Jezuita – kto to taki???

Skąd się biorą jezuici?

 

Krzysztof Mądel SJ

 

Utarła się opinia, że jezuici powstali na fali kontrreformacji w celu przezwyciężenia protestantyzmu, jednak opinia ta nie do końca jest prawdziwa. Jej zwolennicy chętnie powołują się na historyczne przykłady i tłumaczą, że na podobnej zasadzie fundowano kiedyś zakony żebracze dla przezwyciężenia herezji albigensów, z tą wszakże różnicą, że zakony żebracze rzeczywiście albigensów pokonały, a tymczasem protestanci nadal mają się dobrze. Otóż opinia ta nie jest prawdziwa. Po pierwsze, nie jest prawdziwa dlatego, że celem istnienia jezuitów – jak czytamy w jezuickich Konstytucjach – jest „pomnażanie chwały Bożej oraz pomaganie duszom”. Po wtóre, jezuici nie mogli powstać w tym samym celu co dominikanie lub franciszkanie, bo gdyby tak było, to dominikanów i franciszkanów już dawno by nie było, a tymczasem jedni i drudzy są i mają się dobrze. Tak więc najprawdopodobniej jezuici powstali właśnie po to, żeby inni mieli się dobrze – jeśli nie wszyscy, to przynajmniej papieże, biskupi, duchowieństwo i świeccy, szkoły, uniwersytety i laboratoria, misje ludowe i domy rekolekcyjne, wydawnictwa i inne media, a wreszcie bezrobotni, biedni i uchodźcy, bowiem wszędzie tam od czterech wieków pracują jezuici i jak dotąd nie narzekają na brak pracy.

 

Założyciem jezuitów był święty Ignacy Loyola (1491-1556), szlachetnie urodzony Bask, rycerz skromnej postury, lecz wielkiego ducha, znany w całym Kościele dzięki Ćwiczeniom duchownym oraz żarliwemu zawołaniu: „Magis!” (łac. „więcej”), określającemu miarę chwały Bożej, a niekiedy błędnie kojarzonemu z osobami trzech magów, którzy jako pierwsi (obok aniołów i pasterzy) zjawili się w towarzystwie Jezusowym, zawstydzając tym samym mieszkańców Betlejem.

 

Ignacy Loyola wywarł ogromy wpływ na duchowe losy chrześcijaństwa oraz na duchowość samych jezuitów. Skąd biorą się najbardziej charakterystyczne cechy tej duchowości? Otóż, biorą się one w równej mierze z Ćwiczeń duchowych, co ze zmartwień. Ponieważ wszyscy jezuici odprawiają co roku ośmiodniowe rekolekcje ignacjańskie podług metody zawartej w książeczce Ćwiczeń duchowych św. Ignacego Loyoli, dlatego słusznie należy sądzić, że właśnie stąd biorą się charakterystyczne rysy duchowości jezuitów. Inne, mniej charakterystyczne rysy biorą się skądinąd. I to właśnie jest przyczyną naszych zmartwień. Na szczęście nie będzie to przedmiotem naszych dalszych rozważań.

 

Sami jezuici chętnie dzielą się swoją duchowością z każdym, aczkolwiek nie do tego stopnia, iżby chcieli tworzyć żeńską mutację swego zakonu, czego, jak wiadomo, żadnemu innemu zakonowi nie udało się uniknąć na dłuższą metę… Powołanie żeńskiej gałęzi jezuitów jest zresztą niemożliwe ze względów językowych: żeńska forma słowa „jezuita” drażniłaby ucho w każdym języku. Ponadto przykład tego towarzystwa, które wszyscy pamiętamy ze stajenki betlejemskiej, jasno pokazuje, iż „pokój na ziemi ludziom dobrej woli” jest możliwy tylko wtedy, gdy towarzyszy mu chwała Bogu „na wysokościach” (in excelsis), a więc tam, gdzie wszystkie formy rodzaju żeńskiego, także te żywe, czują się najlepiej. Innymi słowy, kiedy dzisiaj tak często mówi się o tym, że przyszłość należy do kobiet, to ci, którzy tak mówią, najprawdopodobniej nie mówią o przyszłości jezuitów, lecz o chwale Bożej lub – co nie wykluczone – o końcu świata.

 

Sam Ignacy Loyola w swej młodości był człowiekiem umiarkowanie pobożnym, a to w tym sensie, że jego umiarkowanemu zamiłowaniu do różańca towarzyszyło nieco mniej umiarkowane zamiłowanie do tańca, a to z kolei ustępowało jeszcze mniej umiarkowanemu zamiłowaniu do pojedynków. Ignacy był ponadto człowiekiem głęboko przenikniętym pobożnością maryjną. Razu pewnego omal nie pomścił krwawo anty-maryjnych wypowiedzi pewnego muzułmanina. Na szczęście decyzję o podjęciu zemsty w ostatniej chwili pozostawił mułowi, którego natenczas był dosiadał (rzecz miała miejsce w czasie podróży). Wspomniane zwierzę będąc z natury istotą religijnie indyferentną nie ruszyło w pogoń za islamskim bluźniercą, ale wybrało inną, trudniejszą marszrutę, pozostawiając tym samym przy życiu nie tylko rzeczonego muzułmanina, ale i potrzebę dialogu ekumenicznego – tak niesłychanie dziś żywą. Kiedy później Ignacy został generałem jezuitów, stosował wobec swoich podwładnych metody podobne do tych, których wcześniej użył wobec muła. I tak na przykład niektóre paragrafy Konstytucji zakonnych zakończył genialną klauzulą: „…o ile miejscowy przełożony nie uzna za stosowne postąpić inaczej”. Innymi słowy, wbrew obiegowym opiniom Ignacy był człowiekiem otwartym i zdolnym do podjęcia dialogu z każdym, co zresztą zjednało mu wielu przyjaciół, także pośród muzułmanów. Jeśli zaś idzie o muły, to pogląd, iż mogłyby one z powodzeniem zastąpić niektórych przełożonych, wydaje się mocno przesadzony…

 

Jezuici, jak wiadomo, wybijają się najbardziej w posłuszeństwie, zwłaszcza w posłuszeństwie okazywanym papieżowi. Natomiast braki w tym posłuszeństwie, o czym nie wszyscy wiedzą, dosłownie wybijają jezuitów. Sami jezuici milczą na ten temat, co słusznie uchodzi za akt przyznania się do winy. A propos posłuszeństwa: znane jest powiedzenie Ignacego, w myśl którego jezuita winien uznać za czarne to, co Kościół nazywa czarnym, nawet jeśli z wyglądu jest to coś białego, oraz że jezuita powinien być posłuszny „jak laska w ręku ślepca”, albo „jak trup w rękach tych, co go niosą”. Otóż nieprawdą jest jakoby jezuici słabo rozróżniali kolory, zwłaszcza wtedy, kiedy mają być posłuszni, lub też jakoby większego posłuszeństwa należało spodziewać się po jezuitach ślepych, chodzących o lasce, bądź też zgoła martwych. Prawdą jest natomiast, że w zakonie najbardziej ceni się ten rodzaj posłuszeństwa, który najwięcej przyczynia się do pomnożenia chwały Bożej. Ignacy nazywał ten rodzaj posłuszeństwa „posłuszeństwem rozumu”. Polega ono na tym, że przełożeni nakazują swoim podwładnym robić to, na czym ich podwładni najlepiej się znają. W sytuacji przeciwnej, tzn. wtedy, gdy przełożeni nakazują podwładnym robić to, na czym najlepiej znają się sami przełożeni, mamy do czynienia z tzw. „posłuszeństwem woli”. Ten rodzaj posłuszeństwa nie jest tak doskonały jak pierwszy, ale właśnie on – jak twierdzą przełożeni – „czyni cuda”, dlatego jest wśród jezuitów bardzo popularny. Dzięki posłuszeństwu woli jezuici mogą z łatwością wykonywać to, na czym w ogóle się nie znają, a nawet sprawiać wrażenie jakby byli do tego świetnie przygotowani.

 

Jezuici zawsze mieli wielu przyjaciół. Do najbardziej wypróbowanych przyjaciół jezuitów należą dominikanie. Przyjaźń ta datuje się od chwili, kiedy to hiszpańscy dominikanie zaprosili Ignacego na obiad, a następnie wtrącili go do lochu Inkwizycji. Jezuici chętnie puszczają w niepamięć cały ten incydent, aczkolwiek po dziś dzień jadają u dominikanów z duszą na ramieniu (oczywiście, wyjątek stanowią świetne summy św. Tomasza z Akwinu, który prawdopodobnie tylko dlatego nie wstąpił do jezuitów, że nie uprawiał tomizmu). Jezuici zaprzyjaźnieni są także z franciszkanami. Ci dla odmiany nie tylko wyrzucili Ignacego z Ziemi Świętej, ale także przy pierwszej lepszej okazji skasowali zakon jezuitów (o tym za chwilę). Równie żywe więzy przyjaźni łączą jezuitów z innymi zakonami, z licznym gronem biskupów, kardynałów oraz papieży. Ostatni z tych afektów jest w zakonie szczególnie mocno odczuwany, a nadto szczęśliwym zrządzeniem Opatrzności jest serdecznie odwzajemniany. I tak, gdyby papież Klemens XIV (franciszkanin) nie skasował był Towarzystwa Jezusowego w pamiętnym roku 1773, to zapewne nie poczułby się gorzej i nie pomarł był on sam w roku następnym, nie doczekawszy wskrzeszenia jezuitów w Rosji (1801), w Królestwie Obojga Sycylii (1804), w Ameryce, Anglii i Irlandii (1813), i w całym Kościele powszechnym, którego dokonał jego pobożny sukcesor, papież Pius VII (benedyktyn), w pamiętnym roku 1814.

 

Jezuici mają też swoich wrogów. Należała do nich m.in. caryca Katarzyna II, która nigdy nie pozwoliła na kasatę jezuitów na swoich ziemiach, oraz inni monarchowie niekatoliccy, którzy, jak Fryderyk II, szczerze pragnęli postąpić podobnie. Wrogami jezuitów były także nieokrzesane ludy wszystkich kontynentów (głównie Europy), które nie tylko uchroniły jezuitów przed marazmem apostolskim, ale także dostarczyły im świetnych i licznych męczenników.

 

Poświęćmy jeszcze kilka słów przysłowiowej jezuickiej obłudzie. Obłuda polega na tym, że co innego się myśli, a co innego robi. Otóż w samym zakonie, o dziwo, nikt nigdy nie słyszał o obłudzie, a przecież misje jezuickie sięgają najodleglejszych zakątków świata. Wśród jezuitów chętnie mówi się natomiast o roztropności. Roztropność polega na tym, że im więcej się myśli, tym mniej niepotrzebnej roboty się wykonuje. Jezuici bardzo cenią sobie cnotę roztropności. Bardzo możliwe, że to właśnie z tego powodu nikt dokładnie nie wie co jezuici robią, ani co myślą.

 

Umiłowanie roztropności przysparza jezuitom pewnych kłopotów na gruncie teoretycznym. Zarzuca się im mianowicie, że nie stworzyli żadnej oryginalnej szkoły filozoficznej. Grecja miała swojego Platona i Arystotelesa, Rzymianie rozwijali stoicyzm, późny antyk zrodził Augustyna, dominikanie dali tomizm, franciszkanie – woluntaryzm, protestanci – kantyzm, anglikanie – empirycyzm, Amerykanie – pragmatyzm, Francuzi – kartezjanizm, Chiny – konfucjonizm, Niemcy – heglizm, Żydzi – hermeneutykę. A co stworzyli jezuici? Jezuici odpowiadają zgodnie z prawdą, że nie tworzą nowych systemów filozoficznych, ponieważ nauczają wyłącznie tego, jak rzeczy mają się naprawdę. A ponieważ to wyjaśnienie nie wszystkich przekonuje, jezuici podejrzewają, że największym filozofem był jezuita Suárez, który ponad wszelką wątpliwość ustalił, że nieodparta chęć osiągnięcia unii hipostatycznej nawet aniołów może doprowadzić do zguby.

 

Wybitne osiągnięcia i ugruntowane cnoty nigdy nie stłumiły w jezuitach ducha zdrowego krytycyzmu. Jezuicki krytycyzm jest tak wyostrzony, że z powodzeniem mógłby posłużyć tonącemu zamiast brzytwy. Krytycyzm jezuicki, podobnie jak jezuicka roztropność, to pojęcia, które na dobre weszły do potocznego języka. Miejmy zatem nadzieję, że kiedyś znowu wrócą do jezuitów.

 

Podziel się z innymi:

Znacie ? – znamy (?)

UROCZYSTOŚĆ ŚWIĘTEGO IGNACEGO Z LOYOLI,

ZAŁOŻYCIELA TOWARZYSTWA JEZUSOWEGO

    

Kolekta

Boże, Ty powołałeś w swoim Kościele świętego Ignacego do szerzenia Twojej większej chwały, spraw, abyśmy walcząc na ziemi z jego pomocą i za jego przykładem, zasłużyli na udział w jego niebieskiej chwale. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,  Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

Czytanie Kpł 23,1.4-11.15-16.27.34b-37

Psalm Ps 81, 3-6.10-11

 

Ewangelia Mt 13, 54-58

Jezus, przyszedłszy do swego rodzinnego miasta, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali:

„Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko?” I powątpiewali o Nim.
A Jezus rzekł do nich: „Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony”. I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa.

 

Częste czytanie Słowa Bożego, codzienna modlitwa, Eucharystia, mogą prowadzić do zażyłej więzi z Jezusem, ale także mogą prowadzić do rutyny i oziębłości.

Pan przynosi Swoje Slowo w moją codziennosc. Pragnie aby było Ono centrum mojego życia, światłem na moich ścieżkach, natchnieniem w moich wyborach.

Ludzie w synagodze znają Jezusa od 30  lat, przyzwyczaili się do Niego. Niedostrzegają już w Nim nic nadzwyczajnego. Złe przyzwyczajenie zamknęlo ich na głębię Jego Słowa.

Oziębłość i rutyna ranią Serce Pana, bo zamykają nasze serca na Jego Słowo.

Przed laty z niepokojem odkryłam, że przez jakiś czas (tydzień czy kilkanaście dni) codzienna medytacja Słowa nie wywoływała we mnie żadnych poruszeń, nie znajdowałam w Słowie nic dla siebie. Było to po okresie intensywnego odczytywania Słowa w mojej codzienności. Dzień po dniu odczytywałam konkretne  wskazania, napomnienia. I przyszła cisza. Obawiałam się, że w krótkim czasie popadłam w rutynę, albo oziębłość. Rozmowa ze spowiednikiem rozjaśniła sprawę, trwał nowy zasiew i Słowo które usłyszałam wtedy miało dopiero za jakiś czas przynieść swoje owoce. Nie mniej jednak to wydarzenie uczuliło mnie na jedną sprawę, że na Słowo można zobojętnieć, można czytać i nic nie dostrzegać, można słuchać i niczego nie usłyszeć. Uświadomiło mi też, że rutyna w obcowaniu z Panem, grozi każdemu. Czasem wydaje się nam, że wszystko już zrozumieliśmy i powtarzamy mechanicznie punkty do medytacji sprzed lat. Rozważając je bardziej teoretycznie niż praktycznie w swoim dziś.

Słowo jest niezmienne. Nasza codzienność, my sami zmieniamy się. Słowo nieustannie pragnie nas przemieniać i formować, i jeśli tylko Mu się poddajemy niedostrzegalnie nieraz nas przemienia i kształtuje. Ono jak światło oświetla tę naszą zmieniajacą się drogę. Wskazuje na nowe piękno wokół, ale i nowe kamienie i dziury na naszej drodze. A my czasem do medytacji podchodzimy jak do ponownego obejrzenia dobrze znanego nam filmu i zatrzymywania się na ulubionych scenach. Kończymy oglądanie i bezrefleksyjnie wracamy do codzienności zastanawiając się, nad tym co nas przed laty w filmie poruszyło, ale już dziś zupełnie do nas nie przemawia, wręcz nudzi. 

Codzienna relacja z żywym i przemieniającym nas Słowem wymaga pewnego wysiłku, pragnienia obcowania z Panem, szukania Go, pozwalania Panu Bogu na odczytywanie naszego życia i codziennej skruchy, codziennego nawracania swojego serca do Niego. 

Można jednak zamknąć się na działanie Słowa, przestać szukać Pana, wychodząc z założenia, że On nic już więcej nie może i nie zechce mi powiedzieć. I choć Pan będzie pukał do drzwi naszego serca, to klamka, która je otworzy jest tylko po naszej stronie i od nas zależy czy wyciągniemy do niej rękę…

 

Dziekuję i pozdrawiam.

Podziel się z innymi:

Uczeń Królestwa

Kolekta

Boże, Obrońco ufających Tobie, bez Ciebie nic nie jest mocne ani święte, spraw w swoim wielkim miłosierdziu, abyśmy pod Twymi rządami i Twoim przewodnictwem dobrze używali rzeczy przemijających  i nieustannie ubiegali się o dobra wieczne. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna,  który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,  Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

Czytanie Wj 40, 16-21.34-38

Psalm Ps 84, 3-6.8.11

 

 

Ewangelia Mt 13,47-53

Jezus powiedział do tłumów: „Podobne jest królestwo niebieskie do sieci zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Zrozumieliście to wszystko?” Odpowiedzieli Mu: „Tak jest”. A On rzekł do nich: „Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare”. Gdy Jezus dokończył tych przypowieści, oddalił się stamtąd.

 

Codzienność utkana z mniejszych i większych, łatwych i trudnych, mniej i bardziej znaczących wyborów. One wyznaczają kierunek dalszej drogi – drogi wiodącej ku Królestwu albo na bezdroża. Decyzje podejmowane pod wpływem słabości, pychy, impulsów, ukrytych lub nieuporządkowanych pragnień. Ich skutki odczuwamy już teraz, a niektórych odczujemy i poznamy dopiero przy końcu świata.

Kryteria wyboru. Uczymy się ich od najmłodszych lat. Niektóre przyjmujemy jako własne drogowskazy, inne odrzucamy. Niektóre towarzyszą nam przez jakiś etap w naszym życiu, inne przez całe życie. Kryteria Ewangelii pomagają odkryć co jest zgodne a co nie z wolą Bożą. Wskazują co będzie na większą chwałę Bożą, a co na naszą przemijającą chwałę. Umacniają w służbie Bożej i wskazują na zagrożenia w wypełnianiu obowiązków.

Uczeń Królestwa potrafi umiejętnie rozróżniać. Korzysta z całego Skarbca Słowa Bożego, aby odkryć wolę Bożą w swojej codzienności i na nią jak najlepiej odpowiedzieć.

Przeszkodą w umiejętnym rozpoznawaniu Bożej woli są nasze nieuporządkowane pragnienia. Nie zdajemy albo nie chcemy zdawać sobie z nich sprawy.

Niektórzy odrzucają wszystko to co według ich osądu ich ogranicza lub niespełnia ich oczekiwań. Uznają, że posiadają dość wiedzy aby rozpoznawać co jest dobre a co złe. Prowadzą sami siebie, sami dla siebie są normą i centrum, kierując się swoją własną chwałą i upodobaniem.

Inni w obronie przed własnymi lękami, kolejnymi bolesnymi zranieniami uznają, że dobre jest to co nie rani, nie boli, zapewnia komfort i spokój psychiczny i materialny. Choć może nie czynią zła, przez zaniedbanie z własnej wygody wiekszego dobra, nie przyczyniają się do rozwoju Królestwa.

Jeszcze inni dają się zwodzić falszywemu dobru, prowadzącemu w ostatecznosci do zła.

Nie zastanawiamy się nad dalekimi skutkami naszych wyborów i decyzji. W ciągu roku, przytłoczeni wieloma sprawami nie poświęcamy czasu na refleksję, na postawienie pytań czy podejmowane działania, zachowania, relacje prowadzą nas do Boga, czy od Niego, czasem niepostrzeżenie, nie oddalają. Czas urlopu, czas choroby, czas wyłączenia z codziennego biegu jest tym momentem, kiedy dostajemy od Pana Boga szansę aby zadać sobie pytania o swoje wybory, swoje decyzje, swoje skarby, swoje perły. Możemy z tej szansy skorzystać już teraz, możemy zastanawianie się odłożyć na odległe później. Nad owym później nie mamy żadnej władzy i nie wiemy kiedy nadejdzie. Do nas należy tylko teraz i te decyzje, które teraz podejmiemy.

 

Dziekuję i pozdrawiam

Podziel się z innymi:

Wciąż wierzę

WSPOMNIENIE OBOWIĄZKOWE ŚWIĘTEJ MARTY

W ZAKONACH BENEDYKTYŃSKICH WSPOMNIENIE ŚWIĘTYCH MARTY, MARII I ŁAZARZA, PRZYJACIÓŁ PANA

 

Kolekta

Wszechmogący, wieczny Boże, Twój Syn przyjął gościnę w domu świętej Marty,  spraw za jej wstawiennictwem, abyśmy z wiarą usługując Chrystusowi w naszych braciach zasłużyli na przyjęcie do Twojego domu. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, †który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,  Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

Czytanie 1J 4,7-16 lub Hbr 13,1-2.14-16

Psalm Ps 34,2-11

 

Ewangelia J 11,19-27

Wielu Żydów przybyło do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu.

Marta rzekła do Jezusa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Rzekł do niej Jezus: „Brat twój zmartwychwstanie”. Rzekła Marta do Niego: „Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym”. Rzekł do niej Jezus: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?” Odpowiedziała Mu: „Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat”.

 

albo

 

Ewangelia Łk 10,38-42

Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: „Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła”. A Pan jej odpowiedział: „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona”.

 

Gdybyś tu był Panie, nie staloby się to co się wydarzyło. Dlaczego Ciebie wtedy nie było? Ciebie naszego Przyjaciela, Ciebie, który jesteś Miłością?

Spotkanie Marty i Jezusa. Łazarz nie żyje. Maria opłakuje go w domu. Marta wychodzi naprzeciw Jezusa. Czekały na Niego, posłały wiadomość, nadsłuchiwały, w Nim szukały ratunku dla umierającego brata …, a On nie przychodził. Czekały na próżno… Minęły trzy dni od śmierci brata. Tak, Pan wskrzeszał, wiedzą o tym, ale zaraz po śmierci, a nie trzy dni później…. Gdyby jednak poprosił Ojca, będzie napewno wysłuchany. Pewność wiary, nadziei, miłości.

Marta nie obawia sie szczerze powiedzieć Panu o swoich uczuciach, o żalu, o szaleńczej nadziei. Rozmawia z Przyjacielem, nie rozumie dlaczego się „spóźnił”, ale głęboko wierzy Jego słowom. Pytanie o wiarę w zmartwychwstanie. Nie wszyscy w Izraelu wierzą, ale Marta wierzy w zmartwychwstanie ciał, w dniu ostatecznym. Słyszy słowa „Ja jestem Zmartwychwstaniem i Życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł żyć będzie. Każdy kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?” Wyznanie wiary Marty. „Tak Panie. Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat”.

Wciąż wierzę Panie, choć jest inaczej niż myślałam, choć przepełnia mnie bół i żal po stracie, choć… Mimo tego wszystkiego co się wydarzyło, wierzę Tobie i wierzę, że jesteś Panem.  

Nieraz wydaje się nam, że Pan się spóźnia z ratunkiem. Nie pojawia się wtedy, gdy najbardziej Go potrzebujemy,  szukamy i wołamy. Iluż z nas zaczyna wtedy wątpić w Bożą opiekę, w Miłość Pana do nas. W ilu sercach pod wpływem tragedii życiowych, usycha wiara. Nie są już w stanie wyszeptać… „Ja wciąż wierzę”. Wierzyć pomimo wszystko, pomimo a nieraz wbrew rzeczywistości. Nie utracić wiary wraz z przeżywanymi stratami… Wierzyć Przyjacielowi. Wierzyć, że On się nigdy nie spóźnia ze swoją łaską, ze swoim darem.

Tak często mówimy że Pan jest naszym Umiłowanym, naszym Przyjacielem. Słowa i uczucia są zgodne, gdy wszystko układa się pomyślnie. Gdy dotykają nas utrapienia, dramaty, kłopoty, tragedie, gdy świat po ludzku wali się nam pod nogami, gdy nie odczuwamy obecności i pomocnej dłoni Przyjaciela, czy nadal powiemy – Jezus jest moim Przyjacielem, moją Miłością, ufam Mu, wierzę w Niego… Dopóki nie doświadczymy takiej próby, nie będziemy tak naprawdę wiedzieli jak się zachowamy. A Pan te najtrudniejsze próby i doświadczenia zachowuje dla swoich najbliższych przyjaciół, wierzy że się na nich , na ich wierze, nadziei, miłości nie zawiedzie. 

Święta Teresa Wielka powiedziała kiedyś Panu, że zbyt wiele trudności na nią spada. Gdy usłyszała,  że Pan własnie tak traktuje swoich przyjaciół odpowiedziala – i dlatego masz ich tak mało.

Jesli więc chcesz rzeczywiście powiększyć grono przyjaciół Pana to pamiętaj o słowach świętej Marty „Ja wciąż wierzę Tobie Panie….”.

 

Święta Marta patronka gospodyń domowych. Bardzo bliska była mi scena z domu Marty i Marii, gdy po pogrzebie mamy, cała rodzina kilkadziesiąt osób obsiadło stół, a ja starałam się wszystkich nakarmić. W pokoju wszyscy rozmawiali, wymieniali się wspomnieniami, a ja biegałam z kuchni do pokoju z talerzami i kolejnymi daniami, starając się wszystkich jak najlepiej ugościć. Pamiętam jak westchnęłam o siły do Marty. Wysłuchała, wsparła, ochroniła przed zniecierpliwieniem, że nie mogę uczestniczyć w miłych rozmowach czy goryczą (choć jedzenia było „mnóstwo, bardzo wiele” to jakoś tak wyszło, że dla mnie zabrakło, został mi tylko deser).

Święta Maria. Zasłuchana w Słowa Pana. Gdy jest Jego czas, nic nie jest ważniejsze.

W każdej z nas jest po trosze i Marii i Marty. Trzeba tylko roztropnie kierować swoim działaniem aby odpowiednio wybierać to co jest w danym momencie najważniejsze. Nie zaniedbywać relacji z Panem skupiając się jedynie na obowiązkach stanu i nie zaniedbywać obowiązków stanu skupiając się jedynie na modlitwie. Wtedy gdy Pan bedzie na pierwszym miejscu, gdy do Niego będziemy odnosić wszystkie nasze zajęcia, domowe i rodzinne obowiązki zostaną dobrze wypełnione. 

Podziel się z innymi:

Posłuszeństwo Kościołowi

Zupełnie przypadkowo trafiłam na blog (zapewne jeden z wielu) promujący rzekome objawienia w Medjugorie. Na blogu reklamy pielgrzymek, orędzia, informacja o ruchu margaretek …

Jak się to ma do posłuszeństwa Kościołowi? Jak się to ma do oficjalnego stanowiska Watykanu w sprawie przekazów i orędzi z tego miejsca? 

Blisko rok temu poprosiłam pewną internautkę aby zakończyła przysyłanie „orędzi” z Medjugorie na forum opoki, gdyż nie będą one więcej publikowane.

Boli mnie szczególnie brak posłuszeństwa wśród kapłanów, zakonników i zakonnic. Za nimi idą świeccy. Czy gdy Komisja Teologiczna ostatecznie oceni negatywnie rzekome objawienia, świeccy zachowają wiarę?

Oficjalne stajowisko Kościoła.

Oficjalne stanowisko Kościoła wobec Medjugorie otwiera list ówczesnego biskupa diecezji Mostar (bp Pavao Żanić) z 25 marca 1985 roku do proboszcza w Medjugorie, w którym stwierdza, iż „w Medjugorie nie chodzi o objawienia Matki Bożej”. Ocena taka opierała się na rezultatach badań powołanej komisji diecezjalnej, opublikowanych 24 marca 1984 roku.

Ta piętnastoosobowa komisja dała także wówczas wytyczne odnośnie do zachowania się duszpasterzy w sytuacji, w której trwać miało dalsze badanie autentyczności „objawień”:

1. Unikać oświadczeń i publikacji niekrytycznych i pochwalnych na temat „objawień”,

2. Nie powinno się organizować pielgrzymek do Medjugorie,

3. Nie wyróżniać w jakiś sposób świadków „objawień” i nie pozwalać, by występowali w kościołach, zanim nie ukaże się oficjalne orzeczenie,

4. Powstrzymywać się od udzielania wyjaśnień prasie.

„Problemem Medjugorie” zajmowała się także Komisja Episkopatu Jugosławii (od 18 stycznia 1987 do 10 kwietnia 1991 roku). Ostatecznie ogłosiła ona, że w oparciu o dotychczasowe badania nie można stwierdzić, aby w Medjugorie miały miejsce zjawiska i objawienia pochodzenia nadprzyrodzonego. Zwrócono przy tym uwagę na fakt, że Medjugorie stało się miejscem modlitwy, i przybywający tam z różnych powodów ludzie wymagają opieki duszpasterskiej.

Kolejne stanowisko Kościoła w sprawie Medjugorie wyraziła Kongregacja Nauki Wiary w dniu 23 marca 1996. Stanowi ją odpowiedź na zapytanie w sprawie organizowania pielgrzymek do Medjugorie. Ponieważ rozstrzygnięcia tego typu przynależą do kompetencji miejscowego biskupa lub odpowiedniej Konferencji Episkopatu, więc Kongregacja wpierw przypomniała stanowisko biskupów byłej Jugosławii z 10 marca 1991 roku:

Na podstawie przeprowadzonych dotąd badań nie można stwierdzić, że chodzi o objawienia nadprzyrodzone. Jednak obecność licznych wiernych, którzy z różnych miejsc przybywają do Medjugorie, pod wpływem wiary czy innych racji, wymaga uwagi i troski duszpasterskiej w pierwszym miejscu od biskupa diecezjalnego, ale też wraz z nim, innych biskupów, tak aby w Medjugorie i w związku z Medjugorie było krzewione zdrowe nabożeństwo do NMP, według nauki Kościoła. Biskupi podadzą też w tym celu odpowiednie wytyczne szczegółowe natury liturgiczno-pasterskiej. Jednocześnie przez swoje Komisje będą dalej badać, w ich całości, fakty z Medjugorie.

Po tym przypomnieniu Kongregacja dodała:

Z tego, co tu powiedziano, wynika, że nie należy organizować oficjalnych, tak parafialnych, jak diecezjalnych pielgrzymek do Medjugorie, rozumianego jako miejsce autentycznych objawień maryjnych, bo byłoby to niezgodne z tym, co stwierdzili poprzednio biskupi byłej Jugosławii w oświadczeniu, któreśmy tu zacytowali.

Ostatnie stanowisko Pasterza Kościoła lokalnego, odnośnie do Medjugorie, pochodzi z dnia 2 października 1997 roku. Jest to odpowiedź miejscowego biskupa, którym jest obecnie Radko Perić, na zapytanie redaktora naczelnego „Famille Chrétienne”. Po przypomnieniu wcześniejszego orzeczenia Komisji Diecezjalnej Deklaracji Konferencji Episkopatu i wypowiedzi Kongregacji Nauki Wiary pisze on:

Na podstawie poważnych studiów, dotyczących tej sprawy, prowadzonych przez 30 naszych uczonych (3 komisje), w oparciu o moje pięcioletnie doświadczenie biskupie w Diecezji, biorąc pod uwagę gorszące nieposłuszeństwo związane z tą sprawą, kłamstwa pojawiające się od czasu do czasu w ustach „Madonny”, niezwykłe powtórzenia „orędzi” od ponad 16 lat, dziwny sposób, w jaki „kierownicy duchowi” tak zwanych „widzących” prowadzą ich przez świat, czyniąc im propagandę, oraz praktykę, że „Madonna” zjawia się na fiat (niech przybędzie!) „widzących” – moje przekonanie i stanowisko nie jest tylko: Non constat de supernaturalitate, lecz: Constat de non supernaturalitate zjawień i objawień w Medjugorie.

Po czym dodaje:

Jestem jednak otwarty na badania, które chciałaby podjąć Stolica Święta jako najwyższa Instancja Kościoła Katolickiego, aby wydać najwyższy i ostateczny osąd sprawy, i to jak najprędzej, ze względu na dobro dusz oraz ze względu na cześć Kościoła i cześć dla Matki Bożej.

Tak więc miejscowy biskup zmienił ocenę z „nie jest pewne, że zjawisko ma charakter nadprzyrodzony” na „jest pewne, że wydarzenie nie ma charakteru nadprzyrodzonego”- jak należałoby rozumieć użyte przez niego sformułowania łacińskie.

Obok wypowiedzi oficjalnych Kościoła znane jest także wiele mówiące „zalecenie” dla pasterzy. Jest to wypowiedź sekretarza Kongregacji Nauki Wiary przy okazji wizyty ad limina polskich biskupów. Zawarta jest w sześciu punktach:

1. Nadal obowiązuje, że nim czego nadprzyrodzonego nie można się w tych objawieniach dopatrywać,

2. Należy informować wiernych, że Medjugorie jest miejscem modlitwy, a nie objawień,

3. Nadal obowiązuje zakaz urządzania oficjalnych pielgrzymek,

4. To, co mówi istota objawiająca się – „Gospa” – zawiera sprzeczności, jest więc niepoważne, podobnie postawa i wypowiedzi „widzących”,

5. Aktualny ordynariusz Mostaru zajmuje stanowisko negatywne,

6. Wobec rozpowszechnionej szeroko propagandy i popularnych pielgrzymek sprawa jest poważna i delikatna, i wymaga roztropnego postępowania.

Ocena więc, jaką należałoby przyjąć na zasadzie posłuszeństwa wobec autorytetu Kościoła, brzmi: w Medjugorie można modlić się, tak jak w wielu miejscach, które wierzący odkryli jako sprzyjające modlitwie i nawróceniu. Dotychczasowe badania, odnośnie samych „Objawień w Medjugorie”, prowadzą jednak do wniosku, że nie są one autentyczne. Można przypuszczać, że cała złożona sprawa będzie jeszcze badana, a być może nigdy nie doczeka się ostatecznej oceny, co do autentyczności samych objawień i orędzi.

W podsumowaniu stanowiska Kościoła trzeba najpierw zauważyć, że w przypadku wielu wiernych i duchownych bardzo często ma miejsce pomieszanie dwóch różnych spraw: „dobrych owoców” związanych z Medjugorie oraz uznanie objawień za autentyczne. Te pierwsze stanowią jednak tylko jeden z elementów oceny autentyczności objawień prywatnych. Potrzeba jeszcze innych kryteriów, by uznać, że rzeczywiście Matka Boża ukazuje się w Medjugorie i że przekazywane orędzia od Niej pochodzą.

Przeciętny wierny winien iść za oceną osób kompetentnych w tej sprawie i przyjąć postawę posłuszeństwa wobec odpowiednich przełożonych. Tymczasem wydaje się, że pomimo deklarowanej uległości wobec Kościoła tak „widzących”, jak i duszpasterzy z Medjugorie, to posłuszeństwo jest największym problemem.

 

Podziel się z innymi:

Chrześcijanin a zwierzęta

Czytam właśnie książkę „Chrześcijanie a prawa zwierząt” Andrew Linzey’a (org. :Christianity and the Rights of Animals) .  W zasadzie każdy z nas powinien ją przeczytać i wziąć sobie mocno do serca. Oburzamy się i przez chwilę reagujemy na poruszające reportaże o traktowaniu zwierząt rzeźnych, warunkach ich transportu czy filmy jak ten z drogi do Morskiego Oka czy podpalenia przez chlopców dla zabawy małego szczeniaka. Po kilku dniach emocje opadają, kto się miał wypowiedzieć ten się wypowiedział, zapowiedziano zwiększony nadzór, ukaranie winnych, zmiany w prawie itd. itp. Padły słowa oczekiwane przez  opinię publiczną – problem został załatwiony. Do następnego bulwersującego przypadku, który poruszy zardzewiałe sumienia.

Ze znieczulicy, obojętności, złego traktowania zwierząt nawet się nie spowiadamy, bo przecież to tylko zwierzę. 

W niektórych domach czy gospodarstwach lepiej traktowany jest sprzęt, urządzenia i narzędzia niż zwierzęta. Te zasady przekazywane są z pokolenia na pokolenie, dorośli dzieciom. Dzieci po latach swoim dzieciom. Wrażliwość, zrozumienie potrzeb, odpowiedzialność za jakość życia i śmierci jest zabijana stopniowo, w domu, w szkole, w kościele…

Na zwierzęciu można odreagować swoje stresy i niepowodzenia, nad zwierzęciem można mieć niekwestionowaną władzę.

Poddane aby służyć człowiekowi, królowi stworzenia. Powierzone we władanie. Jak z tego władania wywiązuje się każdy z nas? Czy nasze sumienie nic nam nie wyrzuca ?

Warto pamiętać, że nawet najlepsze prawo nie ukształtuje ludzkiego serca. To zależy od nas, od tego jaki przykład dajemy najmłodszym, od tego czy zwierzę uważamy za atrakcyjną zabawkę, która jak się znudzi może być wyrzucona;  albo jako coś mniej wartościowego od najnowszego sprzętu czy samochodu…

Chrześcijaństwo zobowiązuje nas do określonych postaw nie tylko wobec bliźnich, ale też wobec całej natury w tym i zwierząt powierzonych naszej pieczy… Ale czy my o tym wogóle myślimy?

Podziel się z innymi:

Chwast pokus

Czytanie Wj 33, 7-11; 34,5-9.28

Psalm Ps 103,6-13

 

Ewangelia Mt 13,36-43

Jezus odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: „Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście”. On odpowiedział:

„Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha”.

 

Dobre ziarno, dobro wzrasta w trudnych warunkach, w przeciwnościach, w otoczeniu chwastu, zła. Nasz dobry rozwój może dokonywać się wśród silnych pokus. Przybierają one postać złudnie podobną do dobra, tak jak  kąkol jest bardzo podobny do pszenicy.

Zło do którego jesteśmy kuszeni przez diabła, jest bardzo podobne do dobra. Kuszeni jesteśmy pod pozorem wolności – wolności, która za nic ma Boże przykazania, której wszystko wolno, która z nikim i niczym nie musi się liczyć. Kuszeni jesteśmy pod pozorem miłości – miłości, która nie chce mieć nic wspólnego z odpowiedzialnością, poświęceniem, ofiarnością.  Kuszeni jesteśmy pozorem szczęścia i spełnienia tu i teraz; szczęścia opartego na egoizmie i pogardzie dla życia wiecznego. Choć w teorii wszyscy znamy te i podobne pokusy, to w codziennym życiu często dajemy się im zwieść, szczególnie gdy na pierwszy i drugi rzut oka wydają się prowadzić ku dobru. Kąkol przez długi czas jest podobny do pszenicy.

Dobro i zło będą współistnieć do końca świata. Tylko do Boga należy ostateczne rozdzielenie dobra od zła. A my zbyt często chcielibyśmy, Go w tej pracy z naszą wrodzoną niecierpliwą i nierozważną nadgorliwością wyręczać. Dlatego dziś Pan przypomina nam, do Kogo należy ostateczny sąd. Wszystkie zgorszenia i wszelkie nieprawości zostaną unicestwione. Zło, które zostało wyrządzone nie pozostanie bezkarne. Jednak granica między dobrem a złem nie przebiega, jak niektórzy chcieliby to widzieć pomiędzy „ja” a „oni”. Granica przebiega w naszych sercach. To w nich Pan sieje dobre ziarno słowa. To dobre ziarno jest  zagłuszane, chwastem pokus gdy nasza wiara przysypia. Gdy przestaje być żywą wiarą, oświetlającą i przenikającą całą naszą codzienność.    

 

Dziekuję i pozdrawiam

Podziel się z innymi:

Królestwo Niebieskie w nas i wokół nas

Czytanie Wj 32, 15-24.30-34

Psalm Ps 106, 19-23

Ewangelia Mt 13,31-35

 

Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach”.

Powiedział im inną przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło”.
To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: „Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata”.

 

Dla ogrodników, dla zajmujących się gotowaniem dzisiejsze przypowieści są bardzo bliskie i opisują rzeczywistości znane im na codzień.

Część z nas jako dzieci w szkole miała za zadanie wychodować fasolkę z ziarna, umieszczonego na gazie nad wodą. Część z nas zapewne przynajmniej raz w życiu przygotowywała ciasto drożdżowe. W jednym i drugim przypadku potrzeba było cierpliwie, bardzo cierpliwie czekać. Najpierw na pierwsze oznaki zmian. Potem pragnęliśmy sami obserwować wzrost i ku naszemu zdziwieniu najwięcej działo się niezauważalnie. Sami mówiliśmy – nie wiadomo kiedy tak urosło.

Mogło się zdarzyć i tak, że niecierpliwe sprawdzanie czy fasolka wypusciła już korzonek i ciągłe zdejmowanie jej z gazy i oglądanie z wszystkich stron uszkadzało korzonek, a zaglądanie pod przykrycie misy z ciastem powodowało jego wychłodzenie i zatrzymanie wzrostu. Fasolka marniała a ciasto w najlepszym przypadku miało zakalec.

Królestwo Boże w nas. Nasz rozwój duchowy. Zaczyna się w chwili Chrztu Świętego. Ziarno, zaczyn Ducha Świętego. Ma wielką wewnętrzną moc, moc łaski. Rośnie stopniowo, niezauważalnie. Potrzebuje czasu, naszej cierpliwości i naszej współpracy z Łaską Bożą. Niecierpliwość, próby przeskakiwania kolejnych etapów rozwoju duchowego skutkują powierzchownym wzrostem, prowizorkami, które nie wytrzymują próby.

Wzrost, rozwój duchowy to zadanie na całe nasze życie. Od drobinki do świętości. Gdyby Pan Bóg chciał abyśmy stali się doskonali w jeden dzień, tak by było. On jednak poucza nas, że rozwój duchowy dokonuje się stopniowo, niemal niezuważalnie, w naszej codzienności. My mamy tylko odpowiadać i współpracowac z Bożą Łaską. Ona daje siłę wewnętrzną  i kieruje wzrostem. Nie wolno się niecierpliwić, zazdrośnie przyglądać innym, którzy może mają „więcej listków”, albo załamywać gdy według nas nie widać oznak rozwoju według naszych kryteriów. Współpraca z Bożą Łaską to życie Słowem Bożym, sakramentami, rzetelne wykonywanie obowiązków stanu, codzienna modlitwa. Dopiero po przejściu jakiegoś etapu w swoim życiu można zauważyć zmiany jakie się w nas dokonały, gdy ponownie stajemy przed róznymi próbami czy okolicznosciami życiowymi. Wtedy dopiero widzimy jak wielkie rzeczy Bóg w nas i w innych zdziałał. A nam się wydawało, że nic się nie działo….

Królestwo Boże w nas jest jak malutkie ziarnko, jak zaczyn…. W tobie, we mnie, w naszym otoczeniu…Choć nie widzimy to Ono rośnie i przemienia świat niezauważalnie, aż do czasu gdy przemiana będzie widoczna dla wszystkich. Dlatego nie niszczmy pośpiechem, czy brakiem miłości tych maleńkich ziaren w nas i w innych. Nie myślmy ani nie mówmy ani sobie ani nikomu – „z ciebie nic dobrego nie wyrośnie, po tobie nic dobrego nie można już się spodziewać i oczekiwać, to strata czasu czekać aż się zmienię/zmienisz”. Raczej starajmy się dostrzec to najmniejsze dobro w nas i w innych i nie przeszkadzajmy mu wzrastać.

 

Dziękuję i pozdrawiam

Podziel się z innymi:

Malowanie

Przez miniony piątek i sobotę trwało malowanie dużego pokoju. Kolor – wbrew obecnie panującej modzie – biel. 

Krzyże, obrazy, portrety przodków i ikony wróciły już na swoje miejsca na ścianach, meble ustawione. Pozostało poustawiać te wszystkie małe drobiazgi, które trochę upiększają i trochę zabałaganiają, ale są oczywiście „niezbędne”.

Przyznam, że byłam  z lekka przerażona całym przedsięwzięciem. Tym bardziej, że poza ekipą malującą zabrakło pomocnej ręki, a moje zdrowie i siły ostatnio nie najwyższego lotu. Już nawet miałam zamiar w piątek zrezygnować, z całego wielkiego przestawiania, przenoszenia… Ale uznałam, że napewno to mam zagwarantowaną niepewność co do tego czy będę się lepiej czuła za kilka dni.  Owocem tej decyzji jest odnowiony jeden pokój. Pozostałym też by się przydało… Jednak, nie wszystko naraz. Na pozostałe pomieszczenia też przyjdzie czas.  

Przy okazji odnawiania jeden z panów nareperował w innym pokoju popsute kinkiety – miałam zamiar już je wymienić, na nowe.

Jednym słowem sporo pracy ale jeszcze więcej korzyści. 

 

Podziel się z innymi:

Różaniec do Siedmu Boleści Matki Bożej

  

 

Różaniec do Siedmiu Boleści Matki Bożej

Znak krzyża + „Wierzę w Boga”
Przy każdej tajemnicy odmawia się:
„Ojcze nasz” + 7 razy „Zdrowaś Maryjo” + „Chwała Ojcu”

TAJEMNICE RÓŻAŃCA DO SIEDMIU BOLEŚCI MATKI BOŻEJ

1. Proroctwo Symeona
owoc tajemnicy: Poddanie się woli Bożej

Maryjo ! Pragniemy uczyć się od Ciebie, jak z ręki Boga przyjmować radości i smutki, jak cieszyć się wielkimi darami i jak przebywać boleści. Bądź nam Mistrzynią i Matką! Nauczaj, ale i pocieszaj!
Przytul nas do swego serca! Jezu nasz Zbawicielu, wspieraj nas swoją łaską, byśmy pozostawali wiernymi synami Twojej Matki.
Ojcze nasz… 7 Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

2. Ucieczka do Egiptu
owoc tajemnicy: Słuchanie głosu Bożego

Maryjo. Matko tułaczy! Okryj płaszczem swej opieki „nas wygnańców” synów Ewy”, którzy żyjemy ,,na tej łez dolinie”. Pomóż nam zobaczyć przy nas Jezusa Chrystusa – Bożego i Twojego Syna, aby to co jest pozornie niezrozumiałe – stało się zrozumiałe, byśmy zdolni byli opuścić ziemski dom i wędrować do niebieskiej ojczyzny.

Ojcze Nasz… 7 Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

3. Szukanie Jezusa, który pozostał w świątyni
owoc tajemnicy: Tęsknota za Jezusem

Maryjo szukająca Syna! Pomóż nam, którzy często tracimy Ciebie z naszych oczu, wrócić do Ciebie! Nie zostawiaj nas samych siebie!
A jednocześnie ucz nas, jak sprawy Boskie należy przedkładać nad sprawy ludzkie, byśmy do nich zbytnio się nie przywiązywć. Wszyscy bowiem winniśmy być w tym, co należy do naszego Ojca.

Ojcze Nasz… 7 Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

4. Spotkanie Jezusa dźwigającego krzyż
owoc tajemnicy: Cierpliwe znoszenie krzyży

Maryjo z drogi Krzyżowej! Jakże wielka musiała być Twoja boleść, gdy widziałaś Syna prowadzonego na ukrzyżowanie. Twego Syna przybiły do krzyża nasze grzechy. Pomóż nam zawsze widzieć Boże Miłosierdzie, unikać grzechów i powstawać z upadków.

Ojcze Nasz… 7 Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

5. Śmierć Jezusa na krzyżu
owoc tajemnicy: Panowanie nad złymi skłonnościami

Maryjo współumierająca z Jezusem! Maryjo cierpiąca z powodu naszych grzechów. Matko Najboleśniejsza! Jakże bardzo chcielibyśmy Cię pocieszyć i otrzeć łzy Twoje! Nie płacz Maryjo! My wszyscy wierzymy głęboko w Miłosierdzie Boże, które większe jest niż wszystkie nasze słabości. Śmierć Twojego Syna jest naszym zbawieniem.

Ojcze Nasz… 7 Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

6. Zdjęcie z krzyża Ciała Jezusowego
owoc tajemnicy: szczery żal za grzechy

Maryjo obecna przy Krzyżu Syna! Maryjo Zjednoczona ze Synem nawet po Jego śmierci. Twoja miłość jest większa niż śmierć! Jesteśmy duchem z Tobą przy zdejmowaniu Ciała Syna z krzyża. Zdjęto je wedle miejscowego zwyczaju. Martwe ciało jednak nie uległo rozkładowi. W nim Jezus powstał do życia, aby nam dać udział w Jego Zmartwychwstaniu.

Ojcze Nasz… 7 Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

7. Złożenie Jezusa do grobu
owoc tajemnicy: Prośba o szczęśliwą śmierć

Maryjo, Matko rzeczy niewidzialnych! Dopomóż nam sięgnąć poza grób wzrokiem wiary. Bądź przy tych wszystkich, którzy grzebią swoich najbliższych, zwłaszcza matkach tracących swoje dzieci. Pomóż nam tak patrzeć na śmierć, byśmy nie utracili sensu życia.

Ojcze Nasz… 7 Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu…

Na uczczenie łez, które Najśw. Maryja Panna przy tych tajemnicach wylała:
3 razy „Zdrowaś Maryjo”

***
„Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny…” (Mt 25,13)

***
„Cóż za korzyść odniesie człowiek, jeśli cały świat zyska, a na swej duszy szkodę poniesie?” (Mt 16,26)

***
„Stworzyłeś mnie, Boże, dla siebie i niespokojne jest serce moje, dopóki nie spocznie w Tobie” (św. Augustyn)

***
„Gdy przyszedłeś na świat, wszyscy się cieszyli, tylko ty płakałeś. Żyj tak, abyś przy śmierci się cieszył, gdy wszyscy będą smutni” (Dag Hammerskjoeld)

***
„Życie Twoich wiernych, Panie, zmienia się, ale się nie kończy i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie.” (słowa Prefacji Eucharystycznej za zmarłych)

***
Błogosławieni, którzy umierają w Panu
i przy śmierci których obecna jest Maryja
– Patronka Dobrej Śmierci.

***
Trudna do rozumienia i zaakceptowania prawda o ludzkim przemijaniu,
staje się – w świetle wiary chrześcijańskiej – przeżyciem pełnym nadziei,
bo tam ujrzymy Prawdziwy Horyzont Życia – Jezusa i Dom Jego Ojca…

***
Nie zrozumiemy prawdziwego nabożeństwa do Matki Najświętszej tak długo, dopóki nasze modlitwy, skierowane do Jej litościwego Serca, dotyczyć będą spraw doczesnych, radości i pociech ziemskich. Prawdziwe nabożeństwo do Maryi polega na tym, by prosić Ją o to, byśmy z dnia na dzień oczyszczali nasze dusze z grzechów przez zaparcie się siebie i praktykowanie cnót chrześcijańskich.
Matko Boska Patronko Dobrej Śmierci – módl się za nami, grzesznymi, teraz i w godzinę naszej śmierci. Amen.

Podziel się z innymi: