziło się w punkty wydawania religijnej aspiryny.

 *

28.Kościół jest bankiem kredytującym budowę twojego domu w niebie.

 *

29.Błogosławione uszy, do których dzwonek budzika dociera tak samo w niedzielę jak w poniedziałek.

 *

30. To, co w świecie najgorsze, wymaga tego, co w Kościele najlepsze.

 *

31.Niektórzy sprawiają wrażenie jakby bliżej ołtarza gotowi byli pojawić się wyłącznie w otoczeniu wiązanek i wieńców.

 *

32.Wnosząc z frekwencji w kościołach w niebie nie będzie tłoczno.

*

41.Bóg daje nam składniki naszego powszedniego chleba, ale oczekuje, że my go upieczemy.

*

42.Jeśli dzieci są przyczyną twojego żalu czy rozczarowania, to pomyśl, jak się musi czuć Bóg.

*

43.Nie odbieraj Bogu tego, co Mu się należy, nazywając to oszczędnością.

*

44.Bóg nie spodziewa się, że rozwiążemy wszystkie problemy życzyłby sobie natomiast, byśmy nie stwarzali nowych.

*

45.Pierwszą rzeczą, o jaką zapyta w niebie typowy Amerykanin, będzie wysokość depozytu za cytrę.

*

47.Bóg nie otworzy nieba dla tego, czyja Biblia była zawsze zamknięta.

*

48.Kiedy znajdziemy się w niebie, zdziwimy się spotykając wiele osób, których nie spodziewaliśmy się tam zastać. Wielu będzie też zdziwionych naszym widokiem.

*

49.Każdy chciałby pójść  do nieba, ale sporo osób pociesza się nadzieją, że dożyje złagodzenia warunków wstępu.

 *

50. Niektórzy pragną  pójść do nieba z tych samych powodów, dla których chętnie przenieśliby się do Kalifornii – mają tam sporo krewnych.

*

51.Z postępowania niektórych można by wnosić, że w ich przekonaniu piekło jest dzisiaj klimatyzowane.

*

52.Jest sposób na to, żeby nie znaleźć się w piekle, ale żadnego, by się stamtąd wydostać.

*

53.Od kiedy zniknęli dawni kaznodzieje, piekło nie wydaje się nawet w połowie takie gorące jak niegdyś.

*

54.Ile by nie było nowych przekładów Biblii, ludzie będą grzeszyć zawsze tak samo.

*

55.Zapłata za grzech to jedyna zapłata wolna od podatku dochodowego .

*

56.Opodatkowując grzech rząd zyskałby nieprzebrane źródło dochodów .

*

57. Kaznodzieja nie praktykujący tego, co głosi, nie jest wart, by go słuchać.

*

58.Bywa, że gdy niektórzy kaznodzieje powstają, to siada im myślenie.

*

59.Kaznodzieje powinni być zawsze pewni tego, co głoszą.  ktoś ich zawsze może słuchać.

*

60.Pewnego kaznodzieję w Alabamie zwolniono z dwóch powodów. Po pierwsze, był kiepskim mówcą. Po drugie, nigdy nie miał wiele do powiedzenia.

*

61. Kaznodzieje powinni pamiętać, że nieśmiertelne kazanie nie musi trwać wiecznie.

*

62.Wielu przykrywa swą religijność według miary własnych uprzedzeń.

*

63.Najpopularniejsza religia doby obecnej to „konformizm”.

*

64.Same zeznania nie stanowią jeszcze dostatecznego dowodu autentyczności czyjejś wiary.

*

65. O wiele lepiej czujemy się z Chrystusem w druku niż z Chrystusem w praktyce codziennego życia.

*

66.Dla niektórych religia jest czymś w rodzaju spadochronu. Chwytają się jej tylko w niebezpieczeństwie.

*

67.Czyż to nie dziwne, jak niektórym zależy na ekskluzywnym stroju, podczas gdy bez problemu godzą się na tandetną religijność.

*

65. Niemal każdy ma jakąś religię, choćby polegała na tym tylko, że wie, od którego kościoła stroni.

*

69.Religijność niektórych ma dobrze rozwinięte organy glosowe i sparaliżowane ręce i nogi.

*

70.Również diabeł miłuje ochotnego dawcę, pod warunkiem, że to on jest przez niego obdarowywany.

*

71.Szatanowi nie grozi bezrobocie.

*

72.Bezczynny umysł to śmietnisko Szatana.

*

73.Szatan nie dba o to, co czcimy, byleby nie był to Bóg.

*

74.Żaden łysy nie wróci na właściwe drogi za sprawą kazania wygłoszonego w porze, gdy dokuczają muchy.

*

75.Kazanie albo zmienia słuchacza, albo samo zasługuje na zmianę.

*

76. Odwieczna Ewangelia nie wymaga nie kończącego się kazania.

*

77.Purytanie zwalczali szczucie niedźwiedzia nie dlatego, że sprawiało zwierzęciu ból, lecz dlatego, że sprawiało przyjemność widzom.

*

78.Z filozoficznego punktu widzenia wszelkie przywary duchowieństwa są mniej groźne od jego cnót.

*

79.Chrześcijanin to człowiek, który w niedzielę myśli ze skruchą o tym, co robił w sobotę i co zrobi w poniedziałek.

*

80.Lepiej pójść w łachmanach do nieba niż w klejnotach do piekła.

*

81.Tam, gdzie proboszcz zagląda do domów, parafianie zaglądają do kościoła.

*

82.Strzeż się rogów byka, zadu końskiego i kaznodziei, który mówi o wszystkim.

*

83.Diabeł włazi na dzwonnicę po szacie proboszcza.

*

84.Zasadniczą rolą duszy chrześcijańskiej jest iść przez świat zamieniając wodę w wino.

*

85.Niektórzy chrześcijanie są jak świece, które raz tylko zapalono a potem złożono do kredensu wydając na pastwę myszy.

*

86.Dzisiaj świat zaludniają bojaźliwi chrześcijanie. W rezultacie w kościołach brak życia, a niejednokrotnie i ludzi.

Podziel się z innymi: