SENS ŻYCIA

I czwartek miesiąca, Godzina Święta

 

Czytanie 1 Kor 3, 18-23

Psalm Ps 24, 1-6 

 

Ewangelia Łk 5, 1-11

Gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret, zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.

Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębię i zarzuć sieci na połów”. A Szymon odpowiedział: „Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”.
Skoro to uczynił, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.
Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”.
I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali: jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.

 

Pan mówi dziś do każdego z nas „Wypłyń na głębię i zarzuć sieci na polów”.

Każdy z nas podobnie jak Piotr mógłby odpowiedzieć „całą noc pracowaliśmy, ale nic nie złowiliśmy”.

Ilu z nas  zaryzykuje i powie dalej… ” Na Twoje Słowo zarzucę sieci”.

Ilu z nas na tyle zaufa Słowu Boga, niezależnie od wcześniejszych własnych doświadczeń, niezależnie od posiadanej wiedzy na temat danago rzemiosla. 

Jeśli w dogodnej porze doświadczeni rybacy nic nie złowili, to ileż potrzeba wiary w Słowo, że warto podjąć trud, warto podjąć ryzyko, warto zaufać i wypłynąć w najmniej odpowiedniej porze dnia na połów.

Owoce zaufania mie tylko rozradowały rybakow, ale wprawiły ich w zmieszanie połączone z lękiem.

Piotr dostrzega ogrom Łaski i pod wpływem pokusy, prosi Pana, aby od Niego odszedł, bo nie jest jej godzien.

„Nie bój się” mówi Pan do Piotra i do każdego z nas.

Ten, który nas zna i przenika, wie komu udziela swoich darów.

Nie ogranicza swoich łask i darów, w obawie, aby otrzymujący ich nie zmarnował.

To otrzymujący, lęka się otworzyć na przyjęcie całości Bożego daru.

W naszej codzienności nie raz i nie dwa słyszeliśmy ciche polecenia-natchnienia Pana do wykonania czegoś, do porzucenia płytkiego, powierzchownego zaangażowania, do pójścia dalej, w głąb.

Wtedy najczęściej odzywały się w nas wszelkie możliwe racjonalne argumenty kwestionujące zasadność polecenia. 

Najczęściej zamykaliśmy wewnętrzny dialog stwierdzeniem „pewnie mi się zdawało” i pozostawaliśmy ze swoimi niepowodzeniami, troskami, brakiem sensu wykonywanych rutynowo obowiązków stanu, rodzinnych, wspólnotowych na brzegu. 

Znależć sens własnego życia… to zaufać Słowu, które kieruje nas na głębię i nie pozwala zadowolić się bezpieczną i nie wymagającą głębszego wewnętrznego zaangażowania powierzchownością.

Znależć sens to podjąć ryzyko wiary, ze Ten, który nas zna i miłuje, pragnie naszego trwałego szczęścia i rzeczywistego spełnienia teraz i w wiecznosci.

Znaleźć sens to uwierzyć, że jeśli Pan nas do czegoś powołuje to udziela jednoczesnie wszystkich potrzebnych środków duchowych i materialnych, do realizacji powierzonej nam misji.

Znaleźć sens własnego życia, to pogłebiając swoje zawierzenie Panu,  wyzwalać się z własnych lęków i obaw. Patrzeć na Niego a nie na swoje ograniczenia i braki.

Znaleźć sens własnego życia wśród doświadczeń i przeciwności. Pójście za Panem nie gwarantuje drogi łatwej, przyjemnej i bez pułapek oraz zagrożeń. Gwarantuje jednak pełnię życia i radości z przeżywanego z Panem i w Panu naszego życia.

Czy szukasz sensu swojego życia?

Czy odkryłeś/odkryłaś to do czego Pan ciebie z twoją niepowtarzalną wyjątkowością istnienia powołuje?

Może warto o tym podumać dziś podczas Godziny Świętej w naszym Ogrójcu przed Przenajświętszym.

 

Dziękuję i pozdrawiam. 

Podziel się z innymi:

23 myśli nt. „SENS ŻYCIA

  1. „Czy odkryłeś/odkryłaś to do czego Pan ciebie z twoją niepowtarzalną wyjątkowością istnienia powołuje?” – poważne to pytanie. Zapewne sama je sobie zadajesz i pragnęłaś jedynie, byśmy i my je sobie zadali. A tymczasem ja się tu podzielę swoimi myślami. Takie coś poczułem przeszło dwadzieścia lat temu. Wszystko stało się dla mnie jasne i oczywiste – byłem całkowicie pewien, że poprzez wydarzenia w moim życiu odezwał się Bóg i wskazał mi moją drogę. To stąd wzięły się „Listy o miłości” i to właśnie z „Listami…” poszedłem do ks. Zygmunta. A gdy przyszedłem po tygodniu drugi raz, ks. Zygmunt nie chciał ze mną rozmawiać („Ja z panem nie będę rozmawiać”) – przypuszczam, iż sądził, że manipuluję Bogiem dla własnych korzyści. Później przekonał się, że tak nie było, ale już nigdy do żadnej rozmowy nie doszło. Okazywał mi bardzo wiele serdeczności (aż czasami było mi głupio, bo zdarzało się, że czasami on mnie pierwszy zauważał i to on mi się kłaniał, a nie ja jemu), ale ani razu z nim nie rozmawiałem. Wielu rzeczy się tylko domyślałem, ale nigdy nie wiedziałem, jak to było naprawdę. Jak choćby to, skąd to się wzięło, że ludzie pokazywali mnie sobie na ulicy? Przypisuję to ks. Zygmuntowi, ale już się nie dowiem, czy tak było naprawdę? Nie dowiem się również, czy ks. Zygmunt się na mnie nie zawiódł? – bo przecież tak naprawdę nic po mnie nie zostało – nawet „Listy..” niespecjalnie są czytane… Może więc tylko mi się wydawało, że rozpoznałem wolę Pana? Mam już wystarczającą perspektywę lat, by wiedzieć, że owoców dobrych nie wydałem…

    • Witaj Leszku,Dziękuję w imieniu swoim i wszystkich, którzy przeczytali, za Twoją osobistą refleksję.Z jednym pozwolę się sobie nie zgodzić.Nie można oceniać owoców swojego życia, gdy jeszcze życie trwa, gdy tak naprawdę nie wiesz jakie są owoce w sercach innych, bo nie masz wglądu w najgłebsze zakamarki serc i dusz.Ocena może być nieprawdziwie pesymistyczna lub również nieprawdziwie optymistyczna.Przyznam, że nigdy nie przeczytałam Listów Anny. Wtedy gdy były bardzo „modne” w Warszawie, wielu zaprzyjaźnionych kapłanów pytało mnie, co o tym sądzę, a ja zajęta była lekturą zupełnie innych dzieł duchowych. Ta była na dalszym miejscu na przyszłość. Nikt mnie nie poganiał, żeby akurat to czytać. Minęło ileś lat. Trafiłam na Twój blog, dzięki linkom od naszej Basi (jej dwa stare blogi), gdzie byłeś w linkowni na pierwszych miejscach. Nie przeczytałam wszystkiego, jedynie kilka fragmentów. Trafiłam na te z którymi się wewnętrznie nie zgadzałam. Ponieważ jednak nie znałam całości, nie chciałam się wypowiadać…Później Kościól cofnął swoje „imprimatur” czy „nihil obstat” dla Listów Anny, ze względu na błędy teologiczne. Tym samym lektura ksiązek z tej serii w moim przypadku jeszcze bardziej się oddaliła. Zapewne nie przeczytam wogóle tej serii. I nie będę mogła się w tej materii wypowiadać.Niezależnie od powyzszego przypomnę tu dla Ciebie ale i dla innych też (sobie też często przypominam), zdanie jakie kiedyś usłyszałam od mojego nieżyjacego już proboszcza ks. Jerzego Siedleckiego. „Jesli Twoje świadectwo, wyjaśnienia pomogą tylko jednej osobie, to nadal warto to czynić i się nie zniechęcać, że tylko jedna osoba skorzysta. Wartość jednej duszy jest bezcenna. Dla jednej tylko duszy, nasz Pan gotów był ponownie przejść przez całą Mękę i Śmierć, a ty chcesz rezygnować, bo w twojej ocenie jedna osoba to za mało, to nic? Bój się Boga kobieto! Tak nie można. Może twoje powołanie, całe twoje życie jest własnie dla tej jednej duszy.A w zamiarach Pana o duszy której pomogłaś możesz sie dowiedzieć dopiero na Sądzie Bożym, bo gdybyś wiedziała tu na ziemi, mogłabyś wpaść w pychę. Dlatego bierz się do roboty i nie marudź mi tu! ” Szeroko się wtedy uśmiechnął, przytulił i pobłogoslawił, a ja … no cóż w pierwszej chwili niemal się obraziłam za tą „pychę”, ale sobie zapamiętałam dobrze te słowa….Ilekroc ogrania mnie zniechęcenie na temat owoców, tylekroc przywołuję w pamieci te słowa. I dedykuję je wszystkim pod rozwagę.Pozdrawiam serdecznie Leszku.

      • To, że teraz staram się popularyzować świadectwo Anny Dąmbskiej to zupełnie inna sprawa – do ks. Zygmunta przychodziłem ze swoimi listami, które były autentycznymi listami zebranymi w jedną całość (połowę z nich pisałem już ze świadomością, że to ma cały cykl listów i w nich nic nie zmieniałem). Na początku mojego blogowania (równo 4 lata temu) właśnie te listy, które były zatytułowane „Listy o miłości” publikowałem list po liście, jako odrębne notki. Z tamtych czasów na moim blogu czasami pojawia się Angelika i wyjątkowo okazjonalnie a_ (wówczas podpisywała się Czarny Anioł). Tego bloga już nie ma, bo onet bez żadnego ostrzeżenia mi go wykasował. Teraz te same listy można przeczytać na blogspocie http://listy-o-milosci.blogspot.com, gdzie jednak nie ma żadnych komentarzy. I tu statystyki są nieubłagane – rzadko kto tam zagląda, a jak już nawet zajrzy, to raczej się nie zdarza, by się w nich rozczytywał. To był najważniejszy tekst, jaki w życiu napisałem – tak Bóg pokierował moim życiem, bym go napisał. Dziś, gdy mam już ćwierćwieczną perspektywę, mam prawo do pesymizmu, mam prawo (a wręcz powinienem) zadawać sobie pytanie, czy rzeczywiście rozpoznałem wolę Bożą. Na pewno nie było tak, bym „manipulował” Bogiem, bym Jego wplatał w swoje plany, ale może jednak źle rozpoznałem plany, jakie On miał w stosunku do mnie? Może tych listów nie miało być? (po ludzku patrząc, to przecież tylko racjonalizacja)

        • Piszesz Leszku> Teraz te> same listy można przeczytać na blogspocie> http://listy-o-milosci.blogspot.com, gdzie jednak nie ma> żadnych komentarzy. I tu statystyki są nieubłagane -> rzadko kto tam zagląda, a jak już nawet zajrzy, to raczej> się nie zdarza, by się w nich rozczytywał. Odwiedzający czytają na bieżąco aktualny blog – post scriptum do Listów. Przyznam, że jeśli konkretny autor ma kilka blogów, to raczej odwiedzam jeden, maksymalnie dwa. Może przydałoby się wprowadzenie – motyw, intencja skąd wzięły się listy, adresowane do jakiejś kobiety/dziewczyny , z jej widzeniem świata, konkretnymi przeżyciami, którym przeciwstawiasz swoją chrzescijańską wizję miłości. Informacja, że onet wykasował bloga, chyba nie jest najważniejsza. Piszesz dalej:To był> najważniejszy tekst, jaki w życiu napisałem – tak Bóg> pokierował moim życiem, bym go napisał. Dziś, gdy mam już> ćwierćwieczną perspektywę, mam prawo do pesymizmu, mam> prawo (a wręcz powinienem) zadawać sobie pytanie, czy> rzeczywiście rozpoznałem wolę Bożą. Na pewno nie było tak,> bym „manipulował” Bogiem, bym Jego wplatał w swoje plany,> ale może jednak źle rozpoznałem plany, jakie On miał w> stosunku do mnie? Może tych listów nie miało być? (po> ludzku patrząc, to przecież tylko racjonalizacja)> Być może ten tekst miał być najważniejszy własnie dla Ciebie. Tekst świadectwa do którego to Ty masz wracać w swoim dziś i niejako wciąż odczytywać je na nowo, najpierw dla siebie.Wszystko co nas dotyka, co jest trudne, dzieje się dla naszego pożytku. I za te trudności trzeba nam dziękować. Dziękować Panu, a nie wpadać w pesymizm. Podchodzić do tego wszystkiego z powściągliwością, roztropnie, wytrwale, cierpliwie. Te cnoty są źródłem siły i mocy, przekazanej nam przez Boga, abyśmy mogli opierać się owym trudnosciom, stawiać im czoło. (por. Pseudo -Antoni Egipski, pouczenia o moralnym życiu i uczciwym postępowaniu, 3).I na zakończenie slowa Jana z Karpatos, wezwanie do wytrwałości 35 – Czasem nauczyciel wystawiony jest na wzgardę znosząc próby dla dobra tych, którzy otrzymali jego duchową pomoc. Napisane jest bowiem „My jesteśmy bez czci, niegodni ze względu na dany mi oścień dla ciała i niemocni, wy zaś otrzymacie cześć i moc w Chrystusie” (2Kor 12,7).Pozdrawiam Leszku serdecznie

          • Barko, podziwiam Cię – mogłabyś pracować w dyplomacji:) Nie bardzo wiedziałaś, jak to napisać, by mnie nie urazić, no i znalazłaś wspaniałe rozwiązanie. Ale ja oczywiście widziałem, że Tobie również nie chciało się ich czytać – przeczytałaś tylko początkowe i końcowe; czułaś się zobowiązana wypowiedzieć na ich temat, ale musiałaś się przymuszać do tego, by przynajmniej mieć jakiś ich obraz. Znalazłaś piękne zdanie „Być może ten tekst miał być najważniejszy własnie dla Ciebie.”, by nie powiedzieć, „Nie dziw się, że inni się nie rozczytują w tym tekście – on jest niestrawny, a co gorsza szkodliwy.” (u podstaw tego tekstu są stwierdzenia, których nie ma w nauczaniu KK; gdy pisałem te listy byłe przekonany, że wszyscy wierzący tak to widzą, później już tylko, że jest nas dwóch – Michel Quist i ja, ale ks. Zygmunt ściągnął do Polski Michela Quista, bym mógł mu zadać to pytanie i okazało się, że to tylko ja tak to widzę (nb. Michel Quist był przygotowany na to pytanie i było widać wyraźnie, że na nie czekał)). Bardzo Ci dziękuję za szczerość (no i za dyplomację).PS: A ta introdukcja była napisana, gdy „Listy..” były jeszcze na onecie (zdublowałem „Listy..”, by więcej osób na nie trafiało) i wskazywałem na tamto miejsce, by czytelnicy mogli zajrzeć do komentarzy – w komentarzach wyraźnie wskazywałem na te miejsca, których nie ma w nauczaniu Kościoła (to, co napisałem, nie jest wg mnie sprzeczne z nauczaniem, ale tego nie ma w nauczaniu, a więc ostrożność jest wskazana); tam nie ma nic o skasowaniu bloga na onecie. Nie zmieniałem tej introdukcji, bo myślałem o tym, by jeśli czas na to pozwoli, odtworzyć na onecie bloga wraz z komentarzami.

          • Witaj Leszku,Z tą dyplomacją to zwykła przesada.Kilka poprawek – nie wiedziałeś :-). Nie znasz moich rozkładów dnia i z góry zakładasz, ze mi się nie chciało :-). Przeczytałam początek, coś ze środka i koniec :-).Nie musiałam się zmuszać :-), choć nie są to to łatwe do czytania teksty, trzeba sie odrobinę skupić, zeby podążać za Twoją myślą.Michela Quista bardzo cenię i swego czasu się zaczytywałam w jego książkach. Dziś wracam do niektórych jego spostrzeżeń.ad ps. fakt info o skasowaniu przez onet zawartości jest na onetowym blogu. mea culpa.Serdeczności

          • Niektórzy mają już to we krwi i nawet nie zauważają, jak się wyróżniają na tle dzisiejszego świata:)

        • Leszku drogi, bywałam kilkakrotnie w tamtych czasach, gdy pisałeś bądź(zamieszczałeś pojedyńcze) listy, nawet chyba niektóre komentowałam.O ile mnie pamięć nie myli, chyba wysłałam 1 emaila do Ciebie, wyjaśniając dlaczego nie będę dalej czytać, że dla mnie są te ” Listy” niestrawne, zbyt dużo w nich teoretyzowania i nie na mój poziom intelektualny. W czasie gdy poznałam Basię, również niekiedy zaglądałam na Twój blog, czemu dałeś wyraz w którymś poście, że ktoś zagląda z miasta K. incognito. Nie było to z mojej strony lekceważeniem Ciebie, ale poprostu nie chciałam powiększać ilość blogów na których zostawiam lakoniczne, czy sporadyczne komentarze a na przemyślane dyskusje, brakuje mi zwyczajnie czasu. Pozdrawiam Cię serdecznie.Ps.Dziś czułam potrzebę napisania tego komentarza.

          • Dobrze pamiętasz Anno. List zaczynał się tak „Przeczytałam wszystkie Pana listy, zbyt pobieżnie aby należycie ustosunkować się do nich.Szkoda mojego czasu na analizowanie Pana naukowych teorii dywagacii na ten temat.” A główne zdanie tego listu było takie „Proponowała bym zaniechać rozmyślać nad swoimi teoriami a czas ten poświęcić dobremu wychowaniu dzieci, bo czas ku temu stosowny.”Wówczas odpowiedziałem tak:” Szanowna Pani! Podziwiam Pani wytrwałość w przeczytaniu wszystkich listów wraz ze wszystkimi komentarzami. No i powinienem podziękować – przez te kilka dni, odkąd Pani wchodzi na mojego bloga (a przecież odkryła go Pani dopiero na dwa dni przed końcem roku), wysforowała mnie Pani w statystykach tak, jak jeszcze nikt dotąd. Rozumiem jednak, że nie przekonałem Pani – trudno. Pragnę jednak Panią zapewnić, że nic z tego, co napisałem, nie sprzeczne z Biblią. Jedyna niejasność dotyczy tego, czy to Bóg kieruje naszymi uczuciami – w żadnym wypadku takie stwierdzenie nie jest sprzeczne z Biblią; nie ma jednak potwierdzenia tego ani w samej Biblii, ani w dokumentach Kościoła. Uważam, że powinienem o tym lojalnie informować swoich czytelników, choć wiele osób uważa to za dzielenie włosa na czworo. A jeśli chodzi o wypełnianie swoich obowiązków wobec rodziny, to przez niemal ćwierć wieku swojego małżeństwa (brakuje tylko 6 miesięcy), starałem się to robić jak najlepiej, jak tylko mogę. Inną sprawą jest to, na ile mogę. Proszę przekazać pozdrowienia dla męża – mojego imiennika.”Ta korespondencja miała miejsce 4 stycznia 2007 roku, a więc niemal cztery lata temu. Pytanie zatem jest takie, dlaczego wtedy nie przejąłem się tą opinią, a dziś wracam do tych pytań? Odpowiedź jest prosta – śmierć jednego z głównych uczestników tamtych wydarzeń – ks. Zygmunta Malackiego skłania do tego, by na nowo postawić pytanie o to, czy kierował mną Duch Święty, czy przeciwnie – dałem się podpuścić szatanowi?

          • Leszku, jak na informatyka przystało, wszystko masz zapisane nie tylko w głowie ale na „papierze” :). Wydarzenia z przeszłości, analizujemy tylko po to, aby wyciągnąć należyte wnioski na naszą teraźniejszość i przyszłość. Ocenę za to co minęło zostawmy Bogu (bo już nic w tej kwestii nie możemy zrobić) a chwilę obecną i naszą przyszłość powierzajmy Opatrzności Bożej.Ps. Dziękuję za pozdrowienia od Leszka do Leszka 🙂

          • Wiesz, konto na gmailu jest pojemne, więc łatwo mogłem odszukać (a chciałem odszukać, bo myliłem Ciebie z inną Anną). Natomiast jeśli chodzi o wnioski na dziś, to przyznaję Ci rację – trzeba zamknąć blogi, bo nie mam prawa czegokolwiek pisać. Może tylko wrócić do „Świadków…”, ale bez własnych komentarzy?

          • LeszkuPrzemyśl dobrze zamiary i zbyt pochopnie w chwili strapienia nie działaj. Proszę…..

          • Leszku, ponieważ pisałeś co Ci w duszy grało i było to, jak byłeś przekonany pod wpływem Ducha św, ja bym nie kasowała blogów ale zawiesiła na jakieś 2 lata, nie zaglądając do nich (i nie myśląc o nich) a potem wróciła do samych postów (bez komentarzy, aby nie sugerować się czyjmś zdaniem) i samodzielnie podjęła decyzję, co z nimi zrobić. Proszę, nie działaj impulsywnie, może wiatr przez ten czas oddzieli plewy od ziarna :). Pozdrawiam Cię serdecznie.Ps. Dzisiejszą 5 tajemnicę chwalebną ofiarowałam, aby Matka Boża, Królowa nieba i ziemi uprosiła dla Ciebie właściwe rozeznanie mękających cię spraw.

          • Jest jeszcze trzecia możliwość 🙂 nasze własne „ja”. Nie można o tym zapominac i ograniczać wpływów na nasze działanie tylko do Ducha Świętego, albo do złego ducha.Pozdrawiam serdecznie Leszku.

  2. Witaj Barko. Czasami proste czyny, proste gesty są bardzo trudne do wykonania. Nie wspomnę o jałmużnie dla ubogich, ale o zwykłym uśmiechu i o dobrym słowie do sąsiada. Zamykamy się na innych ludzi, zamykamy się na Boga, zamykamy się nawet na nas samych. Nie umiemy poznać prawdziwych własnych potrzeb. To wszystko prawda. Gdy zaczynałem pisać swego bloga, zaczęło się od zwykłego gniewu na ateistów plujących jadem na postać Matki Boskiej i Chrystusa w dzień Bożego Narodzenia na forum onetu pod notką o świętach. Potem postanowiłem nauczyć się pisać, gdyż w czasie choroby zrodził mi się pomysł na bardzo fajny film. Jak widzisz, Bóg zszedł na dalszy plan, ale z drugiej strony ciągle było to w planach Boga. Potem, pisząc bloga i czytając komentarze coraz lepiej rozumiałem siebie oraz innych ludzi. Poznawałem swoje wady i błędy jakie popełniłem w wychowaniu swych dzieci. Gdy miałem kończyć pisanie bloga wydarzyła się tragedia pod Smoleńskiem. Nagle okazało się, że moje pisanie nabrało sensu. Najbardziej dziękuję Bogu, że spotkałem Ciebie, Basię, Barbarę, Leszka, Anię, Biedronkę, Adka, Piotrka i wielu innych wspaniałych ludzi. Znów wydaję się dziwne, że w momencie, gdy mam dla kogo pisać, gdy po wielu miesiącach posuchy znalazłem czytelników, muszę przerwać pisanie bloga. Tak jednak trzeba. Muszę jednak przyznać, że to proste zadanie, czyli napisanie Epilogu, było trudnym zadaniem, którego nie chciałem wypełnić. Nie wyszło tak jak chciałem, ale zrobiłem, co do mnie należało, gdyż pomny jestem swoich dotychczasowych zaniedbań. Sensu nie znam, zapewne poznam za wiele lat. Pozdrawiam Serdecznie. Szansa by spełniło się to, co przewiduję jest niewielka, więc nie obciążaj swej uwagi moimi epilogami. Po prostu zachowaj czujność. Czasami moje przeczucia nie biorą się od Boga, ale od myśli innych ludzi. Jest w Ameryce taki jasnowidz, któremu nic się nie spełnia. Być może jego myśli weszły do mej głowy, czasami tak miewam. Trudno mi oddzielić co przychodzi od Ducha Świętego, a co od innych ludzi. Cudze myśli też krążą po Wszechświecie, dlatego ważne jest pozytywne myślenie. Oto odnośnik do pastora, ten odnośnik mógłby tłumaczyć moje ponure wizje: http://davidwilkersoninpolish.blogspot.com/Pozdrawiam raz jeszcze Serdecznie Ciebie Barko i Twoich czytelników.

      • Przeczytałam to przeslanie.Odpowiednimi siglami z Pisma Świętego można próbować wszystko udowodnić. Ono jest cierpliwe i wszystko zniesie, choć jest żywym Słowem Bożym. Dla mnie ważniejsza jest moja ufność pokładana w Panu. I nie chodzi o ocalenie życia tu i teraz choć nie wiem czemu ale od kiedy czytam o głodzie który nas czeka, mam z tyłu głowy słowa Eliasza skierowane do ubogiej wdowy z Sarepty : „Bo Pan, Bóg Izraela, rzekł tak: „Dzban mąki nie wyczerpie się i baryłka oliwy nie opróżni się aż do dnia, w którym Pan spuści deszcz na ziemię””.Pozdrawiam Ciebie serdecznie.

    • Rozumiem.Dlatego dla mnie tak wazne jest rozeznawanie.Nasze myśli pochodzą z trzech źródeł : od nas samych, od złego ducha i od Boga.I te źródła trzeba rozeznawać, bez obaw i bez lęku.Obawę przed rozeznawaniem mamy my sami i zły duch.Jesli tylko z jakimś natchnieniem, pomysłem, wizją obawiasz się pójść poddac pod osąd swojego kierownika duchowego, to bądź pewien, ze jej autorem jest albo sam człowiek albo zły duch.Pan Bóg nie obawia sie rozeznawania, wręcz sam do tego zachęca.Pozdrawiam Ciebie serdecznie i zachęcam do dawania choć co jakiś czas sygnału co u Ciebie.

      • Dziękuję Ci Barko. Podziwiam Twą wiedzę. W zasadzie masz rację, nie można zabezpieczyć się przed nieszczęściem. Tegoroczne powodzie dowodzą, że samotnie człowiek nie jest w stanie niczemu zradzić ani nijak się zabezpieczyć. Natomiast rozeznawanie jest rzeczą trudną. To dlatego mimo wielu trafnych wizji, z nikim poza rodziną się nimi nie dzielę. Bywają bowiem także błędne i do takich mam nadzieję ta wizja też należy. Tym razem zrobiłem jednak wyjątek, gdyż czułem potrzebę podzielenia się nią z innymi. Męczy mnie ta wizja od stycznia i nie chce mnie opuszczać. Może miała związek z tymi wszystkimi nieszczęściami, które Polaków dotknęły. Ja rozpoznaję tylko emocje. Reszta to już moja fantazja, co pod te emocje dopasuję. Czasami sa to obrazy oczywiste, tak jak wprowadzenie stanu wojennego. Wtedy to było proste. Teraz strach ludzi przed 2012 rokiem, strasznie mi obraz zaciemnia. Być może te wszystkie emocje, które na siebie biorę są czystą emanacją tych wszystkich manipulacji, którymi się od paru lat ludzi raczy. Wszystko wkrótce się roztrzygnie. Zapewne będzie mi wstyd, że nie miałem racji, ale chętnie i radośnie się powstydzę. Mam nadzieję, że odewanie się od internetu naprostuje widzenie świata i rzeczywistości. Internet strasznie optykę wypacza. Tym bardziej podziwiam Ciebie Barko za Twój obiektywizm oraz umiejętność zachowania dystansu. Czasami zachowuję się jak niedoświadczony młokos. Chętnie podzielę się wiadomościami z mego życia, jak również miło mi będzie dowiedzieć się co u Was słychać. Zawitam zatem od czasu do czasu na Waszych blogach.

        • Witaj Lekusiu.Wiedza, którą mam nie jest ani tajemna, ani ogólnie niedostepna. Czasami myslę, że piszę/mówię to co wszyscy lepiej ode mnie wiedzą i praktykują. :-)Przed jednymi nieszczęściami możemy się zabezpieczyć, przed innymi nie.Odnośnie powodzi, tak długo jak będą budowane siedliska na naturalnych terenach zalewowych tak długo, mogą być one niszczone powodziami. Człowiek czasami nie chce przyjąć do wiadomości potencjalnych i dość prawdopodobnych zagrożeń, woli się oszukiwać, że jemu one nie zagrożą. Potem wszystko zwalamy na Pana Boga, a to raczej nasz brak roztropności i przewidywania.Odnośnie rozeznawania – jeśli wolno tą drogą – to lepiej rozeznawać z kierownikiem duchowym, a dopiero potem dzielić się z innymi. On pomoze również ocenić emocje oraz wizje i przeczucia. Sami nie jesteśmy w stanie prawidłowo ocenić (nie możemy być sędzią we własnej sprawie :-), inne osoby też nie zawsze są w stanie prawidłowo zweryfikować co od Boga a co z innych źródeł pochodzi. Mam nadzieję, że jeśli nie masz kierownika duchowego to szybko go znajdziesz. Owszem pełno w internecie informacji o koncu świata w 2012 roku. Blogi, strony, e-ksiązki, dyskusje, prywatni prorocy itd. Do tego jeszcze filmy katastroficzne, książki, artykuły w prasie. Jesli się tym karmimy stale to i zaczynamy w to wierzyć….Tym bardziej, że wiele z nich wykorzystuje do swoich przesłań Słowo Boże. Prosta droga do zbałamucenia wiernych, zasiania w nich lęków, strachów, niepewności.Bojaźń Boża to nie jest lęk przed tym co może nadejść.Pan nakazuje nam nie upadać na duchu i podnieść głowy.A jeśli zechce nas w swoim Miłosierdziu doświadczyć cierpieniem to raczej trzeba prosić o siłę wytrwania w nim na Jego chwałę, niż o wskazanie środków zaradczych. W internecie można znależć wiele pozytywnych treści.Tu też jest obecny Pan Bóg. A jesli nie jesteśmy pewni, to można sięgnąć po odpowiednie dziela klasyków jako dobrą szczepionkę dla naszych dusz :-).Dodam, że ostatnio na moje różne rozterki mój ojcie duchowy zalecił czytanie FILOKALII, lub rozpraw Ojców Kościoła. Najlpiej w oryginale :-).Działa !!!!!A zachęcił, gdyż ostatnio czytał o tym jak sobie radziła z przerażającą rzeczywistością obozu koncentracyjnego jedna z więźniarek, czytała po kryjomu malutkie fragmenty dzieł Ojców Kościoła….Dzięki temu nie poddała się i nie zwątpiła. Dzielę się tym, z czego sama korzystam, i co jak widzę daje pożytek duchowy. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *