Ostatni dzień – bilans

Ostatnie dni starego roku są bardzo pracowite i denerwujące. Trzeba bowiem w urzędach dokonać bilansu i zamknięcia roku. Symbol to realny, jak troskliwie powinien każdy z nas przeprowadzić bilans duchowy, aby przed Bogiem nie zostawić manka. Kontrole raz po raz przeprowadzane i remanenty w sklepach podobnym są dla nas ostrzeżeniem w sferze duchowej, nadprzyrodzonej: „Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”.

Modlitwa


Boże, któremu właściwą rzeczą jest litować się zawsze i przebaczać: przyjmij błagania nasze, aby nas i wszystkie sługi Twoje, którzyśmy związani pętami grzechu, miłosierdzie Twojej litości łaskawie rozgrzeszyło…

Boże, którego grzech obraża a pokuta przejednywa: wysłuchaj łaskawie pokornych próśb swojego ludu i odwróć od nas bicz zagniewania Twojego, któryśmy ściągnęli przez nasze winy…

Boże, od którego święte pragnienia, dobre rady i sprawiedliwe uczynki pochodzą, racz obdarzyć sługi Twoje takim pokojem, jakiego świat dać nie może, aby i serca nasze były poddane Twoim przykazaniom i po oddaleniu trwogi przed nieprzyjaciółmi czasy nasze pod Twoją opieką były spokojne…

Podziel się z innymi:

Oczekujące Słowo ………..Ostatni dzień 2008 roku

Czytanie 1J 2,18-21

Psalm Ps 96,1-2.11-13

Ewangelia J 1, 1-18

Siódmy dzień w Oktawie Narodzenia Pańskiego

patroni dnia św. Melania, św. Katarzyna Laboure, św. Sylwester

Ostatniego dnia roku kalendarzowego, słyszymy Prolog z Ewangelii św. Jana. Słowo jest początkiem wszystkiego co się stało, a bez Niego nic się nie stało. Czy pragnę aby Słowo było początkiem każdego mojego dnia, początkiem mojego powołania? W Słowie jest pełnia życia. Czy chcę żyć pełnią do jakiej jestem powołany, czy wolę żyć substytutami pełni? Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka gdy na świat przychodzi. Pan daje światło każdemu, to potem w miarę dorastania wybieramy cienie, półcienie, albo wręcz ciemności. Ale i te cienie i mroki najgłebsze rozświetla Światłość, tylko w Jej kierunku trzeba zechcieć podążać. Przyjęte Słowo przemienia człowieka, przemienia jego życie, odnawia, człowiek staje się nowy, staje się dzieckiem Boga. Czy pragnę być dzieckiem Boga, a może wolę być niezależny od nikogo? Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. Jest z nami, nieustannie, jak obiecał. Nawet gdy my o Nim nie chcemy pamiętać, gdy żyjemy po swojemu, Wcielone Słowo obecne w Piśmie Świętym i Najświętszym Sakramencie oczekuje na swoje stworzenie. Jesli ponagla to cicho, jeśli się uskarża na samotność i opuszczenie to nie karze winnych tej samotności, lecz wciąż prosi i ma ufność, że człowiek w końcu odpowie ” oto jestem, wołałeś mnie”. Za kilka godzin pożegnamy stary mijający rok, otworzymy nowe kalendarze. Niech nie zabraknie w nich najważniejszych terminów spotkań – terminów spotkań ze Słowem. 

 

Dziś imieniny mojej śp. Mamy –  Melanii. Ona uczyła mnie spotkań z Jezusem Eucharystycznym, do Niego prowadziła w ramach niedzielnych spacerów na Starówce. Pamięta ją do dziś wiele osób i ze względu na jak mówią fakt, że Mama była wspaniałą i dobrą osobą, mnie w jakiś sposób również darzą sympatią, tylko ze względu na Nią.    

Podziel się z innymi:

Jeśli możesz wspomóż……..

 

 

Jak  cudownie, że jesteś Panie,

bo przy Tobie nic złego się nie stanie.

Dziękujemy, że się narodziłeś na naszej ziemi

Podnieś rączkę Boże Dziecię,

błogosław… naszym

PRZYJACIOŁOM…

 

Siostry Benedyktynki

ul. Benedyktyńska 5

37 – 500 JAROSŁAW

e-mail:osbjaroslaw@op.pl

 

Konto:

Opactwo Sióstr Benedyktynek

ul. Benedyktyńska 5

37-500 Jarosław

                 Bank Spółdzielczy w Jarosławiu

ul. Słowackiego 7

37 9096 0004 2001 0000 3766 0001

Podziel się z innymi:

Czas na podsumowanie roku…. D-J

D jeśli „D” to dom, duchowość. Dom – moje miejsce na ziemi. Chętnie do niego wracałam i wracam. Bywa zabałaganiony przy nadmiarze zajęć lub chorobie, ale zawsze otwarty dla przychodzących z problemem. Gorzej jeśli w trakcie generalnych porządków próbują odwiedzić mnie goście. Kiedy wpadłam w tarapaty finansowe, większość znajomych i przyjaciół, zaczęła skrupulatnie omijać mój adres. Za to wtedy pojawili się przyjaciele prawdziwi, tacy na trudne chwile. I jestem bardzo zadowolona z tej wymiany. Dom jak mówią odwiedzający ciepły i spokojny. Potrzeba mu odnowienia, ale to już jak Boża Opatrzność zapewni środki finansowe, może w przyszłym roku? 

Duchowość – duchowość osoby świeckiej, czerpiącej z kilku źródeł, tych które akurat mnie pomagają w drodze do Boga. Zastanawiam się na ile udało się z Bożą pomocą poprzez wskazówki ojca duchowego tę relację Bóg i ja pogłębić. Więcej jest wiary, nadziei, ufności, uwierzyłam i zawierzyłam Miłości. To wszystko prowadzi do dziękczynienia i uwielbiania Boga w codzienności, również tej trudnej i niezrozumiałej. Drepczę drogą niemowlęctwa duchowego i staram się odczytywać Boże wskazówki. Jaka ta droga jest – Maryjna i w Sercu Jezusa. Pomaga i prowadzi – św. Ignacy i duchowość ignacjańska, reguła św. Benedykta i elementy duchowości benedyktyńskiej,  św. Dominik i różaniec dominikański, św. Maria Alacoque i Straż Honorowa Najświętszego Serca Jezusa, św. Tereska od Dzieciątka Jezus i św. Teresa Wielka i elemnty duchowości karmelitańskiej, św. Faustynka i nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia, Fatima i Eucharystia. Wskazówek udziela też O. Pio, kard. Hlond, Franciszek Salezy i wielu innych. Skarbiec z którego można czerpać jest przeogromny. Jeśli słyszę jak ktoś mówi, że katolicyzm jest nudny to wiem, że katolicyzm zna niejako z przyciemnionego okna wystawowego. W środku nigdy jeszcze nie był, a szkoda.     

E jeśli „E” to Eucharystia, Ewangelia. Pokochać Eucharystię i liturgię i starać się nie popaść w rutynę. Nie wiem przecież, czy ta msza święta w której uczestniczę, nie będzie moją ostatnią. Czy otzrymane błogosławieństwo kapłańskie, przyjęta Eucharystia nie będzie tą ostatnią. Lepsze przygotowanie do Eucharystii i dłuższe dziękczynienie. Dane mi było uczestniczyć w kilkunastu szczególnie uroczystych Eucharystiach. Duże ubogacenie. Czasem Pan sam tak kierował, że trafiałam na odpowiednią dla moich problemów mszę świętą. 

Ewangelia – codzienne lectio divina. Smakowanie Słowa. Wsłuchiwanie się, odczytywanie pod czujnym okiem ojca duchowego woli Boga. Rozeznawanie. To również pełny brewiarz, modlitwa oddechu. Gdy, trafiają mi się przerwy wydaje mi się, że zaczyna mi brakować powietrza. Czasem trudno wszystko pogodzić, ale wiem, że czas poświęcony Bogu na modlitwę nie jest nigdy czasem starconym. Potem jakby wszystko lepiej i sparwniej się układa.

 F jeśli „F” to finanse. Z wielkiego dołu, stopniowo pozostał mały dołek. Nie tracę nadziei, że i to się zmieni. Pan Bóg wspomógł poprzez ludzi, wydarzenia, natchnienia. Dzięki temu doświadczeniu nauczyłam się nie tylko obfitować, ale i żyć w biedzie. Za to niech będą Bogu dzięki.

G jeśli „G” to grzech. Coraz bardziej i głębiej odczuwam czym jest grzech i coraz chętniej w duchu fatimskim próbuję ofiarowywać te małe kłopoty i cierpienia jako pokutę za swoje i innych przewinienia.

H jeśli „H” to o. Tadeusz Hajduk SJ i niezapomniane rekolekcje wielkopostne u św. Marcina o walce duchowej. Wtedy pojęłam skąd się brały tak liczne moje przegrane. Niby to wszystko już się gdzieś czytało, o tym się słyszało, potrzeba jednak było tego czasu, tego słowa i mojego wewnętrznego dojrzenia do przyjęcia do siebie tego co słyszę.

jeśli „I” to In Vitro. Zaskoczyło mnie stwierdzenie pani minister Ewy Kopacz, o dofinansowaniu metody in vitro. Tłumaczenie że każdy ma prawo do dziecka oraz, że ona sama jako katoliczka nie widzi w tej metodzie nic złego nie trafiło do mnie. Dziecko nie jest własnością rodziców, nie jest przedmiotem ale podmiotem praw. Jak mówił świety Ignacy, jeśli koniec jest zły, to początek i środek choćby jawiły się jako dobre nie pochodzą od Boga. Zły koniec – uśmiercanie nadprogramowych zarodków – dzieci, lub w najlepszym przypadku sztuczne ich przechowywanie  bez możliwości rozwoju, życia. Nie będę już w tym miejscu wspominała o sytuacjach, gdy rodzice się rozwodzili pojawiał się problem co dalej z zarodkami? Takich złych moralnie i etycznie sytuacji, które już zaistniały w rzeczywistości było wystarczająco dużo, aby powiedzieć stop. Niestety, zamiast stop słyszy się coraz bardziej o naciskach par homoseksulanych do prawa posiadania dziecka. Jak daleko trzeba zajść w nierozważnych decyzjach, żeby zrozumieć, że nie tędy droga…

J jeśli „J” to oczywiście ojcowie jezuici. Jeden z nich powiedział kiedyś, kiedy po latach przerwy między przynależnością do parafii na Narbutta a bardziej bezpośrednim i stałym kontaktem z jezuitami, zaprosił mnie na Rakowiecką – że jezuici swoich podopiecznych na długo ze swego zasięgu nie wypuszczają. Fakt, Pan Bóg prowadził, udzielał natchnień, pokierował lekturą, spowiedziami i tak ojcowie muszą się ze mną męczyć. Narazie jakoś wytrzymują. Laurki tu im nie napiszę, ale podziękuję, za każde dobre słowo, za wsparcie, za pomoc, za zachętę, za dowcip i humor. Również za trudniejsze relacje, bo te też są potrzebne.

Podziel się z innymi:

ŚWIĘTO ŚWIĘTEJ RODZINY JEZUSA, MARYI I JÓZEFA

  

Niedziela w Oktawie Narodzenia Pańskiego rok A

Czytanie pierwsze Syr 3,2-6.12-14

Psalm Ps 128,1-5

Czytanie drugie Kol 3,12-21

Ewangelia Mt 2,13-15.19-23

Brewiarz Świętej Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa rok A, psałterz  I tydzień.

 

Święty Józef – doświadcza czterokrotnej interwencji Boga poprzez sny. Pierwszy raz gdy chce oddalić brzemienną Maryję. Drugi raz gdy Dziecku zagraża śmierć z ręki Heroda i trzeba uciekać do Egiptu, trzeci raz gdy po śmierci Heroda, można powrócić do Izraela i czwarty gdy wskazane jest miejsce zamieszkania Świetej Rodziny w Nazarecie. W chwilach kryzysu, niepewności Opiekun, przybrany Ojciec pozwala się prowadzić Bogu, ufnie poddaje się Jego woli i planom.Otwarty na Słowo Boga realizuje je nie narzucając własnych rozwiązań. Wspólcześni ojcowie i opiekunowie rodzin. Na zewnątrz stanowią prawo, zarządzają firmami, produkują, pracują naukowo, zajmują się polityką. Odnoszą większe lub mniejsze sukcesy. Angażują się w życie społeczne, gospodarcze i polityczne. Najmniej widać ich w tym najtrudniejszym w życiu rodzinnym. Ci sami mężczyźni tworzą prawo rodzinne, które niejako zdejmuje z nich obowiązek i odpowiedzialność za nienarodzonych – decyzja o zabiciu nienarodzonego należy tylko do kobiety, tak jakby mężczyna nie brał udzialu w akcie prokreacji. To samo prawo rzadko przyznaje prawo opieki nad dziećmi ojcom, w sytuacji gdy matka nie spełnia swojej roli. Rodziny zagrożone wieloma niebezpieczeństwami, słabe, rozpadające się w sytuacjach kryzysowych. Nie potrafiące wybaczać, lub tolerujące patologie i narażające dzieci na traumatyczne zranienia. Możnaby mnożyć listę zagrożeń, listę grzechów powszednich współczesnych rodzin. Zamiast tego warto przyjrzeć się własnej rodzinie i zobaczyć na ile realizowane są w niej zalecenia z pierwszego i drugiego czytania. Odnoszą się one do wszystkich osób tworzących rodzinę, do ojców, mężów, matek, żon, małych i dorosłych dzieci. Te słowa choć wypowiedziane tysiące lat temu są nadal aktualne. Nie tworzą utopijnego obrazu, nie opierają sie na tanim sentymentaliźmie. Uderzają w sedno, wzywają do przemiany serca i woli wszystkich członków rodziny. Czas Bożego Narodzenia to czas zawierania wielu związków małżeńskich. Ile z nich doczeka złotych godów? Ile z nich będzie budowane wspólnym wysiłkiem wszystkich zgodnie z Bożym planem uświęcania rodziny w życiu codziennym, a ile zerwie łączące je śluby i obietnice? Wiele zalezy i od otoczenia rodzin. Na ile jako katolicy wspieramy rodziny naszych znajomych, przyjaciół, krewnych? Na ile stanowimy oparcie dla samotnych matek, dla zagrożonych a jeszcze nie narodzonych dzieci, dla rodzin wchodzących na ścieżkę patologii? Czy czasem nie śpimy i nie chcemy się obudzić, bo przecież to nie są (jeszcze) nasze problemy?    

Podziel się z innymi:

Czas na podsumowania roku…. A-C

Czas na podsumowania, tego co było ważne, tego co może dopiero za jakiś czas okaże się ważne i kluczowe dla mnie i mojego otoczenia.

Sprawy i osoby, relacje, zadania, porażki i sukcesy. Wiele tego było, a w alfabetycznym porządku….

A Jeśli „A” to angielski i moi uczniowie oraz bliska sercu Aga. Angielski – w drugiej połowie roku, intensywność lekcji była tak duża, że z utęsknieniem wyczekiwałam wakacji. Wszyscy trochę się dziwili dlaczego za tak niskie stawki uczę różne osoby, zapewniając ze swojej strony tak szeroki dobór indywidualnego materiału. Nie chciałąm jednak w ciągu roku zmieniać stawek i tak to szło. Szczęśliwie kilka osób zdało egzaminy, matury, zaczęło swobodnie rozmawiać w ramach wykonywanych z obcokrajowcami zadań. Widziałam, że mój wysiłek nie poszedł na marne i poczucie dobrze wypełnionego obowiązku było największą nagrodą. Przy okazji, coraz lepiej poznawałam różne typy osób. I tych pilnych i tych którzy mieli tylko wielki zapał i chęci, a nie potrafili ich przełożyć na rzeczywiste zaangażowanie. Byli uczniowie solidni i tacy, którzy w ostatniej chwili owoływali lekcje, blokowali czas innym i w końcu z różnych powodów rezygnowali. Na szczęście więcej było tych solidnych, a ci którzy byli tylko utrapieniem uczyli cierpliwości i nie zniechęcania się przy niepowodzeniach.

Aga – poprzedni rok wypełniony jej obecnością i różnymi kłopotami. W lutym jej życie weszło na nowy tor, którym pomknęła jak bolid. Do tej pory zasatanawiam się czy jest już na tyle wytrawnym kierowcą, że nie wpadnie na bandę. Obawiam się, że jeszcze nie jest. A obecna euforia to euforia małego psiaka, który zerwał się ze „smyczy” i szaleje z otwartym pyszczkiem. Za dwa tygodnie będzie jej ślub. W maju urodzi się dziecko. Wie, że nie pokolei ułożyła swoje życie i że nie tak miało być. Wie też, że ciesząc się jej szczęściem jednocześnie nie pochwalam ani tempa, ani sposobu, ani też nie mam przekonania co do słuszności wyboru. Czas pokaże i mam nadzieję, ze moje obawy okażą sie zupełnie nie na miejscu. Wiele osób ogarnia tę trójkę swoją modlitwą. Ufam Panu, że wyprowadzi z tego dobro dla nich wszystkich.

 jeśli B to blog i panna B i Benedyktynki oraz Brat. Przyzwyczaiłam się już do pisania tego blogu. Może zbyt mało moich osobistych przeżyć z dnia, powód-zwyczajnie brak czasu. W miarę możliwości, będę dzielić się tym co wokół, ale obiecywac na 100% trudno. Wszystko zależy od obciążenia pracą zawodową, a o ile wiem to mniej pracy nie będzie. Może jednak przy lepszej organizacji czasu wszystko się dobrze ułoży. Stara zasada wszak mówi, że jeśli chcesz aby coś było dobrze i na czas zrobione powierz zadanie temu kto ma najwięcej obowiązków. Coś w tym jednak jest.

Benedyktynki – bliska mi duchowość, bliska sercu siostra. W oddzielnym wpisie będę co jakiś czas podawać numer konta, klasztoru w Jarosławiu. Wspólnota żyje z ofiar, sprzedaży kartek świątecznych i okolicznościowych, haftu. To od nich nieustannie dostaję świadectwo zaufania Panu również w sprawach materialnych. Nawet kiedy kasa robi się zupelnie pusta, wydatki czekają w drzwiach i siostra myśli nieraz, że tym razem to już będzie duży kłopot, zjawia się niespodziewana pomoc finansowa. Mam nadzieję, że być może ktoś z odwiedzających tę stronę, zechce od czasu do czasu wesprzeć konkretną wspólnotę klauzurową. Z góry Bóg zapłać za ofiary.

Panna B. Długa historia która w tym roku dobiegła chyba mety. Mądrzejsi ode mnie w sprawach towarzyszenia duchowego od ponad dwóch lat usilnie doradzali, wycofanie się z tego kontaktu. No cóż, oni mieli rację, ale ja myślałam, że wiem lepiej i było mi zwyczajnie szkoda człowieka. Miła i utalentowana dziewczyna, po latach kontaktu zrobiła sobie ze mnie „lusterczko”. Tak, takie lusterko, które ma być zawsze do dyspozycji i gotowe chwalić, a jeśli zacznie pokazywać jakieś mankamenty, to …. trochę się nasłucha. Dawanie szans, zachęty do pracy nad sobą nie przynosiły efektu. Słowne zapewnienia o wielkiej przemianie nie znajdowały odbicia w owocach (zachowaniu, emocjach, zrównoważeniu, wytrwałości, empatii). W końcu zostały przekroczone pewne granice (rozciągniete do granic wytrzymałości) zarzutów i wymogów wobec „lusterka”. Przez jakiś czas zastanawiałam się, czy jeszcze kiedyś zdecyduję się na towarzyszenie komuś w drodze do Boga. Myślałam, że już nie. Że nie będę chciała poświęcać czasu, pory na odpoczynek, cierpliwości i energii, troski i modlitwy. Ale ponownie zaryzkowałam, odczytując kolejną prośbę o pomoc innej już osoby, jako zaproszenie do kolejnej próby przez Pana. Wiem, że mam siać, a wzrostem i przycinaniem zajmie się najlepszy Ogrodnik.

Brat – ma się dobrze. Z sukcesem rozwija firmę. Kontakt po krótkim bolesnym ochłodzeniu, ponownie nabiera wysokich temperatur. Może planowane na przyszły rok spotkanie z Ojcem Świętym będzie pomocne  w jego nawróceniu. Na dziś wspiera hojnie remont katedry, przy wyznawcach innych religii, uważa się za katolika, ale oboje wiemy, że do prawdziwego zaangażowania w wiarę jest jeszcze kawałek drogi. Nie mniej uwielbiam Pana za to co już  w jego sercu dokonał dokonał. Jeszcze kilka lat temu przy moim bracie nie można było mówić o Bogu i Kościele, gdyż wywoływało to wielki atak na wszystko co święte. Wtedy to na modlitwie poprosiłam Pana, aby mój brat  zajął wyższe niż ja miejsce w Jego Królestwie. I o to nieustannie się dla niego modlę. Całą resztę złożyłam w najlepszych dłoniach Niepokalanej.

C jeśli C to moi chrześniacy. Obydwoje z uporem godnym lepszej sprawy komplikują sobie życie. I Adam i Kasia żyją od kilku lat w związkach nieformalnych, o założeniu rodziny nie ma mowy, nie chcą się wiązać, nie chcą być odpowiedzialni. To co ważne to wiele zarabiać. Zamknięci w sobie, poranieni przez dzieciństwo i młodość, szukają szczęścia i miłości po swojemu. Z bliskimi unikają kontaktu, zapewne wymyślili sobie, że pojawią się wtedy jeśli według własnych mierników i wartości osiągną sukces. Jaki to będzie sukces i kiedy nastąpi trudno powiedzieć. Niestety wszystkie te antywartości wynieśli z domu, choć widzieli że pogoń za sławą i pieniędzmi przynosi więcej bólu i rozczarowań, to powielają dokładnie ten sam błąd. Mam nadzieję, że kiedyś spadną im łuski z oczu i nie nastąpi to zbyt późno. Dopóki byli młodsi mogłam próbować z nimi rozmawiać, zachęcać, podawać przykłady. Dziś oczekuję, że kiedyś powrócą.    

Podziel się z innymi:

Oczekiwanie Symeona

Czytanie 1J 2,3-11

Psalm Ps 96,1-3.5-6

Ewangelia Łk 2,22-35

Boża obietnica i jej wypełnienie. Czasem trzeba czekać całe długie życie i nie zwątpić. Jak głeboko i pokornie  trzeba wtedy zaufać Bogu, że nie ze względu na nasze zasługi, ale na swoją wierność dotrzyma obietnicy. Czasem próbujemy ponaglać Boga aby przyspeiszył swoje działanie, wątpimy, narzekamy, mamy cichą pretensję – dlaczego nie już, dlaczego nie teraz? Wciąż chcemy po swojemu dyktować warunki Panu Bogu, a jeśli nawet wyrazimy zgodę na jego wolę to czyż w głebi serca nie oczekujemy nadzwyczajnej nagrody za nasze posłuszeństwo. Gdyby to nasi bliscy tak sie zachowywali wobec nas, szybko mielibyśmy dość. A my tak własnie zachowujemy się wobec naszego Stwórcy. Na nasze szczęście, On nas zna i Kocha, Miłością Miłosierną, niezależnie od naszych zachowań. Symeon wiernie doczekał spełnienia obietnicy, prowadzony przez Ducha Świętego wychodzi na spotkanie obiecanego Mesjasza i rozpoznaje Go w Dzieciątku Jezus. Niepokalana i św. Józef są zaskoczeni proroctwem Symeona. Wielka pokora tych dwojga, to kolejna wskazówka dla nas wspólczesnych. Jak my byśmy zachowali się na miejscu Symeona, Józefa, Niepokalanej? Czy potrafię choć w części być tak ufna, cierpliwa, pokorna?  Czy dążę do takiej postawy?

 

Podziel się z innymi:

Zaufać Bogu w chwilach próby

Czytanie 1J 1,5-2,2

Psalm Ps 124, 2-5.7-8

Ewangelia Mt 2,13-18

Czwart dzień w Oktawie Narodzenia Pańskiego

Świetych Młodzianków, męczenników

Dramatyczna noc. Po dniach wielkiej radości z Narodzin, dla Józefa i Maryi przychodzi czas wielkiej próby. Muszą uciekać z Niemowlęciem przed Herodem, który chce zabić Jezusa. Zrywają się w środku  nocy w pośpiechu. Są zmuszeni szukać schronienia posród narodu, który uciskał naród Izraela. Uciekają w nieznane. Bóg cały czas opiekuje się Rodziną. Przestrzega przed niebezpiczeństwem, troszczy o nich podczas trwania zagrożenia. Tak jest i w naszych rodzinach, w naszym życiu. Warto dziś przypomnieć sobie wszystkie te sytuacje, kiedy Bóg prowadził nasze rodziny posród trudnych doświadczeń życia i dziekować za opiekę, dobroć i troskliwość.

Jednocześnie w Betlejem dochodzi do zabójstwa niewinnych dzieci. Dziś też setki niewinnych dzieci na świecie cierpi z powodu krzywdy, przemocy, niesprawiedliwości. Czy pamietam o nich przynajmniej w codziennej modlitwie? W nas samych jest wiele zranień z powodu doznanych w dzieciństwie krzywd i zła. Potrzeba uznać to zło, uznać te zranienia i  oddać je wszystkie Bogu. Tylko wtedy On będzie mógł  uzdrowić serce i pamięć. W tym doświadczeniu trzeba czerpać wzór z Maryi i Józefa i ich bezgranicznego zaufania w czasie ucieczki do Egiptu.

Czasem wydaje się nam, że skoro w jakiś szczególny sposób jesteśmy wybrani, obdarowani  przez Pana, to w życiu codziennym nie dosięgną nas żadne przeciwności. Kłopoty i dramaty odbieramy jako karę, za nasze ewentualne przewinienia. Przyjrzyjmy się jeszcze raz dramatycznej ucieczce. Wybrani, obdarowani, bezgrzeszni – są doświadczani, poddani próbie. Może warto o tym pamiętać gdy nas dotyka krzywda i niesprawiedliwość, i bardziej ufać Bogu, a mniej narzekać i złorzeczyć.  

 

Podziel się z innymi:

Pełnia radości

Czytanie 1J 1,1-4

Psalm Ps 97,1-2.5-6.11-12

Ewangelia J 20, 1-8

Trzeci dzień w Oktawie Narodzenia Pańskiego

Święto świętego Jana Apostoła i Ewangelisty

Nie rozradujemy się Wcieleniem, jeśli nie doświadczymy Zmartwychwstania. Patron dzisiejszego dnia, Umiłowany Uczeń Pana, prowadzi dziś nas do pustego grobu. W doświadczeniu duchowej pustki, bezradnosci, niezrozumienia Bożych planów, opuszczenia przez Boga, dotykamy w jakiś sposób tego co rzeczywiście przeżywali uczniowie i Maria Magdalena w Wielki Piątek, Wielką Sobotę, Poranek Wielkanocny w drodze do grobu. My, wiemy i wierzymy że Pan, Wcielone Słowo Boże, Słowo Życia, zmartwychwstał. Jan dopiero wtedy uwierzył do końca i jakby na nowo. Świadek życia, śmierci, Zmartwychwstania pisze w swoich listach, Ewangelii, Apokalipsie  do nas o tym co widział, czego i Kogo dotykał, Komu uwierzył, aby nasza radość była pełna. Święty Jan pierwszy duchowy syn Niepokalanej, dopuszczony do tajemnic Serca Jezusa. Kiedy przyjdą ciemności w wierze, trudności w wierności Panu, warto sięgnąć do świadectwa Jana, które na nowo może rozpalić płomień wiary.  

Podziel się z innymi:

Dwa kościoły mojego dzieciństwa

Pisałam wczoraj o mojej rocznicy Chrztu Świętego. Zostałam ochrzczona w kaplicy przy ul. Kobielskiej w parafii pod wezwaniem Nawrócenia św. Pawła Apostoła w Warszawie. W tej parafii erygowanej w lipcu 1948 roku przez Sługę Bożego Kardynała Agusta Hlonda, założyciela zgromadzenia księży chrystusowców mieszkałam przez pierwsze półtora roku swojego życia. Póżniej dopóki, żyła cioteczna babcia w miarę możliwości nawiedzałam swój pierwszy kościół. Dziś po latach i swoistej Kalwarii, parafia raduje się swoim nowym kościołem i rozkwita. Może uda mi się dojechać tam na odpust parafialny w przyszłym roku. (http://www.diecezja.waw.pl/nawrpawel/index.php)

Dziś swoje „imieniny” obchodziła druga w moim życiu parafia. Rodzice przeprowadzili się z Grochowa na Mokotów i trafiliśmy pod opiekę księży jezuitów do parafii św. Szczepana na Narbutta w Warszawie. Parafia św. Szczepana została erygowana w dniu 2 marca 1949 r. przez ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego.Siedzibą parafii była dawna willa Lubomirskich należąca od r. 1936 do Prowincji Wielkopolsko – Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego. Po wojnie zamieszkał w niej Prymas kard. August Hlond. Abp Wyszyński zostając Prymasem po śmierci kard. Hlonda zamieszkał w domu Nuncjatury Apostolskiej przy Al. Szucha, a w willi przy ul. Narbutta ustanowił siedzibę nowej parafii. Była to pierwsza parafia erygowana przez abpa Stefana Wyszyńskiego.

Pierwszym proboszczem nowej parafii był kapłan diecezji warszawskiej, ks. Bronisław Piórkowski.

W październiku 1949 między Metropolitą Warszawskim Prymasem Stefanem Wyszyńskim, a Prowincjałem prowincji Wielkopolsko – Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego O.Edwardem Bulandą została zawarta umowa w której Arcybiskup Metropolita przekazał zarząd Parafii Towarzystwu Jezusowemu na okres 10 lat. W roku 1960 umowa została przedłużona na następne 10 lat. W roku 1977 parafia została powierzona Prowincji Wielkopolsko – Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego „in perpetuum”.

Tu do niewielkiej kaplicy przez blisko 11 lat przyprowadzali mnie rodzice na msze święte. Tu uczęszczałam na religię do baraczku, stojącego przy willi. Tu też w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryii Panny przystąpiłam do I Komunii Świętej.

Dziś kapliczka służy prowincjałowi i jego gościom, a obok pięknieje z roku na rok kościół św. Szczepana. Jak co roku, byłam tam i dziś, na uroczystej Eucharystii celebrowanej przez ks. bp. Tadusza Pikusa i ojców jezuitów. Choć minęły lata, nadal czuję się mocno związana z tym miejscem. Czas dziecięcej formacji, pierwszych modlitw, pierwszych spowiedzi, uczenie kontaktu z Bogiem i prowadzenie do Niego to dzieło jezuitów i jak wierzę patronat kardynała Hlonda. Jego obecność w moim zyciu zaznacza się różnymi wydarzeniami, radosnymi. Takie ciche przyciąganie i opieka. Po kolejnej przeprowadzce na warszawski Rakowiec, pamietam jak prosiłam rodziców, abyśmy mogli chodzić a raczej jeżdzić na msze święte do św. Szczepana. Związek z tym kościołem, duchowością ignacjańską był silny i trudno było mi się odnależć w nowych warunkach.(http://www.jezuici.pl/szczepan/).       

 

Podziel się z innymi: