MIŁOSIERDZIE WOBEC INNYCH I WOBEC SIEBIE

ŚWIĘTO ŚWIĘTEGO MATEUSZA, APOSTOŁA I EWANGELISTY

 

Kolekta

Boże, Ty w niewysłowionym miłosierdziu wybrałeś celnika Mateusza na apostoła,  spraw za jego wstawiennictwem,  abyśmy jak on szli za Chrystusem i wiernie przy Nim trwali. Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,  Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

Czytanie Ef 4, 1-7. 11-13

Psalm Ps 19, 2-5

 

Ewangelia Mt 9, 9-13

Gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim.

Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.
 
Zdrowy potrzebuje lekarza, jedynie do potwierdzenia swojego świetnego stanu fizyczno-psychicznego. I to też tylko wtedy, gdy takie potwierdzenie jest mu potrzebne. Poza tym jednym przypadkiem dla zdrowego lekarze mogą nie istnieć.
Sprawiedliwi i bezgrzeszni we własnym mniemaniu, nie potrzebują Zbawiciela.
Chyba jedynie po to aby potwierdził ich doskonałość, ale nie po to aby ich zbawił.
Dziś też wokól nas wielu zdrowych, sprawiedliwych, bezgrzesznych.
Nawet w nas samych tkwi ziarnko samowystarczalności, odrzucania poczucia grzeszności, ułomności duchowej.
Nie chcemy czuć się gorsi, nie uważamy siebie samych za gorszych, od innych. Nasze grzechy są malutkie, ale otoczenia – o, tak – te są wielkie. 
Nie mamy sobie nic do zarzucenia (albo bardzo niewiele), możemy za to bez końca rozprawiać o upadkach bliźnich. To jest pasjonujący temat na wielogodzinne rozmowy. Bylibyśmy zaskoczeni, gdybyśmy uslyszeli, że jesteśmy niemiłosierni wobec naszych bliźnich.
Jak to, przecież nic złego im nie czynimy?
Owszem, zapominamy, że możemy zgrzeszyć myślą, słowem, zaniedbaniem.
To właśnie w słowach wypowiadanych, pisanych, w myślach – które może nigdy nie ujrzą światła dziennego bywamy najbardziej niemiłosierni wobec naszych braci i sióstr. Zasłaniamy sie przy tym koniecznością wypowiedzi, naszym zawodem, emocjami, nad którymi nie chcemy panować…, czasem zranieniami czy lękami.
Tłumaczymy się, że wszak grzesznikom i ateistom należy powiedzieć prawdę.
Chore emocje potrzebują Lekarza, i to natychmiast. Inaczej zniszczą nie tylko tych w stosunku do których są adresowane, ale przede wszystkim tych, którzy się nimi kierują.
Ten brak miłosierdzia wobec innych widać w komentarzach pewnych grup internautów na niektórych blogach.
Ten brak miłosierdzia wobec innych widoczny jest w komentarzach na stronach portali internetowych.
Ten brak miłosierdzia wobec innych widzieliśmy podczas ostatnich wydarzeń pod Pałacem Prezydenckim.
Ten brak miłosierdzia wobec innych dostrzegamy wokól siebie, szczególniej jest on dotkliwy gdy dotyka nas samych, uderzając kłamliwym czy niesprawiedliwym oskarżeniem.
Brak miłosierdzia w relacjach pomiędzy ludźmi to jedna strona medalu.
Druga strona, to brak miłosierdzia wobec siebie samych.
Czym innym jest stawanie w prawdzie wobec własnej grzeszności i słabości i nienawidzenie grzechu. A czym innym jest samobiczowanie, które prowadzi do załamania i pełnej goryczy nienawiści samych siebie. Nasze upadki i słabości, które stopniowo odkrywamy w świetle łaski Bożej, mają nas zachęcać do większej czujności, roztropności, głebszej ufności w pomoc Pana. Jesteśmy wezwani do podnoszenia się z nich, a nie „taplania” w nieskończoność w tym na co już wpływu nie mamy.
Cóż Panu po naszych wielkich ofiarach, postach, jałmużnach jeśli na codzień nie potrafimy pokonać swoich nieuporządkowanych ocen i nie chcemy mieć miłosiernych myśli, ust, oczu, rąk, stóp wobec innych i wobec siebie samych.
 
Dziękuję i pozdrawiam.
Podziel się z innymi:

ŚWIĘTY MATEUSZ, APOSTOŁ I EWANGELISTA

ŚWIĘTY MATEUSZ , APOSTOŁ I EWANGELISTA

21 września

 

Święty Mateusz

Ewangeliści: Marek i Łukasz, nazywają Mateusza najpierw „Lewi, syn Alfeusza” (Mk 2, 14; Łk 5, 27), dopiero później z innych miejscach wymieniane jest imię Mateusz. Prawdopodobnie Chrystus powołując Lewiego nadał mu imię Mateusz.
 
Imię Mateusz nie należy do często spotykanych w Piśmie świętym.
Pochodzi ono z hebrajskiego Mattaj lub Mattanja, co po polsku oznacza „Dar Boga” (Teodor, Deusdedit, Bogdan).
Mateusz był Galilejczykiem. Jego pracą było pobieranie ceł i podatków w Kafarnaum, jednym z większych handlowych miasteczek nad jeziorem Genezaret. Pobierał tam opłaty za przejazdy przez jezioro i przewóz towarów.

Nawrócenie świętego Mateusza W Palestynie pogardzano celnikami właśnie z tego powodu, że ściągali opłaty na rzecz Rzymian. Ich pracę rozumiano jako wysługiwanie się okupantom. Celnicy słynęli również z żądzy zysku, nieuczciwie czerpali korzyści z zajmowanego stanowiska. Uważano ich za grzeszników i pogan. Przebywający wśród celników stawał się nieczysty i musiał poddawać się przepisowym obmyciom. Z tego środowiska wywodził się Mateusz. Wydaje się, że był nawet kierownikiem i naczelnikiem celników w Galilei.
Chociaż celnicy tak często są w Ewangelii nazywani grzesznikami (Mt 9, 11; 11, 19; Mk 2, 15. 16; Łk 3, 12; 5, 29-30; 7, 34; 15, 12; 19, 2), to jednak Pan Jezus odnosił się do nich życzliwie: odwiedzał ich (Łk 19, 9-10; Mt 9, 10-11), nawet z nimi jadał (Łk 5, 29-33), jednego z nich uczynił bohaterem jednej przypowieści (Łk 18, 9-14). Nie zachęcał jednak do łupienia innych. Jego delikatność i miłosierdzie raczej pobudzały celników do umiaru i nawrócenia (Łk 19, 8). Kiedy Żydzi postawili mu wprost zarzut: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” – Chrystus wypowiedział znamienne słowa: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają… Bo nie przyszedłem powoływać sprawiedliwych, ale grzeszników”. Słowa te przekazał w swojej Ewangelii właśnie św. Mateusz (Mt 9, 12-13).
O młodzieńczym życiu Mateusza nie wiemy nic.

Spotykamy się z nim po raz pierwszy dopiero w Kafarnaum, kiedy Chrystus zastał go w komorze celnej i powołał na swojego Apostoła.
To wezwanie odbyło się po cudownym uzdrowieniu paralityka, którego spuszczono przez otwór zrobiony w suficie mieszkania (Mt 9, 1-8).
O tym cudzie musiał dowiedzieć się i Mateusz, gdyż natychmiast rozniosły go setki ust.
Być może Mateusz słuchał wcześniej mów pokutnych Jana Chrzciciela.
Na wezwanie Chrystusa zostawił wszystko i poszedł za Nim. Nawrócony, zaprosił do swego domu Jezusa, Jego uczniów i swoich przyjaciół celników i współpracowników.
W czasie uczty faryzeusze zarzucili Chrystusowi, że nie przestrzega Prawa.
Ten jednak wstawił się za swoimi współbiesiadnikami.
Odtąd Mateusz pozostał już w gronie Dwunastu Apostołów.
O powołaniu Mateusza na Apostoła piszą w swoich Ewangeliach także św. Marek i św. Łukasz (Mk 2, 13-17; Łk 5, 27-32). Jest to jednak równocześnie pierwsza i ostatnia osobna wzmianka o nim w Piśmie świętym.
 
Potem widzimy go jedynie w spisach ogólnych na liście Apostołów (Mt 10, 3; Mk 3, 18; Łk 6, 15; Dz 1, 13). W katalogach Apostołów figuruje on na miejscu siódmym lub ósmym.

Święty Mateusz Po Wniebowstąpieniu Chrystusa Mateusz przez jakiś czas pozostał w Palestynie. Apostołował wśród nawróconych z judaizmu. Dla nich też przeznaczył napisaną przez siebie księgę Ewangelii. Napisał ją między 50 a 60 rokiem, najprawdopodobniej ok. 55 r.

 
Starał się w niej wykazać, że to właśnie Chrystus jest wyczekiwanym od dawna Mesjaszem, że na Nim potwierdziły się starotestamentalne proroctwa i zapowiedzi. Najstarsza tradycja kościelna za autora pierwszej Ewangelii zawsze uważała Mateusza. Twierdzą tak m.in. Papiasz, biskup Hierapolis, Klemens Aleksandryjski, Orygenes i Ireneusz. Pierwotnie Ewangelia wg św. Mateusza była napisana w języku hebrajskim lub aramejskim; nie wiadomo, kto i kiedy przetłumaczył ją na język grecki. Nie zachowały się żadne ślady oryginału, tylko grecki przekład. Tłumacze nie mogli sobie dać rady w pewnych wypadkach i pozostawili część słownictwa aramejskiego.
Mateusz przekazał wiele szczegółów z życia i nauki Jezusa, których nie znajdziemy w innych Ewangeliach: np. rozbudowany tekst Kazania na Górze, przypowieść o kąkolu, o ukrytym skarbie, o drogocennej perle, o dziesięciu pannach. On jeden podał wydarzenie o pokłonie Magów i rzezi niewiniątek, o ucieczce do Egiptu, jak też wizję sądu ostatecznego.
Mateusz udał się później między pogan. Ojcowie Kościoła nie są zgodni, dokąd. Wyliczają Etiopię, Pont, Persję, Syrię i Macedonię. Najbardziej prawdopodobna jest jednak Etiopia.
Relikwie Mateusza miały być przewiezione ze Wschodu do Paestum (Pasidonii) w Italii. Jego ciało przewieziono do Italii w X w. Znajduje się ono obecnie w Salerno w dolnym kościele, wspaniale ozdobionym marmurami i mozaikami. Miejsce to nie stało się jednak powszechnie znanym sanktuarium. Powszechnie uznaje się go za męczennika.

Z apokryfów o Mateuszu dochowały się jedynie tzw. Ewangelia (inna, oczywiście) i Dzieje. Pierwszy utwór nieznanego autora pochodzi z VI w. i zdradza duże zapożyczenie w Protoewangelii Jakuba (aż 24 rozdziały są niemal identyczne). Pozostałe rozdziały tej Pseudo-ewangelii zawierają w sobie tak wiele cudowności i legendy, że nie stanowią wiarygodnego źródła.

W ikonografii św. Mateusz przedstawiany był w postaci młodzieńca, później – zwłaszcza w sztuce bizantyjskiej, jako siwowłosy, stary mężczyzna. W sztuce zachodniej od czasów średniowiecza dominuje obraz silnie zbudowanego, brodatego mężczyzny w średnim wieku. Ubrany bywa w tradycyjną długą, białą suknię apostolską i w tunikę. Bywa także ukazywany w postawie siedzącej, kiedy pisze – przy nim stoi anioł, przekazujący natchnienie. Jego atrybutami są: księga i pióro, miecz lub halabarda, postać uskrzydlonego młodzieńca, sakwa z pieniędzmi u stóp, torba podróżna.

(źródło: www.brewiarz.katolik.pl)

Podziel się z innymi: