VENI, SANCTE SPIRITUS

Przybądź, Duchu Święty,

Ześlij z nieba wzięty

Światła Twego strumień

 

Przyjdź, Ojcze ubogich,

Przyjdź, Dawco łask drogich,

Przyjdź, światłości sumień.

 

O najmilszy z gości,

Słodka serc radości,

Slodkie orzeźwienie.

 

W pracy Tyś ochłodą,

W skwarze żywą wodą,

W płaczu utulenie.

 

Światłości najświętsza,

Serc wierzących wnętrza

Poddaj Twej potędze.

 

Bez Twojego tchnienia,

Cóż jest wśród stworzenia?

Jeno cierń i nędze.

 

Obmyj co nie święte,

Oschłym wlej zachętę,

Ulecz serca ranę!

 

Nagnij co jest harde,

Rozgrzej serca twarde,

Prowadź zabłąkane!

 

Daj Twoim wierzącym,

W Tobie ufającym,

Siedmiorakie dary!

 

Daj zasługę męstwa,

Daj wieniec zwycięstwa,

Daj szczęście bez miary!

 

Amen, Alleluja! 

Podziel się z innymi:

UROCZYSTOŚĆ ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO

  

UROCZYSTOŚĆ ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO, ROK B

 

Kolekta

Boże, Ty przez misterium dnia dzisiejszego uświęcasz swój Kościół ogarniający wszystkie ludy i narody, ześlij dary Ducha Świętego na całą ziemię  i dokonaj w sercach wiernych cudów, które zdziałałeś w początkach głoszenia Ewangelii. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna,  który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,  Bóg, przez wszystkie wieki wieków

 

Czytanie pierwsze Dz 2,1-11

Psalm Ps 104,1.24.29-31.34

Czytanie drugie 1Kor 12,3b-7.12-13

Sekwencja – Veni Sancte Spiritus

 

Ewangelia J 20,19-23

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: „Pokój wam!” A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.

 

Czy są jeszcze wśród nas chrześcijanie?

Cud zesłania Ducha Świętego. Otwierają się na oścież drzwi Wieczernika. Wspólnota wychodzi na zewnątrz. Umocniona Duchem Świętym, popchnięta, rzucona niejako przez Niego stawia czoła światu. Kościól wychodzi w „miejsce” swojej misji.

Kim byli wtedy chrześcijanie? Mieli pewną charakterystyczną cechę, której dziś nie można wśród nas prawie zauważyć. Byli niebezpieczni. Chrzescijanin to ktoś kto ma być niezbepieczny dla świata.

Pownien zagrażać spokojowi innych, ich fałszywemu poczuciu bezpieczeństwa, obojętności, samowystarczalności, wartosciom ktorym hołduje populistyczna mentalność.

Apostołowie dobrze zrozumieli lekcję Pana, którego postawiono przed sądem z oskarżeniem „Stwierdziliśmy, że ten człowiek podburza nasz naród” (Łk, 23,2). Dzieje Apostolskie mówią o ludziach, którzy za przykładem Zmartwychwstałego idą do więzień, stają przed sądami, kolekcjonują groźby i przykładne kary i nadal neiustraszenie zakłócają spokój publiczny.

„Ci ludzie sieją niepokój w naszym mieście” (Dz 16,20).

„Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli. Oni zaś ponawiali swoje groźby” (Dz 4,20).

A my jesteśmy – nieszkodliwi. Nasze życie nie jest „zaraźliwe” dla innych, którzy mają z nami kontakt. Wręcz przeciwnie, działamy jak szczepionka, która unieszkodliwia, zobojętnia. Ludzie przestają nas zauważać.

Oferujemy chrześcijaństwo ułatwione, osłodzone, „przegadane”, obojętne. Nie mające wiele do powiedzenia, jak kolorowe wydarzenie foklorystyczne. W założeniu takie pójście na kompromisy, ustępstwa, dwuznaczności, obniżki cen dla przyciągnięcia „klientów” do pustoszejących świątyń, oferowanie zewnętrznego blichtru, dla wzbudzenia ciekawości i zatrzymania przechodniów ma być lekarstwem na wspólczesny kryzys Kościoła i naszej wiary.

Nie można rezygnować z roszczeń, które pozostawił Jezus, nie można łagodzić wymagań, proponować ustępstw, zawierać „racjonalnych” kompromisów.

Ciasna brama Ewangelii powinna obecnie stać się jeszcze ciaśniejsza. Trzeba postawić na podniesienie „stawki” i jasno mówić kim jesteśmy i czego chcemy, nie zmniejszając roszczeń, ale podkreślając wysoką cenę. Bo za najwyższą cenę zostaliśmy odkupieni. Być może to cena nie na każde serce i płuca.

Aby uniknąć przesłodzenia i bylejakości i powierzchowności religijnej, trzeba postawić na trudnosć. Dzisiejszy człowiek jest roztargniony, rozczarowany, obojętny, przyzwyczajony do wszystkiego. Może nim wstrząsnąć świadectwo, świadectwo, które będzie przy jego punkcie widzenia ukształtowanego przez świat i media oraz przyzwyczajenia – skandaliczne.

Jeśli chrześcijanie upodobnią się do otaczającej nas masy, utracą swoją specyfkę, jeśli nie dadzą o sobie znać poprzez ewangeliczne prowokacje i paradoksy, jeśli nie będą mieli odwagi być inni, to czy mogą oczekiwać, że wstrząsną innymi.

Czyż w naszej codzienności nie prosimy bojaźliwie o pozwolenie na istnienie, zapewniając że bedziemy „rozsądni”, że będziemy cicho stać w bocznym kącie, że Ewangelię zredukujemy do jeszcze jednej poczytnej powieści, że z naszego życia wyeliminujemy to wszystko co może innym przeszkadzać, drażnić;  a jeśli już ośmielimy się niepokoić to tylko prośbą o jałmużnę?

Próbujemy za cenę świętego spokoju wynegocjować od świata obniżkę na bilet wejściowy do przyszłości, zgadzając się na kompromisy i potajemne układy.

Nie obiecujmy że damy światu „święty spokój”. Jesli będzie trzeba wchodźmy jak nieproszeni goście. Wszyscy powinni wiedzieć, że naszym zawodem jest psucie zabawy świata. Powinni wiedzieć, że z nami sprawy nie idą gładko. 

Jezus powiedział nam, że mamy być solą ziemi. Czy słowo „sól” można tłumaczyć jako „miód”, a „zaczyn” jako „środek nasenny”.

Czy mamy jeszcze elementarną odwagę odrzucenia strachów i lęków…

W tych lękach Pan jest wśród nas, udziela swojego Ducha i Mocy z wysoka, aby wzrósł nasz wewnętrzny potencjał zakłócania społecznego uśpienia na to co najważniejsze dla każdego człowieka.

Czy gotowi jesteśmy dac się prowadzić Duchowi, przemieniać, rozpłomieniać i świadczyć o Dobrej Nowinie? Czy może po uniesieniach dzisiejszej Eucharystii, wrócimy spokojnie do domów, a jutro nikt się nie domyśli, że dziś Pan pragnął nam dać swojego Ducha, abyśmy byli Jego świadkami. Tylko my Mu w sercu  powiedzieliśmy, że może innym razem, że jeszcze nie jesteśmy gotowi, że może jakby otoczenie było inne, jakby warunki były bardziej sprzyjające, to może wtedy, ale jeszcze nie dziś, jeszcze nie teraz, po cóż się narażać na śmieszność, na kpiny, na odrzucenie…. Czy jeszcze jesteśmy chrześcijanami, których prowadzi Duch Święty?

 

Dziękuję i pozdrawiam

Podziel się z innymi:

Pan się nie opóźnia

Msza Święta w ciągu dnia

 

Kolekta

Wszechmogący Boże, spraw, abyśmy ukończywszy obchód świąt wielkanocnych,  przy Twojej pomocy zachowali ich ducha w życiu i postępowaniu. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna,  który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

Czytanie Dz 28, 16-20.30-31

Psalm Ps 11, 4-5.7

 

Ewangelia J 21, 20-25

Gdy Jezus zmartwychwstały ukazał się uczniom nad jeziorem Genezaret, Piotr obróciwszy się zobaczył idącego za sobą ucznia, którego miłował Jezus, a który to w czasie uczty spoczywał na Jego piersi, i powiedział: „Panie, kto jest ten, który Cię zdradzi?” Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: „Panie, a co z tym będzie?”

Odpowiedział mu Jezus: „Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną”. Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: „Jeśli Ja chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego?” Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe.
Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać.

 

Być zawsze gotowym na przyjście Pana, oczekiwać Go, tak jak oczekiwały pierwsze wspólnoty a potem pierwsze pokolenia chrześcijan. Niektórzy mówią, że Pan się opóźnia, ale On pragnie dać każdemu szansę, aby miał życie wieczne.

Gubimy gdzieś w naszej zabieganej codzienności, gorliwość, świeżość przeżycia. Potrzeba wciąż na nowo poddawać się Temu, ktory czyni wszystko nowe, odnawia w nas dary i charyzmaty, rozpala miłością i pokojem.

Wieczorem wielu zgromadzi się na nocnych czuwaniach modlitewnych, aby wspólnie z radością oczekiwać na wylanie Ducha Świętego, nie tylko na te wspólnoty, ale na wszystkich ludzi, na całą ziemię…

 

Dziekuję i pozdrawiam

 

 

Podziel się z innymi:

Jak odpowiadamy na Jego pytania?

Wspomnienie obowiązkowe, świętej Urszuli Ledówchowskiej, dziewicy

 

Kolekta

Boże, Ojcze miłosierny, Ty raczyłeś powołać świętą Urszulę do naśladowania Twojego Syna, którego posłałeś na świat, aby głosił Dobrą Nowinę i dał życie wszystkim, spraw, abyśmy za jej przykładem i przez jej wstawiennictwo, przyczyniali się do zbawienia naszych braci. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna,  który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,  Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

Czytanie Dz 25, 13-21

Psalm Ps 103, 1-2.11-12.19-20

 

Ewangelia J 21, 15-19

Gdy Jezus ukazał się swoim uczniom i spożywał z nimi śniadanie, rzekł do Szymona Piotra: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?” Odpowiedział Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego: „Paś baranki moje”.

I powtórnie powiedział do niego: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?” Odparł Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego: „Paś owce moje”.
Powiedział mu po raz trzeci: „Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?” Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: „Czy kochasz Mnie?” I rzekł do Niego: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego Jezus: „Paś owce moje.
Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz”. To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to, rzekł do niego: „Pójdź za Mną!”

 

Miłości, odpowiadania naszą małą miłością na Miłość Boga uczymy się całe życie. Miłość Jezusa, którą On nam nieustannie okazuje, leczy rany naszych serc. To co najmocniej nas rani, to fakt iz często nie potrafimy wybaczyć sobie własnych zdrad, odejść od Pana. A On zaprasza nas do stołu, dzieli z nami posiłek, jak z najbliższą sobie osobą i pyta po każdym naszym upadku tak jak dziś Piotra, czy miłujesz mnie więcej, czy miłujesz mnie, czy kochasz mnie? Nie wyrzuca przeszłości, powierza nowe zadania i chce aby w naszym życiu oprzeć się całkowicie na Nim, bo tylko tak można za Nim iść.

 

Dziękuję i pozdrawiam

Podziel się z innymi:

Jedność

Kolekta

Wszechmogący Boże, niech Duch Święty przemieni nas wewnętrznie swoimi darami i stworzy w nas serce nowe,  abyśmy mogli podobać się Tobie  i wypełniać Twoją wolę. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna,  który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

Czytanie Dz 22,30; 23,6-11

Psalm Ps 16,1-2.5.7-11

 

Ewangelia J 17, 20-26

W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: „Ojcze Święty, nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili jedno w Nas, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał.

I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata.
Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich”.

 

Jedność, wspólnota którą łączy i ożywia wzajemna miłość w Duchu Świętym. Za taką  wspólnotą tęsknimy, takich wspólnot poszukujemy.

Niestety zbyt często pytamy co wspólnota może nam ofiarować dać, jakie nasze potrzeby emocjonalne i duchowe zaspokoić. Rzadziej pytamy o to co my możemy wnieść do wspólnoty, czym i jak ją ubogacić.

Naszym wspólnotom daleko do Ewangelicznej jedności, o którą dziś prosi dla wszystkich Pan. Być może wynika to nie tylko z nie dokońca uświadamianych własnych potrzeb, ale przede wszystkim z tego że nie szukamy w naszym życiu i działaniu przede wszystkim chwały Bożej.

Jest jeszcze inny, bardziej bolesny, podzial pomiędzy chrześcijanami różnych wyznań. Zasypywanie podziałów, wzajemnych narosłych przez wieki niechęci, niezrozumienia, ataków wymaga od wszystkich zaanagażowanych w ekumenizm nie tylko wiedzy teologicznej, ale wzajemnej szczerości, miłości i szacunku. Nie chodzi więc o jedność za wszelką cenę, nie chodzi aby z jedności uczynić bożka, który tylko poglebi podziały, tak jak to juz było niejednokrotnie w przeszlości. Chodzi o wspólne dochodzenie do Prawdy, o stałe nawracanie się i pogłebianie osobistej relacji z Panem Jezusem i to jest dopiero początek drogi.

 

Dziękuję i pozdrawiam

Podziel się z innymi:

Oparcie w chaosie tego świata

Kolekta

Miłosierny Boże, spraw, aby Twój Kościół zgromadzony przez Ducha Świętego służył Ci z całym oddaniem  i szczerze się starał trwać w jedności. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna,  który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego,  Bóg, przez wszystkie wieki wieków.

 

Czytanie Dz 20, 28-38

Psalm Ps 68, 29-30.33-36

 

Ewangelia J 17, 11b-19

W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: „Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo.

Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie pragnę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata.
Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie”.

 

Słowo Boże. Pochodnia dla naszych stóp, wciąż płonąca dla nas abyśmy nie pogubili się w chaosie tego świata. Dziś przy zalewie informacji, przy bombardowaniu nas doniesieniami o kolejnych problemach, skandalach, klęskach, katastrofach, bankructwach, szerzącym się wokół złu, które jako gorący news tak świetnie się sprzedaje łatwo stracić poczucie sensu, bezpieczeństwa, zachować i pielęgnować podstawowe wartości człowieczeństwa. Nasze wspólnoty, rodziny, zespoły w szkołach i miejscach pracy, dalekie są od jedności, wspólpracę zamieniono na nieetyczną walkę. Prawda o ludziach, sytuacji, sprawach jak niewygodny element gry usuwana jest w cień, zamiatana pod dywany, wyrzucana poza drzwi.

Jak w tym wszystkim się nie zgubić, jak nie utracić sensu życia, pracy, jak nie dodawać włąsnego zła do tego, które już jest. Jak to zło dobrem zwycieżać?

Światło, umocnienie, oparcie, natchnienie znajdziemy w codziennej Eucharystii gdzie Pan nieustannie za nas się ofiarowuje na ołtarzach świata i w codziennej refleksji i modlitwie Słowem Bożym. W trudnych, kryzysowych sytuacjach najczęsciej ograniczamy czy wręcz rezygnujemy z modlitwy Słowem Bożym. Zamykamy się w kręgu własnych myśli, lęków, czarnych scenariuszy…Szczególnie w takich sytuacjach, nie wolno, nie można odłączać się od Słowa. Nie powinno się skracać czasu poświęcanego na modlitwę, ale go wydłużać. Im ciężej, im ciemniej, im trudniej potrzeba dłużej się modlić Słowem Bożym. Choremu potrzeba więcej opieki i lekarstw niż zdrowemu. Gdy przychodzi czas kryzysu „chorować” zaczyna cały człowiek, nie tylko ciało, psychika, ale i dusza. Z własnego doświadczenia wiem, jakie to jest trudne, ale też z włąsnego doswiadczenia wiem, że bez oparcia w Bogu, w Eucharystii, w modlitwie Słowem Bożym można ostatecznie tylko stracić i zostać pokonanym przez świat.

 

Dziękuję i pozdrawiam  

 

 

Podziel się z innymi:

Bankructwo LOT Ground Services spółka z o.o.

Wciąż nie mogę dojść do siebie po tym jak przeczytałam o postawieniu w stan upadłości firmy LOT Ground Services sp. z o.o. (LGS, wcześniej AMR Services Polska).Po siedmiu latach pracy odeszłam z tej firmy 10 lat temu(1999), zostawiając ją w bardzo dobrym stanie. Póżniej spotykając różne osoby, słyszałam, że jest wciąż gorzej i gorzej. Słyszłam i czytałam o zmieniajacych się zarządach, zmianach reorganizacyjnych, strajkach ostrzegawczych, coraz gorszej atmosferze wśród pracowników. Na poczatku Wielkiego Postu (pisałam o tym w notce na blogu), poproszono mnie abym wystartowała w konkursie na stanowisko Przesa Zarządu tej firmy, abym wróciła do tego co kiedyś uważałam za swoje zawodowe dziecko. Po namyśle, po zweryfikowaniu danych odmówiłam. Minęło zaledwie kilka miesięcy i czytam o zaległościach w składkach ZUS (nie płacone chyba przez około póltora roku). Aż się dziwię, że ZUS sam nie wszczął postępowania wcześniej gdy dług zaczął narastać, o niezapłaconych opłatach na rzecz Portów Lotniczych, o nie zapłaconych innych wierzytelnosciach wobec róznych dostawców… Ogarnia mnie zdumienie i złość, że do tego dopuszczono, że zlekceważono sygnały, że zniszczono firmę, ludzi….Być może na tej podstawie ktoś kiedyś ułoży case study jak z firmy będącej „kurą znoszącą złote jajka” w krótkim czasie zrobić całkowicie niewydolną strukturę. 

Podziel się z innymi:

Moje Mamy

Moje Mamy.

Pierwsze miejsce należy do Mamy nas wszystkich Niepokalanej. Jako malutkiemu dziecku cieżko mi było sobie to poustawiać w mojej małej główce. Bo była i moją Mamą i Mamą mojej Mamy, ale nie jej babcią…, bo była też Mamą mojej babci i babci mamy… Nie pamiętam już jakich słów użyła moja mama, ale wiedziałam, że Maryja to taka Mama Mam, cioci, wujków, sióstr, braci, dziadków, pradziadków, królów itd.itp.

Z Nią zaczynałam i zaczynam każdy dzień i z Nią kończę. Towarzyszy mi w ciągu dnia. Kiedy mówię, ze idę do Mamy, mam na myśli Jej figurkę, tuż obok mojego domu. Na Mokotowie, Jej kapliczka stała vis-a vis naszej kamienicy, przechodziłyśmy obok niej wielokrotnie w ciągu dnia. I na Dobrowoja, gdzie mieszkalam tuż po urodzeniu, też była Jej kapliczka. Kiedy byłam starsza, po wyjeździe mojej Mamy do Australii, zaprosiłam Niepokalaną do swojego domu, aby był również Jej domem, nie tylko od święta ale na codzień, na dobre i na trudne czasy.

Kolejna mama – to moja Mama Melania. Jej ostatnie słowa przed chorobą zakończoną śmiercią brzmiały: „już jestem spokojna o ciebie córeczko, wszystko co chciałam ci przekazać przekazałam, a ty to widzę wprowadzasz w życie. Moje zadanie wypełnione, teraz mogę już odejść”. Tylko swoim codziennym życiem mogę Panu Bogu dziękować za to, że właśnie ją wybrał na moję Mamę tu na ziemi.

Następna to moja mama chrzestna – Alina. Zastanawiam się, kto w dniu mamy pamiętał o swojej mamie chrzestnej.

Dobra, cicha, spokojna. Wiecznie zapracowana architekt. Nie założyła własnej rodziny. Poświęciła się ludziom, Kościołowi i pracy.Pod koniec swojego życia zawodowego zaprojektowała i potem nadzorowała budowę jednego z warszawskich kościołów. Tam na plebanii miała swój mały pokoik, w którym zakończyła ciche, pracowite, pobożne życie.

I kolejna mama – ciocia Danusia. Miała dwóch własnych synów i jak mówiła jedną córkę czyli mnie…Czasem moja mama była troszkę zła, że Danusia mnie „psuła i rozpieszczała”, i nie trzymała jej linii wychowaczej… Jednak ciocia wierzyła, że mnie swoją nadmierną dobrocią przy jednoczesnym mądrym kochaniu mojej mamy nie popsuje….

Wszystkie one są już z Niepokalaną, cieszą się jak ufam i wierzę Jej obecnością i widokiem twarzą w twarz… A ja, ja dziękuję nieustannie Panu za każdą z nich i staram się zyć tak jak mnie one uczyły wskazując na Niepokalaną, jako na nasz wspólny wzór. 

Podziel się z innymi:

Mamie

Jesteś Światełkiem na końcu ciemnego tunelu,
Ręka podaną nad przepaścią,
Ścieżką w gąszczu.

Jesteś Pewnością, gdy wszystko wydaje się chaosem.

Wytrzymywałaś ze mną w dniach buntu,
kiedy nic nie miało sensu,
nic nie było warte zainteresowania.
Nie przestawałaś wierzyć,

Że pewnego dnia

wyjdę z tej mgły i na nowo odnajdę słońce.
I rzeczywiście tak się stało.

 

Sercem za Serce

Dziękuję

  

Podziel się z innymi:

Wyjątkowe Mamy

„Czy zapytaliście się kiedyś siebie, w jaki sposób Pan Bóg wybiera matki niepełnosprawnych dzieci? Oto toczy się rozmowa.

Bóg: – Tej dajmy dziecko upośledzone.

Anioł: – Dlaczego właśnie tej, Panie? Jest taka szczęśliwa.

– Właśnie dlatego – mówi uśmiechnięty Bóg. – Czy mógłbym powierzyć upośledzone dziecko kobiecie, która nie wie, czym jest radość? Byłoby to okrutne.

– Ale czy będzie miała cierpliwość? – pyta anioł.

– Nie chcę, aby miała dużo cierpliwości, bo utonęłaby w morzu łez, roztkliwiając się nad sobą i nad swoim bólem. A tak, jak jej tylko przejdzie szok i bunt, będzie potrafiła sobie ze wszystkim poradzić.

– Panie wydaje mi się, że ta kobieta nie wierzy nawet w Ciebie.

Bóg uśmiechnął się: – To nieważne… mogę temu przeciwdziałać. Ta kobieta jest doskonała. Posiada w sobie właściwą ilość egoizmu.

Anioł nie mógł uwierzyć swoim uszom: – Egoizmu? Czyżby egoizm był cnotą?

Bóg przytaknął. – Jeśli nie będzie potrafiła od czasu do czasu rozłączyć się ze swoim dzieckiem, nie da sobie nigdy rady. Tak, taka ma być właśnie kobieta, którą obdarzyłem dzieckiem dalekim od doskonałości. Kobieta, która teraz nie zdaje sobie sprawy, że kiedyś będą jej tego zazdrościć. Nigdy nie będzie pewna żadnego słowa. Nigdy nie będzie ufała żadnemu swemu krokowi. Ale kiedy jej dziecko po raz pierwszy powie: „mamo”, uświadomi sobie cud, którego doświadczyła. Widząc drzewo, zachód słońca lub niewidome dziecko, będzie potrafiła bardziej niż ktokolwiek inny dostrzec moją moc. Pozwolę jej, aby widziała rzeczy tak, jak ja sam widzę (ciemnotę, okrucieństwo, uprzedzenia) i pomogę jej, aby potrafiła wzbić się ponad nie. Nigdy nie będzie samotna. Będę przy niej w każdej minucie jej życia, bo to ona w tak troskliwy sposób wykonuje swoją pracę, jakby była wciąż obok mnie.

– A święty patron? – zapytał anioł, trzymając zawieszone w powietrzu, gotowe do napisania, pióro.

Bóg uśmiechnął się. – Wystarczy jej lustro…”.

 

fragment opowiadania Brunona Ferrery pt. „Wyjątkowa matka”.

(źródło: www.opoka.org.pl).

Podziel się z innymi: