CHRZEŚCIJANIN W KAPCIACH

XXIII NIEDZIELA ZWYKŁA ROK C

Brewiarz XXIII Tydzień zwykły, III Tydzień Psałterza

I NIEDZIELA MIESIĄCA, dziękczynienie

 

Kolekta

Boże, Ty nam zesłałeś Zbawiciela i uczyniłeś nas swoimi przybranymi dziećmi, wejrzyj łaskawie na wierzących w Chrystusa,  i obdarz ich prawdziwą wolnością i wiecznym dziedzictwem. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,  Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

Pierwsze czytanie Mdr 9, 13-18b

Psalm Ps 90, 3-6. 12-14. 17

Drugie czytanie Flm 9b-10.12-17

 

Ewangelia Łk 14, 25-33

Wielkie tłumy szły z Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.

Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw, a nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy patrząc na to zaczęliby drwić z niego: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”.
Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.
Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”.

 

W naszym życiu duchowym, w naszym podążaniu za Chrystusem jako Jego uczniowie,  niezbędne są:

-wytrwałość

-realizm

-odwaga

Na naszej drodze ucznia podążajacego za Panem zagrażają nam trzy niebezpieczeństwa:

– słomiany zapał

– zarozumiałość

– bojaźliwość.

 

Wytrwałość.

Nasze życie duchowe, „przygoda duchowa” jaką jest chrześcijaństwo jest godna tej nazwy tylko wówczas, gdy jest ożywiane wolą doprowadzenia jej do końca.

Tu nic nie może być wykonane połowicznie. Jeśli coś nie zostaje doprowadzone do końca to jest przedsięwzięciem nietrafionym, jest niczym.

Typową chorobą zagrażającą każdemu z nas jest słomiany ogień.

Są osoby, które nie wiedzą dobrze czego chcą, dokąd chcą dotrzeć i dlaczego.

Nieustannie poszukują wrażeń, ale unikają poważnego zaangażowania.

Ich entuzjazm jest przelotny. Gaśnie gdy „gasną światła sceny” i trzeba się wziąć do wytrwałej pracy.

Ich charakterystyczną cechą jest niestałość.

A prawdziwe życie chrześcijańskie musi być kierowane wolą wytrwania aż do końca.

 

Realizm.

Chrześcijański realizm nie stoi w sprzeczności z duchem wiary. Realizm wyklucza jednak lekkomyslność.

Trzeba dokonać realnej oceny sytuacji czyli rozważyć ją, ocenić ryzyko, przygotować konieczne środki.

Po dokładnej ocenie sytuacji trzeba dokonać dokładnego przeglądu własnej rzeczywistości wewnętrznej. Tej ludzkiej i tej nadprzyrodzonej.

Trzeba zadać sobie waze pytania o swoją kondycję duchową. Czy mogę sądzić że w obecnym stanie duchowym, z tą minimalną dawką modlitwy z obowiązku, z tą ilością medytacji zasłyszanej jednym uchem w kościele podczas niedzielnej Eucharystii będę w stanie przezwyciężyć trudności?

To własnie oznacza chrześcijański realizm. Znać cele, które chcemy osiągnąć i znać siebie, czyli realistycznie ocenić własne wyposażenie wewnętrzne.

 

Odwaga.

Ocena naszej rzeczywistosci wewnętrznej nie zawsze prowadzi nas do optymistycznych wniosków. Przeciwnie, są one gorzkie i rozczarowujące.

Jeśli jednak mamy uniknąć ryzyka zarozumiałości, która może prowadzić do katastrofalnych rezultatów, musimy unikać też odwrotnego niebezpieczeństwa: nadmiernej bojaźliwości, która może nas zamknąć w ciasnym więzieniu rezygnacji, tak że nigdy nie podejmiemy ryzyka obalenia jego murów.

Dla tych co są zamurowani, wszystko jest murem, nawet otwarte drzwi.

Często popełniamy ten błąd, że nie próbujemy nawet podjąć walki, uważając ją z góry za przegraną.

Zbyt często mierzymy zamiary na siły, ideały przystosowujemy do naszych słabości – „ponieważ jestem taka/taki muszę zadowolić się…”

To jest bardzo subtelna diabelska pokusa redukcji chrześcijaństwa. A ilu z nas jej na codzień wciąż ulega, nie dostrzegając działania złego ducha?

Tymczasem powinniśmy mierzyć siły na zamiary. „Ponieważ muszę tam dotrzeć, nie mogę zadowolić się… Potrzebuję więcej modlitwy, więcej refleksji, więcej odwagi, więcej ofiary, więcej zdecydowania ….”

Kiedy prawdziwie to Bóg jest naszym celem, to sama atrakcyjność tego Celu wystarcza do wskazania drogi.

Odwaga podjęcia drogi nie stoi w sprzeczności z realizmem.

Jesli nasza ocena sytuacji wypadnie pesymistycznie, możemy zawsze pójść do Tego, który gorąco pragnie zainwestować swój nieskończony kapitał w akcje, które zasługują na Jego wsparcie.

Trzeba jednak zawsze pamiętać, że przed wsparciem naszych przedsięwzięć Bóg uważnie sprawdza projekt, który Mu przedstawiamy.

Decyduje się go finansować tylko wówczas gdy wi
dzi rozmach, odwagę naszych projektów.

Jesli przychodzimy z nieśmiałym pomysłem na mały „kurnik”, możemy usłyszeć zarzut, że Pan oczekiwał od nas planu „wieżowca”. Wiezowiec chętnie by wsparł, bez zwracania uwagi na koszty, ale nie ten kurnik….

Trzeba sobie dobrze wbić do głowy, tylko wielkie ideały, szaleńcze przedsięwzięcia (znamy je dobrze z dziel w jakie zaangażowało się tylu świętych) otrzymują gwarancję sukcesu ze strony Boga.

Nieśmiałe projekty, mała żegluga przybrzeżna są wspierane jedynie przez nas samych. I dlatego też często nam się nie udają. A my bojaźliwie zastanawiamy się co źle zrobiliśmy, czemu Pan nam ponownie nie pobłogosławił? 

Bóg nie chce w nie wchodzić, nawet jeśli wypiszemy na sztandarach Jego imię.

Nie będzie zwracać wydatków za ciepłe kapcie i za wygodny fotel, jakie wybraliśmy dla naszego chrzescijańskiego życia.

 

Dziękuję i pozdrawiam.

Podziel się z innymi:

WOTUM NARODU

  

Roman Koszowski/Agencja GN ©

Najnowsza sukienka Matki Bożej Częstochowskiej

 

 

WOTUM NARODU

4 WRZEŚNIA 2010

SETNA ROCZNICA REKORONACJI CUDOWNEGO OBRAZU MATKI BOŻEJ JASNOGÓRSKIEJ 

 

Fragment pomalowanej na biało blachy z poszycia prezydenckiej maszyny umieszczony jest w prawym dolnym rogu obrazu, w uchyleniu szaty Dzieciątka Jezus. Cząstka ta ma wymiary mniej więcej
2×10 cm. Pośrodku widoczna jest dziura po nicie. Na tej blasze umieszczona jest niewielka biało-czerwona, lotnicza szachownica, dodana przez twórcę sukienki. Jak fragment szczątków prezydenckiego tupolewa trafił na Jasną Górę i do sukienki Matki Bożej? Stało się to za sprawą polskiej siostry zakonnej, która pracuje na Wschodzie i trzy dni po katastrofie odwiedziła jej miejsce. – Nie było ono strzeżone, można było dość łatwo poruszać się po tym terenie – opowiada o. Robert Jasiulewicz, paulin z biura prasowego Jasnej Góry.

Wtedy właśnie siostra znalazła kawałek białej blachy z poszycia maszyny. Podobnych odłamków było tam wiele. Stojący obok rosyjski milicjant nie protestował, gdy siostra wzięła jeden z nich. Krótko potem pojechała na Jasną Górę i tam zostawiła go przeorowi. Co jednak się stanie, jeśli śledczy, prowadzący sprawę katastrofy w Smoleńsku, uznają, że fragment szczątków tupolewa umieszczony w sukience Matki Bożej jest dowodem, który trzeba przebadać? Czy zakonnicy z Jasnej Góry nie obawiają się związanych z tym problemów? – Sukienka jest celowo wykonana w taki sposób, że tę cząstkę samolotu można w każdej chwili wymontować i przekazać osobom badającym katastrofę. Chętnie to zrobimy, jeśli odpowiednie władze się o to do nas zwrócą – mówi o. Robert Jasiulewicz.

Tuż nad fragmentem prezydenckiego tupolewa w sukience umieszczona jest złota obrączka. Podczas drugiej wojny światowej została ona wyrzucona z pociągu przez więźnia jadącego do Auschwitz. Była zawinięta w chusteczkę z adresem. Dzięki temu jej znalazca mógł dostarczyć obrączkę żonie więźnia, który zginął później w obozie koncentracyjnym. Kobieta nosiła ją do swej śmierci, potem przechowywały ją jej dzieci. Po 70 latach obrączka została przekazana jako wotum dla Matki Bożej Częstochowskiej.

– Sukienka wykonana jest w taki sposób, że najlepiej prezentuje się, gdy ogląda się ją od dołu, czyli tak, jak ją widzą pielgrzymi – mówi o. Robert. Głowy Matki Bożej i Dzieciątka Jezus wieńczą korony ozdobione m.in. bursztynem i brylantowymi gwiazdami. Szata Matki Bożej mieni się odcieniami błękitu. To głównie dzięki labradorytom i szafirom. W uchyleniu szaty, a także w innych miejscach sukienki widoczne są fragmenty meteorytów. Wyróżniają się, bo na ogół nie wyglądają na kamienie szlachetne, a przecież są od nich cenniejsze. Zostały znalezione w Polsce, Maroku, na Syberii, w Chinach i USA. Kosmiczne kamienie podarowane Matce Bożej Częstochowskiej i umieszczone w nowej sukience pochodzą prawdopodobnie z Marsa, Merkurego i z Księżyca. Posiadają stosowne certyfikaty. Szata Dzieciątka Jezus jest czerwona, wykonana z korali.

 

Są, choć ich nie widać
– W koronie Matki Bożej umieszczono kamień z Groty Zwiastowania w Nazarecie, a w koronie Pana Jezusa cząstkę skały z Golgoty – mówi o. Robert. Dodaje, że bardzo drobnymi literami na sukience umieszczono teksty modlitwy „Pod Twoją obronę”, pieśni „Z dawna Polski Tyś królową” oraz aktów zawierzenia Jana Pawła II („Totus Tuus”) i kard. Stefana Wyszyńskiego: („Soli Deo per Mariam”). Jest też ornament w kształcie wykresu EKG, bo – jak powiedział Jan Paweł II – „Bogurodzica niejako przemawia tym Cudownym Obrazem (…) Należy przyłożyć ucho do tych murów, aby usłyszeć rytm bicia Matczynego serca”. Sukienkę wykonano z darów wotywnych, złożonych przez pielgrzymów. Były wśród nich biskupie pierścienie, ale także zwykłe aluminiowe medaliki i plastikowe różańce. Wszystkie one zostały użyte do wykonania sukienki, bo każdy z nich jest cenny – niekoniecznie materialnie, ale w sensie duchowym. Niektóre wota znajdują się wewnątrz sukienki, dlatego nie widać ich od zewnątrz. Całość waży 17 kg. Jej autorem jest gdański bursztynnik Mariusz Drapikowski (wraz z 5-osobowym zespołem). Sukienka służy także celom praktycznym – chroni ikonę przed szkodliwym wpływem światła.

Kiedy Matka Boża się przebiera?
Nowa szata to dziewiąta sukienka Matki Bożej Częstochowskiej. Pierwsze tego typu ozdoby pojawiły się w XVII w. Z tego okresu pochodzi przeszywana później sukienka brylantowa. W nią ubrana jest obecnie jasnogórska ikona. XVII-wieczna jest też sukienka rubinowa. Współcześnie naszyto na nią ponad 214 ślubnych obrączek, stąd jej druga nazwa – sukienka wierności. – Z tego powodu była używana w Roku Rodziny – mówi o. Jasiulewicz. Sukienka koralowa pochodzi z 1910 roku i była darem kobiet ziemi kieleckiej, zadośćuczynieniem za kradzież innej sukienki oraz koron. Kradzież ta miała miejsce rok wcześniej, prawdopodobnie na zlecenie oficerów stacjonujących wówczas na Jasnej Górze wojsk carskich. Jest też druga sukienka koralowa (nazywana także koralowo-perłowo-biżuteryjną). Sukienka milenijna z 1965 r. wyróżnia się tym, że jest najwierniejszym odwzorowaniem częstochowskiej ikony. Kolejna sukienka, koralowo-perłowa nazywana jest sukienką 600-lecia. Takim samym mianem określa się też sukienkę złotą. Najnowszą szatą Mat-ki Bożej była dotąd sukienka bursztynowo-brylantowa, zwana też sukienką zawierzenia. Pochodzi ona z 2005 r., a zakładana jest wraz z koronami, które Jan Paweł II podarował jasnogórskiej ikonie na dzień przed śmiercią. Jak mówi o. Jasiulewicz, najpewniej to ona właśnie zdobić będzie Matkę Bożą w roku beatyfikacji Ojca Świętego. „Przebieranie” obrazu, czyli zawieszanie sukienek na specjalnych uchwytach odbywa się zwykle w Wielkim Tygodniu.

 

(źródło: http://info.wiara.pl/doc/618339.Nowa-sukienka-Matki-Bozej)

 

Podziel się z innymi:

ŚWIĘTA OD CIEMNOŚCI – MATKA TERESA Z KALKUTY

ŚWIĘTA OD CIEMNOŚCI

 

Bł. Matka Teresa z Kalkuty była niekwestionowaną świętą dla wszystkich: dla ubogich i bezdomnych, prostych ludzi z ulicy, hierarchów kościelnych, a także – o co może najtrudniej – dla możnych tego świata, którzy zazwyczaj nie interesują się specjalnie działalnością Kościoła.

 

Przez całe dziesięciolecia należała do znanych i cenionych postaci. Wielu mówiło o niej jako o najbardziej wpływowej kobiecie XX wieku. „Jaśniała niczym gwiazda na tle ciemnej, szpecącej rzeczywistości naszych czasów. Jej miłość do wszystkich dzieci Bożych – bez względu na ich kolor skóry czy wiarę –kruszyła mury dzielące ludzkość. Zakonnica odmieniała każde życie, które dotknęła. «Opaszemy świat łańcuchem miłości» – mówiła swoim siostrom”.

 

 

Wielcy tego świata wyrażali swój podziw dla niej, przyznając jej prestiżowe nagrody i wyróżnienia, wśród nich Pokojową Nagrodę Nobla (1979 rok). „Skromnym polskim akcentem było uhonorowanie Matki Teresy Nagrodą św. Brata Alberta oraz udekorowanie jej Krzyżem Komandorskim św. Brygidy”. Ona sama nie przywiązywała jednak wielkiej wagi do medali, nagród i odznaczeń. Trzymała je w tekturowym pudełku w swojej skromnej zakonnej celi.

 

 

 

Jeśli kiedykolwiek będę Świętą

– na pewno będę Świętą od «ciemności».

Będę ciągle nieobecna w Niebie

– aby zapalać światło tym,

którzy są w ciemności na ziemi”.

(Matka Teresa z Kalkuty)

 

 

Wielkie dzieło

 

 

Matka Teresa, która kilkakrotnie odwiedziła Polskę i tu założyła jeden z nowicjatów Zgromadzenia Misjonarek Miłości, wpisała się głęboko w świadomość także Polaków, szczególnie ludzi młodych. Wystarczy wspomnieć, że w 2002 roku polscy gimnazjaliści, tworząc „Złotą Listę Autorytetów”, obok Jana Pawła II umieścili na niej właśnie Matkę Teresę.

 

 

Ostatni raz Święta z Kalkuty gościła w naszym kraju dwa lata przed swoją śmiercią, w czerwcu 1995 roku. Była wówczas między innymi gościem Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie. Opowiedziała alumnom o Zgromadzeniu Misjonarek Miłości, dając piękne świadectwo miłości do Jezusa i ubogich: „W tej chwili jesteśmy w stu dwudziestu sześciu krajach, mamy pięćset pięćdziesiąt pięć domów dla ubogich, «tabernakulów». W naszym zgromadzeniu mamy siostry czynne i kontemplacyjne, braci czynnych i kontemplacyjnych. […] Celem zgromadzenia jest zaspokojenie Pana Jezusa Ukrzyżowanego w Jego miłości do dusz ludzkich poprzez pracę nad zbawieniem i uświęceniem najbiedniejszych z biednych. […] Mamy domy dla umierających, dla niechcianych, dla umysłowo i fizycznie chorych, dla tych, którzy są wyrzuceni na margines społeczny. Mamy także centrum rehabilitacyjne dla trędowatych. […] Wszystkim świadczymy czułą miłość. Aby móc wykonać tę pracę, potrzebujemy głębokiego życia modlitwy i ofiary. […] Mamy w tej chwili sześć nowicjatów. Jeden w Kalkucie, jeden w Rzymie, jeden w Polsce, jeden na Filipinach, jeden w Ameryce i jeden w Nairobi w Afryce. Wszystkie nowicjaty są pełne. Jest to coś pięknego, jak bardzo Pan Bóg kocha biednych, dając dużo powołań”. Opowiadając o pracy zgromadzenia, Matka Teresa podkreśliła całkowitą bezinteresowność zaangażowania Misjonarek Miłości na rzecz ubogich: „Nie otrzymujemy żadnego wynagrodzenia od rządu ani od Kościoła za pracę, którą wykonujemy. Jesteśmy tak jak ptaki i kwiaty Boże, które zależą zupełnie od Bożej Opatrzności. Jest to coś wspaniałego, jak bardzo Boża Opatrzność przychodzi w danym momencie z pomocą. […] Codziennie modlimy się cztery godziny. Takim wspaniałym darem Pana Boga dla nas jest nasza codzienna adoracja Najświętszego Sakramentu”.

 

 

 

Matkę Teresę postrzegano przede wszystkim jako kobietę wielkiego sukcesu. Energiczna, stanowcza, w sprawach zasadniczych nieugięta, była jednak zawsze uśmiechnięta i pełna życzliwości dla wszystkich, szczególnie dla ubogich. Choć zapracowana, pozostawała bardzo spokojna i robiła wrażenia, jakby miała czas dla każdego, kto potrzebuje jej pomocy. Stąd też ogromnym zaskoczeniem dla wszystkich stały się jej niepublikowane za życia osobiste teksty, w których święta uskarżała się na swoje wielkie wątpliwości duchowe, niezdolność do modlitwy, wewnętrzną oschłość i ciemności wiary. Jakaż gehenna duszy musiała podyktować jej słowa: „Niebo nic nie znaczy, dla mnie wygląda jakby było puste. Chciałabym być nikim, nawet dla Boga”.

 

 

U mnie w duszy ciemno

 

 

Aby zrozumieć pełniej ciemności duszy Matki Teresy oraz wewnętrzne udręki, które się z nią wiązały, przytoczmy fragmenty jej listów pisanych do kierowników duchowych oraz innych osób, którym w sekrecie powierzała stan swojej duszy. W ten sposób szukała nie tyle ukojenia i pociechy, ile raczej światła i duchowego wsparcia.

 

 

„Proszę o modlitwę – bo wszystko we mnie jest ścięte lodem. – Tylko ta ślepa wiara pomaga mi przetrwać, bo w rzeczywistości wszystko jest dla mnie ciemnością. Najważniejsze jest, aby naszemu Panu przypadła cała radość – ja naprawdę się nie liczę” (Pisma, s. 223).

 

 

„Chcę powiedzieć coś Waszej Eminencji – ale nie wiem, jak to wyrazić. Gorąco pragnę – pełnym bólu pragnieniem bycia wszystkim dla Boga – być świętą w taki sposób, żeby Jezus mógł w pełni żyć swoim życiem we mnie. Im bardziej ja chcę Jego – tym mniej sama jestem chciana. – Chcę kochać Go tak, jak jeszcze nigdy dotąd nie byłam kochana – a mimo to trwa we mnie głębokie uczucie oddzielenia od Niego – ta straszna pustka, to poczucie nieobecności Boga. […] Nie uskarżam się – chcę tylko przez cały czas iść razem z Chrystusem” (Pisma, s. 225).

 

 

„Bardzo proszę o modlitwę, żeby Bóg zechciał zabrać z mojej duszy tę ciemność chociaż na kilka dni. Bo czasami agonia tej udręki jest tak wielka, a jednocześnie tęsknota za Nieobecnym tak głęboka, że jedyną modlitwą, jaką jeszcze mogę wypowiadać, są słowa – Najświętsze Serca Jezusa, ufam Tobie – będę zaspokajać Twoje pragnienie dusz” (Pisma, s. 226).

 

 

„W mojej duszy tak wiele jest sprzeczności. – Tak dominująca tęsknota za Bogiem – tak dojmująca, że bolesna – nieustanne cierpienie – a mimo to jestem przez Boga niechciana – odrzucona – pusta – bez wiary – bez miłości bez zapału. – Dusze mnie nie pociągają. – Niebo nic nie znaczy – dla mnie wygląda jak puste miejsce – myśl o nim nic dla mnie nie znaczy, a mimo to ta dręcząca tęsknota za Bogiem. – Bardzo proszę o modlitwę, żebym wciąż się do Niego uśmiechała mimo wszystko. Bo jestem tylko Jego –więc On ma wszelkie prawa do mnie. Jestem całkowicie szczęśliwa, że jestem nikim nawet dla Boga” (Pisma, s. 232-233).

 

 

„Proszę Waszą Eminencję o modlitwę, żebym miała odwagę, by wciąż się uśmiechać do Jezusa. – Trochę rozumiem męki piekielne – bez Boga. Brakuje mi słów, by wyrazić to, co chcę powiedzieć, ale w miniony Pierwszy Piątek – świadomie ofiarowałam się Najświętszemu Sercu, że przetrwam nawet wieczność w tym straszliwym cierpieniu, jeżeli to da Mu teraz trochę więcej radości – albo miłość choćby jednej duszy. Chcę o tym porozmawiać, a mimo to się nie udaje – nie znajduję słów, by wyrazić głębię tej ciemności. Mimo tego wszystkiego jestem Jego maleńką – i kocham Go – nie za to, co daje, ale za to, co zabiera” (Pisma, s. 236).

 

„Bardzo proszę o modlitwę – tęsknota za Bogiem jest strasznie bolesna, a mimo to ciemność staje się coraz większa. Cóż za sprzeczność mam w duszy. – Ból, jaki mam w sobie, jest tak wielki – że naprawdę cały ten rozgłos i ludzkie gadanie nie wywołują we mnie żadnych odczuć. Niech Wasza Eminencja prosi Matkę Bożą, żeby była mi Matką w tych ciemnościach” (Pisma, s. 238).

 

 

 

 

„U mnie w duszy – nie potrafię Ojcu powiedzieć – jak tam ciemno, jak pełno bólu, jak strasznie. – Moje uczucia są takie zdradliwe. – Czuję, jakbym «odmawiała Bogu», a jednak największa i najtrudniejsza do zniesienia – jest ta straszliwa tęsknota za Bogiem. – Proszę o modlitwę, żebym nie okazała się Judaszem dla Jezusa w tej pełnej bólu ciemności. Czekałam na rozmowę z Ojcem. – Po prostu bardzo pragnę porozmawiać – i zdaje się, że tę zdolność On także mi zabrał. – Nie będę się uskarżać. – Przyjmuję Jego świętą Wolę tak, jak do mnie przychodzi” (Pisma, s. 333).

 

 

„Chciałam porozmawiać z Ojcem w Bombaju – ale nawet nie próbowałam nic zrobić, żeby to umożliwić. – Jeżeli piekło istnieje – to musi to być to. Jak strasznie jest być bez Boga – nie ma modlitwy – nie ma wiary – nie ma miłości. – Jedyne, co wciąż pozostaje – to przekonanie, że dzieło jest Jego – że Siostry i Bracia są Jego. – I uparcie się tego trzymam, jak tonący, który nie ma niczego innego, chwyta się brzytwy. – A jednak, Ojcze – mimo tego wszystkiego – chcę być Mu wierna – zużywać się dla Niego, kochać Go nie za to, co daje, ale za to, co zabiera – być do Jego dyspozycji. – Nie proszę Go, by zmienił s
woje postępowanie wobec mnie czy swoje plany wobec mnie. – Proszę Go tylko, aby się mną posługiwał”
(Pisma, s. 339).

 

 

„Niech mi Ojciec wybaczy, że prosiłam Ojca o przyjazd, a potem nic Ojcu nie powiedziałam. – To Ojcu pokazuje, jak strasznie pusta jest moja dusza. […] Wiem, że to tylko uczucia – bo moja wola jest nierozerwalnie związana z Jezusem, a zatem z Siostrami i Ubogimi” (Pisma, s. 348-349).

 

 

„Obojętność” Boga – tęsknota Matki Teresy

 

 

Czytając i medytując niezwykłe wyznania duchowe Matki Teresy, uderza przede wszystkim jej wielka samotność. Czuje głęboką potrzebę podzielenia się swoim ciężarem z osobami zaufanymi, a mimo to nie znajduje słów, aby opisać swój stan wewnętrzny. Choć zaskakuje bogactwo używanych obrazów i pojęć, to jednak jest ono wyrazem bezradności języka Matki Teresy. Opowiadając, dobrze wie, że nie jest w stanie wyrazić do końca tego wszystko, czego doświadcza. Wszystkie słowa pocieszenia i wszelkie rady, jakie dawali jej najbardziej wytrawni kierownicy duchowi, przyjmowała ze zrozumieniem i wdzięcznością, jednak nie przynosiły jej one większej wewnętrznej ulgi, ponieważ „dziwnie” do niej nie pasowały.

 

 

Matka Teresa czuje się głęboko upokorzona przeżywanymi stanami duszy i zawsze – ilekroć mówi lub pisze o swoich wewnętrznych ciemnościach – jest skrępowana, zawstydzona i onieśmielona. Po wielu latach życia w tym stanie, gdy nabrała już pewnego dystansu do swych wewnętrznych doświadczeń, będzie błagała kierowników duchowych, by zniszczyli jej listy. „Ojciec [Van Exem] ma wiele listów, jakie do niego pisałam. […] Proszę, czy mogłabym je dostać – bo były jedynie wyrazem mojej duszy w tamtym czasie. Chciałabym spalić wszystkie papiery, które ujawniają cokolwiek na mój temat. – Proszę, Waszą Eminencję, błagam Waszą Eminencję, by zechciał Wasza Eminencja spełnić to moje pragnienie” (Pisma, s. 15).

 

 

Ciemności duszy i oschłości wewnętrzne Matki Teresy nie dotykają jednak jej woli i miłości do Jezusa. Z jednej strony doświadcza chłodu, obojętności, obcość Boga i Jego miłości, ale z drugiej – wielkiej tęsknoty za Nim i gorącego pragnienia bezwarunkowego powierzenia się Mu i Jego miłości. Ból wewnętrzny, który porównuje do doświadczenia piekła, rodził się właśnie z owego zderzenia: odczucia „zimna” i „chłodu” Boga z doświadczeniem żaru swego serca; obojętności ze strony Pana z jej nieukojoną tęsknotą za Nim; odczucia całkowitego milczenia Boga z jej żarliwą deklaracją miłości; doświadczenia nieobecności Boga z jej nieustanną modlitwą i „przytomnością” wobec Pana. Ta właśnie przepaść między brakiem odczucia obecności Boga a jej tęsknotą za Nim stała się otchłanią, piekłem Matki Teresy.

 

 

Doświadczenie bycia porzuconą przez Boga i ból wewnętrzny nie oddalały jej od Niego. Wręcz przeciwnie. Nieustannie w szczerych rachunkach sumienia, w spowiedziach, w rozmowach z kierownikami duchowymi pytała siebie, czy ona sama nie jest przyczyną tych stanów. Mając świadomość bezinteresowności swojej służby dla Boga i ludzi oraz czystości sumienia, w chwilach cierpienia w bezradny sposób powierzała się Bogu, deklarując kolejny raz całkowitą przynależność tylko do Niego. Im bardziej czuła się wewnętrznie osamotniona, porzucona i niechciana przez Boga, tym głębiej doświadczała tęsknoty za Panem i pragnienia miłowania Go.

 

 

Apostolski wymiar ciemności duszy

 

 

Choć bardzo trudno było przyjąć Matce Teresie bolesny stan swej duszy, choć wbrew nadziei szukała pocieszenia i ukojenia, to jednak przeczuwała sens swego bezmiernego cierpienia. W ten sposób Jezus zapraszał ją do uczestnictwa w Jego wyrzeczeniu się wszystkiego, całkowitym oddaniu się do dyspozycji Ojcu oraz „tajemniczej” tęsknocie za Nim. Jak Jezusowe doświadczenie opuszczenia Go przez Ojca było dźwiganiem udręki, cierpienia i nieprawości całej ludzkości, tak Matka Teresa dźwigała te same udręki, cierpienia i nieprawości swoich ubogich. To dzięki osobistemu cierpieniu rozumiała ich i współczuła im jak nikt inny. Po opublikowaniu prywatnych listów Matki Teresy, poprzez które uczyniła i nas świadkami swej bolesnej tajemnicy, rozumiemy lepiej źródło niezwykłej skuteczności jej posługi i dynamizmu jej apostolskiego dzieła.

 

 

Matka Teresa była świadoma, że założone przez nią zgromadzenie miało początek w prywatnym ślubie, jaki złożyła w 1942 roku, aby „Bogu nie odmawiać niczego”. Swojemu kierownikowi duchowemu pisała, że chciała w ten sposób dać Panu „coś bardzo pięknego” i „bez zastrzeżeń”. „Oddanie się Bogu w pełni jest sposobem, aby przyjąć Go samego. Ja dla Boga, a Bóg dla mnie. Żyję dla Boga i rezygnuję ze swojego «ja», i w ten sposób sprawiam, że za mnie żyje Bóg” (Pisma, s. 48-49). Kiedy cztery lata później, 10 września 1946 roku, jadąc pociągiem z Kalkuty do Dardżylingu nawiedziła ją myśl, aby porzucić wszystko i pójść służyć najbiedniejszym z biednych w slu
msach, Matka Teresa nie miała wątpliwości, że było to pragnienie Jezusa – Jego wola. Był to – jak sama powie – Dzień Natchnienia
(por. Pisma, s. 47-53).

 

 

W regułach zgromadzenia Matka Teresa określa jego najważniejsze cele: „Celem ogólnym Misjonarek Miłości jest zaspokajanie pragnienia Jezusa Chrystusa na Krzyżu, pragnienia miłości i dusz”. Święta z Kalkuty przypomni o tym swoim siostrom w liście do całego zgromadzenia: „Wszystko u Misjonarek Miłości istnieje tylko po to, by zaspokoić pragnienie Jezusa. Jego słowo: «Pragnę», na ścianach każdej kaplicy Misjonarek Miłości, nie pochodzi tylko z przeszłości, ale jest żywe tu i teraz, wypowiedziane do Was. Wierzycie w to? […] Dlaczego Jezus mówi: «Pragnę»? Co to znaczy? To «coś», co tak trudno wyjaśnić słowami. «Pragnę» – to znacznie głębsze słowo niż gdyby Jezus powiedział po prostu: «Kocham Was». Dopóki nie będziecie wiedziały, i to w bardzo osobisty sposób, że Jezus Was pragnie –nie będziecie w stanie poznać tego, kim On chce dla Was być” (25 III 1993).

 

 

 

Do rangi symbolu urastają okoliczności śmierci Matki Teresy. Kiedy umierała 5 września 1997 roku w późnych godzinach wieczornych, otoczona miłością i życzliwością swoich sióstr, nagle na skutek awarii prądu cała Kalkuta pogrążyła się w ciemnościach. Tak odeszła do Pana ta, która choć sama przeżywała dręczące ją nocne ciemności duszy, „przyniosła całemu światu tak wiele światła”

 

(źródło: www.deon.pl)

 

Podziel się z innymi:

BŁOGOSŁAWIONA MATKA TERESA Z KALKUTY

BŁOGOSŁAWIONA MATKA TERESA Z KALKUTY

5 września

 

Błogosławiona Matka Teresa z Kalkuty
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Matka Teresa – właściwie Agnes Gonxha Bojaxhiu – urodziła się 26 sierpnia 1910 r. w Skopje (dziś Macedonia) w rodzinie albańskiej. Została ochrzczona następnego dnia i ten dzień obchodziła później jako swoje urodziny.
Mając 18 lat wstąpiła do irlandzkiego zgromadzenia loretanek i wyjechała do Indii. W 1937 złożyła śluby wieczyste, przyjmując imię Teresa.
W 1946, podczas pobytu w Indiach zetknęła się z wielką biedą w Kalkucie i wówczas postanowiła założyć nowy instytut zakonny, który zająłby się opieką nad najuboższymi. W 1948 r., po 20 latach życia zakonnego, postanowiła opuścić mury klasztorne. Chciała pomagać biednym i umierającym w slumsach Kalkuty. Przez dwa lata oczekiwała na decyzję władz kościelnych, by w 1950 r. móc założyć własne Zgromadzenie Misjonarek Miłości i zamienić habit na sari – tradycyjny strój hinduski.
7 października 1949 nowe zgromadzenie zostało zatwierdzone przez arcybiskupa Kalkuty Ferdinanda Periera na prawie diecezjalnym. Po odbyciu nowicjatu 12 pierwszych sióstr złożyło pierwszą profesję zakonną 12 kwietnia 1953, a założycielka profesję wieczystą jako Misjonarka Miłości.
1 lutego 1965 zgromadzenie otrzymało zatwierdzenie przez Stolicę Apostolską. Misjonarki Miłości prowadzą w Indiach i na całym świecie sierocińce, domy dla chorych i umierających.
W ciągu długiego życia Matka Teresa przemierzała niezmordowanie cały świat, zakładając placówki swej wspólnoty zakonnej i pomagając na różne sposoby najuboższym i najbardziej potrzebującym. W 1963 założyła męską wspólnotę czynną Braci Misjonarzy Miłości.
W 1968 papież Paweł VI poprosił Matkę Teresę o przysłanie sióstr z jej zgromadzenia do Rzymu do opieki nad biedakami.
W 1976 Matka Teresa utworzyła wspólnotę kontemplacyjną dla sióstr i braci.
Otrzymała wiele nagród i odznaczeń międzynarodowych, m.in. Pokojową Nagrodę Nobla w 1979. Dzięki temu wiele krajów otworzyło drzwi dla sióstr. Na wniosek włoskich dzieci została Kawalerem Orderu Uśmiechu (1996).
Obecnie w ponad 560 domach w 130 krajach pracuje prawie 5 tys. sióstr. Gałąź męska zgromadzenia liczy ok. 500 członków w 20 krajach. W Polsce zgromadzenie jest obecne od 1983 r. Strojem zakonnym sióstr jest białe sari z niebieskimi paskami na obrzeżach.

Matka Teresa zmarła na zawał serca w domu macierzystym swego zgromadzenia w Kalkucie 5 września 1997 r. w opinii świętości. Jej pogrzeb w dniu 13 września 1997, decyzją władz Indii, miał charakter należny osobom o najwyższej randze w państwie.
Na prośbę wielu osób i organizacji Jan Paweł II już w 1999 r., a więc zaledwie w 2 lata po jej śmierci wydał zgodę na oficjalne rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego, chociaż przepisy kościelne wymagają minimum 5 lat na podjęcie takich działań. Proces ten na szczeblu diecezjalnym zakończono już w 2001 r. Beatyfikacji Matki Teresy dokonał w ramach obchodów 25-lecia swojego pontyfikatu Jan Paweł II dnia 19 października 2003 r.

 

Podziel się z innymi:

Barankowy blog

Za zgodą autorki do listy odwiedzanych przeze mnie blogów dołącza

http://barankowy.blogspot.com/

Znajdują się tam krótkie, osobiste zapiski siostry jadwiżanki na temat Słowa Bożego z bieżącego dnia.

Iść za Barankiem, dokądkolwiek On poprowadzi.

Serdecznie zapraszam i z serca polecam wszystkim utrudzonym i spragnionym.

 

 

 

Podziel się z innymi: