MAGNIFICAT

  

 

ŚWIĘTO NAWIEDZENIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY

 

Kolekta

Wszechmogący, wieczny Boże, z Twojego natchnienia Najświętsza Maryja Panna, która nosiła w łonie Twojego Syna, nawiedziła Elżbietę, spraw, abyśmy byli posłuszni natchnieniom Ducha Świętego  i zawsze mogli z Maryją Ciebie uwielbiać. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna,  który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

Czytanie So 3,14-18

Psalm Iz 12,2-3.4-6

 

Ewangelia Łk 1, 39-56

Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”. Wtedy Maryja rzekła:


„Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.
Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy.
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia.
Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.
Święte jest Jego imię, a Jego miłosierdzie
z pokolenia na pokolenie nad tymi, co się Go boją.
Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych.
Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.
Ujął się za swoim sługą, Izraelem, pomny na swe miłosierdzie.
Jak przyobiecał naszym ojcom, Abrahamowi i jego potomstwu na wieki”.

Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.

Natchnienie Ducha Świętego.

Jakże często trudno dostrzec w nas  ten szczególny rodzaj skupionego pośpiechu, jaki cechuje tych wszytskich, których do konkretnego dzialania przynagla Miłość Boża.

Droga do Ain-Karin, do Elżbiety i Zachariasza. Około 150 km od Nazaretu i  ok. 6 km od Jerozolimy. Podróż zapewne odbyta ze względów bezpieczeństwa w ówczesnym Izraelu z jakąś grupką innych wędrowców. Co czuła, co myślała? Pokorna, nierozpoznana, nosząca w sobie Króla królów.  

Dwa spotkania. 

Jedno widoczne i zauważalne.

Drugie jest jedynie sygnalizowane.

Maryja spotyka Elżbietę.

Jezus Chrystus spotyka Jana Chrzciciela, swojego Poprzednika.

Dwie pieśni – modlitwy wypowiedziane pod wpływem Ducha Świętego.

Elżbiety – radosnego zaskoczenia i zdumienia, błogosławeństwa.

Maryi – Magnificat – uwielbienia i chwały Bożej, prostoty i pokory Służebnicy Pańskiej.

Najdłuższa zapisana wypowiedź – modlitwa Matki Pana.

Nasza wieczorna modlitwa w codziennych Nieszporach.

Czy do każdej osoby chętnie wędruję?

Jak odpowiadam na przynaglenia Ducha Swiętego?

Może się ociągam, odkładam na później, piętrzę trudności?

A może zwyczajnie do kogoś czuję niechęć i moja noga w jego/jej miejscu nie postanie, nawet gdyby Pan Bóg tego ode mnie oczekiwał – bo przecież nie może tego oczekiwać, wie że to ponad moje siły.

Zwracanie uwagi na siebie, swoje samopoczucie, swoje prawa i przywileje – zwracanie uwagi i wypełnianie odczytanej woli Boga. Gdy zwracam uwagę tylko na siebie wpadam w stagnację, bezruch. Gdy szukam woli Bożej moje życie nabiera ruchu ku… Bogu, innym ludziom, ma swoją dynamikę, staje się drogą.

Modlitwa.

Ona oddaje głębię lub płytkość i pustkę wewnętrznego życia duchowego, jego uporządkowanie i dynamizm albo bezwład i wewnętrzny bałagan.

Formułka albo wewnętrzne przeżycie, monolog gadulstwa albo  dialog z Bogiem.

Puste słowa nie dające smaku i siły albo śpiew dla Pana, wyraz relacji stworzenia ze Stwórcą.

Hymn Magnificat, ma pew
ne wspólne elementy z kantykiem Anny (1 Sm 2,1-10), Psalmami 111,103,89,98 oraz tekstami ST (Iz, Rdz, Hi).

Psalmy to była codzienna modlitwa Maryi, Jezusa. Józefa, Nikodema….

Czy są również moją codzinną modlitwą?

Czy przyjmuję i przetwarzam te słowa, czy pojawiają się one juz jako „moje własne” w moich codziennych modlitwach – rozmowach z Panem. 

 

Dziękuję i pozdrawiam.

Podziel się z innymi:

Czy warto dyskutować?

Czasami zajrzę na blogi promowane przez Onet.

Dziś kolejna porcja delikatnie mówiąc „narzekań” na katolików i Kościół Katolicki. Część prawdziwych i konkretnych, część uogólnień na bazie gdzieś dzwonią, ale gdzie to nie wiadomo – a jeśli nie wiadomo to spokojnie można przypisać to katolikom.

Podejmować z autorami polemikę czy dyskusję?

Nie zapraszają do niej. Oceniają, sądzą i uważają, że przyczyną wszelkiego zła na świecie i ich złego samopoczucia, nie jest kto inny tylko wyznawcy Chrystusa Jezusa – katolicy.

Gdyby ich nie było, gdyby nie było ich Kościoła z Jego upomnieniami to wtedy wszystkim żyłoby się wspaniale, jasno i wygodnie. Utopia? Raczej marzenie wielu.

Prawdą jest, że wielu z tych którzy podają się za katolików, jest  nimi jedynie z racji dawno zapomnianego chrztu świętego.

Prawdą też jest, że jak wśród 12 znalazł się Judasz, tak i póżniej wszystkie wspólnoty chrześcijańskie musiały poradzić sobie z kryzysami wywoływanymi przez kolejnych następców Judaszy.

Dziś Judasz obecny jest w osobach księży pedofili. Kościół reaguje na problem. I ponieważ reaguje, poniewaz robi to publicznie, to w ocenie świata jest to całkowicie niewystarczające.

Oczekiwać by należało od racjonalnego wydawałoby się świata, racjonalnej i wyważonej oraz obiektywnej oceny problemów.

Jednak świat, który dziś na swoje sztandary wpisał hasła antykościelne  i wieszczy całkowity upadek Kościoła Katolickiego zupełnie nie reaguje na turystykę pedofilską. Niszczenie kolejnych siatek pedofilskich nie wzbudza zadnej reakcji, chyba że wśród aresztowanych znalazł się kapłan.

Światu nie przeszkadzają kobiety biskupi lesbijki w innych kościołach. To nawet popieraja i pytaja się, kiedy w końcu Kościół Katolicki przestanie dyskryminować kobiety (sic!).

Świat pragnąłby ukształtować Kościół Katolicki na swój wzór i podobieństwo. Wtedy tylko by mu przyklaskiwał.

Ponieważ jednak to się od ponad 2000 lat nie udaje, stąd chyba taka zaciekłość w krytyce  i coraz to nowe próby dyskredytacji i niszczenia.

Myślę, że zamiast polemizować i dyskutować z tymi, którzy tej dyskusji wcale nie pragną, lepiej wzorem minionych pokoleń zacząć się żarliwiej i szczerzej modlić za nich i za siebie w ciszy i w skupieniu. W ślad za tym pójdą czyny… 

Podziel się z innymi:

Modlitwy do Trójcy Przenajświętszej

KOCHAM CIĘ I PRAGNĘ ŻEBY CIĘ KOCHANO

 

O mój Boże, Trójco szczęśliwa!

Pragnę Cię kochać i czynić wszystko, żeby Cie kochano,

pracować dla chwały świętego Kościoła Twojego,

zbawiając dusze, które są na ziemi,

i wybawiając te, które cierpią w czyśćcu.

Pragnę wypełnić doskonale Twoją wolę i dojść do tego stopnia chwały, który Ty mi przygotowałeś w Twoim Królestwie.

Pragnę być święta, bo taka jest Twoja wola,

ale czuję moją wielką niemoc

i proszę Cię, mój Boże: Ty sam bądź moją świętością!

 

Dziękuję Ci, mój Boże, za wszystkie łaski dane mi przez Ciebie,

a szczególnie za to, że dałeś mi przejść

przez tygiel cierpienia…

 

Aby żyć w doskonałej miłości,

ofiaruję się Twojej miłosiernej miłości

jako ofiara całopalna, prosząc Cię,

żebyś mnie wyniszał bez przerwy.

Niech w moej duszy przelewają się strumienie

Twojej miłości i niech się stanę

męczennicą Twojej miłosci, mój Boże!

 

Chcę, o mój Umilowany,

każdym uderzeniem serca

odnawiać to ofiarowanie

aż do chwili, kiedy znikną cienie,

i będę mogła wyrazić Ci moją miłość

żyjąc twarzą w twarz z Tobą w wieczności.

(św. Teresa od Dzieciątka Jezus)

 

 

MODLITWA DO TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ

 

O Boże mój, Trójco Święta, którą uwielbiam,

pomóż mi zapomnieć zupelnie o sobie samej,

abym mogła zamieszkać w Tobie

nieporuszona i spokojna,

jakby dusza moja była w wiecznosci.

Oby nic nie zmąciło mego spokoju

i nie wyprowadziło mnie z Ciebie,

o mój wieczny Boze,

ale niech każda minuta pogrąża mnie

coraz głębiej w Twoje tajemnice.

 

Uspokój moją duszę.

Uczyń w niej swoje niebo,

swoje mieszkanie umiłowane

i miejsce swego spoczynku,

abym tam nigdy nie zostawiła Cię samego,

lecz abym tam cała była,

cała żyjąca wiarą,

cała adorująca,

cała poddana wyłacznie Twojemu twórczemu działaniu.

 

O mój Chryste umiłowany,

ukrzyżowany z miłości,

chciałabym być oblubienicą Twojego Serca.

Chciałabym okryć Cię chwałą,

ukochać aż do śmierci.

Ale czuję moją bezsilność

i błagam Cię, abyś mnie okrył sobą

i wszystkie poruszenia mojej duszy

utożsamił z Twoimi;

abyś mnie zatopił w sobie,

zagarnął, zajął moje miejsce,

tak, by życie moje było jedynie

odblaskiem Twojego życia.

Przyjdź do mnie, jako ten,

który uwielbia, wynagrdza i zbawia.

 

O Słowo Przedwieczne, Słowo mego Boga,

chcę spędzić życie na słuchaniu Ciebie.

Chcę być cała otwarta na zrozumienie Ciebie.

A następnie poprzez wszystkie ciemności,

poprzez całą pustkę i bezsilność własną

chcę się wpatrywać w Ciebie

i na zawsze trwać w Twojej światłości.

O Gwiazdo moja ukochana,

utwierdź mnie, abym nie mogła oddalić się

poza obręb Twoich promieni.

 

O Ogniu trawiący, o D u c h u miłości,

zstąp na mnie, ażeby w mej duszy dokonało się

jakby wcielenie Słowa,

abym była dla Niego jakby nowym człowieczeństwem,

w którym mógłby ponawiać swoje tajemnice.

 

O Ty, mój O j c z e, racz się skłonić

ku Twemu maleńkiemu stowrzeniu;

okryj je swoim cieniem

i racz w nimw idzieć jedynie

Twego Umiłowanego, w którym sobie upodobałeś.

 

O moi „Trzej”! O moje wszystko,

moja chwało i szczęście,

samotności nieskończona i bezmiarze,

w którym się gubię cała,

oddaję się Tobie cała jako ofiara.

Ukryj mnie, zamieszkaj we mnie,

abym mogła zamieszkać w Tobie,

czekając na wejście w Twoją światłość

i w przepaść Twego bezmiaru.

Amen.

(bł. Elżbieta od Trójcy Świętej).

 

TO SAMO SŁOWO

Ojciec pisał rylcem na tablicy z głazów

Syn pisał palcem na kurzu ziemi

Duch Święty pisał płomieniem na wietrze

 

moje nieszczęsne serce stuka

to samo słowo

M i ł o ś ć

(ks. Stanisław Pasierb).

Podziel się z innymi:

Znak Krzyża Świętego

   

 

WYZNANIE WIARY W TRÓJCĘ ŚWIĘTĄ ZAWARTE W ZNAKU KRZYŻA ŚWIĘTEGO

Czyniąc znak krzyża świętego, dotykamy ręką głowy;

co oznacza Boga Ojca, który od nikogo nie pochodzi.

Kiedy potem dotykamy ręką ciała (ponizej piersi),

oznacza to Syna Jego, Pana naszego;

który pochodzi od Ojca i zstąpił do łona

Przenajświętszej Dziewicy Maryi.

Kiedy znów kładziemy rękę na jednym i drugim ramieniu,

oznacza to Ducha Świętego,

który pochodzi od Ojca i Syna.

A kiedy nasze ręce skąłdamy razem,

oznacza to, że Trzy Osoby Boskie są jedną Istotą.

 

Kiedy zaś znaczymy krzyżem nasze usta,

oznacza to, że w Jezusie Chrystusie,

(w Słowie Bożym), Zbawicielu naszym i Odkupicielu,

jest Ojciec, Syn i Duch Święty,

jeden, jedyny nasz Bóg, Stwórca i Pan,

i że Bóstwo nigdy nie było oddzielone

od Ciała Chrystusa w czasie Jego śmierci.

(św. Ignacy Loyola)

Podziel się z innymi:

Kilka myśli Urszuli Ledóchowskiej

Trzeba umieć pokazać ludziom, że pobożność nie czyni nas mrukami.

 

Chwile cierpienia więcej łączą serca anizeli długie miesiące przeżyte razem w spokoju.

 

Cierpienie z miłości ku Bogu rodzi szczęście, które się objawia w nieustannej pogodzie ducha i stałym uśmiechu na ustach, choćby oczy były pełne łez.

 

Jedno „Deo gratias” w cierpieniu ma więcej wartości niż sto „gloria Patri” w szczęściu.

 

… nawet największe cierpienia ciała skończą się kiedyś i zmartwychwstanie ono w chwale, i to tym większej chwale, im bardziej było ukryte w Sercu Jezusowym i dla Serca Boskiego żyło, poświęcało się i cierpiało.

 

Nie sztuka znosić jednorazowe wielkie cierpienie, ale sztuka cierpieć dzień w dzień, prawie beznadziejnie, cierpieć przez długie miesiące, lata, nie widząc końca próby, a przy tym nie upadać na duchu, nie narzekać, nie zniechęcać się, nie buntować się – to dopiero cnota wielka, wspaniała.

 

Grzeczność do wszystkiego się przyda.

 

Bądźmy dobrzy dla zwierząt, kwiatów dla wszystkich stworzeń, bo każde z nich Bóg stworzył w swojej dobroci, czcijmy więc ją we wszystkich stworzeniach.

 

Biedna ta dusza, której Jezus do szczęścia nie wystarczy.

 

Pogoda duszy pociąga do Boga, do cnoty; tak jak smutek, zły humor, ponure usposobienie od pobożności odstręcza.

 

Szczęśliwa dusza, która rzeczywiście całym sercem przylgnęła do Jezusa-Hostii, bo w Nim ma najcenniejszy skarb, jaki ziemia posiada.

 

Choćby wszystko zdawało się być stracone, Jezus wszystko moze i dla dusz wiernych ze złego wyprowadzić dobro.

 

Kochajmy nasz święty Kościół katolicki, żyjmy według jego nauki i bądźmy mu wierni.

 

Ciężkie dziś życie, pełne goryczy i smutku – i wielka zasługa ułatwić innym dźwiganie krzyża życia.

 

Krzyż to źródło łaski, źródło miłości, źródło zasług, jeżeli umiemy go dobrze przyjmować i dźwigać i jeżeli z krzyża zrobimy sobie przyjaciela, kochanego towarzysza naszej ziemskiej wędrówki.

 

Miłość krzyża się nie lęka, bo wie że krzyż nas ściśle łączy z Chrystusem.

 

Największym dowodem miłości naszej do Maryi jest nasladowanie Jej cnót. Chciejcie więc jak Ona, święta i nieskalana, być wiernymi słuzebnicami Pańskimi, gotowymi do spełnienia Jego woli, czy będzie ona jasna i miła, czy też przyniesie krzyż i cierpienia.

 

Przy Sercu Maryi smutki tej ziemi tracą gorycz, ciernie. Wyrośnie z nich kwiat świetej, Bożej miłosci.

 

Trzymając się ręki Maryi zbłądzić nie mogę.

 

Wpatruj się w Maryję, Uzdrowienie Chorych, a nauczysz się jak być na wzór Maryi jesli nei uzrowieniem, to promykiem radości dla chorych.

 

Wtedy dopiero zaczyna się miłosierdzie, gdy dajemy z tego co nam jest miłe, przyjemne, gdy dajemy czyniąc ofiarę.

 

Kto miłuje ciężaru nie czuje, a gdy go czuje to go miłuje.

 

Gromadź sobie skarby miłosci – zabierzesz je z sobą do nieba.

 

Największym aktem miłości bliźniego jest stała słoneczność duszy, rozsyłająca wszędzie prpmienie swe jasne i ciepłe.

 

Im ważniejszy obowiązek do wykonania, tym gorecej powinniśmy sie do niego przygotować modlitwą, tym usilniej musimy ściągnąć przy pomocy modlitwy błogosławieństwo Boże.

 

Modlitwa bez pociechy, lecz odmawiana sumiennie, ma większą zasługę anizeli modlitwa w pociechach i uniesieniach ducha.

 

Modlitwa oparta tylko na uczuciu to bańka mydlana.

 

Dziś potrzeba nam dusz modlących się za tych, którzy się nie modlą.

 

Im ciemniej naokoło, tym jaśniej musi nam świecić swiatło nadziei, świętej ufności w Bogu.

 

Nieraz uśmiech twój wlać moze do duszy zniechęconej, smutnej, zbolałej, jakby nowe życie, nadzieję, że nastaną lepsze czasy, że nie wszystko stracone, że Bóg czuwa.

 

Uczmy sie patrzeć ku niebu, a ziemia przestanie być przybytkiem zawiści, buntu i zła.

 

Najlepsze lekarstwo na nerwy to nie buteleczki z miksturami. Lekarstwo na nerwy najskuteczniejsze to wyrobienie w sobie ducha ofiary.< /p>

 

Ofiara jest najlepszą modlitwą.

 

Dusza pokorna o sobie nie mówi ani dobrze, ani źle.

 

Milczenie jest pokojem duszy.

 

Najlepsza modlitwa – zgadzanie się z wolą Bożą. Najlepsza pokuta – ciche poddanie się woli Bożej. Najlepsza miłość – wierne spełnianie woli Bożej.

 

Nauczmy się milczeć, a wtedy łatwiej nam będzie nauczyć się tego co trudniejsze – dobrze, święcie mówić.

 

Przed Panem Bogiem odpowidamy tylko za pracę i jej intencje, a nie za owoce, których obfitość jedynie od Boga zależy.

 

W pracy wewnętrznej nie ma wakacji.

 

Pierwsze moje apostolstwo to apostolstwo pogody ducha, świętej radości.

 

O ile milczenie jest ważną rzecza, o tyle jeszcze ważniejsze jest umieć liczyć się ze słowami – mówić, kiedy potrzeba, i to co potrzeba.

 

Bądźcie słonecznikami rozsiewającymi naokoło promyki ciepła, światła i Bożego szczęścia.

 

Ufność w pmoc Jezusa nie pwoinna nas czynić leniwymi.

 

Nic może tak nie przemawia do obojętnych w wierze, do niewierzących, jak widok osoby zawsze pogodnej, promieniującej szczęściem wewnętzrnym, uśmiechniętej, choć wiadomo, że niejeden krzyż dźwiga, że niejedna troska ją przygniata.

 

Nie dlatego powinnam się modlić, by znależć w modlitwie ukojenie, lecz żeby coraz bardziej być gotową na spełnienie woli Bożej.

 

Wytrwałością zdobędziesz Serce Boże, napewno!

 

Życie moje ma być różańcem wprowadzonym w czyn.

 

 

 

 

 

Podziel się z innymi:

Święta Urszula Ledóchowska

Święta Urszula Ledóchowska

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Święta Urszula Ledóchowska, zakonnica

29 maja 

 

Julia Maria urodziła się w wielodzietnej rodzinie 17 kwietnia 1865 r. w Loosdorf koło Wiednia.

Była rodzoną siostrą Marii Teresy Ledóchowskiej, powszechnie nazywanej matką czarnej Afryki, założycielki sióstr klawerianek, beatyfikowanej przez Pawła VI w 1975 roku.

W latach 1874-1883 Julia Maria kształciła się w Instytucie Najświętszej Maryi Panny prowadzonym przez Panie Angielskie w Sankt Polten. W roku ukończenia nauki przybyła wraz z rodziną do nabytego przez ojca majątku w Lipnicy Murowanej koło Bochni.

Jako 21-letnia dziewczyna wstąpiła do klasztoru urszulanek w Krakowie i w dniu obłóczyn, 17 kwietnia 1887 r., przyjęła zakonne imię Maria Urszula. Wyróżniała się gorliwością w modlitwie i umartwieniach. Pierwszą profesję zakonną złożyła 28 kwietnia 1889 roku. Następnie pracowała w krakowskim internacie sióstr. W 1904 roku jako przełożona domu kierowała internatem. Dwa lata później założyła pierwszy na ziemiach polskich internat dla studentek szkół wyższych.

Swoje powołanie do wychowania młodzieży i opieki nad nią odkryła jeszcze w nowicjacie.

W 1907 r. w świeckim stroju wyjechała do pracy dydaktycznej w Petersburgu. Objęła tam kierownictwo zaniedbanego internatu i liceum św. Katarzyny. Już w rok później została erygowana w Petersburgu autonomiczna placówka urszulańska. Następnie przeniosła się do Finlandii, gdzie otworzyła gimnazjum dla dziewcząt. Podczas I wojny światowej apostołowała w krajach skandynawskich, wygłaszając odczyty o Polsce, organizowała pomoc dla osieroconych polskich dzieci. Jednocześnie nie zaniedbywała swego zgromadzenia, rozrastał się nowicjat i dom zakonny w Szwecji. Pod koniec wojny Urszula Ledóchowska przeniosła go do Danii, gdzie założyła również szkołę i dom opieki dla dzieci polskich.

W roku 1920 Urszula wróciła do Polski. Osiedliła się w Pniewach koło Poznania, gdzie – z myślą o pracy apostolskiej w nowych warunkach – założyła zgromadzenie Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego, zwane urszulankami szarymi.

Kiedy poprosiła papieża Benedykta XV o zatwierdzenie nowego zgromadzenia, otrzymała je w dniu 7 czerwca 1920 r. Włodzimierz Ledóchowski – rodzony brat Urszuli – ówczesny generał jezuitów, był rzecznikiem dzieła swojej siostry wobec Stolicy Apostolskiej.

Całe życie s. Urszuli było ofiarną służbą Bogu, ludziom, Kościołowi i ojczyźnie.

Matka Urszula wiele podróżowała, wizytowała poszczególne domy, kształtowała w siostrach ducha ewangelicznej radosnej służby. „Naszą polityką jest miłość. I dla tej polityki jesteśmy gotowe poświęcić nasze siły, nasz czas i nasze życie” – powtarzała często.

Umarła 29 maja 1939 r. w Rzymie. Tam też została pochowana w domu generalnym mieszczącym się przy via del Casaletto. Beatyfikowana została przez Jana Pawła II 20 czerwca 1983 roku w Poznaniu. 18 maja 2003 roku, w dniu swoich 83. urodzin, Jan Paweł II ogłosił ją w Rzymie świętą.

 

W ikonografii przedstawiana jest św. Urszula w szarym zakonnym habicie.

(źródło: www.brewiarz.katolik.pl)

 

Różaniec naszych dni

Chociaż na życie człowieka składa się wiele czynów i słów, smutków i radości, prz
eplatanych ze sobą, czasem dość przypadkowo, to jednak wszystkie te chwile wznoszą gmach naszego życia. I wszystko może stać się modlitwą życia: nauka, praca, odpoczynek, ból, tragedia zburzonych marzeń. Jak paciorki różańca, tak bardzo podobne do siebie, przesuwane przez rozmodlone dłonie, stają się coraz bliższe tajemnic Bożych; tak monotonia naszych dni i nocy prowadzi nas do Boga. Maryja umiała połączyć szarość dni z bliskością Boga – poprzez mówienie sercem, ustami i czynem: „bądź wola Twoja”. Z powszedniej szarości nieciekawej pracy trzeba zrobić różaniec. Wystarczy znaleźć dobrą nić, na którą nawleczemy paciorki naszych dni, niepowtarzalnych dni, które będą świadczyć za nami przed Bogiem.

Czym był różaniec w życiu bł. Urszuli?

Bł. Urszula starała się ze swego życia zrobić różaniec; a nicią, na którą nawlekała swoje dni ziemskiego pielgrzymowania, była wola Boża. Uczyła się każdego dnia rozpoznawać tę nić przewodnią swego życia podczas modlitwy różańcowej. Chętnie odmawiała tę modlitwę razem z Kościołem świętym w październiku. Ale bł. Matka Urszula miała ogromne nabożeństwo do tej modlitwy nie tylko w tym miesiącu, uważała Różaniec za modlitwę wyjątkową. Tak pisała o tej modlitwie w rozważaniach:
„Kościół wzywa nas do oddania czci Maryi w Różańcu świętym. Chciej kochać różaniec bo to modlitwa droga Matce Najświętszej, bo Różaniec to wielki akt miłości ku Maryi. Różaniec jest wspaniałą szkołą życia, drogowskazem do nieba, jasnym promieniem Bożego światła na drogach życia. Różaniec jest radością, źródłem pokoju, łaski, nadziei. Jest hymnem miłości ku Jezusowi i Maryi, jest pociechą w cierpieniach, a szczególniej w chwili śmierci. Jest złotym łańcuchem, łączącym ciebie z Maryją. To wszystko daje ci Różaniec święty, to i wiele innych jeszcze łask.
Różaniec jest nie tylko modlitwą, którą przez kwadrans się odmawia ustami. Jest to modlitwa, którą w ciągu życia trzeba odmawiać. Tajemnice różańca wprowadzać w czyn, odtwarzać je w życiu – wtedy życie twoje uzupełni tę modlitwę różańcową i ją przedłuży. Życie twoje ma być Różańcem wprowadzonym w czyn. Życie różańcowe jest piękne, święte, miłe Bogu, pełne radości i szczęścia. W Różańcu masz przykłady do nauki: w pierwszej części – jak kochać, w drugiej – jak pokutować, w trzeciej – jak się modlić. W poszczególnych tajemnicach masz przykłady, jak żyć, jak przeżywać codzienne i niecodzienne sytuacje. W tajemnicach Męki Pańskiej znajdziesz pociechę na wszelkie strapienia, w chwalebnych zaświta dla ciebie jasny promyk nadziei na lepszą przyszłość, a w części radosnej nabieraj zamiłowania do życia oddanego pracy, które daje pokój i szczęście Boże. W każdej okoliczności życia, smutnej czy radosnej, w chwilach jasnych czy ciemnych, miej oczy otwarte na jasne światło Różańca, bo znaleźć w nim możesz wskazówkę, jak postępować, by Bogu być miłym. Jakże nie kochać Różańca, jakże go chętnie nie odmawiać!

Żyj życiem Maryi na tej łez dolinie,
Niech cię Różaniec święty zaprowadzi
W to życie ciche, gdzie gwar świata ginie,
Gdzie Maryja uczy, kocha, radzi.

S. Elżbieta Sozańska, Urszulanka SJK

 

 

 

Podziel się z innymi:

WSZYSTKO WIEDZĄCY

Wspomnienie obowiązkowe świętej Urszuli Ledóchowskiej, dziewicy

 

Kolekta

Boże, Ojcze miłosierny, Ty raczyłeś powołać świętą Urszulę do naśladowania Twojego Syna, którego posłałeś na świat, aby głosił Dobrą Nowinę i dał życie wszystkim, spraw, abyśmy za jej przykładem i przez jej wstawiennictwo, przyczyniali się do zbawienia naszych braci. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

 

Czytanie Jud 17, 20b – 25

Psalm Ps 63

 

Ewangelia Mk 11, 27-33

Jezus wraz z uczniami przyszli znowu do Jerozolimy. Kiedy chodził po świątyni, przystąpili do Niego arcykapłani, uczeni w Piśmie i starsi i pytali Go: „Jakim prawem to czynisz? I kto Ci dał tę władzę, żeby to czynić?”

Jezus im odpowiedział: „Zadam wam jedno pytanie. Odpowiedzcie Mi na nie, a powiem wam, jakim prawem to czynię. Czy chrzest Janowy pochodził z nieba czy też od ludzi? Odpowiedzcie Mi”.
Oni zastanawiali się między sobą: „Jeśli powiemy: „Z nieba”, to nam zarzuci: „Dlaczego więc nie uwierzyliście mu?” Powiemy: „Od ludzi””. Lecz bali się tłumu, ponieważ wszyscy uważali Jana rzeczywiście za proroka. Odpowiedzieli więc Jezusowi: „Nie wiemy”. Jezus im rzekł: „Więc i Ja nie powiem wam, jakim prawem to czynię”.
 
Wszystko wiedzący.
Mają swoje teorie.
Mają swoje prawdy.
Mają swoje argumenty.
Odpowiedzi, na zadane im pytania udzielają według tego co im odpowiada.
Gotowi posunąć się do kłamstwa, aby tylko nie wyszło na jaw, że ich myślenie, ich argumenty, ich prawdy są błędne.
Czasem zadają pytania Bogu.
Dziwią się, że On im nie odpowiada, nie reaguje.
A Bóg czeka, aż przestaną okłamywać samych siebie.
Czeka, aż zaczną rzeczywiście szukać Prawdy.
My też nie musimy odpowiadać na zarzuty czy różne podchwytliwe pytania wszystkowiedzących.
Nie musimy, ale czasem próbujemy być mądrzejsi niż Jezus.
 i wdajemy się w niepotrzebne dyskusje, przypominające bicie piany.
A potem się dziwimy, że Pan nas w takich rozmowach nie wspiera błyskotliwym słowem, cytatem.
On zostawił wzór, ale my nie zawsze chcemy z niego korzystać.
 
Dziękuję i pozdrawiam.
Podziel się z innymi:

29 rocznica odejścia do Domu Ojca Sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego, prymasa Polski

Maj 1981 roku.

Dramatyczne oczekiwanie świata na wiadomości  z kliniki Gemelli o stanie zdrowia Jana Pawła II.

W Polsce dodatkowo oczekiwania na wiadomości o stanie zdrowia księdza Prymasa.

Próba wiary i zaufania w Bożą Opatrzność i opiekę Niepokalanej. Cisnące się na usta pytania -” Panie dlaczego? dlaczego teraz? , dlaczego Oni dwaj?. Obaj są potrzebni, bez nich nie damy rady…”

Wielka modlitwa… I w końcu dzwony obwieszczające odejście ukochanego Prymasa.

Pamiętam, ze w tamtych dniach oczekiwałam raczej kolejnego uderzenia, ciosu w serce niż jakiejś pociechy…

Jeszcze będąc pod koniec podstawówki czy w początkach ogólniaka przeczytałam wydane w tzw drugim obiegu „Zapiski wiezięnne”. Wracałam do nich w ciągu późniejszych lat wielokrotnie. Uczyłam się zaufania Bogu i Niepokalanej i wybaczania sercem ludziom. Słowa Prymasa, padały jak ziarno.

Jedne szybko się przyjmowały, inne, te trudniejsze potrzebowały czasu i własnego doświadczenia aby się przyjąć i wzrosnąć.

Są i takie, które zapewne przyniosą dopiero swoje owoce w przyszlości.

Ilekroć jestem u Jego grobu w Katedrze Warszawskiej, tylekroć zawierzam jego wstawiennictwu posługę, zdrowie kapłanów diecezjalnych i nowe powołania kapłańskie oraz kolejne rządy. Opowiadam o tym co dobre i po swojemu „narzekam” na to co powinno byc naprawione czy  zmienione oczekując jego „interwencji”. 

Ksiądz Prymas był częstym gościem w naszej parafii.

Pamiętał o nas i naszych potrzebach w swoich modlitwach i polecał się naszym nieudolnym modlitwom.

Dziś dziękuję Opatrznosci Bożej, za jego taki zwyczajny  przykład na codzienność życia.

Dziękuję  za stawianie wymagań, często trudnych, nie zawsze zrozumiałych dla mnie jako młodej dziewczyny.

Dziękuję  za dar Jego życia dla nas i dla Polski.

Podziel się z innymi:

KRZYK WIARY

Kolekta

Wszechmogący Boże, spraw, niech pod Twoimi rządami dzieje świata toczą się w pokoju, a Twój Kościół niech bez przeszkód Tobie służy. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna,  który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,  Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

Czytanie 1P 2,2-5.9-12

Psalm Ps 100,1-5

 

Ewangelia Mk 10,46-52

Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną”. Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Synu Dawida, ulituj się nade mną”.

Jezus przystanął i rzekł: „Zawołajcie go”. I przywołali niewidomego, mówiąc mu: „Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię”. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa.
A Jezus przemówił do niego: „Co chcesz, abym Ci uczynił?” Powiedział Mu niewidomy: „Rabbuni, żebym przejrzał”. Jezus mu rzekł: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.
 
Żebrak Bartymeusz spod Jerycha.
To może być każdy z nas, ze swoim bólem, cierpieniem, dramatem, tragedią, chorobą.
Gdy Bartymeusz usłyszał, że przechodzi obok niego Pan, zaczął wołać „Jezusie synu Dawiada, ulituj się nade mną”.
Nie słucha tych, którzy każą mu zamilknąć.
Woła nieustannie, coraz głośniej.
Być może przeczuwa, że jest to ten jedyny moment, kiedy jego los może zostać odmieniony.
Wierzy w to i ta wiara, sprawia że on cały zamyka się w tym wielkim wołaniu. „Jezusie, ulituj się nade mną”.
My też nie raz, wołamy w rozpaczliwym położeniu, czekając aż Pan zareaguje na nasz krzyk serca.
Często jednak zanim Pan zareaguje, przestajemy wołać.
Dajemy posłuch wątpliwościom – czy warto dalej wołać, jeśli nic się nie dzieje.
Dajemy posłuch rozumowi – nie ma sensu wołać, doświadczenie uczy, że to nic nie daje.
Dajemy posłuch otoczeniu – przyjmij swoje doświadczenie, widać Bóg tak chce, Pan Bóg nie musi akurat ciebie wysłuchać, może to kara Boża, więc cicho cierp i nie wołaj. Nie zagłuszaj nas i nie przeszkadzaj, nie rób wśród nas zamieszania.
 
Bartymeusz nie zwraca uwagi na zewnętrzne i wewnętrzne sprzeciwy.
Chwyta się tej jednej, jedynej okazji i nie zamierza zrezygnować. Jego odpowiedzią na wewnętrzne i zewnętrzne przeszkody jest coraz głośniesze i mocniejsze , nieustające wołanie.
Wierzy.
Jezus się zatrzymuje.
Przywołuje do siebie ślepca.
Ten zrywa się i biegnie w Jego kierunku.
Nasza modlitwa zostaje wysłuchana.
Pan czeka, aż sie do Niego zbliżymy. 
Przywołuje nas.
A my często nie idziemy od razu, ociągamy się, coś nas innego zatrzymuje.
Nie słyszymy wezwania Pana w otaczającym nas hałasie, lub w naszym wołaniu, które wciąż machinalnie już powtarzamy, jak rytuał.
Spotkanie z Panem.
Ślepy żebrak i Jezus.
„Co chcesz abym ci uczynił?”.
” Abym przejrzał” – odpowiada konsekwentnie Bartymeusz.
Od tego wszystko zalezy.
To jest najwazniejsze.
Dopóki siedzieliśmy i wołaliśmy do Pana wiedzieliśmy czego potrzebujemy najbardziej.
Teraz stoimy przed Nim i albo nic nie mówimy, bo przeciez On wie czego potrzebujemy i zostawiamy Jego pytanie bez odpowiedzi (w moim odczuciu niezbyt to grzeczne – nie odpowiedzieć na pytanie Kogoś ważniejszego niż ja), albo wyrzucamy z siebie mniej i bardziej ważne prośby jak długą litanię, zupelnie pomijając tę główną, zasadniczą prośbę.
A czasem w ostatniej chwili ogarniają nas wątpliwości – czy Pan ma moc nas wybawić z utrapienia?, czy zechce nas wybawić? a może nie powinnam o coś prosić?.
Wątpliwości w wierze, wzięły górę – nic nie mówimy.  
Wątpliwości we wszechmoc Pana, w Jego Miłośc, w Jego pragnienie czynienia nam dobra.
Dlatego nie usłyszymy słów Jezusa -” Idź, twoja wiara cię uzdrowiła.” 
Bartymeusz przejrzał i szedł za Jezusem drogą.
Widział za Kim idzie.
Współpraca wiary i zaufania z Łaską. 
Pokonywanie wahań, przełamywanie stereotypów i wewnętrznych oporów.
Zwycięstwo wiary tu i teraz.
Wiary nie mierzy się jej wielkościa fizyczną, ale wewnętrzną mocą. Ziarnko gorczycy, mniejsze niż ziarnko piasku, ma w sobie wielką żywotnią moc, dającą siłę do wzrostu.
Czy moja wiara, ma tę wewnętrzną siłę, zdolną pokonać kamienie wewnętrznego oporu i suchą ziemię niewiary i wątpliwości?
Pan zna moje serce i wie, czy ziarenko mojej wiary przysycha i traci żywotnie siły czy nie.
Proszę dziś za Bartymeuszem – „Panie, abym uwierzyła Tobie do końca”.
Obym tylko zauważyła Pana, gdy będzie przechodził obok mnie. Obym usłyszała i nie przegapiła najwazniejszej chwili mojego życia.
A w codziennym „bałaganie” o to przeciez nietrudno.
 
Pozdrawiam i dziękuję. 
Podziel się z innymi:

Kilka myśli świętego Filipa Nereusza

Szczęśliwi jesteście, wy młodzi, macie tyle czasu na czynienie dobra!

Posłuszeństwo jest najkrótszą drogą, aby dotrzeć do nieba.

Dzieci, bądźcie radosne, nie chcę skrupułów ani melancholii – wystarczy mi, że nie grzeszycie.

Ponure twarze nie pasują do radości domu niebiańskiego.

Radosny duch łatwiej niż melancholijny osiąga chrześcijańską doskonałość.

Smutek jest największym sprzymierzeńcem szatana, bo tą drogą, która wiedzie naprawdę do nieba jest radość.

Nie trzeba chcieć zostać świętym w ciągu dwóch dni, ponieważ doskonałość zdobywa się z trudem, powoli.

Dzieci, umartwiajcie się w rzeczach małych, aby móc łatwiej umartwiać się w rzeczach wielkich.

Synaczkowie, bądźcie weseli! Chcę byście nie grzeszyli, lecz byście byli wesołymi. Duch wesoły łatwiej dojdzie do doskonałości niż melancholijny.

Dopóki jesteśmy pielgrzymami na tej ziemi wygnania, naszej radości przeciwstawia się grzech – kto jest niewolnikiem grzechu, nie może nawet jej powąchać; przeciwstawia się jej przede wszystkim ambicja; jej wrogiem są zmysły oraz próżność i obmowa.

Nie czas na spanie, ponieważ raj nie jest dla leniuchów.

Strzeżcie się w godzinach popołudniowych, ponieważ wtedy szatan zwykł najbarzdiej atakować.

W naszych Komuniach musimy prosić o uzdrowienie z nałogu, ku któremu najbardziej się skłaniamy.

Można zgrzeszyć i nosem, kiedy się go wtyka w sprawy innych ludzi.

 

Podziel się z innymi: