DZIEŃ BLOGA – SPOŁECZNOŚCI…

Światowy dzień bloga, minął bez większych fajerwerków. Owszem wspomniano najlepsze blogi, najbardziej popularne, ale chyba pomału, era blogów, w sumie dość krótka pomału zaczyna się kończyć.

Pomału jej miejsce zaczynają przejmować coraz bardziej skrócone, szybsze i symboliczne formy komunikowania się. I tak się zastanawiam czy to faktycznie formy komunikacji -spotkania; czy raczej tylko błyskawicznego wypowiadania się. Bo przecież za chwilę pojawi się nowa wiadomość i tam też trzeba będzie zaistnieć.

Gdzieś ginie dysputa, dyskurs, polemika. Słowa, znaki migają wokół nas. Część wyłapujemy, część odbijamy i biegniemy dalej. Wartościowe  notki wielu autorów blogowych giną w szumie komentarzy ad personam i w efekcie blogi te są często kasowane.

Podobny pośpiech towarzyszy naszemu życiu realnemu. Jeszcze nie dociera do nas co tracimy. Młodzi, którzy nie mieli okazji doświadczyć owoców dyskusji czy mądrych polemik, nawet nie wiedzą o czym mówię, jest im to zupełnie obce. 

Rozproszeni, samotni w tłumie nie potrafimy się już spotykać aby rozmawiać o problemach i w dyskusji, czasem mocnej i ostrej szukać ich rozwiązań.

Społeczności jakie one teraz są i ku czemu zmierzają?  

 

Dziś na wieczornej modlitwie dziękuję Panu za czas prowadzenia bloga, za wszystkich was odwiedzających, komentujących, za tych co się ze mną nie zgadzaja i tych co się zgadzają, za proszących o modlitwę.

Dziękuję Bogu i dziękuje Wam wszystkim i każdemu z osobna.

 

Podziel się z innymi:

30 ROCZNICA POROZUMIEŃ SIERPNIOWYCH

Kiedy oglądałam sprawozdania z 30 rocznicy obchodów podpisania Porozumień Sierpniowych zrobiło mi się zwyczajnie przykro z powodu zajść i politykierstwa, ataków na zaproszonych gości jakie się wkradły tam gdzie ich być nie powinno.

Zaraz jednak te wrażenia usunęły się pod wpływem innych wspomnień i próby ich podsumowania.

W ostatnich latach nie mam już bezpośredniego kontaktu ze związkowcami z „Solidarności”, ale we wczesniejszych dekadach współpracowaliśmy ze sobą. Nie zawiodłam się nigdy (z jednym wyjatkiem, ale to sobie juz w przeszłości wyjasniliśmy) ani na związkowcach na lotnisku Okęcie, ani na Regionie Mazowsze. Jacy są dziś nie wiem. Nasze drogi się rozeszły. Może ta dobra wspólpraca wynikała z tego, że znane mi osoby miały w sobie to „coś” co różniło ludzi Sierpnia od innych. Z jednej strony bezkompromisowość i szczerość aż do bólu, odwagę, a z drugiej gotowość do dialogu, zrozumienia i uczenia się. Z jednej strony podejmowanie walki o słuszne prawa z drugiej szukanie w drugim, a szczególnie w przeciwniku dobra. 

Nie zawsze było łatwo. Czasem negocjacje były bardzo ciężkie. Ale nie tak ciężkie jak płukanie złota w Australii. Znajomi związkowcy wiedzą o czym mówię. A czytelnikom wyjasniam, że będąc w Australii miałam okazję zobaczyć i fizycznie doświadczyć na czym wypłukiwanie złota w specjalnej misie polega. Po kilkunastu minutach pracy byłam wykończona, a na brzegu połyskiwała malutka blaszka złota. Wtedy powiedziałam, do Australijczyków że zdecydowanie wolę najtrudniejsze negocjacje ze związkami zawodowymi niż płukanie złota.

Nie mniej jednak,  czasami rozmowy i poznawania drugiej osoby wymagają takiego wysiłku jak przy płukaniu złota. Może gdybyśmy nastawili się, że na końcu znajdziemy w każdym te drobinki złota, tylko potrzeba cierpliwości i czasem zapominania o sobie, żyłoby się nam wszystkim lepiej. A tak ocenamy po wierzchu i odrzucamy to co wydaje się piaskiem, a kryje w sobie skarby. 

 

Dziś w 30 rocznicę wracam nie tylko do lat naszej wspólpracy ale i do moich sierpniowych początków w NSZZ „Solidarność” w ZM „Ursus”.

I dziękuję Panu Bogu za te wszystkie doświadczenia, za ludzi z którymi na tej drodze dał mi sie spotkać, poznać, współpracować, czasem przez nich płakać.

To wszystko jest jak te drobinki złota, oczyszczone do oddania Panu z dziękczynieniem i przeprosinami za odejście przez niektórych od ideałów Sierpnia.   

Podziel się z innymi:

SŁOWO UWALNIA

Czytanie 1 Kor 2, 10b-16

Psalm Ps 145, 8-14

 

Ewangelia Łk 4, 31-37

Jezus udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat. Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jezusa było pełne mocy.

A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy: „Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boży”.
Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego”. Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody.
Wprawiło to wszystkich w zdumienie i mówili między sobą: „Cóż to za słowo? Z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą”.
I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy.
 
 
 

Słysząc czy czytając Słowo Boże, odczuwamy Jego niezwykłą moc. Są takie słowa z Pisma Świętego, które do nas przemawiają najmocniej, dokonują najgłębszych poruszeń, czasem przemieniają całe nasze życie. Warto takie słowa zapisywać w swoim osobistym dzienniczku i często do nich wracać i  je smakować.

Słowa Pana poruszają i niepokoją też człowieka, który ma ducha nieczystego. Podnosi on krzyk „Czego chcesz od nas Jezusie?”

Słowa Jezusa docierają do głębi każdego z nas, do najbardziej ukrytych miejsc, opanowanych przez zło.

Czy w spotkaniu ze słowem Bożym doświadczam niepokoju, obaw? Czy odruchowo nie zamykam się na moc Słowa, czy nie zagłuszam Go we wszelki dostępny sposób? 

Duch nieczysty kusi do zamykania się w swoich własnych ranach, a potem tymi ranami nas zadręcza.

Pan zbliża się do każdego z nas, do wszystkiego co nas dręczy. Chce aby Mu zaufać i powierzyć swoje rany. On potrafi leczyć swoim Słowem.

W dzisiejszej Ewangelii w synagodze człowiek został uwolniony od demona.

W nas samych często znajduje ukrycie demon niepokoju, zadręczając nas troskami, obawami, nieufnością, wrogością wobec Boga, Kościoła przepowiadającego Słowo i  ludzi.

Pan ma moc uleczyć nas od każdego zła. Czy wierzę w to?

Jak reaguję na Słowo Boże? 

 

Dziękuję i pozdrawiam

Podziel się z innymi:

Św. Nikodem

ŚWIĘTY NIKODEM

31 sierpnia

 

Święty Nikodem

O Nikodemie posiadamy skąpe wiadomości, ale za to z Ewangelii. Pisze o nim św. Jan Apostoł. Nazywa on go „dostojnikiem żydowskim”. Na ten tytuł zasłużył sobie Nikodem zapewne majątkiem, pochodzeniem i wpływami, jakimi się cieszył wśród starszyzny żydowskiej.
Należał on do stronnictwa faryzeuszów (J 7, 45-52; 19, 39-42) – do patriotów żydowskich, wyróżniających się przywiązaniem do ojczyzny i wiary. Zaraz na początku publicznej działalności Pana Jezusa Nikodem zainteresował się Jego osobą i nauką.
Cuda, których był świadkiem, dawały mu gwarancję, że ma do czynienia z człowiekiem niezwykłym, co najmniej z prorokiem. Zaintrygowany, bał się jednak jawnie opowiedzieć za Nim.
Dlatego przybył do Jezusa w nocy o umówionej z Nim porze.
Dialog, jaki wówczas przeprowadził Nikodem z Panem Jezusem, należy do najpiękniejszych kart Ewangelii (J 3, 1-22).
Kiedy Sanhedryn (najwyższa rada żydowska) wydał na Jezusa Chrystusa wyrok śmierci bez przeprowadzenia formalnego nad Nim sądu, Nikodem zaprotestował przeciw takiemu postępowaniu stanowczo: „Czy prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha i zbada, co czyni?” (J 7, 49-52). Ta odważna obrona musiała zaskoczyć Sanhedryn. Dlatego niektórzy odezwali się z przekąsem: „Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei”. Nikodem jednak musiał mieć oparcie także u innych, skoro wówczas nie uchwalono niczego przeciwko Chrystusowi Panu, bo wszyscy „rozeszli się – każdy do swego domu”.
Najodważniej Nikodem wystąpił z okazji pogrzebu Jezusa. Gdy wszyscy Apostołowie uciekali (poza św. Janem, który Mu towarzyszył aż do śmierci krzyżowej), Nikodem zakupił sto funtów kosztownych olejków i wraz z Józefem z Arymatei zabrał się do namaszczenia ciała Pana Jezusa:

Przybył także Nikodem; ten, który po raz pierwszy przyszedł do Jezusa w nocy, i przyniósł około stu funtów mieszaniny mirry i aloesu. Zabrali więc ciało Jezusa i obwiązali je w płótna razem z wonnościami, stosownie do żydowskiego sposobu grzebania (J 19, 39-40).

Ówczesny funt wynosił 325 gramów. Nikodem przyniósł więc ponad 30 kilogramów zakupionych wonności, aby zabezpieczyć ciało Pana Jezusa od zepsucia. Był to piękny i bardzo kosztowny gest dla Zbawiciela.

Święty Nikodem Według św. Lucjana, który w roku 415 odkrył śmiertelne szczątki św. Nikodema wraz z relikwiami św. Szczepana, Nikodem miał przyjąć chrzest z rąk świętych Piotra i Jana. Poniósł śmierć męczeńską z rąk Żydów. Pochowany został w Kefaz-Gamla. Na początku XX w. znaleziono tu szczątki bazyliki świętych Szczepana i Nikodema.

W ikonografii św. Nikodem przedstawiany jest przeważnie razem z Józefem z Arymatei w scenie zdjęcia z krzyża.

(źródło: www.brewiarz.katolik.pl)

Podziel się z innymi:

Św. Józef z Arymatei

Święty Józef z Arymatei

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
ŚWIĘTY JÓZEF Z ARYMATEI
31 sierpnia
 
Jak pisze św. Jan Ewangelista, Józef z Arymatei „był uczniem [Jezusa], lecz ukrytym z obawy przed Żydami” (por. J 19, 38). Żaden z Ewangelistów nie wspomina o jakichkolwiek kontaktach Józefa z Jezusem czy Jego uczniami. Arymatea była niewielkim miasteczkiem, leżącym ok. 50 km na północ od Jerozolimy.
Józef z Arymatei był członkiem Sanhedrynu, najwyższej władzy żydowskiej w zakresie spraw państwowych, prawnych i religijnych (Łk 23, 50-53; Mt 27, 57-58; Mk 15, 42-46; J 19, 38-42). Św. Łukasz stwierdza, że Józef „nie zgodził się na uchwałę i postępowanie Wysokiej Rady” (por. Łk 23, 51). Ewangeliści Mateusz i Marek, identycznie jak św. Łukasz, stwierdzają, że Józef śmiało poprosił Piłata o ciało Jezusa, kupił płótna, zdjął ciało z krzyża i złożył w grobie, który wykuty był w skale, a na wejście zatoczył kamień. Mateusz dodaje, że był to grób, który Józef wykuł dla siebie (por. Mt 27, 57-60; Mk 15, 42-46).

Święty Józef z Arymatei i święty Graal Według późnośredniowiecznej legendy o królu Arturze i rycerzach okrągłego stołu, arcykapłani na wieść o zmartwychwstaniu Jezusa wtrącili Józefa z Arymatei do lochu. Jezus nie zapomniał jednak oddanej Mu przysługi i po swym zmartwychwstaniu ukazał mu się w więzieniu, przekazując kielich, do którego według jednych Nikodem, a według innych – Józef – zebrał po zdjęciu z krzyża krew, jaka wypływała z ran Jezusa. Był to ten sam kielich, którym Jezus posługiwał się podczas Ostatniej Wieczerzy. Kielich ten, nazwany Graalem, stanowi główny wątek tej legendy. Mówi ona, że Józefa po kilku latach miał uwolnić z więzienia sam cesarz, który zabrał go do Rzymu. Potem wysłał Józefa do Anglii, gdzie kielich niebawem zaginął. Poszukiwali go rycerze króla Artura: Lancelot i Persifal.
Legenda ta posiada kilka wariantów. Według innej wersji, Józef przekazał kielich w spadku swoim synom. Przekazywany z pokolenia na pokolenie, trafił w ręce patriarchy Jerozolimy, który w 1257 r. ofiarował go królowi Anglii Henrykowi III. Inna legenda utrzymuje, że Józef razem z Łazarzem, Martą i Marią, uciekajac przed prześladowaniami, dopłynęli statkiem do Marsylii, gdzie głosili Dobrą Nowinę o Jezusie. Jeszcze inna legenda ukazuje Józefa w Hiszpanii, dokąd udał się razem ze św. Jakubem Apostołem, który ustanowił go tam biskupem.

W ikonografii św. Józef występuje przeważnie wraz ze św. Nikodemem w scenach zdjęcia z krzyża, złożenia do grobu i opłakiwania Jezusa.

Podziel się z innymi:

CZAS ŁASKI

Czytanie 1 Kor 2, 1-5

Psalm Ps 119, 97-102

 

Ewangelia Łk 4, 16-30

Jezus przyszedł do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu Księgę proroka Izajasza.

Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana”. Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione.
Począł więc mówić do nich: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli”. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: „Czy nie jest to syn Józefa?”
Wtedy rzekł do nich: „Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: „Lekarzu, ulecz samego siebie”; dokonajże i tu, w swojej ojczyźnie tego, co się wydarzyło, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum”.
I dodał: „Zaprawdę powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman”.
Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić.
On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.
 

Trwa czas Łaski.

Co dzień Pan przychodzi do każdego z nas głosząc Dobrą Nowinę, wolność więzniom, niewidomym przejrzenie, ulgę uciśnionym. 

Co dzień pyta o naszą wiarę, oczekiwania, miłość.

Na ile jesteśmy gotowi powierzyć Mu nasze zniewolenia i uzależnienia aby nas wyzwolił?

Na ile gotowi jesteśmy powiedzieć Mu o naszej ślepocie duchowej aby móc przejrzeć?

Na ile chcemy dopuścić Go do tego co trudne i uciążliwe w naszym życiu, aby dał nam ulgę w cierpieniu?

Na ile chcemy otwierać się na przyjęcie wszlekich łask jakie On dla nas ma dziś, tu i teraz?

Żeby powierzyć Mu własne zniewolenia trzeba je najpierw rozeznać. Najczęściej nie dostrzegamy ich lub lekceważymy, mysląc, że ze wszystkim sami sobie poradzimy.

Żeby poprosić o otwarcie oczu, trzeba chcieć widzieć.

Nam jednak duchowa ślepota nie przeszkadza. Przyzwyczailiśmy się żyć w półcieniach, pólmrokach, ciemnościach.

Światło nas razi, odruchowo zamykamy oczy. Obawiamy się jasności, zbyt wiele byłoby wtedy widoczne. 

Kłopoty, trudności, mniejsze i większe dramaty. Zaprzątają umysł, zmuszają do podejmowania konkretnych nie zawsze skutecznych działań. Pochłaniają czas i energię.

Na szukanie pomocy i ratunku poza własną przedsiębiorczością nie mamy już sił.

Pan przenika i zna nasze serca i myśli, pragnienia i bolączki. Pragnie pomóc. Jak na Jego pragnienia odpowiadamy? Kim On jest dla nas na co dzień? Czy po wyjściu z niedzielnej mszy świętej o Nim pamiętamy? Czy zapraszamy Go do naszego życia, rodziny, wspólnoty?

A czy żyjąc z Nim na codzień w pewnym momencie nie popadamy w taką rutynę, jak mieszkańcy Jego rodzinnego Nazaretu. Niezauważalnie nasza wiara i miłość słabnie. Przez to, że jesteśmy tuż obok Niego, oczekujemy specjalnych darów, potwierdzeń, znaków tylko dla wybranych. Dziwimy się i oburzamy, gdy słyszymy że działa cuda gdzie indziej, a nie u nas.

Nam już spowszedniał. Jest obecny wśród nas, a na zewnątrz nie widać Jego wpływu na nasze stwardniałe serca, przykurzoną i skurczoną wiarę. 

Potrzebujemy łaski rozpalenia na nowo miłością i wiarą w Jego żywą obecność wśród nas, w naszej codzienności, w domach, w pracy, w rodzinie, we wspólnotach.

Czy właśnie o tę łaskę odnowy dziś Go poprosimy?

 

Dziękuję i pozdrawiam

Podziel się z innymi:

Bezczelność w sprawie krzyża

Poniżej artykuł o. Dariusza Kowalczyka SJ, będący reakcją na niegodne wypowiedzi panów J. Gowina oraz P. Grasia wobec biskupów Polski, za ich stanowisko w sprawie krzyża smoleńskiego.

 

źródło: http://www.deon.pl/religia/kosciol/komentarze/art,111,bezczelnosc-w-sprawie-krzyza.html

Bezczelność w sprawie krzyża

Jarosław Gowin łaja biskupów, że umywają ręce w sprawie krzyża. Krzyż nigdy nie może nie być sprawą biskupów; wezwanie, aby politycy sami rozwiązali ten problem to trochę gest Piłata – peroruje poseł PO. W bezczelności przebija go rzecznik rządu, Paweł Graś, który stwierdził, że nie doczekaliśmy się ze strony Kościoła, aby zajął w sprawie krzyża odpowiedzialną postawę.

 

Dlaczego postawę Gowina i Grasia uważam za bezczelną? Ano dlatego, że jest to próba przerzucenia odpowiedzialności za społeczno-polityczny problem na barki biskupów, by ochronić w ten sposób „swoich” przed przykrością podejmowania trudnych decyzji.

 

Nie dość przypominania prostych faktów. Krzyż został postawiony przez harcerzy (nie przez ksieży) jako znak narodowej żałoby po katastrofie smoleńskiej. Bronisław Komorowski rozpętał sprawę stwierdzając (bez żadnych uzgodnień z Kościołem), że krzyż trzeba przenieść. Następnie atmosferę podgrzali nie biskupi, ale politycy PiS-u. To Kancelaria Prezydenta (a nie Kościół) skompromitowała się wieszając cichaczem tablicę z napisem o dziwnej treści. Krzyż stoi nie na terenie kościelnym, ale przy Pałacu Prezydenta. Dyskusja o krzyżu jest ściśle związana z tym, czy, gdzie i jak mają być w Warszawie upamiętnione ofiary katastrofy. Decyzje w tej sprawie należą do Kancelarii Prezydenta i do władz miasta Warszawy, a nie do episkopatu. Spór o krzyż przed pałacem Prezydenckim nie dotyczy wiary w Jezusa Chrystusa, ale dotyczy przede wszystkim stosunku do prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ergo, sprawa jest społeczno-polityczna, a nie ściśle religijna.

 

Niech stosowne władze zaczną podejmować i realizować decyzje i niech przestaną wsłuchiwać się w głosy speców od PR doradzających, na kogo by tu zwalić problem. To prezydent i władze miasta mają powiedzieć jednoznacznie, jakie mają zamiary w tej sprawie. To władze mają określić, czy tzw. obrońcy krzyża mają prawo stać na Krakowskim Przedmieściu czy też nie. Jeśli tak, to niech sobie stoją nawet całą zimę. A jeśli nie, to niech władza stanie na straży prawa i podejmie odpowiednie działania. To nie biskupi są od pacyfikowania ludzi przekonanych o swych racjach. Argument, że w latach 80-tych Kościół angażował się w problemy społeczne, to i teraz w sprawie krzyża powinien, jest bałamutny. Wtedy była „komuna”, a teraz mamy demokratycznie wybrane władze, które powinny rządzić.

 

Kościół w sprawach prawd wiary i podstaw moralności musi być jednoznaczny. A w wielu innych kwestiach w Kościele mają prawo współistnieć różne opinie. Wrogowie Kościoła albo pożyteczni idioci zdają się myśleć na odwrót: w sprawach dogmatów i moralności mile są widziane różne stanowiska w Kościele, ale już w politycznej kwestii krzyża pod Pałacem Prezydenckim stanowisko powinno być – ich zdaniem – jedno. Tymczasem w sprawie tego krzyża katolicy mogą mieć różne, sprzeczne między sobą, opinie. Biskupi nie muszą, a nawet nie powinni formułować w tej kwestii jednoznacznego stanowiska, bo sami mogą i de facto mają w tej kwestii różne zdania. Myli się Gowin twierdząc, że każdy krzyż dotyczy bezpośrednio biskupów. Ludzie stawiają krzyże przy różnych okazjach (np. krzyże przy drogach jako znak czyjejś śmierci w wypadku samochodowym) i biskupi nie muszą w każdej takiej sprawie formułować jednoznacznego stanowiska.

 

Biskupi apelują – i słusznie – o poszanowanie krzyża. Można mieć diametralnie inne zdanie niż tzw. obrońcy krzyża, ale nic nie usprawiedliwia tego, by przy krzyżu pod Pałacem Prezydenckim „robić sobie jaja”, ustawiać krzyż z puszek po piwie „Lech”, oddawać mocz w kierunku krzyża itp. By przerwać to bezczeszczenie krzyża, który jest m.in. symbolem żałoby po tragedii pod Smoleńskiem, potrzebne są decyzje i działanie władz państwowych, a nie uwłaczanie biskupom.

 

Dariusz Kowalczyk SJ

Podziel się z innymi:

25.08.2010 – Komunikat z Sesji Rady Biskupów Diecezjalnych na Jasnej Górze

25.08.2010 – Komunikat z Sesji Rady Biskupów Diecezjalnych na Jasnej Górze

Biskupi diecezjalni Kościoła Katolickiego w Polsce zebrali się na Jasnej Górze w przeddzień Uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej w celu omówienia bieżących spraw Kościoła w naszej Ojczyźnie.

1. Polska przeżywa w tych dniach 30. rocznicę podpisania umów sierpniowych. To wydarzenie zapoczątkowało procesy, które doprowadziły do powstania „Solidarności”. Zmieniły one historię Polski i Europy. Dzisiaj dziękujemy Panu Bogu za tamte wydarzenia. Rocznica powstania „Solidarności” przypomina o obowiązku wierności ideałom, z których ruch ten wyrósł i dzięki którym odniósł zwycięstwo. Obchody rocznicowe odbywają się w całym kraju, a główne dziękczynienie będzie miało miejsce 31 sierpnia przy Trzech Krzyżach w Gdańsku, pod przewodnictwem ks. abp. Józefa Kowalczyka – Prymasa Polski.

2. Biskupi diecezjalni podjęli refleksję o sytuacji przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Krzyż, na którym Chrystus dokonał zbawienia, jest dla chrześcijan świętym znakiem wiary, godnym najwyższej czci i szacunku. Od dwóch tysięcy lat krzyż jest także znakiem sprzeciwu. Wyznawców Chrystusa krzyż nie powinien nigdy dzielić, ani być narzędziem używanym dla osiągania najszczytniejszych nawet ludzkich celów.

W tym kontekście biskupi podtrzymują treść oświadczenia Prezydium Episkopatu z dnia 12 sierpnia 2010 roku. Proszą też, by w sporze politycznym, którego „zakładnikiem” stał się krzyż, oddzielić sprawę samego krzyża od słusznego postulatu upamiętnienia wszystkich ofiar smoleńskiej katastrofy godnym pomnikiem. Dlatego biskupi apelują do Prezydenta Rzeczypospolitej, Marszałków Sejmu i Senatu, Premiera Rządu, Pani Prezydent Warszawy oraz Przewodniczących partii politycznych koalicyjnych i opozycyjnych o powołanie Komitetu i powierzenie mu sprawy miejsca i formy upamiętnienia w Warszawie ofiar katastrofy smoleńskiej.

Równocześnie biskupi kierują apel do mediów, by relacjonując wydarzenia z Krakowskiego Przedmieścia zachowywały zasadę ważności spraw dziejących się w Polsce i unikały jednostronności oraz sensacji. Biskupi dziękują Radzie Etyki Mediów za zajęcie takiego stanowiska w opublikowanym przez nią oświadczeniu. Pasterze Kościoła całą tę trudną sytuację i jej rychłe oraz odpowiedzialne rozwiązanie polecają Bogu za wstawiennictwem Matki Bożej Częstochowskiej. Oczekują także na pozytywne zaangażowanie wszystkich ludzi dobrej woli.

3. Zbliżający się rok szkolny i katechetyczny pobudza nas wszystkich do wdzięczności za przywrócenie przed dwudziestu laty katechezy w polskiej szkole. Wdzięczność tę biskupi wyrażają nauczycielom, katechetom, rodzicom i samorządom w liście pasterskim na początek nowego roku szkolnego.

4. Ostatnie powodzie i inne kataklizmy, które nawiedziły różne regiony Polski, wyzwoliły wiele przejawów solidarności materialnej i duchowej ze strony ludzi dobrej woli i instytucji, a wśród nich „Caritas”. Biskupi dziękują wszystkim niosącym pomoc i zachęcają do dalszego jej świadczenia.

Z Jasnej Góry pielgrzymom, rodakom doświadczonym przez powódź i inne kataklizmy oraz wszystkim zaangażowanym w wychowywanie i katechizację, Pasterze z serca błogosławią.

Biskupi diecezjalni zgromadzeni na Jasnej Górze

Częstochowa, 25 sierpnia 2010 r.

Podziel się z innymi:

MĘCZEŃSTWO ŚWIETEGO JANA CHRZCICIELA

Męczeństwo św. Jana Chrzciciela

MĘCZEŃSTWO ŚW. JANA CHRZCICIELA
29 sierpnia
 
Jan Chrzciciel był jedynym synem kapłana Zachariasza i Elżbiety, krewnej Najświętszej Maryi Panny. Jego cudowne narodzenie i posłannictwo zwiastował Anioł Gabriel Zachariaszowi, kiedy ten sprawował w świątyni swe funkcje kapłańskie. Do chwili urodzenia dziecka Zachariasz był niemy za to, że nie chciał dać wiary słowom anioła. Odzyskał mowę dopiero w momencie nadawania imienia swemu dziecku. Jan urodził się sześć miesięcy przed narodzeniem Chrystusa. Nie znamy z całą pewnością miejsca jego urodzenia. Tradycja wskazuje jednak, że było nim Ain-Karim, ok. 7 km na zachód od Jerozolimy.
Bardzo wcześnie, może już w dzieciństwie, Jan udał się na pustynię. W piętnastym roku panowania cesarza Tyberiusza rozpoczął swą misję poprzednika i zwiastuna Zbawiciela. Czynił to na pustkowiu, nad Jordanem, w Betanii, później w Ainon niedaleko Salim. Zjawienie się Jana i jego wystąpienia rozeszły się szerokim echem po Palestynie i okolicznych krajach. Sprawiła to wiadomość, że oczekiwany Zbawiciel już pojawił się na ziemi. Jan prowadził pokutniczy i pustelniczy tryb życia. Chrzcił wodą ciągnące do niego tłumy. Ochrzcił również Jezusa.
Wielokrotnie widział Go i świadczył o Nim wobec ludu: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. Na jego działalność zwracała uwagę starszyzna żydowska, która zajęła stanowisko wyczekujące.

Głowa św. Jana Chrzciciela Zainteresował się nim także władca Galilei, Herod II Antypas. Być może sam św. Jan udał się do niego, by rzucić mu w oczy: „Nie wolno ci mieć żony twego brata”. Rozgniewany władca nakazał go aresztować i osadzić w twierdzy Macheront. W czasie uczty urodzinowej pijany król pod przysięgą zobowiązał się córce Herodiady, Salome, dać wszystko, o cokolwiek poprosi. Ta po naradzie z matką zażądała głowy Jana Chrzciciela. Zginął on ścięty mieczem. Był ostatnim prorokiem Starego Testamentu.

Jan Chrzciciel jest jedynym świętym, którego Kościół czci w ciągu roku dwukrotnie: 24 czerwca – w uroczystość jego narodzenia, i dziś, 29 sierpnia, we wspomnienie jego męczeńskiej śmierci.

 

W Janie Chrzcicielu uderza jego świętość, życie pełne ascezy i pokuty, siła charakteru, bezkompromisowość.

Był pierwszym świętym czczonym w całym Kościele. Jemu dedykowana jest bazylika rzymska św. Jana na Lateranie, przy której przez prawie 1000 lat mieli swoją siedzibę papieże.

(źródło: www.brewiarz.katolik.pl)

 

Dziś w Bazylice Archikatedralnej w Warszawie pod wezwaniem Męczeństwa św. Jana Chrzciciela uroczysta msza święta pontyfikalna o godzinie 11.00

 

Podziel się z innymi:

SŁUDZY MIŁOŚCI – SŁUDZY LĘKU

Wspomnienie obowiązkowe św. Augustyna z Hippony, biskupa i Doktora Kościoła

 

Kolekta

Wszechmogący Boże, odnów w swoim Kościele ducha, którym obdarzyłeś świętego Augustyna, biskupa,  abyśmy napełnieni tym duchem pragnęli i szukali Ciebie samego,  bo Ty jesteś źródłem mądrości i dawcą miłości wiecznej. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,  Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

 

Czytanie 1 Kor 1, 26-31

Psalm Ps 33, 12-13.18-21

 

Ewangelia Mt 25, 14-30

Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść: „Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana.

Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął się rozliczać z nimi.
Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: „Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem”. Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana”. Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, i powiedział: „Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem”. Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię postawię; wejdź do radości twego pana”.
Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: „Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność”.
Odrzekł mu Pan jego: „Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz w ciemności: tam będzie płacz i zgrzytanie zębów””.
 
 

Język potoczny zapożyczył z Pisma Świętego słowo talent na opisanie umiejętności, zdolności każdego z nas.

W czasach starożytnej Palestyny talent był jednostką wagi złota i srebra i odpowiadał ich wartości.

1 talent odpowiadał około 34 kilogramom złota.

Słudzy otrzymiali więc odpowiednio 170 kg. złota, 68 kg. złota, 34 kg. złota. Każdy według zdolności, ale i chyba siły aby udźwignąć tak wielki dar.

 

1 złoty talent attycki (bo o nich mowa w przypowieści)zawierał 6 tysięcy drachm, co było wartością zapłaty za 6000 dni roboczych.

Talenty które pan przekazał sługom mialy więc wartość zapłaty za odpowiednio 150 lat pracy, 60 i 30 lat pracy.

 

Podczas nieobecności pana sługa, który otrzymał 5 talentów  zyskał kolejne pięć. Sługa, który otrzymał 2 talenty zyskał kolejne dwa. Gdy pan wzywa ich do rozliczenia się z tego co zrobili z otrzymanymi na czas jego nieobecności darami, słudzy oddają mu otrzymane od niego i pozyskane w wyniku swojego czynnego zaangażowania talenty. Otrzymują pochwałę i wchodzą do radości pana.

 

Jedynie sługa który otrzymał 1 talent, zwraca go panu w stanie nienaruszonym.

Można powiedzieć, ze zrobił wszystko aby nic nie utracić z powierzonego mu daru.

Zakopany w ziemi talent nie narażony na ryzyko utraty czy pomniejszenia wraca nienaruszony do pana.

Sługa nazwany złym i gnuśnym, nie otrzymuje żadnej pochwały, słyszy naganę i zostaje skazany na karę. Czy dlatego, że strzegł powierzonego mu daru?

Nie.

Gniew pana wywołuje tłumaczenie sługi, który pomimo przebywania w jego domu, pomimo przebywania z pozostałymi sługami, uważa wciąż pana za człowieka twardego, niedostępnego. Obawia się pułapki i woli nie ryzykować. Własność pana, to własność pana, trzeba ją oddać nieuszczuploną.

Obawa przed potencjalną karcąca reakcją pana na uszczuplenie pozostawionego do dyspozycji sługi majątku jest tak duża, że sługa uznaje iż nie warto nawet przekazać otrzymanego talentu bankierom, aby go pomnożyli. Poza zakopaniem talentu w ziemi, przez czas nieobecności pana, sługa nie robi nic. Rozliczenie kończy się dla niego, wyrzuceniem poza dom pana. Powierzony mu  i nie puszczony w obieg talent trafia do najbardziej obdarowanego sługi. Tyle przypowieść. 

 

Dary Boga.

Dar życia jaki każdy z nas otrzymuje, dary Jego rozlicznych łask i najważniejszy dar, dar miłości.

To ten dar – dar miłości Boga i bliźniego mamy narażając się na ryzyko cierpienia i odrzucenia pomnażać wokół siebie. Bez tego jednego daru, daru miłości wszystko inne jest niczym, w ostatecznym rachunku przestaje istnieć.

Zakopany dar miłości.

Życie w trosce jedynie o siebie.

Lęk przed spotkaniem z Bogiem i z ludźmi.

Rozstrząsanie, zastanawianie się nad potencjalnymi karami, powstrzymywanie siebie przed jakąkolwiek działalnością na rzecz innych ludzi, na rzecz Boga. Przypisywanie Bogu złych i negatywnych cech, których On nie posiada i uparte trwanie we własnym poglądzie. Przypisywanie Bogu złych intencji.

Życie w lęku. Życie zmarnowane. Życie, w którym nie odczytano i nie zrozumiano woli Boga.

< p>Cóż z tego, że sługa nic złego nie zrobił, nie głodził, nie bił, nie zabijał, nie grzeszył w róznoraki sposób.

Można powiedzieć, że był człowiekiem uczciwym, chciał mieć tylko spokój i pewność, że niczego napewno nie zmarnuje.

I paradoksalnie z tego lęku, z tej obawy zmarnował wszystko.

Zmarnował dłuższy czas dany mu na działanie i czynienie dobra.

Zmarnował darowaną mu miłość i łaskę.

Lęk i obawa uczyniły jego serce zamkniętym, niemiłosiernym. 

 

Podobnie dzieje się i z nami.

Poświęcamy darowany nam czas życia, na rozstrząsanie dawno darowanych grzechów, zamiast patrzyć do przodu, zamiast pomnażać dobro wokół siebie, dostrzegać potrzebujących, jesteśmy skupieni na sobie i przerażeni, że być może Pan Bóg już nas potępił – nic nie robimy.

Choć wokół wszyscy będą zapewniać, że nasze myślenie jest błędne. My wiemy lepiej. Odmawiamy Bogu miłosierdzia i coraz bardziej zamykamy się we własnej pustce.

Takie dramatyczne myślenie  często można spotkać  w pytaniach zadawanych na róźnych forach poświęconych przeżywaniu wiary. Czy do tych osób trafi dzisiejsze Słowo?

 

Być może zostanie Ono spłycone do obiegowego znaczenia talentów jako umiejętności i ktoś uzna, że nie posiada żadnych talentów, albo nie ma możliwości do ich pomnażania bo na przykład jest bezrobotny, albo niepełnosprawny, albo ciężko chory lub w inny sposób doświadczony… Więc niejako sam Pan Bóg nie daje im możliwości rozwoju, choćby on/ona bardzo chcieli… nic nie mogą zrobić….. A potem jeszcze za brak możliwość nie ze swojej winy zostaną ukarani? 

Czy rzeczywiście nic nie mogą zrobić?

Czy naprawdę nie mogą pomnażać danego im daru Miłości Stwórcy?

Uśmiech, cierpliwość, wyrozumiałość, zaufanie, nie narzekanie, nie oskarżanie…

Miłość, którą można wyrazić na wiele sposobów, w każdej chwili, w każdych warunkach, w każdych okolicznościach…

 

Lęk osłabia i ostatecznie zabija miłość, ale pomnażana miłość, miłość puszczona w obieg, zabija i niszczy lęk…

 

Czy jesteś sługą Miłości, czy sługą lęku?

 

Dziękuję i pozdrawiam.

 

 

 

 

 

Podziel się z innymi: