Błogosławiona Aniela Salawa

Błogosławiona Aniela Salawa, dziewica

9 września

 

Błogosławiona Aniela Salawa

Aniela Salawa urodziła się 9 września 1881 r. w wielodzietnej, ubogiej rodzime chłopskiej w Sieprawie pod Krakowem. Rodzice jej byli bardzo pobożni, a matka mimo wielu zajęć i obowiązków nie zaniedbywała wspólnej modlitwy rodzinnej, głośnego czytania książek i czasopism religijnych. Aniela odznaczała się niezwykłą urodą. Ukończyła jedynie dwie klasy szkoły elementarnej, ponieważ musiała pomagać matce przy gospodarstwie. Mimo wątłego zdrowia zawsze była bardzo chętna do pracy. Jako młoda dziewczyna podjęła pracę służącej.
Jesienią 1897 r. udała się do Krakowa, gdzie podjęła pracę jako służąca. W dwa lata później bardzo przeżyła śmierć swojej dwudziestopięcioletniej siostry.
Uświadomiła sobie wówczas, jak bardzo kruche jest życie. Po głębokim namyśle zdecydowała się na złożenie ślubu dozgonnej czystości. W 1900 r. przystąpiła do Stowarzyszenia Sług Katolickich św. Zyty, którego zadaniem było niesienie pomocy służącym. Miała więc okazję, aby bardzo owocnie prowadzić apostolstwo w gronie koleżanek, dla których była przykładem chrześcijańskiego życia. Wywierała bardzo silny wpływ na otoczenie. Dzieliła się pożywieniem i pieniędzmi z biedniejszymi od siebie. Garnęły się do niej zwłaszcza najmłodsze służące, dla których była matką i przyjaciółką.
W 1912 r. Aniela Salawa wstąpiła do III zakonu św. Franciszka i złożyła profesję. Zafascynowana duchowością Biedaczyny z Asyżu, okazywała niezwykłą wrażliwość na działanie Ducha Świętego. Modlitwa umacniała ją w cierpliwym dźwiganiu codziennego krzyża. Wszelkie urazy i poniżenia składała w ofierze Bogu za grzeszników. Umiała przebaczać i odpłacać dobrem za zło.
W czasie I wojny światowej – mimo że bardzo pogorszył się jej stan zdrowia, nasiliły się dolegliwości płuc i żołądka – pomagała w krakowskich szpitalach, niosąc pomoc i wsparcie rannym żołnierzom. Opiekowała się także jeńcami wojennymi.
W 1916 r. podupadła jednak na zdrowiu tak, że konieczna stała się hospitalizacja.
Po wypisaniu ze szpitala nie mogła już podjąć pracy zarobkowej. Ostatnie pięć lat życia spędziła w nędzy, z pogodą ducha dźwigając krzyż choroby. Swoje cierpienia ufnie ofiarowała Chrystusowi jako wynagrodzenie za grzechy świata. W tym czasie wiele też modliła się, czytała, rozmyślała. Obdarzona została przeżyciami mistycznymi.
Zmarła na gruźlicę 12 marca 1922 r. w krakowskim szpitalu św. Zyty.
Umierała samotnie, opuszczona przez wszystkich, wśród straszliwych cierpień, ale w głębokim zjednoczeniu z Chrystusem jako tercjarka franciszkańska.
Beatyfikowana została 13 sierpnia 1991 r. przez Jana Pawła II na krakowskim Rynku.

W ikonografii bł. Anielę przedstawia się w pomieszczeniu kuchennym. Jej atrybutem jest także szczotka do zamiatania.

(źródło: www.brewiarz.katolik.pl)

Podziel się z innymi:

ŚWIĘTY PIOTR KLAWER, JEZUITA

Święty Piotr Klawer, prezbiter

9 września

 

Święty Piotr Klawer

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Piotr Klawer urodził się 25 czerwca 1580 r. w Verdú (Katalonia w Hiszpanii) w ubogiej rodzinie robotniczej. Według ówczesnego zwyczaju miał 14 lat, kiedy otrzymał tonsurę jako znak przeznaczenia go do stanu duchownego.
W roku 1596 rozpoczął studia na uniwersytecie w Barcelonie, który prowadzili wówczas jezuici.
Zawarł z nimi przyjaźń i do nich wstąpił.
W latach 1602-1604 odbył nowicjat i złożył pierwsze śluby.
Praktykę pedagogiczną jako kleryk odbył w roku szkolnym 1604 -1605 w Geronie. W czasie studiów filozoficznych (1605-1608) w kolegium jezuickim w Palma na Majorce zetknął się z bratem zakonnym, św. Alfonsem Rodriguezem. Ten przepowiedział mu, że polem jego misyjnej pracy będą Murzyni w Ameryce Południowej. Studia teologiczne odbywał w Barcelonie (1608-1610).
Właśnie w tym czasie jezuici otwarli w Kolumbii misję.
Nakazano mu przerwać studia i jechać tam do pracy wśród niewolników murzyńskich, których wówczas masowo zwożono z Afryki w charakterze niewolników – darmowej, najtańszej siły roboczej. Przewożeni w najprymitywniejszych warunkach często nieszczęśliwi nie wytrzymywali długiej podróży. Wtedy bezceremonialnie wyrzucano ich na pożarcie rekinom, które gromadami towarzyszyły tragicznym konwojom. Epidemie niemniej licznie dziesiątkowały ofiary barbarzyństwa. Nie znano bowiem współczesnych środków sanitarnych, zresztą uważano je za rzecz zbędną.
Sumienie uspokajano naiwnym twierdzeniem, że Murzyni nie są ludźmi i nie mają duszy.

Święty Piotr Klawer chrzczący Murzynów Wstrząśnięty niedolą i krzywdą czarnych braci oddał się im w posługę, stał się niewolnikiem niewolników. Swoim bezgranicznym poświęceniem chciał chociaż w małej części wynagrodzić im krzywdę. Na kartce formuły ślubów zakonnych Piotr dopisał znamienne słowa: Piotr Klawer, sługa Etiopczyków.

Tak wówczas nazywano Murzynów. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1616 r. w Kartagenie.
Jako kapłan mógł służyć Murzynom wszechstronną pomocą duchową i materialną: starał się dla spragnionych o orzeźwiający napój, dla wygłodniałych o posiłek, dla nagich o jakiś ubiór, dla chorych o lekarstwa.
Energicznie interweniował tak u osób prywatnych, jak i u władz, by ulżyć niedoli niewolników.
Osobnym ślubem zobowiązał się im służyć. Jego bezgraniczne miłosierdzie otwierało mu ich serca. Miał pozyskać dla wiary i ochrzcić własnoręcznie kilkadziesiąt tysięcy Murzynów.
Siły do ponad czterdziestoletniej posługi Piotr Klawer znajdował w rozważaniu Męki Pańskiej, w codziennej Mszy świętej i w serdecznym nabożeństwie do Bożej Matki.
Odszedł po nagrodę do nieba 8 września 1654 r.
 
Na beatyfikację musiał czekać wyjątkowo długo, bo blisko 200 lat. Pius IX w roku 1851 wyniósł go do szeregu błogosławionych, a Leon XIII zaliczył go do grona świętych w roku 1888.
Ten sam papież ogłosił św. Piotra Klawera patronem misji wśród Murzynów (1896).
Dwa lata przedtem Polka, bł. Maria Teresa Ledóchowska (+ 1922), założyła Stowarzyszenie św. Piotra Klawera dla Misji Afrykańskiej, które niebawem przeobraziło się w nową rodzinę zakonną, zatwierdzoną przez Stolicę Apostolską w roku 1910.
Istnieją ponadto jeszcze dwa inne zgromadzenia zakonne, które obrały sobie św. Piotra Klawera za szczególnego patrona. Są to Siostry Piotra Klawera w Kolumbii i w Italii.

(źródło: www.brewiarz.katolik.pl)

Podziel się z innymi:

SPRAWDZIAN Z MIŁOŚCI BOGA

Czytanie 1 Kor 8, 1b-7.10-13

Psalm Ps 139, 1-3.13-14.23-24

 

Ewangelia Łk 6, 27-38

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają.

Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty.
Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje.
Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie. Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać.
Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny.
Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane: miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrze wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”.

 

Dzisiejsza Ewangelia stawia dziś naglące pytania o nasze relacje z innymi ludźmi.

Kochać, życzyć dobrze, modlić się i czynić dobrze tym, z którymi nasze relacje są trudne, bardzo trudne.

Wiem jedno, jesli modlimy się o dobro dla naszych wrogów, nieprzyjaciół, tych którzy nas zranili, być może oni tak szybko się nie zmienią, zmieniamy się jednak my sami.

Modlitwa przemieni nas samych na tyle, że nie będziemy potrafili „odpłacić” naszym nieprzyjaciołom  tą samą monetą.

Nie będziemy szukać ani odwetu, ani nieustannie żyć scenariuszem żalu jaki kiedyś wyrażą nasi nieprzyjaciele, z powodu zadanych nam ran, wyrządzonych krzywd.  

Przerwiemy spiralę wzajmnej niechęci przynajmniej po swojej stronie.

Nieraz mówimy ” ja do X czy Y nic nie mam, ale niech mi w drogę nie wchodzi, nie chcę X czy Y widzieć, napotkać”.

Zranieni, skrzywdzeni obawiamy się kolejnej rany i tego że możemy utracić z trudem wypracowaną równowagę i wybuchnąć złymi emocjami, agresją. 

Trudno jest kochać nieprzyjaciół i wrogów, zapominając o sobie, o własnym poczuciu sprawiedliwości. 

Jednak Pan nigdy nie wzywa nas do czegoś niemożliwego do zrealizowania.

Nie mówi, to wezwanie jest tylko dla osób o takim i takim chrakterze, pozostali są z niego zwolnieni. Wezwanie kierowane jest do wszystkich, którzy uważają siebie za Jego uczniów. Do wszystkich, którzy zabierają głos w w Jego sprawach. Do wszystkich, którzy uważają siebie za chrześcijan, za katolików. Do wszystkich we wszystkich czasach i okolicznosciach życiowych i historycznych.

Gdyby były jakieś wyłączenia z tej reguły to Pan by o nich powiedział.  

Przedstawmy Jezusowi na osobistej modlitwie tych wszystkich, których postawił na naszej drodze, a których nie potrafimy, nie umiemy a może wręcz nie chcemy kochać, tak jak On o to prosi.

 

Jezus mówi dalej abyśmy nieoczekiwali niczego w zamian za nasze czyny wobec innych.

Za swój uśmiech, za dobry uczynek, za dobre słowo, za codzienną życzliwość – nie spodziewajmy się ani podziękowań, ani wzajemnej życzliwości.

Nie powinniśmy się emocjonalnie rozliczać, ale też nie wolno nam udawać życzliwości i sympatii.

Mamy wspierać potrzebujących. Dawać od siebie więcej niż ktoś tego od nas oczekuje. 

Jesteśmy wezwani aby okazywać miłosierdzie każdemu, bez wyjątku. Nie wolno nam sądzić, nie wolno nam potępiać. Zawsze i wszędzie mamy wybaczać.

Taka ma być miłość tych uczniów Jezusa, którzy Go słuchają, którzy starają się ze względu na Niego realizować na co dzień praktycznie,  a nie tylko w deklaracjach przykazanie miłości bliżniego, każdego. 

Taka miłość bliźniego to własnie nasz krzyż, to nasze nałożenie sobie jarzma ze względu na Umiłowanego, to zapominanie i wyrzekanie się siebie i swoich praw, ze względu na Miłość do Jezusa.

A jaka jest ta nasza malutka miłość….?  

Może wciąż nie zaliczamy się do tego grona uczniów, które uważnie słucha i jest po-słuszne, temu co usłyszy od Pana?

Może wciąż poprawiamy Slowa Pana, przykrawając je odpowiednio do naszej konkretnej sytuacji życiowej?

Nasza miłość Boga, którego nie widzimy – wyraża się poprzez miłość bliźniego, którego widzimy, czy słyszymy.

 

Dziękuję i pozdrawiam

Podziel się z innymi: