ŚLEPI PRZEWODNICY

Czytanie 1 Kor 9, 16-19.22-27

Psalm Ps 84, 3-6.12

 

Ewangelia Łk 6, 39-42

Jezus opowiedział uczniom przypowieść: „Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel.

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?
Jak możesz mówić swemu bratu: „Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku”, gdy sam belki w swoim oku nie widzisz?
Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata”.

 

 

Poszukujący Boga, nawracający się – na swojej drodze napotykają różne osoby.

Mocne lub chwiejne w poglądach i wierze.

Prostolinijne i obłudne.

Posiadające wiedzę i dopiero ją zdobywające.

Każdy z nas wie z teorii lub własnego doświadczenia,  ile dobra może przynieść wartościowy kontakt, a ile zła może wyrządzić rada, przykład kogoś zupełnie niedoświadczonego, komu tylko się wydaje, że może innym pomagać, doradzać.

Chętnie oferujemy pomoc, „wymądrzamy się” na różne tematy, ale czasem jesteśmy jak owi niewidomi prowadzący niewidomych.

Prędzej czy później  wpadamy na przeszkodę, nie potrafiąc jej ominąć.

Od ucznia oczekuje się prostoty i umiejętności stanięcia w prawdzie, że jeszcze czegoś nie wie, nie potrafi, nie umie. Najważniejsze aby zdawać sobie z tego sprawę i potrafić , mieć odwagę powiedzieć drugiej osobie „nie wiem, musimy szukać odpowiedzi u mądrzejszych, bardziej doświadczonych”.

Wielu „nauczycieli” obawia się jednak utraty swojego  „autorytetu” i doradza innym według własnego wyobrażenia lub wręcz nakazów, zakazów, obłudy  i manipulacji, aby tylko zachować wpływ na drugą osobę.

Nie przyniesie to pożytku ani im samym, ani tym którym pomagają.

Warto zastanowić się z czyich rad, wskazówek, nauk najczęściej korzystamy, czy ten kontakt wspiera nas w rozwoju duchowym, czy raczej błądzimy od zakrętu do zakrętu wraz z naszym niewidomym czy niedowidzącym przewodnikiem. 

Powyższe uwagi można zastosować również do wszelkiego rodzaju przywódców, liderów ruchów, partii, stowarzyszeń.

Szczególnie gdy zamiast kierować się Katolicką Nauką Społeczną w działniach społecznych i politycznych, wykorzystują wiarę, zaufanie, symbole religijne do poprawy swoich rankingów, do polepszenia swojego wizerunku.

Uważaja siebie za „mistrzów”, ale czy biorą przed Bogiem odpowiedzialność za tych, których prowadzą, i za to dokąd ich prowadzą?

Czy każdy z nas potrafiłby odczytać dzisiejsze słowa w pokorze, jako skierowane do siebie, jako mówiące o naszej własnej duchowej i religijnej ślepocie?

Czy gotów byłby poprosić Pana na modlitwie

– „Panie choć nie dostrzegam „belki we własnym oku”, to Ty wiesz czy ona tam jest. Proszę wskaż mi ją i pomóż ją usunąć. W przeciwnym razie nie będę mogła/mógł pomagać innym tak jak tego ode mnie oczekujesz”.

A może raczej to ten drugi, bliźni ma „belkę w oku”, a my tylko malutką drzazgę i  prosimy:

–  „Panie, spraw abym dał/dała radę usunąć z jej/jego oka tę „belkę”. To przecież jest na Twoją chwałę, więc powinieneś mi błogosławić i wspierać, abym innym pomagała/pomógł”.

 

Przed laty poszukiwałam kierownictwa/towarzyszenia duchowego. Kilka osób świeckich i kapłanów do których trafiłam odmówiło. W pierwszej chwili byłam urażona. Stopniowo jednak zaczęłam być im wdzięczna za jasne postawienie sprawy i odmowę. 

Pomoc i towarzyszenie innym zakłada również konieczność własnego stałego nawracania się.

Bez tego, bez dawania tych samych rad samemu sobie i stosowania się do nich, można własnie pomijać „belkę” we własnym oku a doszukiwać się „paproszka” w oku bliźniego. Od kilku lat odpowiadam z różną częstotliwością na różne pytania na dwóch portalach katolickich. 

Wiem, ile zawdzięczam szukającym i pytającym. Ich problemy, wątpliwości, rozterki pozwalały mi stawać w prawdzie o sobie samej i wiele mnie nauczyły.

Podobnie osobom, którym na jakimś ich etapie życia towarzyszyłam.

Poznawanie siebie samej, wspieranie innych możliwe jest tylko dzięki osobistej, coraz bardziej pogłębionej modlitwie, rozmowie z Panem.

Bez tej osobistej więzi z Bogiem istniałoby niebezpieczeństwo, stania się chodzącą encyklopedią, która ma owszem odpowiedzi na niemal wszystkie pytania, ale nie widzi człowieka w jego tajemnicy, którą czasami zna tylko Bóg.

I wtedy trzeba zamilknąć i wspólnie się do Niego pomodlić, a nie narzucać i wymuszać posłuszeństwo na bliźnim w stosowaniu naszych jedynie słusznych rad i uwag.

 

Dziękuję i pozdrawiam.

Podziel się z innymi:

Śp. ojciec Mirosław Paciuszkiewicz – człowiek błogosławieństw

Ewangelia Mt 5, 1-12

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:

    Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. 
    Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. 
    Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. 
    Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. 
    Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. 
    Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. 
    Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. 
    Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. 
    Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków którzy byli przed wami.

 

W dniu wczorajszym (9 września 2010) o godzinie 11.00, w Sanktuarium Narodowym sw. Andrzeja Boboli w Warszawie  rozpoczęła się msza święta pogrzebowa w intencji ś.p. Ojca Mirosława Paciuszkiewicza SJ, zmarłego 3 września 2010.

Mszy świętej przewodniczył metropolita warszawski ks. abp. Kazimierz Nycz, a homilię wygłosił o. Andrzej Majewski SJ, rektor Kolegium księży Jezuitów.

Ojciec Majewski SJ powiedział m.in.:

O. Mirosław, Mirek jak go pomiędzy sobą nazywaliśmy był człowiekiem błogosławieństw.

Kiedy człowiek się modli to wtedy chwali Pana Boga.

Gdy Bóg błogosławi to wtedy On chwali człowieka, za jego postawę.

Błogosławieństwa wyrażają radość Boga z powodu życia jego stworzenia, które wybiera w życiu taką a nie inną postawę zachowania.

Bóg nie nakazuje życia według błogosławieństw, nie żąda tego. Docenia i chwali jednak swoje stworzenia już teraz tu, na ziemi, gdy ono samo wybiera takie życie.

Niewielu ludzi decyduje się na życie według Bożych Błogosławieństw, gdyż wiążą się one z cierpieniem, a tych większość chce za wszelką cenę uniknąć.

Zapominają oni jednak, że cierpienie jest miejscem spotkania z Bogiem, miejscem w którym człowiek rodzi się na nowo.

W swojej homilii o. Majewski przypomniał wybrane „kadry” z filmu życia o. Mirosława. Od momentu jego narodzin, przez I komunię świetą i sakrament bierzmowania które przyjął tuż po swoich 6 urodzinach, sakarment kapłaństwa, który przyjął w wieku 22 lat. Wszystkie te skaramenty przyjete były jakby przed czasem, jakby Opatrzność Boża mówiła że w jego przypadku to właściwy czas przed czasem normalnym dla wszystkich innych jego rówieśników. Cytując notatki z osobistego dziennika o. Mirosława przypomniał niektóre kluczowe wydarzenia z jego posługi duszpasterskiej, aż do ostatnich chwil choroby.

Wszyscy, licznie zebrani na tej mszy świętej dziękowaliśmy Panu Bogu za ojca Mirosława, za ich wspólpracę Boga i o. Mirosława, i za wszystko czym Bóg przez niego zechcial wszystkich obdarzyć.

Ojciec Mirosław – człowiek Bożych Blogosławieństw.

Podziel się z innymi: